Boi się o bezpieczeństwo swoje i rodziny
Od kiedy została pogryziona przez wściekłą kunę boi się wychodzić z domu po zmroku. Sąsiedzi nie zostawiają już psów na noc przed domem. Wieczorami przy zaniedbanej posesji tuż obok ich domu widać tylko parę maleńkich oczu, które święcą się w ciemnościach. Mieszkańcy osiedla Gądki mają obawy, że tam wciąż mogą być zarażone wścieklizną kuny.

Do ugryzienia przez wściekłą kunę doszło na ul. Gądki z 29 na 30 października tuż przed Świętem Zmarłych. Tuż przed północą na podwórku zaczął skamleć pies. Jego właścicielka, pani Bożena Marchewka wybiegła na zewnątrz zobaczyć co się dzieje. Gdy otworzyła drzwi pies wbiegł do domu z impetem. Zachowanie zwierzęcia zaniepokoiło ją i postanowiła sprawdzić co lub kto wystraszył psa.
- Usłyszałam ją przez okno. Skomlała jakby jej ktoś krzywdę robił. Wybiegłam na pole, ale gdy tylko otworzyłam drzwi przewróciła mnie, tak uciekała do domu. Dziwne dla mnie było, że taki duży pies czegoś się wystraszył. Z drugiej strony pomyślałam sobie, że może ktoś chodzi po podwórku, bo różnie bywa. Trochę się przestraszyłam i zaczęłam się wracać do domu. W pewnym momencie z odległości 5 metrów wyskoczyło coś spod świerków i ugryzło mnie w tył nogi – opowiada Bożena Marchewka. - Narobiłam paniki stawiając cały dom na nogi. Mówię do taty, że coś zaatakowało mnie na podwórku, bo nie widziałam co to za zwierze. Gdy się odwróciłam, po tym jak zostałam ugryziona ono uciekło. Tata wyszedł na zewnątrz sprawdzić co to mogło być. Świecił latarką przy ogrodzeniu. Zauważył kunę po drugiej stronie u sąsiada, która szalała chcąc przedrzeć się na jego stronę – dodaje.
Wściekłe zwierze nie odczuwa strachu
Gdy tylko kunie udało się przedostać na posesję rodziny Marchewków wściekłe zwierze podrapało pana Edwarda po nogach. Ten jednak szybko uderzył je kołkiem. Otumaniona została dobita przez mężczyznę. Pogryzieni i podrapani właściciele posesji niezwłocznie pojechali na szpitalny oddział ratunkowy, a martwe zwierze trafiło do badań. Okazało się, że kuna miała wściekliznę. Pani Bożena oraz pan Edward są wciąż pod kontrolą lekarza i biorą zastrzyki. Pies znajduje się natomiast pod obserwacją lekarza weterynarii. - Być może uchroniły ją szczepienia z roku na rok. Mimo, że została pogryziona mogła się nie zarazić, ale trzeba dmuchać na zimne i po prostu obserwować zwierzę i patrzeć co się będzie działo.
„Boje się!”

Od tamtej pory pani Bożena boi się spacerować z psem po zmroku. Podobnie jak jej sąsiedzi nie zostawia już psa na podwórku. Wieczorem biorą swoje zwierzęta do domów w obawie przed kolejnymi pogryzieniami przez wściekłe zwierzęta. - Kuna atakuje przeważnie wieczorem, a ludzie lubią wieczorami spacerować. Dowiedziałam się, że mają powstać na osiedlu place zabaw dla dzieci. Miejsca, które wybrali mogą również być zagrożone. Wściekła kuna pojawiła się u mnie, a za tydzień lub dwa może być gdzie indziej. Te zwierzęta wciąż tutaj żerują. Obok naszej posesji są nieużytki. Wieczorem widać, jak w tych chaszczach świecą się małe oczka. Nie są to koty, tylko kuny – podkreśla.
Schadzki i balangi




Niedaleko posesji rodziny Marchewków znajduje się bardzo zaniedbany teren, nie pielęgnowany od lat. Chaszcze są tak wysokie, że przewyższają ogrodzenie. Mieszkańcy osiedla Gądki obawiają się, że to właśnie na tej działce gnieżdżą się kuny oraz inne zwierzęta. Ponadto na tym terenie stoi drewniany dom, do którego jak podkreślają sąsiedzi schodzi się młodzież. - Przez całe lato odbywały się w tym domu balangi młodzieży. Nastolatkowie naskładali tam koce i poduszki. Nie ma tam prądu ani gazu, więc świecili świeczkami. Trzy lata temu powiesił się w nim chłopak. Ja nie chcę, żeby tam doszło do jakieś kolejnej tragedii – zaznacza pani Bożena.




Mieszkańcy już we wrześniu skierowali pismo na ręce przewodniczącego osiedla Michała Rybki o uprzątniecie tego terenu, który stwarza zagrożenie pożarowe. Ponadto zaznaczyli w nim, że w tych wysokich trawach żyją różnego rodzaju szkodniki, a także pojawiła się niebezpieczna roślina jaką jest Barszcz Sosnowskiego. Od momentu ugryzienia przez chore zwierzę, mieszkańcom ul. Gądki tym bardziej zależy na odnalezieniu właściciela i nakazaniu uprzątnięcia tego bałaganu na jego posesji.
Kto płaci podatek? Gdzie jest właściciel?

Okazało się, że podatek za tę nieruchomość nie jest płacony od dwóch lat, a właściciele zapuszczonej posesji, na której stoi drewniany dom prawdopodobnie wyjechali za granicę. - Skierowałem pismo od mieszkańców do Urzędu Miasta oraz Straży Miejskiej wraz ze zdjęciami posesji w celu ustalenia właściciela i poinformowanie go o zaistniałym problemie, jaki stanowi jego zaniedbana posesja – tłumaczy przewodniczący osiedla Michał Rybka.

Nie było to jednak wcale proste. Choć strażnicy miejscy ustalili adres zamieszkania właścicieli działki, pod który wysłali pismo z prośbą o jej uprzątnięcie – pozostało ono bez odzewu. - Po ustaleniu adresu zameldowania właściciela działki w dniu 18.09.2015 zostało do niego wysłane pismo z prośbą o wykoszenie i oczyszczenie działki oraz zabezpieczenie wejścia do budynku. Pismo nie zostało odebrane i trwają czynności zmierzające do ustalenia miejsca pobytu właściciela. Obecnie przepisy są tak skonstruowane, że możemy zwrócić się do osoby będącej właścicielem posesji, z prośbą aby poprawiła stan estetyczny swojej działki i przeważnie przynosi to oczekiwany skutek – wyjaśnia Paweł Szynal, p. o. Komendanta Straży Miejskiej w Jaśle.
Straż Miejska wystosowała również pismo do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Jaśle z pytaniem, czy na owej działce istnieje zagrożenie pożarowe oraz pismo do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Jaśle, czy niezabezpieczony przed dostępem budynek stwarza zagrożenie dla osób, które tam okresowo przebywają.
O sprawie będziemy informować na bieżąco.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl

