Błędna decyzja i niepotrzebna strata czasu. Mieszkańcy Gądek mają pretensje do władz.
42
Dzisiaj zostaną przeprowadzone prace naprawcze przy odbudowaniu wału na Gądkach. W sobotę po południu zapadła decyzja o ich częściowym rozkopaniu, aby usprawnić przepływ wody na tym osiedlu. Wały przekopywane łopatami przez mieszkańców miasta oraz strażaków OSP nie przyniosły efektów, w związku z czym w niedzielę rano do akcji wkroczyły dwie koparki.



Zdaniem Zdzisława Dziedzica, przewodniczącego osiedla Gądki popełniono poważny błąd kopiąc wały ręcznie i na wysokości ulicy Słonecznej. - Było uzgodnione, że będzie duża koparka na gąsienicach. A Kurowska się chwali, że musiała dzwonić po zgodę do ministra.
Po to jest sztab kryzysowy, żeby decyzję podejmował na miejscu – mówi zdenerwowany Dziedzic.
Rzeczywiście, w nocy z soboty na niedzielę zeszło zaledwie kilkadziesiąt centymetrów wody, bo w pewnym momencie przekop został zablokowany. - Przez noc zeszło niewiele. Wykopane było tylko do pewnego poziomu i nie puściło wody, dlatego rano trzeba było znowu ruszyć – dodaje przewodniczący osiedla.
Wiceburmistrz Ryszard Pabian broni stanowiska decydentów. - Ustalenia w sobotę były takie, że mamy to wykopać ręcznie, więc to zostało wykonane. Jak widać natura jest przekorna, tam gdzie nie trzeba to rozbiera wały, natomiast tu nie chciała nam pomóc – tłumaczy Pabian.
Decyzję o rozszczelnieniu wałów poparł także wojewoda Mirosław Karapyta. - Zgoda na rozsczczelnienie wałów była słuszna. Odniosło to skutek, bo jest pewna drożność tej wody, która powraca do koryta rzeki.
Dziedzic ma jednak żal do lokalnych władz, bo kiedy próbował wyjaśnić sytuację wyrzucono go ze sztabu w starostwie. - Nie było argumentu na to, że nie może wjechać tam koparką. Mnie wyrzucili ze sztabu w starostwie, bo jak chciałem ostrzej swoje zdanie powiedzieć to mnie wyrzucili i już nie wpuścili – mówi radny.
(kp)
Zdaniem Zdzisława Dziedzica, przewodniczącego osiedla Gądki popełniono poważny błąd kopiąc wały ręcznie i na wysokości ulicy Słonecznej. - Było uzgodnione, że będzie duża koparka na gąsienicach. A Kurowska się chwali, że musiała dzwonić po zgodę do ministra.
Po to jest sztab kryzysowy, żeby decyzję podejmował na miejscu – mówi zdenerwowany Dziedzic.
Rzeczywiście, w nocy z soboty na niedzielę zeszło zaledwie kilkadziesiąt centymetrów wody, bo w pewnym momencie przekop został zablokowany. - Przez noc zeszło niewiele. Wykopane było tylko do pewnego poziomu i nie puściło wody, dlatego rano trzeba było znowu ruszyć – dodaje przewodniczący osiedla.
Wiceburmistrz Ryszard Pabian broni stanowiska decydentów. - Ustalenia w sobotę były takie, że mamy to wykopać ręcznie, więc to zostało wykonane. Jak widać natura jest przekorna, tam gdzie nie trzeba to rozbiera wały, natomiast tu nie chciała nam pomóc – tłumaczy Pabian.
Decyzję o rozszczelnieniu wałów poparł także wojewoda Mirosław Karapyta. - Zgoda na rozsczczelnienie wałów była słuszna. Odniosło to skutek, bo jest pewna drożność tej wody, która powraca do koryta rzeki.
Dziedzic ma jednak żal do lokalnych władz, bo kiedy próbował wyjaśnić sytuację wyrzucono go ze sztabu w starostwie. - Nie było argumentu na to, że nie może wjechać tam koparką. Mnie wyrzucili ze sztabu w starostwie, bo jak chciałem ostrzej swoje zdanie powiedzieć to mnie wyrzucili i już nie wpuścili – mówi radny.
(kp)
