Z Trzcinicy do Pekinu
5
Napisany dnia: 20.12.2008, 13:38 , Tagi: Brak
Kiedy jako mała dziewczynka zaczynała swoją przygodę ze sportem w szkole w rodzinnych Lipinkach, nawet nie marzyła o tym, że będzie reprezentować Polskę w największej imprezie na świecie - Igrzyskach Olimpijskich. – To niezapomniane przeżycie, którego nie da się z niczym porównać. Warto włożyć tyle pracy dla tych kilku chwil… – stwierdza Jolanta Wójcik, biegaczka ULKS Technik Trzcinica, tegoroczna olimpijka z Pekinu.

Przygoda Jolanty Wójcik ze sportem, jak sama mówi, zaczęła się trochę przez przypadek. W jej rodzinie nie było żadnych tradycji lekkoatletycznych.
Biegać można wszędzie
Talent Joli zauważył nauczyciel wychowania fizycznego śp. Kazimierz Świerzowski, który prowadził Uczniowski Ludowy Klub Sportowy przy Szkole Podstawowej w Lipinkach. To on przekonał ją do biegania.
– Kiedy chodziłam do szkoły, to nie było nawet sali gimnastycznej. Dlatego najlepsze warunki były do uprawiania lekkiej atletyki, bo przecież biegać można wszędzie – wspomina Jola Wójcik. Trzy razy w tygodniu chodziła na zajęcia. Biegali w parku, bo w szkole nie było warunków.
Po ukończeniu szkoły w Lipinkach trafiła do liceum sportowego w Trzcinicy, gdzie trenowała pod kierunkiem trenera Tomasza Sochy.
Od początku Jola startowała w różnych konkurencjach. Biegała od 100 do 400 metrów, także przez płotki oraz w przełajach.
- To właśnie w Trzcinicy zaczęłam się specjalizować w biegu na 400 metrów, ale startowałam także w trójskoku, w którym zajmowałam czwarte i piąte miejsce w mistrzostwach Polski juniorek – mówi biegaczka.
W czasie nauki w liceum była wielokrotną mistrzynią Polski, medalistką mistrzostw Polski juniorek młodszych i juniorek, zarówno na hali jak i na otwartym stadionie oraz medalistką Ludowych Zespołów Sportowych.
- W sumie od 15. roku życia jestem poza domem, bo w Trzcinicy mieszkałam w internacie. To była swoista szkoła życia – stwierdza J. Wójcik.
Przełomowy moment
Po ukończeniu liceum w Trzcinicy zaczęła studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, gdzie rozpoczęła współpracę z trenerem Lechem Salamonowiczem. W czasie studiów cały czas poprawiała swoje wyniki zarówno w biegu na 100, na 200 i na 400 metrów, zdobywając kolejne medale mistrzostw Polski. - Kilkakrotnie wyjeżdżałam z reprezentacją na zawody mistrzostw świata, Europy jednak zawsze mój udział ograniczał się do zawodniczki rezerwowej. Momentem przełomowym w mojej karierze był start w Pucharze Europy w 2007 roku. Wspólnie z koleżankami w sztafecie 4x400 metrów zajęłyśmy drugie miejsce. Dzięki temu awansowałyśmy do fazy olimpijskiej - Pekin 2008 – opowiada J. Wójcik.
Nominacja olimpijska
To był bardzo pracowity rok dla Joli Wójcik. Obroniła pracę magisterską, a potem rozpoczęła bezpośrednie przygotowania do wyjazdu do Pekinu. - Na początku moja forma nie wskazywała na to, że będę uczestniczką Igrzysk Olimpijskich. Decydującym startem były mistrzostwa Polski w Szczecinie, gdzie zajęłam trzecie miejsce i poprawiłam swój rekord życiowy o całą sekundę, uzyskując wynik 52,52 sekundy w biegu na 400 metrów. I ten rezultat dał mi realną szansę startu w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, gdyż ten czas był piątym wynikiem w Polsce, a do sztafety kwalifikowało się wówczas 6 osób – wspomina biegaczka. – Ale tak naprawdę dopiero jak otrzymałam oficjalne zawiadomienie, że pojadę na olimpiadę, to wszystko do mnie dotarło. Odebranie nominacji olimpijskiej to była bardzo wzruszająca i uroczysta chwila.
/mm/ - Szczegóły w Nowym Podkarpaciu

Przygoda Jolanty Wójcik ze sportem, jak sama mówi, zaczęła się trochę przez przypadek. W jej rodzinie nie było żadnych tradycji lekkoatletycznych.
Biegać można wszędzie
Talent Joli zauważył nauczyciel wychowania fizycznego śp. Kazimierz Świerzowski, który prowadził Uczniowski Ludowy Klub Sportowy przy Szkole Podstawowej w Lipinkach. To on przekonał ją do biegania.
– Kiedy chodziłam do szkoły, to nie było nawet sali gimnastycznej. Dlatego najlepsze warunki były do uprawiania lekkiej atletyki, bo przecież biegać można wszędzie – wspomina Jola Wójcik. Trzy razy w tygodniu chodziła na zajęcia. Biegali w parku, bo w szkole nie było warunków.
Po ukończeniu szkoły w Lipinkach trafiła do liceum sportowego w Trzcinicy, gdzie trenowała pod kierunkiem trenera Tomasza Sochy.
Od początku Jola startowała w różnych konkurencjach. Biegała od 100 do 400 metrów, także przez płotki oraz w przełajach.
- To właśnie w Trzcinicy zaczęłam się specjalizować w biegu na 400 metrów, ale startowałam także w trójskoku, w którym zajmowałam czwarte i piąte miejsce w mistrzostwach Polski juniorek – mówi biegaczka.
W czasie nauki w liceum była wielokrotną mistrzynią Polski, medalistką mistrzostw Polski juniorek młodszych i juniorek, zarówno na hali jak i na otwartym stadionie oraz medalistką Ludowych Zespołów Sportowych.
- W sumie od 15. roku życia jestem poza domem, bo w Trzcinicy mieszkałam w internacie. To była swoista szkoła życia – stwierdza J. Wójcik.
Przełomowy moment
Po ukończeniu liceum w Trzcinicy zaczęła studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, gdzie rozpoczęła współpracę z trenerem Lechem Salamonowiczem. W czasie studiów cały czas poprawiała swoje wyniki zarówno w biegu na 100, na 200 i na 400 metrów, zdobywając kolejne medale mistrzostw Polski. - Kilkakrotnie wyjeżdżałam z reprezentacją na zawody mistrzostw świata, Europy jednak zawsze mój udział ograniczał się do zawodniczki rezerwowej. Momentem przełomowym w mojej karierze był start w Pucharze Europy w 2007 roku. Wspólnie z koleżankami w sztafecie 4x400 metrów zajęłyśmy drugie miejsce. Dzięki temu awansowałyśmy do fazy olimpijskiej - Pekin 2008 – opowiada J. Wójcik.
Nominacja olimpijska
To był bardzo pracowity rok dla Joli Wójcik. Obroniła pracę magisterską, a potem rozpoczęła bezpośrednie przygotowania do wyjazdu do Pekinu. - Na początku moja forma nie wskazywała na to, że będę uczestniczką Igrzysk Olimpijskich. Decydującym startem były mistrzostwa Polski w Szczecinie, gdzie zajęłam trzecie miejsce i poprawiłam swój rekord życiowy o całą sekundę, uzyskując wynik 52,52 sekundy w biegu na 400 metrów. I ten rezultat dał mi realną szansę startu w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, gdyż ten czas był piątym wynikiem w Polsce, a do sztafety kwalifikowało się wówczas 6 osób – wspomina biegaczka. – Ale tak naprawdę dopiero jak otrzymałam oficjalne zawiadomienie, że pojadę na olimpiadę, to wszystko do mnie dotarło. Odebranie nominacji olimpijskiej to była bardzo wzruszająca i uroczysta chwila.
/mm/ - Szczegóły w Nowym Podkarpaciu
Komentarze Czytelników:
Dodaj nowy komentarz
Wybierz sposób wyświetlania komentarzy:
dnia 20.12.2008, 15:33. Identyfikator użytkownika:
Oby więcej takich sportowców!
dnia 20.12.2008, 17:34. Identyfikator użytkownika:
Brawo brawo brawo....dla Ciebie Jola I dla trenera Tomka...duzo dobrej roboty i są owoce...Trenerze oby wiecej takich wychowanków
Monika W:p
Monika W:p
dnia 20.12.2008, 20:16. Identyfikator użytkownika:
moja krysia terz biegała i się nie chwali ijak jej chcę ******** to mi zawsze ucieknie i co zatkało kakao
dnia 21.12.2008, 09:27. Identyfikator użytkownika:
Do "cyca z kiepskich" po prostu człowieku jesteś i..... że takie głupoty piszesz i chyba zazdrościsz takiego sukcesu no ale nikt tego Jej nie dał tylko sam to sobie wypracowała. Brawo Jola, i brawo dla trenera Tomka
Dodaj komentarz
Jeżeli chcesz, aby Twój nick był wyróżniony żółtym kolorem, po prostu zaloguj się w panelu logowania po prawej stronie
Zasady komentowania
⇓ ⇓ ⇓ Powiększ pole komentarza ⇓ ⇓ ⇓
Zasady komentowania
Wiesz coś ciekawego? Poinformuj nas o tym!
Wiesz coś, o czym my nie wiemy?
Chcesz podzielić się z nami informacjami?
Napisz do Redakcji lub wypełnij poniższy formularz.
Chcesz podzielić się z nami informacjami?
Napisz do Redakcji lub wypełnij poniższy formularz.

