Nie mam tremy na scenie
Młoda, ambitna, przebojowa, tryskająca energią i zawsze uśmiechnięta. Nie boi się nowych wyzwań. O kim mowa? O 19-letniej Oldze Lackosz, która jest tegoroczną Miss Polonia Podkarpacia 2010

Finał wyborów Miss Polonia Podkarpacia 2010 odbył się 19 czerwca w Miejskim Domu Kultury w Stalowej Woli.
- Na sali było wielu moich znajomych, którzy cały czas skandowali osiem, osiem, osiem... wtedy pomyślałam, byłoby fajnie. Byłam w szoku kiedy wyczytali moje nazwisko, nie wierzyłam, że to ja. Później założyli mi koronę, szarfę, były prezenty, zdjęcia – opowiada swoje wrażenia Ola Lackosz.
To nie sen...
Dopiero na drugi dzień, kiedy przebudziła się w swoim domu, zdała sobie sprawę, że to prawda. Gdy zobaczyła koronę, a wokół pełno prezentów wiedziała, że to nie sen. – W ogóle nie miałam tremy wychodząc na scenę. Wszystkie dziewczyny próbowałam rozśmieszać, ale one były bardzo spięte. Zresztą zawsze podchodzę do życia na luzie, bardzo spokojnie. Na scenę wyszłam zrelaksowana, uśmiechnięta i może tym urzekłam jurorów – przyznaje z uśmiechem.
Myślała, że to żart
Ogłoszenie o konkursie Miss Polonia zobaczyła w internecie i pomyślała sobie wtedy „a co mi szkodzi, wyślę zgłoszenie”. – Po pół roku zadzwonił do mnie jakiś pan i mówi, że zaprasza mnie na casting. Myślałam, że jakiś mój znajomy robi sobie żart, bo zupełnie zapomniałam o tym zgłoszeniu – wspomina.
Pojechała na casting i dostała się do finałowej dwunastki. Potraktowała to jako przygodę, która zakończyła się dla niej sukcesem. – Wiem, że każda dziewczyna tak mówi, ale naprawdę nie nastawiałam się na wygraną – dodaje Ola.
W sumie miała pięć zgrupowań, wszystkie w Stalowej Woli. Wieczorami nie wolno było wychodzić z pokoi. – Raz złamałyśmy zakaz i poszłyśmy do dyskoteki. Dostałyśmy niezłą burę. Zrozumiałyśmy wtedy, że nie można łamać zasad – mówi.
Jedynie już po finale, kiedy w internecie pojawiły się o niej pierwsze artykuły nie było jej przyjemnie. – Było dużo złośliwych i zmyślonych komentarzy, które o mnie wypisywano. Wcześniej nigdy nie miałam z tym do czynienia, więc nie było mi przyjemnie. Potem nabrałam dystansu. Ludzie myślą, że jak są anonimowi w internecie, to mogą wypisywać, co im się podoba – zaznacza Ola.
Była ze mnie „chłopczyca”
Widać, że Olę lubi aparat. – Wcześniej miałam kilka zleceń związanych z modelingiem. To były małe zlecenia, pokaz mody czy fryzur. Dzięki temu oswoiłam się z obiektywem aparatu – przyznaje. – Poza tym od dziecka występowałam, recytowałam, tańczyłam. A w dzieciństwie to zawsze z chłopakami trzymałam. Taka ze mnie „chłopczyca” była. Z chłopakami grałam w piłkę nożną, a lalki w ogóle mnie nie interesowały – opowiada.
Piłka nożna do dzisiaj pozostała jej wielką pasją. Śledziła wszystkie mecze ostatnich mistrzostw świata w RPA. W niedzielnym finale (11 lipca) trzymała kciuki za wygraną Hiszpanii.
Poza tym interesuje się tańcem, podróżami, nauką języków obcych.
(…)
M. Miśkiewicz - Szczegóły na stronie 7 Nowego Podkarpacia

