Boimy się! Nie czujemy się bezpieczni!
Mieszkańcy Jasła mają dosyć uciążliwych psów z ul. Polnej. Ich właściciel to schorowany, mieszkający samotnie człowiek, który nie radzi już sobie z liczną ich gromadą. Z około trzydziestu psów zostało mu osiem. Gryzą i terroryzują każdego napotkanego na swojej drodze człowieka.

Stanisław Majkut to 66-letni mieszkaniec Jasła. Od lat 90-tych opiekuje się liczną sforą psów. Miał ich około trzydziestu. Wtenczas był sprawnym człowiekiem, radził sobie i dbał o nie. Lata mijały, a stan zdrowia pana Stanisława znacznie się pogorszył. Jest po przebytym zawale oraz wylewie, ma problemy z chodzeniem. Sam wymaga opieki i troski. Choć ma rodzinę to mieszka samotnie w domu bez prądu oraz gazu. Jego miesięczna emerytura wynosi 800 zł, z czego musi żyć i nakarmić obecnie osiem psów. Część zwierząt została wcześniej oddana do adopcji, znaleziono dla nich nowy dom. Zanim jednak tak się stało, psy podrosły i zaczęły stanowić problem nie tylko dla okolicznych mieszkańców ul. Polnej, ale również dla wszystkich osób, które napotkały je na swojej drodze.

Wszystko zaczęło się kilka lat temu od pierwszych poważnych pogryzień. Dochodziło do nich 4-5 razy do roku. Powiatowy lekarz weterynarii Andrzej Smyka przeprowadził kontrolę stanu utrzymania tych zwierząt, a w 2013 r. wystąpił z wnioskiem do burmistrza miasta o tymczasowe odebranie psów panu Stanisławowi. - Psy przebywały w warunkach niekomfortowych, nie były przeprowadzane podstawowe zabiegi: szczepienia, odrobaczania itd. Miasto odmówiło ich odebrania, ale podjęło działania m.in. sfinansowali szczepienie psów przeciw wściekliźnie, sterylizację, przeprowadzili także adopcję psów. Z około 14 w tym czasie pozostało 8 na tej posesji. Wiem, że mieszkańcy ulicy bardzo narzekali, ponieważ ogrodzenie przez które wydostawały się psy było nieszczelne, dlatego dochodziło do pogryzień rowerzystów i pieszych. Ostatnio w tym roku miały miejsce dwa takie przypadki, jeden dosyć poważny – podkreśla lek. wet. Andrzej Smyka z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Jaśle.
W piśmie skierowanym do burmistrza powiatowy lekarz weterynarii w Jaśle zwrócił uwagę na niewłaściwe warunki bytowania tych zwierząt, które legowiska są w starej przyczepie obok zrujnowanej szopy. Zaznaczył również, że narażone są na uszkodzenia ciała. Śmieci zgromadzone w gospodarstwie i zniszczone sprzęty stanowią zagrożenie dla ich życia lub zdrowia. W Ustawa o ochronie zwierząt w art. 6 czytamy, że znęcanie się nad zwierzętami jest zabronione. Przez to rozumie się również utrzymywanie ich w niewłaściwych warunkach bytowania. Art. 7 par 1. mówi – Zwierzę, które jest rażąco zaniedbywane lub okrutnie traktowane, może być odebrane czasowo lub na stałe, właścicielowi bądź innej utrzymującej je osobie, na podstawie decyzji wójta( burmistrza, prezydenta miasta) podjętej z urzędu lub na wniosek organu Policji, lekarza weterynarii albo inspektora Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce lub upoważnionego przedstawiciela inne organizacji społecznej o podobnym statutowym celu działania i przekazane do schroniska dla zwierząt albo pod opiekę inne osoby lub instytucji.
Psy pana Stanisława są pod obserwacją powiatowego lekarza weterynarii i trwa piętnaście dni. Po tym jak końcem kwietnia pogryzły 17-latkę sprawdzane jest zachowanie zwierząt pod kątem wścieklizny, gdyż nie są szczepione. Młodej dziewczynie pomógł wtenczas odgonić agresywne psy jeden z robotników, który wykonywał niedaleko prace budowlane u sąsiadów. Dziewczyna krzyczała niemiłosiernie wołając pomocy. Gdy psy ją otoczyły i zaatakowały wpadła w histerię. - Gdy tę 17-latkę psy zaatakowały byłam w domu, nic nie słyszałam. Jeden z pracownik dziewczynkę ratował. Wrócił i mówił, że opatrzył ją sąsiad, który ma warsztat mechaniki pojazdów. On wezwał policję i pogotowie. Nie jest ciekawie. Gdyby nie te psy można byłoby sobie spokojnie żyć – mówi Barbara Szot.

Mieszkańcy ul. Polnej nie mają lekko. Gdy tylko dochodzą do posesji Stanisława Majkuta muszą się szybko wrócić, bo psy nie dadzą im spokojnie przejść. Do miasta chodzą łąkami, przez błoto – to jedyne wyjście z tej beznadziejnej sytuacji w jakiej się znaleźli. - Mieliśmy taką sytuację, że pieski sąsiada zgryzły całą budę mojemu psu. Sprawa trafiła do sądu. Pan Stanisław dostał 400 zł kary, ale zrezygnowaliśmy, bo ten człowiek nie ma z czego oddać. Jakiekolwiek kwiaty posadzę, wszystko jest w nocy połamane. One się podkopują i idą na drugą stronę ogrodu przez siatkę, nawet przez szczeliny w bramie – opowiada pani Barbara. - Chcemy spokojnie żyć! Zaatakowały raz mamę, kobietę 84-letnią. Podarły jej spódnicę, buty, zgryzły torebkę. Inna pani kiedyś biegła i rany sobie u nas obmywała. Tutaj jest tak spokojnie. Dzieci mogłyby chodzić z rodzicami, pojeździć na rowerze, ale nie da się! - dodaje.

Przypadków pogryzień można mnożyć. Pani Maria Pałys sama była ofiarą tych małych, niepozornych piesków. Od tamtej pory boi się sama wychodzić z domu. Kiedy słyszy ujadanie psów od razu sprawdza, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. - Najbardziej boje się, że dzieci tędy będą szły na rzekę. Kiedyś dziewczynki jechały na rowerze. Psy od razu skoczyły do nich, na szczęście wyszłam z kijem, zaczęłam rzucać w ich stronę kamieniami, żeby je zostawiły. To są dzikie psy. One nie są normalne! Pani Maria i jej zięć zostali pogryzieni przez psy sąsiada. - To było 2 lata temu jak mnie pogryzły. Szłam do sklepu, a w pobliżu nie było nikogo. Jak doszłam do słupa, wszystkie z bramy wybiegły. One przewracają człowieka i otaczają go w koło. Ledwo stamtąd uciekłam. Za mną była jedna krew. Panowie z pogotowia powiedzieli mi, że mam rany szarpane – wspomina.
W tym roku doszło do dwóch przypadków pogryzień, ostatnio została zaatakowana 17-letnia mieszkanka Jasła i zimą 79-letni pan.
Sprawą ostatnich pogryzień zajęła się jasielska policja. Mężczyźnie grożą poważne konsekwencje nie tylko finansowe, ale również karne. - Policjanci prowadzą postępowanie przygotowawcze z art. 160 par. 3 kodeksu karnego, w ramach którego powołany biegły lekarz medycyny sądowej wypowie się na temat obrażeń jakich doznała pokrzywdzona oraz czy była narażona na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Dalsze czynności będą uzależnione od wydanej opinii biegłego – poinformował st. asp. Piotr Wojtunik, p.o. Rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Jaśle.
Miasto po otrzymaniu pisma od Powiatowego Lekarza Weterynarii w Jaśle w 2013 i 2014 r. podjęło szereg działań, które przede wszystkim doprowadziły do oprawy ogrodzenia (jego uszczelnienia). Jak wiemy psy nadal wydostają się z posesji, a teren nie jest do końca szczelny. Ostatnie wydarzenia są tego żywym przykładem. Urzędnicy podkreślają, że warunki bytowe zwierząt również uległy poprawie. Psy zostały wysterylizowane i połowa z nich adoptowana.
Pomimo tych wszystkich starań oraz działań problem nadal nie jest rozwiązany. Ul. Polna wcale nie uchodzi za bezpieczną. Każdy kto wie, omija te miejsca. Nawet sąsiedzi boją się wychylić zza swoich posesji. Czy ktoś może podjąć odpowiednie kroki, aby ten koszmar nareszcie się skończył? Pan Stanisław Majkut skierował pismo do władz miasta o zabranie jego psów. Powołał się na złą sytuację zdrowotną, materialną, która nie pozwala mu na dalszą opiekę nad zwierzętami. - Do tej pory utrzymywałem psy sam, zapewniałem schronienie a zwierzęta nigdy nie były głodne. Na tę chwilę ciężko mi się samodzielnie poruszać z uwagi na ból w biodrze i w nodze, które są po operacji i wstawieniu drutów usztywniających. Nie jestem w stanie zapewnić bezpieczeństwa osobom przebywającym w okolicy działki – oznajmił w piśmie.

- Napisałem do urzędu, żeby wzięli psy do schroniska. Na razie nic nie odpisali. Daję im jeść, bo ja sam bym nie zjadł, a pieskowi dam. Jakby weterynarz przyjechał uśpić pieski, to mnie najpierw by musiał. Żal mi tych stworzeń – mówi S. Majkut.
Miasto stoi na stanowisku, że nie posiada narzędzi do odebrania psów właścicielowi. - Gmina nie posiada uprawnień do odebrania zwierząt domowych ich właścicielowi w sytuacji, gdy nie sprawuje on nad nimi należytego nadzoru. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt wójt, burmistrz lub prezydent miasta może czasowo odebrać zwierzę właścicielowi lub opiekunowi w przypadku stwierdzenia znęcania się nad nim. Taka sytuacja nie ma miejsca na ul. Polnej. Właściciel psów nie znęca się nad nimi, mają one zapewnione schronienie oraz wyżywienie – podkreśla Marcin Gustek, zastępca kierownika z Wydziału Inwestycji, Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska w Urzędzie Miasta Jasła.
Rodzi się pytanie, w jaki sposób uniknąć podobnych zdarzeń, zapobiec fali pogryzień i bezradności? - W związku z tym, że powodem uciążliwości i zagrożeń jest częste wydostawanie się psów z posesji Polna 14 próbą rozwiązania tej sytuacji byłoby zabezpieczenie posesji przed wydostawaniem się z niej psów (np. poprzez uszczelnienie ogrodzenia lub wydzieleniem w obrębie posesji wygrodzonego miejsca dla psów). Rozwiązaniem byłoby również usunięcie psów z posesji poprzez adopcję, tak jak to miało miejsce w latach 2013 i 2014. Właściciel zwierząt zawsze może sam przekazać psy do schroniska, ale w takiej sytuacji to on musiałby pokryć wszystkie koszty z tym związane – wyjaśnia Agata Koba, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Jaśle. - Zgodnie z posiadanymi przez nas informacjami wszystkie zainteresowane instytucje i organy posiadają wiedzę na temat uciążliwości i zagrożeń powodowanych przez psy na ul. Polnej. W naszej ocenie ten problem powinien być rozwiązany w oparciu o przepisy związane z bezpieczeństwem mieszkańców, a nie o ochronie zwierząt. W celu rozwiązania problemu wszystkie zainteresowane instytucje i organy powinny ze sobą współpracować w zakresie posiadanych kompetencji – dodaje.
Właściciel psów nie radzi sobie z opieką nad nimi, o czym sam poinformował miasto w piśmie zwracając się o pomoc w rozwiązaniu problemu. Przepisy dają możliwość zabrania zwierząt nawet na okres tymczasowy. Jak sam powiatowy lekarz weterynarii stwierdził, warunki w jakich żyją psy są nie do zaakceptowania. I pomimo, iż władze podjęły działania zmierzające do ograniczenia uciążliwości i zagrożeń, na które były narażone to pan Stanisław nie ma możliwości zapewnienia im bezpieczeństwa.
Sprawa nie powinna być spychana na margines. Los psów powinien być jak najszybciej rozwiązany, aby zapobiec kolejnym przypadkom pogryzień, a pan Stanisław Majkut otrzymać pomoc od konkretnych instytucji. W takim stanie i trudnych warunkach żyć po prostu nie może.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl.
