Czuwają , bo nie chcą stracić dorobku życia
Gdy synoptycy zapowiadają ulewne deszcze strach zagląda w oczy mieszkańcom ulic Prusa i Kolejowej. Rok w rok podtapiane są ich posesje oraz piwnice. Jak twierdzą od lat proszą władze miasta o pomoc i rozwiązanie tego problemu.
Podtapiani od 6 lat
Mieszkańcy ul. bocznej Kolejowej i Prusa od niemal sześciu lat są podtapiani. Ich problemy zaczęły się w 2010 r. po wielkiej powodzi, która nawiedziła miasto Jasło. Od tamtej pory studzienki kanalizacji deszczowej są niedrożne, a woda nabiera. Gdy są ulewne deszcze mieszkańcy nie śpią, bo boją się o swój dobytek. Sprawa ta była wielokrotnie zgłaszana zarówno na piśmie, jak również ustnie do poprzednich oraz obecnych władz miasta.
W zeszłym tygodniu pogoda nie napawała mieszkańców ul. Kolejowej i Prusa optymizmem. Woda znów wzbierała. Za każdym razem, gdy pojawiają się opady deszczu mają ten sam problem. - Poprzednia władza obiecywała nam, że zostanie wykonane odwodnienie przy realizacji inwestycji ul. Kolejowej. Było to gwarantowane. Nie wiem z jakich powodów nie zostało to wykonane – mówi radny Jan Pierzchała, przewodniczący osiedla Górka Klasztorna. - Mieliśmy już nadzieję i obietnice kilka lat temu że przystąpią do wykonania odwodnienia, niestety do obecnej chwili żadnego efektu nie ma. Ja kilkakrotnie zwracałem się osobiście na piśmie u burmistrza poprzedniego i obecnego. Również prosiłem w tym roku o zabezpieczenie środków na odwodnienie i wykonanie tej inwestycji ul. Prusa oraz Kolejowej. Mieszkańcy non stop są podtapiani – apelował.


Z 17 na 18 lutego obfite opady spędzały sen z powiek mieszkańców. Władze miasta zostały powiadomione o trudnej sytuacji. Na miejsce przybyli strażacy ochotnicy, którzy przez całą noc pompowali wodę. - Jestem im ogromnie wdzięczny, że czuwali tutaj, aby tych mieszkańców nie podtopił – dodaje J. Pierzchała.
Niedrożna kanalizacja
Za pomocą kamery Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Jaśle sprawdziło drożność kanalizacji deszczowej. Okazało się, że doszło do jej przytkania. Mieszkańcy mają obawy, że w dalszej części również może być ten sam problem. - Skierowałem ponowne pismo do urzędu z apelem i prośbą, żeby mimo wszystko wykonać na całej długości to odwodnienie, ponieważ częściowo nic to wiele nie da. W dalszej części mogą te podtopienia nadal występować, a to już jest niebezpieczne. Jestem razem z mieszkańcami, czuwam nad tym i proszę o rozwiązanie tego problemu, tak abyśmy już więcej nie musieli do tematu wracać. Nie ukrywam, żal serce ściska ponieważ cały dorobek życiowy tych ludzi idzie na marne, jeżeli taka woda przyjdzie do piwnicy, w której są kotłownie, czy piece. Ci ludzie nie śpią, tylko czuwają nad tym wszystkim. Jak mogą tak sobie radzą – wyjaśnia Pierzchała.
Skończyło się na obietnicach
Władysław Mocek, który mieszka przy ul. Prusa ma żal do władz, że nie zrobiły do tej pory nic, aby mieszkańcom pomóc rozwiązać ten problem. On również pisał pismo do burmistrza miasta w tej sprawie. - Nic gorszego nie ma jak woda. Obiecywali odprowadzenie wody, ale chwili obecnej w tym kierunku nic nie zrobiono. Rocznie do miasta płacę 10 tys. zł podatku. Gdzie te pieniądze idą?! Gdyby nie Jan Pierzchała to woda oknami by szła. Blisko miesiąc temu pisałem do burmistrza, żeby poratował nas tutaj – podkreślał.
Jak wspomina Henryk Grzywacz zanim przyszła powódź do 2010 r. nie było problemu. Wraz z wielką wodą pojawiły się kłopoty i tak przez blisko 6 lat. Mieszkańcy chcą, aby ta udręka wreszcie się skończyła. Ich zdaniem jest to możliwe, trzeba tylko zrobić kanalizację deszczową.
Co na to odpowiedzą włodarze miasta?
Wiceburmistrz tłumaczył, że kanalizacja deszczowa została uszkodzona przez wykonawcę podczas prowadzonych prac związanych z budową ul. Kolejowej. W ciągu kilku dni po przeprowadzonych badaniach zostało to naprawione. Okazało się jednak, że kanalizacja ta jest nielegalna, a jej administratorem nie jest miasto. - Został uszkodzony wlot do kanału kolejowego przez firmę, która budowała ul. Kolejową. W piątek po paru dniach badań i oceny przyczyny uszkodzenia został zrobiony nowy przebieg, gdyż nie dało się udrożnić tej kanalizacji. Zrobiono nową trasę pod ul. Kolejową bez naruszania nawierzchni. Owszem woda zeszła, ale na wysokości domu pana Mocka kanał jest zapadnięty lub zamulony – wyjaśnia wiceburmistrz Antoni Pikul.
Droga miejska kończy się na wysokości domu Wacława Mocka. Pozostała część to tereny prywatne. To właśnie na nich stała woda, która przedostawała się na posesje mieszkańców ulicy bocznej Kolejowej z Prusa. Dlaczego? Jak podkreśla włodarz wysypana została ziemia na tę część prywatnej posesji, gdzie zawsze gromadziła się woda opadowa i w sposób naturalny odparowywała. Jednak, gdy grunt został podniesiony zaczęły być zalewane działki poniżej. To mogło mieć również wpływ na zamulenie kanalizacji deszczowej. - Problem może nadal pojawiać się dopóki mieszkańcy, którzy wykonywali kolektor go nie udrożnią. Miasto jest odpowiedzialne za to, że wykonawca uszkodził kanalizację deszczową wykonaną kiedyś nielegalnie. W wyniku interwencji burmistrza, wykonawca usunął wadę w ramach robót gwarancyjnych. To, że ich zalewa miasto nie ma z tym nic wspólnego. Sytuacja wynika tylko i wyłącznie z działania ich samych. Burmistrz obiecuje pomoc w jej rozwiązaniu. - podkreślał A. Pikul.


Wiceburmistrz od lat rozmawiał o problemach z mieszkańcami osiedla Górka Klasztorna. Temat podtapiania był również jednym z tematów rozmów. Jak zaznaczył Antoni Pikul mówił o powstaniu pompowni, dzięki której będą ściągane wody opadowe z całego osiedla. Priorytetem najpierw było dokończenie budowy ul. Kolejowej. W listopadzie ubiegłego roku powstała pompownia, następnym krokiem będzie wykonanie kanalizacji deszczowej biegnącej w ul. Prusa. - Kolejnym celem miasta jest wykonanie kolektora deszczowego z prawdziwego zdarzenia, zrobionego przyzwoicie i szczelnie na długości 300 m, który będzie biegł w ul. Prusa. Jeśli chodzi o ulicę boczną Kolejową to sytuacja całkowicie nowa. Nigdy wcześniej nie było o niej mowy – dodał.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl
