A wszystkiemu winien gen...
2
„For millions of years mankind lived just like the animals
Then something happened which unleashed the power of our imagination
We learned to talk” (Pink Floyd, “Keep talking”)
Then something happened which unleashed the power of our imagination
We learned to talk” (Pink Floyd, “Keep talking”)
Od tych słów zaczyna się jedna z piosenek Floydów. Wydawać by się mogło, że ten olbrzymi krok zmieni świat, zmieni ludzi. I rzeczywiście tak się stało. Pytanie tylko, czy to przyniosło więcej korzyści czy więcej szkody? Jak się nad tym głębiej zastanowić, to nasuwają się raczej mało optymistyczne wnioski. Jeden jedyny, jaki można uznać za pozytyw, to milowy krok w ewolucji, w drodze pomiędzy neandertalczykiem a homo sapiens. Co się do tego przyczyniło?
Takie małe coś, niewidoczne gołym okiem, a nazywa się FOXP2. To gen, w którym podobno ponad 50 tysięcy lat temu u człowieka neandertalskiego wystąpiła mutacja, która wykształciła mowę ludzką. Według R. Kleina z Uniwersytetu Kalifornijskiego, neandertalczyk - boczna i uschła gałąź drzewa genealogicznego dzisiejszego homo sapiens, posługiwał się komunikacją prewerbalną: nie mówił płynnie, nie rozróżniał głosek, piszczał, skrzeczał, co nie wymagało aby dysponował regułami gramatycznymi. Patrząc jednak na niektórych osobników rodzaju ludzkiego można odnieść wrażenie, że w trakcie mutacji coś się nie zadziałało. Stąd w pewnych przypadkach pojawia się bezład w mowie i niezrozumiały bełkot. Krótko mówiąc, niektórzy - zachowując niebywałą odporność - zatrzymali się na etapie neandertalczyka.
...Ale wracając do tematu, mutacja FOXP2 przyniosła też pewne korzyści – zapoczątkowała bowiem u przodków należących do gatunku neandertalno-münsterskiego rozwój inteligencji i umiejętności malarskich. Paleologiczne znaleziska na ścianach jaskiń w Cromagne przedstawiają sceny z polowania na zwierzęta, a o talentach muzycznych świadczą pierwotne instrumenty jak piszczałki czy kości. Muzyka była więc wcześniejszym sposobem łączności międzyludzkiej niż mowa i stanowiła kontakt bardziej symboliczny, podyktowany wymogiem otoczenia, a nie potrzeby serca.
Dzisiaj, kiedy mowa jest dla nas czymś oczywistym, może wyrządzić tyle samo dobra, co zła. Posługując się narządem mowy możemy przekazywać swoje myśli, wyrażać uczucia, możemy informować, albo celowo i świadomie wprowadzać w błąd. Możemy też mówić prawdę, albo ją ukrywać, możemy budować wspólnotę, opartą na wzajemnym zaufaniu i szacunku, ale możemy również nią manipulować w celu osiągnięcia określonych korzyści.
Dzięki mowie możemy sprawić komuś ogromną radość albo wyrządzić wielką krzywdę. Słowa, które kierujemy w trakcie rozmowy mają swoją wewnętrzną przyczynę. To właśnie „intencja serca” jest tym impulsem, które wprawia słowo w ruch, nadając mu dialogową dynamikę. Dlatego zanim wypowiemy jakiekolwiek słowo zastanówmy się, co chcemy przez nie osiągnąć. Nie zachowujmy się jak nasi przodkowie, którzy skrzekiem i piskiem próbowali zwrócić na siebie uwagę otoczenia.
(omega)
