Czarni wypuścili zwycięstwo z rąk. Dwa różne oblicza drużyny w starciu z Głogovią
Początek nowego sezonu, w którym Czarni Jasło rywalizują o punkty na czwartoligowych boiskach, nie należy do specjalnie udanych dla jasielskiej drużyny. W sobotę (17 sierpnia br.) podopieczni trenera Mateusza Ostrowskiego ulegli na własnym stadionie Głogovii Głogów Małopolski 2:3. Kibice zgromadzeni na trybunach obiektu przy ul. Śniadeckich 15 przecierali oczy ze zdumienia, kiedy po przerwie, przy stanie rywalizacji 2:0 dla gospodarzy, piłka aż trzykrotnie lądowała w siatce ekipy ulubieńców jasielskiej publiczności.

Zdjęcia z meczu obejrzysz w FOTOGALERII
Czarni przystępowali do sobotniej rywalizacji mając na swoim koncie dwie ligowe porażki. W pierwszych dwóch starciach rundy jesiennej jaślanie nie sprostali wymaganiom, jakie postawiły przed nimi zespoły z Wiśniowej i Kolbuszowej Dolnej. Starcie z Głogovią miało być zatem doskonałą okazją do przełamania impasu, a co za tym idzie, zainkasowania przez Czarnych pierwszych punktów w sezonie 2024/25.
Początek spotkania należał do gospodarzy. Czarni szybko przejęli inicjatywę spychając gości do defensywy. W grze Głogovii brakowało animuszu i pomysłu na to, jak przedostać się w okolice pola karnego gospodarzy. Czarni nie mieli tego problemu. Już w pierwszych minutach rywalizacji zdołali wywalczyć dwa rzuty rożne, po których zrobiło się gorąco w polu karnym Głogovii.
W 22. minucie gry na bramkę strzeżoną przez Piotra Lipkę uderzał Radosław Macnar. Zawodnik Czarnych, jak na rasowego snajpera przystało przyjął piłkę w polu karnym, po czym strzałem lewą nogą próbował pokonać bramkarza Głogovii. Lipka był jednak na posterunku i obronił strzał Macnara. Kilkanaście minut później golkiper ekipy przyjezdnych nie miał już tyle szczęścia. W 39. minucie gry Macnar wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Napastnik Czarnych wygrał pojedynek główkowy z Arkadiuszem Staszczakiem i precyzyjnym strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Wkrótce, nie posiadając się z radości utonął w objęciach kolegów z drużyny.

Nie był to jednak koniec strzeleckich popisów Macnara. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry snajper Czarnych znów udowodnił, że doskonale radzi sobie w grze głową, wykorzystując mierzone dośrodkowanie Jakuba Kalityńskiego w pole karne. Gospodarze schodzili do szatni w doskonałych nastrojach. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Czarni Jasło, w obliczu słabej postawy Głogovii, wreszcie sięgną po pierwsze ligowe punkty. Miejscowi kibice nawet w najczarniejszych snach nie przypuszczali, że po zmianie stron będą świadkami totalnej katastrofy, w której główną rolę odegrają ich ulubieńcy.
Po przerwie zespół Głogovii kompletnie zmienił swoje nastawienie. Goście już od pierwszych minut drugiej odsłony meczu przejęli całkowitą kontrolę nad tym, co działo się na murawie. Czarni nie potrafili znaleźć skutecznej recepty na wydostanie się z własnej połowy boiska. Długie podania na Macnara nie przynosiły żadnych rezultatów. Tymczasem przyjezdni z żelazną konsekwencją budowali kolejne akcje ofensywne z wykorzystaniem przestrzeni w bocznych sektorach boiska. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 51. minucie gry dośrodkowanie Radosława Lenia z rzutu rożnego, na gola zamienił Staszczak. Obrońca Głogovii wygrał pojedynek główkowy z obrońcami i umieścił piłkę w siatce.

W 58. minucie meczu Czarni otrzymali kolejny cios. W niemal bliźniaczej sytuacji Staszczak po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Asystą ponownie popisał się Leń. Wydaje się, że Jakub Dutka mógł lepiej zachować się w tej sytuacji.
Kropkę nad “i” postawił Staszczak. Wszystko zaczęło się od nierozważnego faulu Aleha Halamaki na jednym z zawodników Głogovii. Do piłki ustawionej w odległości nieco ponad dwudziestu metrów od bramki strzeżonej przez Dutkę, podszedł nie kto inny jak defensor ekipy przyjezdnych. Oczywistym było, że pokusi się on o bezpośredni strzał na bramkę Czarnych. jak zaplanował tak zrobił. Piłka wpadła do siatki przy dalszym słupku bramki, a Staszczak mógł cieszyć się ze zdobycia klasycznego hat-tricka.
Choć Głogovia wywalczyła trzy punkty, to podczas pomeczowej konferencji prasowej trener zespołu gości nie do końca był zadowolony z postawy swojej drużyny. - Spodziewaliśmy się, że będzie to trudny mecz, bo Czarni do tej pory nie wygrali i wiedzieliśmy, że zrobią wszystko, żeby z nami zapunktować. Tak ten mecz wyglądał do przerwy, bo strzelili dwa gole. Grali odważniej, czego u nas nie było widać. W przerwie powiedzieliśmy sobie parę mocnych słów i wyszło nam to lepiej. Zapewne napędziła nas ta bramka, którą zdobyliśmy na początku drugiej połowy. Szacunek dla chłopaków, że się podnieśli, bo to nie był łatwy mecz, ale powalczyli. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale dzisiaj nie było Kamila Woźniaka i Patryka Zielińskiego, dla nas ważnych piłkarzy. Musieli grać inni i jakoś to unieśli. Jest jeszcze dużo pracy do wykonania z tym zespołem, bo nie wszystko jest tak jak byśmy chcieli. Myślę, że takie małe kroczki, jak to zwycięstwo, może nas budować na przyszłość. Cieszymy się, że po trzech meczach mamy sześć punktów z dwóch meczów wyjazdowych. Trenerowi Czarnych kibicuje, bo się znamy. Myślę, że drużyna pokazała się fajnie, może nie w przekroju całego meczu, ale też będzie punktować - mówił Krzysztof Korab.
W zgoła odmiennym nastroju był Mateusz Ostrowski. Trener Czarnych Jasło nie krył rozczarowania rezultatem sobotniego starcia. - Przegraliśmy trzy mecze w tym tygodniu i zaliczamy mocny falstart. Pewnie nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Pierwsza połowa dzisiejszego meczu była chyba najlepszą, jaką zagraliśmy w tym tygodniu. Graliśmy wysoko, wysoko odbieraliśmy piłkę, nieźle operowaliśmy piłką, stwarzaliśmy sytuacje. Dwie z tych sytuacji wykorzystaliśmy i mieliśmy tak naprawdę wszystko w swoich rękach. Natomiast na drugą połowę nie wyszliśmy. Daliśmy sobie strzelić w prosty sposób trzy bramki ze stałych fragmentów gry, co nie powinno mieć miejsca. Zagraliśmy drugą połowę katastrofalnie i ta pierwsza nie wystarczyła nawet do zdobycia punktu. W szatni jest dużo nerwowości i czujemy, że mogliśmy ten mecz wygrać i lepiej zaprezentować się w dwóch meczach u siebie, a przede wszystkim mieć jakieś punkty. Jeszcze chyba nie dorośliśmy, żeby wygrać mecz w IV lidze - tłumaczył. Pytany o to, co wpłynęło na porażkę w meczu z Głogovią, wskazał, że przyczyn klęski było co najmniej kilka. - Skomplikowaliśmy sobie sytuację kilkoma pierwszymi fragmentami w drugiej połowie, gdzie pojawiły się niedokładne podania, przegrane pojedynki, wkradła się nerwowość i brak pewności siebie, którą mieliśmy w pierwszej połowie. Do tego doszła stracona bramka po bardzo prostym błędzie w kryciu. Jeżeli takie bramki będziemy tracić, to nie będziemy wygrywać meczów. Zawodnicy wszystko wiedzą, bo to analizujemy. Kilka złych decyzji, przegranych pojedynków i złych podań, wprowadziło trochę nerwowości. Przeciwnik wyszedł bardziej zdeterminowany, zmobilizowany, żeby wrócić do meczu i to mu się udało - mówił.
W sobotę (24 sierpnia) Czarni udadzą się do Boguchwały, aby zmierzyć się z miejscowym Izolatorem. Spotkanie zostanie rozegrane o godz. 11.
JKS Czarni 1910 Jasło – Głogovia Głogów Małopolski 2:3 (2:0)
Bramki.
Czarni Jasło: Radosław Macnar (39’, 45’). Głogovia: Arkadiusz Staszczak (51’, 58’, 77’)
Składy.
Czarni Jasło: Jakub Dutka (GK) – Tomasz Tragarz (C), Arkadiusz Baran (Janus 46’), Aleh Halamaka, Jakub Kalityński (Potera 81’) - Rafał Mastaj, Karol Rzońca - Mateusz Michoń (Fara 81’), Jakub Smoleń - Adrian Nowak, Radosław Macnar | na ławce rezerwowych: Patryk Szostak (GK), Marcin Janus, Piotr Morajda, Karol Potera, Wiktor Hendzel, Wiktor Fara, Michał Dziadosz. Trener: Mateusz Ostrowski. II trener: Tomasz Paluch.
Głogovia Głogów Małopolski: Piotr Lipka (GK) (C) – Kajetan Ochalik (Początek 49’), Arkadiusz Staszczak, Hubert Osuch, Radosław Łeń – Mirosław Kmiotek, Kacper Cząba (Kurdybacha 64’), Jakub Maćkowiak (Hałucha 55’), Jakub Siara (Rychko 46’) – Serhii Kvaterniuk – Tomasz Płonka | na ławce rezerwowych: Tomasz Bielaszka (GK), Sebastian Pogoda, Jakub Początek, Nikodem Kurdybacha, Mykola Rychko, Michał Hałucha. Trener: Krzysztof Korab.
