Wigilia dawniej a dziś
Czas upływa a wraz z nim stare tradycje i przyzwyczajenia. Dawniej jedzono z jednej misy, dziś prawie każdy zasiada do stołu nakrytego piękną zastawą. O wigilii z lat dzieciństwa opowiadają panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Tarnowcu oraz sołtys Stanisław Lawera.

Łasi dostawali kuksańce
W wigilię do południa przygotowywano się do wieczerzy. Sprzątano, gotowano wigilijne potrawy, których zapach unosił się po całym domu. Łasi na pierogi dostawali kuksańca lub ścierką po łapach. Gdy nadchodził wieczór wszyscy ze zniecierpliwością czekali na nadejście pierwszej gwiazdki. - W tym wyjątkowym dniu każdy musiał być układnym, by przez cały rok być podobnym. Mężczyzna powinien jako pierwszy wejść do domu, by szczęście zagościło w nim przez cały rok – opowiada sołtys Stanisław Lawera.
Chodziliśmy z domu do domu
– Rodzina mieszkała w obrębie dwustu metrów. W każdym domu spożywało się dania wigilijne. Na stole kładziono siano, a na nim opłatek. Wszyscy jedli z jednej misy. Jeśli opłatek przykleił się do niej, oznaczało to urodzaj. Łyżkę należało przez cały czas trzymać ,a to żeby współmałżonek był mądry. Później całą rodziną wesoło kolędowaliśmy – wspomina Lawera.
„ Hop hop, gdzie jest mój chłop !”
Panny i kawalerowie po wieczerzy wychodzili na dwór w poszukiwaniu miłości. Panny krzyczały „hop hop, gdzie jest mój chłop !”, a z tej strony, z której echo się odezwało, tam czekał przyszły mąż lub żona.

„Kompot to najlepsza miotła żołądkowa”
Przewodniczącej Koła Gospodyń Wiejskich w Tarnowcu Barbarze Gądek wigilia kojarzy się z kapustą, barszczem z uszkami, pierogami, kompotem z suszonych śliwek i piernikiem korzennym. -Wykwintnych dań jest bardzo dużo na co dzień. W wigilię powinny dominować proste, tradycyjne dania. Dawniej na wsi była bieda. Przeważała przy stole kapusta, pierogi i groch. Nie było dawniej takich przypraw jak dziś, a jedynie sól, pieprz i kminek. Kompot z suszek jest najlepszą miotłą żołądkową, po sytej kolacji – radzi pani Barbara.
„Jadło się czym popadło”
Zdaniem Barbary Gądek święta kiedyś były biedniejsze, ale radosne - Nie raz się łezka przy życzeniach zakręciła. Teraz każdy jest nerwowy, za czymś się spieszy. - Do rodziców schodziła się cała rodzina. Brakowało łyżek, więc każdy jadł czym popadło. Brakuje tej atmosfery, która wtedy panowała - dodaje.
(icz)

