Korzystając z portalu Jaslo4u.pl wyrażasz zgodę na użytkowanie mechanizmu plików cookie. Mechanizm ten ma na celu zapewnienie prawidłowego funkcjonowania portalu Jaslo4u.pl. Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności portalu Jasło4u.pl

17 września - Dzień Sybiraka

11

Uroczystą mszą św. w kościele Farnym w Jaśle rozpoczęły się w dniu 17 września br. obchody upamiętniające 68 rocznicę agresji sowieckiej na Polskę. Mszę św. i homilię wygłosił ks. proboszcz Zbigniew Irzyk. Nawiązał w niej do miłości Ojczyzny, ciężkiej doli Polaków na ziemi syberyjskiej. Prosił o modlitwę za tych, którzy polegli na obcej ziemi i pokój na świecie.

 

Po mszy św., Sybiracy i zaproszeni goście w asyście pocztów sztandarowych, harcerzy i orkiestry kolejowej przeszli do Kaplicy Cmentarnej, gdzie prezes jasielskiego koła terenowego Związku Sybiraków przypomniał wydarzenia 16-17 września 1939 roku.

 

- 68 lat temu armia polska samotnie walczyła ze znacznie silniejszą armią niemiecką. W wyniku represji stosowanych na zajętym obszarze, kilkaset tysięcy osób deportowanych zostało na wschód, głównie na Syberię. Masowe wywózki objęły m.in. ziemiaństwo, przemysłowców, działaczy społecznych, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, urzędników państwowych oraz ich rodziny -  wspominał Władysław Kuźma, prezes zarządu Koła Terenowego Związku Sybiraków w Jaśle.

 

Podczas ceremonii odbył się Apel Poległych, po którym Sybiracy, Stanisław Zając, poseł na Sejm, Alicja Zając, przewodnicząca rady powiatu jasielskiego, Maria Kurowska, burmistrz miasta Jasła, zaproszeni goście i młodzież złożyli kwiaty i zapalili znicze.

 

W imieniu zgromadzony słowa podziękowania rodzinom i członkom związku Sybiraków złożyła Maria Kurowska, burmistrz miasta Jasła - W tym szczególnym dniu, Dniu Sybiraka dziękuję za wasz trud, cierpienie i upokorzenia. Dziękuję za to wszystko, bo z tego zrodziła się wolna Polska.

 

Sybiracy co roku spotykają się i wspominają, aby dać świadectwo prawdzie. Wybrali jako Dzień Sybiraka 17 września, bo tego dnia w 1939 r. zawalił się ich świat. Podczas spotkań wspominają swoich bliskich, swoje przyjaźnie i modlą się za tych, co już odeszli.

 

Uchwałą Senatu, 2007 rok obchodzony jest również jako rok gen. Władysława Andersa, dowódcy II Korpusu Polskiego.

 

 

 


Iwona Hawliczek
UM Jasło

 

Reklama

Komentarze: 11

Dodaj komentarz Widok:
0
@ gosc
dnia 19.09.2007, 14:16 · Zgłoś
pis pis pis pis pis pis pis pis pis pis pis pis pis
Odpowiedz
0
@ gosc
dnia 19.09.2007, 14:15 · Zgłoś
słowo sybirak wspominane przypomina niemców
Odpowiedz
0
@ leszczUSA
dnia 19.09.2007, 13:37 · Zgłoś
Nie twierdzę .że nie powinno być żadnych uroczystości rocznicowych historycznych.ale obecni rządzący nie tylko w Jaśle zrobili z tego pokazówkę i sposób na polityczne istnienie. Włodarze miasta i powiatu zajmują się [...]relami.a nie tym,do czego zostali wybrani. Obchody ,otwarcia ,pochody, imprezy,okolicznościowe msze, wieńce, wiązanki, przemówienia po kilka razy w miesiącu. Precz [...], do roboty.Wybierzcie ich znowu,,,
Odpowiedz
0
@ ...
dnia 19.09.2007, 13:24 · Zgłoś
popatrzcie co Wy piszecie... a pomyślcie czy gdyby nie Ci ludzie którzy teraz obchodzą takie rocznice to była by teraz Polska?? a czy w ogóle bylibyście [...] na prawdę jak tak czytam to ręce opadają... zero patriotyzmu..
Odpowiedz
0
@ ??
dnia 19.09.2007, 09:34 · Zgłoś
Nie rozumie pierwszych wypowiedzi... dlaczego nie ma być uroczyście obchodzona taka rocznica?? Przecież dla tych ludzi co ta m byli to była tragedia o której chcą przekazać młodemu pokoleniu.. trzeba było być na tej uroczystości i posłuchać, popatrzyć...
Odpowiedz
0
@ Bajka oBARDZO [...] KACZATKU i Unii E
dnia 18.09.2007, 22:21 · Zgłoś
cytat:

+Przesyłam Wam mini bajkę "terapeutyczną";)
"Uleczyła" już wielu z moich znajomych z malkontenctwa. Może i Wy macie kogoś komu zechcecie ją wysłać;)

Stado wielkich, dobrych ptaków zbierało się do odlotu do ciepłych krajów. Gdy już wielkie, dobre ptaki miały wzlecieć podfrunęła maleńka ptaszyna.
- Wy odlatujecie, a ja tu umrę z chłodu... - westchnął ptaszek.
- Leć więc z nami - zaproponowały wielkie, dobre ptaki.
- Ale wy macie duże skrzydła, a ja maleńkie...
- Gdy ustaniesz w locie, pomożemy ci - odpowiedziały wielkie, dobre ptaki, rozprostowując skrzydła.
- Ale wy macie duże żołądki, a mnie zabraknie pokarmu i umrę z głodu...
- Gdy będzie potrzeba, damy ci jeść - odpowiedziały wielkie, dobre ptaki, przestępując z nóżki na nóżkę, bo czas odlotu już był przekroczony.
- Ale wy macie...
- A idź [...], fPiSdu! - odpowiedziały wielkie, dobre ptaki.
I odleciały.




archiwum_onet, 18.09.2007 22:00
Odpowiedz
0
@ Czy KACZA POLSKA ...to WOLNA POLSKA????
dnia 18.09.2007, 22:02 · Zgłoś
Kaczynscy,Ziobro,Kryze, Kurski,Cymanski,Putra,Wasserman, Kaczmarek,Rydzyk i inni posychopaci..TO MA BYC WOLNA POLSKA???
Odpowiedz
0
@ Wspanialy teks Matki_Kurki :
dnia 18.09.2007, 22:00 · Zgłoś
Opowiem Wam historię jednego życia. Sami ocenicie, czy tak można i wypada żyć!

Szukam ciągle takiej formy przekazu, która nie będzie razić dydaktyzmem, ale bawiąc, wzruszając nuczy mnie tego, czym chce się podzielić z innymi. Lubię historie z życia wyrwane, jak zdążyłem zauważyć takie historie lubicie również Wy czytający moje próby formułowania słów w poszarpane myśli. Opowiem wam historię prawdziwą, nie będzie w niej polityki, szermierki ideologicznej, będzie tylko treść życia bohatera. Bohaterem opowieści jest człowiek, nikt ważny dla świata, świat nic o nim nie wie, a gdyby wiedział nie zawracałby sobie nim głowy. Urodził się mój bohater dawano temu przed wojną, w małej ukraińskiej wiosce kilkadziesiąt kilometrów od Terespola. W domu było ich 9, mogło być 12, ale troje zmarło na biedę. Ten bardzo pospolity rodzaj śmierci, na nikim nie robił wrażenia, tak się zyło i tak się umierało. W domu mojego bohatera było tak, że jadł ten kto pracował, a pracować, trzeba było od 6 lat, od świtu do nocy, żeby zarobić 1,2 zł. Za przedwojenne 1,2 zł. można było kupić dwa bochenki chleba i pudełko zapałek. Taki wikt starczył na parę kęsów całej rodzinie, gdyby nie 2 morgi w 7 kawałkach obsiane tym i owym, cała rodzina umarłaby na biedę. Żyło się przed wojną, w ukraińskich wsiach, biedą i cieszyć się wolną Polską nie było komu. Ludzie w małych ukraińskich wioskach przeklinali tę wolność, może i skosztowaliby patriotyzmu chochlami, gdyby patriotyzm nie smakował zupą z brukwi i zapałką dzieloną na 4. W tej wolnej Polsce, wolny był ksiądz, kolejarz, bogiem nazywano lekarza.

Gdy zachorowała matka 8 dzieci, mój bohater poszedł do miasta łaski prosić. Od księdza dostał łyżkę miodu i przykazanie by tej hojności nikomu nie zdradził, gdyż inni gotowi do miodu się zlecieć. Od lekarza cenę, której nie potrafił sobie wyobrazić. W końcu zaszedł do sterego żydowskiego sklepikarza, właściwie już tylko po to, by cukierki za szkłem pooglądać. Zobaczył stary Żyd małego bohatera i dowiedział się co go sprowadza. Kiedy usłyszał o suchotach matki, wystawił receptę. Idź mały do domu i powiedz mamie, niech się leczy tym co ma. Niech pije mleko z masłem na zmianę z surowymi jajkami, tak się z gruźlicy leczą ludzie biedni. Mojej zonie to nie pomogło, ale was jest więcej możecie się głośniej pomodlić, może Bóg uzna, że 8 dzieci potrzebuje matki. Masz na drogę miętusów i postaraj się zjeść tyle, żeby starczyło dla tej siódemki co w nawet popatrzeć na frykasy nie miała okazji. Cukierków starczyło dla sióstr i braci, matka przeżyła. Nikt nie wie dlaczego i od czego? Jajek, masła, mleka, czy modlitwy? Żeby rodzinie nie było zbyt wesoło, po ozdrowieniu matki przyszła wojna i to wojna z dwóch stron, właściwie z trzech stron. Najpierw Moskal zajął wieś i bił Polaków i Ukraińców. Potem Niemiec wygonił Ruskiego i Polaków bił Niemiec z Ukraińcem, a Polak ścigał Ukraińca i Niemca. Mój bohater miał już mleczny wąs, nie był dzieckiem rozumiał co się wokół niego dzieje i pojąć tego nie potrafił. Kto zrozumie, że jednego dnia Ukrainiec wrzucał Polskie dzieci do studni, by następnego Ukrainka polskie dzieci, przed Niemcami, chowała pod spódnicą. Kto zrozumie, że w dzień powszedni Polak podpalał ukraińskie chałupy, a od święta krył po chałupach tych Ukraińców, którzy [...] nie uważali za godnych Tryzuba.

Pewnie zastanawiałby się nasz bohater przez 5 lat, nad tym czego do dziś wytłumaczyć nie podobna. Stało się jednak tak, że rozmyślania przerwał mu pewien Niemiec, który złapał go na tym, że jest Polakiem. Z tej przyczyny, że Polak był Polakiem, Niemiec postanowił odstawić go do Westfalii, gdzie niemieccy rolnicy swoich synów oddali w ofierze III Rzeszy i teraz brakował im rak do pracy. Mój bohater został przyłapany tak, że nie zdążył słowa powiedzieć rodzinie, właściwie pożegnał się tylko sam ze sobą, uznał, że to już koniec. Mylił się i to tak bardzo jak tylko mógł się w tamtym czasie pomylić Polak z góry uznając nimca za złego. U Niemca zaznał mój bohater dobra, jak na tamte mordercze czasy, dobra niebywałego. Pierwszy raz mój bohater doznał czegoś, co mu było obce. Jadł na przymusowych robotach do syta, gdy zachorował zobaczył lekarza. Niemiec mówił do niego, patrzył na niego i traktował go jak syna, zwłaszcza od tego czasu, gdy listonosz przyniósł mu ze Stalingradu aluminiową blaszkę i kilka słów spisanych na rutynowym urzędowym papierze. Tak Niemiec pożegnał swojego syna, któremu nigdy nie mówił, że blond włosy i niebieskie oczy czynią człowieka lepszym i bezwzględnym.

Prawdopodobnie, mógł mój bohater przeżyć u Niemca do końca wojny, ale poczuł się zbyt pewnie w roli najedzonego i odwiedzanego przez lekarza. Z powodów, których do dziś nie jest w stanie zrozumieć, ukradł Niemcowi coś co należało do Niemca. Nie była to rzecz wielka, jakieś bibeloty, broszki, spinki, wszystko ledwie pozłacane. Tego Niemiec nie mógł zrozumieć, był dobrym Niemcem, w bardzo złym czasie i dostał zapłatę niespodziewaną. Gdy Niemiec przestał rozumieć popatrzył na mojego bohatera, jak na tego, ze wschodu, jak na tego mordercę, słowiańskie zwierzę, które [...] mu wspaniałego niebieskookiego syna. I tak trafił mój bohater do obozu pracy, gdzie przypomniał sobie smak zupy z brukwi okraszonej karakonami. Ledwie przeżył te przygodę, był bity, głodzony, poniewierany i codziennie szantażowany śmiercią. Z podziwem patrzył mój bohater na ruskich żołnierzy, tych samych co palili stodoły na Ukrainie, jak szli na pewną śmierć z laskami dynamitu ukradzionymi z kopalni, w rękach je detonowali między znienawidzonymi wachmanami. Przeżył mój bohater obóz, wyzwolił go amerykański, czarny jak ziemia żołnierz. Takiego cuda jeszcze bohater nie widział, trzeba pamiętać, że na Ukrainie nie było kranów i rower miał tylko kolejarz w mieście, nie było objazdowego kina, zatem bohater zobaczył człowieka nie z tej ziemi. Szybko się jednak oswoił z tym widokiem, zwłaszcza, że znów mógł się najeść do syta, amerykańskiej czekolady, a nawet pierwszy raz umoczył usta w [...] i zapalił [...].

Trzeba powiedzieć, ze zniósł to po męsku, nie zawróciły mu w głowie [...]. Niestety byli tacy Polacy, którym whisky i cygara odebrały rozum. Ze łzami w oczach opowiadał mój bohater o ich głupocie, gdy dla zabawy [...] i strzelali do niemieckich kobiet. Płakał z powodu Niemek i Polaków, normalnych chłopców, którym wojan i [...] odebrała rozum i człowieczeństwo. Za te zbrodnie na Niemkach Polacy zostali ukarani, tak jak w tamtym czasie karano, zapłacili życiem za głupotę i życie odebrali im wyzwoliciele strzegący prawa do życia wszystkich. [...] śmierć, za głupią śmierć. Te wydarzenia tak poruszyły bohatera, że zaczął wsłuchiwać się w opowieści, tych co przybywali z Polski i krzyczeli do rodaków, wracajcie do ojczyzny, to już inny kraj, w tym kraju chłop i robotnik jest panem, chłop i robotnik ma władzę. Takie słowa na młodym kawalerze, wychowanym w ukraińskiej biedzie robiły porażające wrażenie. Spakował tobołek, wziął po pachę zdobyczny akordeon i ruszył z portu niemieckiego do portu w Gdyni. W Gdyni ich wysadzono i oznajmiono, że teraz pojada pociągiem na ziemie obiecane. Spytał mój bohater, o jaką ziemie chodzi, kto ją odzyskał i co z jego ojczyzna? Co z wioską na Ukrainie? Ktoś szeptem mu wytłumaczył, żeby o takie rzeczy nie pytał i cieszył się z tego co mu władza daje, a daje mu władza niemieckie murowane domy, nie lepianki z przypieckiem. Do pociągu była chwila, usiadł mój bohater w dworcowym barze i siedzi zadumany,. Widząc go rodak tutejszy, podchodzi i zagaduje, stawia herbatę i pyta co mój bohater zamierza. Dobrze im się rozmawiało, w końcu rodak tutejszy zaproponował, że odkupi od mojego bohatera niemiecki zdobyczny instrument, bo strasznie mu przypadł do gustu, zaproponował cenę, 120 zł. Cena tutejszego rodaka, poraziła mojego bohatera.

Szybko przeliczył, że na Ukrainie musiałby pracować 100 dni, że za 150 zł, można kupić krowę. Zgodził się na cenę i instrument sprzedał. Tak się ucieszył z transakcji, że postanowił uczcić interes wypalonym [...] z filtrem. Poszedł do baru i zażyczył sobie paczkę [...] i zapałki, po drugiej stronie kontuaru usłyszał cenę - 80,50 zł i ta cena grzmi mu w uszach do dziś. Tak oto przywitała mojego bohatera Polska i Polak tutejszy.
Ruszył bohater na zachód, chałupę znalazł bez trudu i sprowadził rodzinę z ukraińskiej wioski, razem z sąsiadami. Córka sąsiadów wyrosła w czasie tułaczki bohatera na piękną małżonkę. Gdy się pobierali stułą związał ich ksiądz i grosza za ten węzeł nie wziął. Potem zaprosił na plebanię i wręczył duży garniec miodu, aby chociaż na starcie słodko im się żyło. Zamieszkali w pięknym poniemieckim domu, obok mieszkała Niemka, która została w domu swoich rodziców, mimo strachu przez nieznanymi sąsiadami. Jak na Ukrainie Sklepik prowadził stary Żyd, chociaż nie był to sklepik Żyda, ale wspólny spółdzielczy. Sołtysem wsi został Ukrainiec, jako jedyny umiał pisać podania i liczyć na liczydle, a przyjechał jako mąż przesiedlonej Polki, Żyli sobie wszyscy razem, przesiedleńcy z tutejszymi. Żydzi z Ukraińcami, Polacy z Niemcami i budowali socjalistyczną ojczyznę, nie mając zielonego pojęcia cóż to takiego jest, poza tym, że wszystko musi być wspólne. Było co jeść, do szkoły na siłę i do pracy na siłę gonili, kto by tam myślał, czy to wolność, czy niewola, nie było biedy i wszystkich cieszyło. Tylko Niemka czasami wspominała, że szkoda i świetlicy wiejskiej przerobionej na stajnie i stawu gdzie się wylewa [...]owice.

I tylko czasami sklepikarz Żyd zagaił, że lepiej aby ludzie mieli coś swojego, bo o swoje człowiek dba bardziej niż ludzie o niczyje, tym słowom przytaknął ksiądz. Ludzie słuchali Niemki, Żyda i księdza, ale nikt się nie palił do zmian, zmian wszyscy mieli dość, zmiany groziły tym, że bieda może znów się rozpanoszyć, tym straszyli ci u władzy, straszyli nowocześnie, radiem i telewizorem. Jakoś tak się chyba samo porobiło, że odeszło wspólne niczyje i znów przyszła wolność, przyszły zmiany, wróciła bieda. Nikt już do pracy nie gonił, lecz z pracy wyganiał. Ludzie się pogubili, ludzie przestali rozumieć, ludziom znów się przypomniała biedna ukraińska, [...] polska wolność. Ludzie zaczęli szukać przyczyn powrotu biedy i zobaczyli. Na sklepiku pojawił się szyld. Przywiesił go syn starego Żyda, po wygranym przetargu, gdzie chętnych do przejęcia samodzielnego interesu nie było. Do Niemki przyjechali krewni i odmalowali dom. Ludzie byli zaskoczeni, nie wiedzieli co się dzieje i wtedy przyszli ci, którzy ludziom wytłumaczyli. Część tłumaczyła, popatrzcie na Niemkę i Żyda, weźcie sprawy w swoje ręce, nie siedźcie tak na przypiecku, jedźcie do miasta, puszka farby kosztuje grosze, odmalujcie domy, naprawcie płoty, spytajcie o pracę. Nie ma już takiej pracy, żeby machać kosą, idźcie na kurs, gdzie dowiecie się jak jedna maszyna, może pisać, rysować, liczyć, nawet śpiewać i grać, dzieciom w lekcjach pomagać. Wolność nie jest zła, wolność daje niezliczone możliwości, spróbujcie, posmakujcie wolności, tej prawdziwej, która nie wrzuca dzieci do studni, nie pali stodół, nie [...]. Tego przekazu ludzie i nasz bohater nie rozumieli, byli już starzy i zmęczeni wolnością, chcieli chleba i eksmisji biedy. Wtedy przyszli inni, tacy, którzy zaczęli tłumaczyć inaczej, prościej. Ci inni wykrzyczeli ludziom, że bieda to efekt złych zmian, na których dorabiają się tylko obcy. Spójrzcie komu żyje się dobrze, to Żyda ma sklep, to do Niemki przyjeżdżają krewni i wykupią wasze domy, to dla nich są te zmiany. Kto się bogaci, ma za uszami, wy jesteście biedni, bo uczciwi. Słuchajcie nas i popierajcie nas, my przywrócimy stary porządek, gdzie wszystko będzie wspólne, tylko musimy zabrać Żydom, tylko musimy wygonić Niemców.

Pamiętacie jak było kiedyś, pamiętacie jak Niemcy nas [...], jak Żydzi nas wykorzystywali i tylko u księdza można było szukać ratunku, tylko Polacy są solidarni w biedzie. Słuchał tego wszystkiego mój bohater, znów głodny we własnej ojczyźnie i wszystko w nim kipiało, wszystko krzyczało, ci nowi, ci inni maja rację. Słyszysz oni dobrze mówią. Popatrzyłem na swojego bohatera ze zdziwieniem i po krótkiej chwili konsternacji zadałem pytanie sformułowana w gorąca prośbę. [...]ku opowiedz raz jeszcze o Żydzie, który sprzedał ci receptę dla mamy, o Niemcu, któremu ukradłeś spinki, [...] skrywającej brata babci, o tym księdzu co dał ci łyżkę miodu i tym co nie wziął grosza za ślub i garniec miodu. Opowiedz o Polakach, którzy ukrywali Ukraińców i tych którzy [...] Niemki. O tym Polaku, co ukradł ci za 120 zł akordeon i tych sąsiadach, którzy na ślubny prezent dali wam pierwsze talerze i garnki. Mój bohater, usiadł i opowiedział historie znane mi od lat, jak zwykle słuchałem ich tak jakby były premierowe. Kiedy skończył historię swojego życia, wyłączył grzmiące radio i syczący telewizor po czym powiedział rzecz jak nie śniła się filozofom. To wszystko nie jest takie proste jak słowa tych z radia i telewizji. Ludzie nie są źli, zła jest pogarda dla wolności, zła jest bezczynność. Chciałbym dożyć w mojej Ojczyźnie takiej chwili, w której wolność nie będzie smakować zupą z brukwi. Żeby tak się stało Polacy muszą kupować nie kraść. Muszą dzielić się talerzami i nie szukać przyczyn biedy w sklepie Żyda, marzeniach Ukraińca, szkatule Niemca i miodzie księdza. Polacy nie mogą pokazywać krewnym Niemki odrapanych ścian, nie jesteśmy od Niemców lepsi, ale i nie gorsi. Polacy nie mogą częstować się spółdzielczą niewolą, muszą dbać o swoje, wygrywać przetargi, malować domy, wysyłać dzieci do obsługi liczących maszyn. Polska musi się wyrwać z ukraińskiej wioski. Ja tego nie zobaczę, ale ty masz mi obiecać, że twoje dziecko nie pozna smaku wolności ugotowanej z brukwi.




Matka_Kurka, 18.09.2007 20:54
Odpowiedz
0
@ Ludzie skonczcie z tym rozdrapywaniem ra
dnia 18.09.2007, 21:58 · Zgłoś
..juz sie chce wymiotowac-BUDIJCIE KRAJ,a nie ciagle o kleskach i o tym co bylo 4563838 lat temu..
Odpowiedz
0
@ A KIEDY DZIEN "EMIGRANTA"?
dnia 18.09.2007, 21:55 · Zgłoś
przeciez tyle narodu, tylu mlodych musialo Uciekac z tej chorej Kaczolandi uslanej klamstwem i [...]-nacjonalizmem...
Odpowiedz
0
@ O Jezuuuuu!
dnia 18.09.2007, 21:53 · Zgłoś
skonczcie z tym paplaniem sie w bagnie przeszlosci!!!!

:mad:..juz 2 MILIONY MLODYCH LUDZI UCIEKLO Z KACZYSTANU...niedlugo poumieracie z nedzy bo nikt nie bedzie placil na wasze emeryturki!
Odpowiedz
Dodaj komentarz
Piszesz jako:

Jaslo4u.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy. Użytkownik ponosi odpowiedzialność za treść komentarzy zgodnie z Polskim Prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i redagowania komentarzy niezgodnych z regulaminem.