3000 km najdłuższego szlaku górskiego w Europie za jasielską parą wędrowców!
Przed Weroniką Łukaszewską i Sławkiem Sanockim kolejne wyzwania. W Apeninach miało być z górki, tymczasem podróżnicy muszą zmagać się z kolejnymi przeciwnościami losu. Na szlaku wszystko dzieje się na odwrót niż sobie zaplanowali. Apeniny przywitały ich załamaniem pogody.

- 11 września w Alpach spadł pierwszy śnieg. Przez kilka dni północny wiatr przywiewał do nas mroźne powietrze. W ciągu dnia temperatura powietrza oscylowała w granicy 10 stopni Celsjusza. W nocy było jeszcze chłodniej. W górach występują przymrozki. Śpimy w ubraniu i kurtkach puchowych - mówi Weronika. Okazuje się, że chłodna aura, o tej porze roku, jest we Włoszech zjawiskiem nadzwyczajnym. - W Ligurii przez cały czas silnie wieje i często pada. Mijamy wiatraki, więc wiemy, że wiatr jest tu normalny. Ale nie taki. Mieszkańcy, z którymi rozmawiamy mówią o anomaliach pogody. Tak zimno we wrześniu nie bywa - dodaje.

Z każdym kolejnym tygodniem Weronika i Sławek muszą zmagać się z frontami pogodowymi, które serwują im kilkudniowe opady deszczu. Jakby tego było mało, to w Toskanii zastał ich huragan. Szlak wiedzie tam grzbietem położonym na wysokości ponad 1800 metrów. Postanowili zatem poczekać na zmianę pogody. Po dwóch dniach oczekiwania wrócili na szlak.

Znośne warunki pogodowe towarzyszyły wędrowcom podczas przemarszu przez kilka pasm w Toskańskich Apeninach: Crête dei Laghi, Nodo del Monte Alto, Groupe du Mont Cusna, Crête du Mont Giovo, Groupe du Mont Cimone. Nie utrzymały się one jednak zbyt długo. Nadszedł kolejny deszczowy front.
- Miały być trzy dni pogody, więc chcieliśmy przejść sto kilometrów wysokich partii gór. Prawie się udało. Przez dwa dni podziwialiśmy piękną jesień, ale trzeciego deszcz zlał nas na 1800 metrach. Przy silnym wietrze temperatura odczuwalna spada do zera. Do zejścia w las mieliśmy dwie godziny marszu. Pomimo to, nie mogliśmy się rozgrzać. Dopiero na przełęczy w wiosce, 1300 metrów niżej zrobiło nam się ciepło - relacjonuje Sławek. - W kolejnych dniach szliśmy w deszczu przez niższe, zalesione góry. Było cieplej, co miało duże znaczenie w kontekście marszu, podczas którego mieliśmy na sobie mokre ubrania. Każde Gore-texy puszczają po kilku godzinach marszu w deszczu - dodaje.

O tej porze roku, na apenińskich szlakach nie ma co liczyć na odpoczynek w schroniskach. Po sezonie większość z nich jest bowiem zamknięta, w odróżnieniu od schronisk w polskich górach, które czynne są przez cały rok. Weronika i Sławek doskonale potrafią jednak radzić sobie w trudnych warunkach. Korzystali ze schronów, czyli bivacco, które są pomieszczeniami wydzielonymi w budynku schroniska, otwartymi i dostępnymi poza sezonem albo osobnymi budynkami. Wiele z nich ma piec, dzięki czemu w jednym z takich miejsc, mogli wysuszyć odzież i ekwipunek.
- Podczas wyprawy najważniejszą rolę odgrywa psychika. Jest nam coraz ciężej. Nie przygotowaliśmy się na aż tak złą pogodę, wilgoć i zimno. Takie warunki przypominają nam zimową wyprawę przez Łuk Karpat, ale wtedy wiedzieliśmy na co się piszemy. Teraz puchowe kurtki i odzież termiczna powoli przestają wystarczać. Obawiamy się, że lada dzień tu też spadnie śnieg. A to najczarniejszy scenariusz, bo może zakończyć wyprawę - mówi Weronika.

Wędrówkę szlakiem Sentiero Italia możecie śledzić na stronie internetowej viamountains.com
Sponsorem wyprawy jest firma JAFAR. Partnerem Miasto Jasło. Partnerami technicznymi: Brubeck, Cumulus. Patronat medialny nad wyprawą objął portal www.jaslo4u.pl.
red.

