Brakuje specjalistów i ...pieniędzy
Brakuje lekarzy specjalistów. Jasielski szpital, jak większość placówek na Podkarpaciu cierpi na ich deficyt. Najbardziej poszukiwani są endokrynolodzy, kardiolodzy, alergolodzy i reumatolodzy. Ogłoszenie o zatrudnieniu radiologów i anestezjologów figuruje na stronie internetowej szpitala od blisko 2 lat (Czytaj więcej), a chętnych nadal nie ma.

To z kolei w wielu przypadkach powoduje długie oczekiwanie w kolejce. Najtrudniej dostać się do endokrynologa. - Tak naprawdę jest tylko jeden specjalista, który przyjmuje dwa razy w tygodniu w przychodni – mówi Beata Trzop, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. Podobnie rzecz wygląda w przypadku alergologa. Ale już w poradniach, które funkcjonują przez 5 dni w tygodniu takiego problemu nie ma. Paradoks sytuacji polega na tym, że szpitale poszukują specjalistów, ale młodzi lekarze mają spore problemy z rozpoczęciem specjalizacji. W tym roku zaledwie 23 osoby z Podkarpacia mogły rozpocząć specjalistyczne szkolenia na koszt Ministerstwa Zdrowia. To mało, ale jak nietrudno się domyślić wiąże się to z pieniędzmi, a właściwie ich brakiem.
Kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia z roku na rok są coraz mniej korzystne, a zaległości powstałe w jasielskim szpitalu od 2008 roku powodują, że brakuje na pokrycie wymagalnych zobowiązań. Dopiero pod koniec sierpnia br. wyrokiem sądu na konto placówki wpłynęło 920 tys. zł za nadwykonania przeprowadzone w 2008 roku. To niespełna 1/3 wnioskowanej w pozwie kwoty. Pieniądze zostały natychmiast wypłacone kontrahentom, część przekazano na fundusz świadczeń socjalnych dla pracowników. Niebawem do sądu trafi kolejny pozew na kwotę ponad 4 mln zł, tym razem za rok 2009. - Na pewno nie uda się odzyskać jej w całości, ale liczę, że zostaną zapłacone zabiegi ratujące życie. Na pewno jednak będzie walka o każdą złotówkę – zaznacza B. Trzop. Zapewnia jednocześnie, że i te pieniądze w pierwszej kolejności pójdą na spłatę zobowiązań wobec dostawców.
Zarówno brak pieniędzy, jak i brak specjalistów powodują, że sytuacja staje się coraz trudniejsza. Nie tylko dla szpitali, ale także dla pacjentów, bo to w konsekwencji oni ucierpią najbardziej.
(kp)

