Czy Bajkowe Przedszkole zostanie zlikwidowane?
68
Tylko 75% z dotychczasowej kwoty dofinansowania otrzyma od nowego roku jedyne w Jaśle niepubliczne Bajkowe Przedszkole. To jest minimalna stawka, jaka wynika z ustawy o systemie oświaty. Pozostałe placówki publiczne, znajdujące się pod jurysdykcją miasta otrzymają dotację w pełnej kwocie. Rozczarowania decyzją władz nie kryje dyrekcja Bajkowego Przedszkola, kadra pedagogiczna i rodzice. Tę jawną niesprawiedliwość krytykuje również podkarpacki wicekurator oświaty Antoni Wydro.

Niepubliczne Bajkowe Przedszkole powstało w 2007 roku. To był dobry moment, bo wszystkie miejskie placówki były przepełnione dziećmi, a dla sporej części nie było w ogóle miejsca w żadnej z nich. Wychodząc naprzeciw potrzebom, przede wszystkim pracujących rodziców, Teresa Tęcza i Danuta Pociask, postanowiły otworzyć Bajkowe Przedszkole. - Wypełniłyśmy jakąś lukę na rynku, dając dzieciakom ponad 70 miejsc i zatrudnienie12 osobom. Działamy już trzeci rok i teraz dowiadujemy się, że zmniejszono nam dotację do 75%. W związku z tym obcięcie 25% na jednym dziecku uderzy na pewno w nasze przedszkole, co w praktyce oznacza zmniejszenie zatrudnienia i ograniczenie wydatków – martwi się Teresa Tęcza, współwłaścicielka Bajkowego Przedszkola.
Placówka zajmuje dwa wynajęte lokale – jeden przy ul. Floriańskiej dla dzieci od 2,5 do 3 lat oraz drugi przy ul. Wyspiańskiego, gdzie uczęszczają 3-, 4-,5- i 6-latki. Po decyzji Rady Miejskiej właścicielki zastanawiają się nad likwidacją tego pierwszego. - Przeprowadzamy w tej chwili rachunek ekonomiczny, bo koszty przerastają przychody. Nasze przychody bardzo łatwo policzyć, bo to jest dotacja z Urzędu Miasta i opłata rodzica – 450 zł. Nikt nie zna naszych kosztów – wynajmujemy dwa lokale, płacimy wynagrodzenia naszym pracownikom. Nie wiem dlaczego w trakcie roku szkolnego zapada taka decyzja, gdy nowy rok budżetowy zaczyna się od stycznia i jest to w połowie roku szkolnego – mówi pani Teresa.
Jeżeli dojdzie do likwidacji, to dopiero po zakończeniu roku szkolnego. - Wiem, że brakuje miejsc w przedszkolach i my wypełniamy tę lukę na rynku. Byłyśmy nawet zachęcane do otwarcia żłobka, bo rodzice tego potrzebują, ale teraz gdybym miała taką chęć, to drżałabym co za rok postanowi jakaś instytucja, ktoś z góry zadecyduje o moim być albo nie być – dodaje T. Tęcza.

O potrzebie tego przedszkola przekonany jest także Antoni Wydro, podkarpacki wicekurator oświaty. - Jest to znakomita placówka, bardzo dobrze prowadzona, która daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa, pozwala się bawić, znaleźć swój kącik, tak, aby ci nauczyciele, znakomici fachowcy, którzy tutaj są zatrudnieni pracując z dziećmi, stymulowali rozwój jednych, a podtrzymywali rozwój innych – podkreśla wicekurator.
Właścicielki zapowiadają pertraktacje z władzami miasta. - Będziemy jeszcze występować z pismem do pani burmistrz i jeszcze raz tłumaczyć, przedstawiać swoje argumenty. W głosowaniu, które odbyło się na ostatniej 55. sesji RMJ 5 radnych było za projektem, a 6 osób się wstrzymało, bo jednak jakaś wątpliwość się pojawiła – wyjaśnia Teresa Tęcza.
Jak podkreśla Wydro, decyzja radnych jest zgodna z prawem. Dodaje jednak, że trzeba wspólnie uświadomić radnym i burmistrzowi, że to przedszkole jest niezmiernie potrzebne. - Nie jest to konkurencja dla przedszkoli już istniejących. Ale dzięki tej placówce dzieci znajdują tu swoje miejsce.
Rodzice są bardzo zadowoleni z działalności Bajkowego Przedszkola. - Nie rezygnują z niego, zapisują już dzieci na następny rok. Nam chętnych nie brakuje – zaznacza T. Tęcza. Dodaje, że w grę nie wchodzi też podniesienie opłat za przedszkole, co sugerowali niektórzy rodzice. Jednak ich zdaniem decyzja o zamknięciu przedszkola byłaby najgorszym rozwiązaniem w tym momencie. Tutaj uczęszcza prawie 70 dzieci, czy miasto zapewni naszym dzieciom miejsce w przedszkolach publicznych? Dlatego popieramy wszelkie starania i inicjatywy dyrekcji i grona pedagogicznego Bajkowego Przedszkola kierowane do rady miejskiej i do pani burmistrz – mówią nam zdenerwowani rodzice.
Czy argumenty nauczycieli i rodziców przekonają władze miasta, czy radni zmienią swoją decyzję i wreszcie, czy ktokolwiek z rządzących tak naprawdę ma na sercu dobro dzieci? Miejmy nadzieję, że niebawem poznamy odpowiedzi na te pytania.
Katarzyna Pacwa-Wilk

Niepubliczne Bajkowe Przedszkole powstało w 2007 roku. To był dobry moment, bo wszystkie miejskie placówki były przepełnione dziećmi, a dla sporej części nie było w ogóle miejsca w żadnej z nich. Wychodząc naprzeciw potrzebom, przede wszystkim pracujących rodziców, Teresa Tęcza i Danuta Pociask, postanowiły otworzyć Bajkowe Przedszkole. - Wypełniłyśmy jakąś lukę na rynku, dając dzieciakom ponad 70 miejsc i zatrudnienie12 osobom. Działamy już trzeci rok i teraz dowiadujemy się, że zmniejszono nam dotację do 75%. W związku z tym obcięcie 25% na jednym dziecku uderzy na pewno w nasze przedszkole, co w praktyce oznacza zmniejszenie zatrudnienia i ograniczenie wydatków – martwi się Teresa Tęcza, współwłaścicielka Bajkowego Przedszkola.
Placówka zajmuje dwa wynajęte lokale – jeden przy ul. Floriańskiej dla dzieci od 2,5 do 3 lat oraz drugi przy ul. Wyspiańskiego, gdzie uczęszczają 3-, 4-,5- i 6-latki. Po decyzji Rady Miejskiej właścicielki zastanawiają się nad likwidacją tego pierwszego. - Przeprowadzamy w tej chwili rachunek ekonomiczny, bo koszty przerastają przychody. Nasze przychody bardzo łatwo policzyć, bo to jest dotacja z Urzędu Miasta i opłata rodzica – 450 zł. Nikt nie zna naszych kosztów – wynajmujemy dwa lokale, płacimy wynagrodzenia naszym pracownikom. Nie wiem dlaczego w trakcie roku szkolnego zapada taka decyzja, gdy nowy rok budżetowy zaczyna się od stycznia i jest to w połowie roku szkolnego – mówi pani Teresa.
Jeżeli dojdzie do likwidacji, to dopiero po zakończeniu roku szkolnego. - Wiem, że brakuje miejsc w przedszkolach i my wypełniamy tę lukę na rynku. Byłyśmy nawet zachęcane do otwarcia żłobka, bo rodzice tego potrzebują, ale teraz gdybym miała taką chęć, to drżałabym co za rok postanowi jakaś instytucja, ktoś z góry zadecyduje o moim być albo nie być – dodaje T. Tęcza.

O potrzebie tego przedszkola przekonany jest także Antoni Wydro, podkarpacki wicekurator oświaty. - Jest to znakomita placówka, bardzo dobrze prowadzona, która daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa, pozwala się bawić, znaleźć swój kącik, tak, aby ci nauczyciele, znakomici fachowcy, którzy tutaj są zatrudnieni pracując z dziećmi, stymulowali rozwój jednych, a podtrzymywali rozwój innych – podkreśla wicekurator.
Właścicielki zapowiadają pertraktacje z władzami miasta. - Będziemy jeszcze występować z pismem do pani burmistrz i jeszcze raz tłumaczyć, przedstawiać swoje argumenty. W głosowaniu, które odbyło się na ostatniej 55. sesji RMJ 5 radnych było za projektem, a 6 osób się wstrzymało, bo jednak jakaś wątpliwość się pojawiła – wyjaśnia Teresa Tęcza.
Jak podkreśla Wydro, decyzja radnych jest zgodna z prawem. Dodaje jednak, że trzeba wspólnie uświadomić radnym i burmistrzowi, że to przedszkole jest niezmiernie potrzebne. - Nie jest to konkurencja dla przedszkoli już istniejących. Ale dzięki tej placówce dzieci znajdują tu swoje miejsce.
Rodzice są bardzo zadowoleni z działalności Bajkowego Przedszkola. - Nie rezygnują z niego, zapisują już dzieci na następny rok. Nam chętnych nie brakuje – zaznacza T. Tęcza. Dodaje, że w grę nie wchodzi też podniesienie opłat za przedszkole, co sugerowali niektórzy rodzice. Jednak ich zdaniem decyzja o zamknięciu przedszkola byłaby najgorszym rozwiązaniem w tym momencie. Tutaj uczęszcza prawie 70 dzieci, czy miasto zapewni naszym dzieciom miejsce w przedszkolach publicznych? Dlatego popieramy wszelkie starania i inicjatywy dyrekcji i grona pedagogicznego Bajkowego Przedszkola kierowane do rady miejskiej i do pani burmistrz – mówią nam zdenerwowani rodzice.
Czy argumenty nauczycieli i rodziców przekonają władze miasta, czy radni zmienią swoją decyzję i wreszcie, czy ktokolwiek z rządzących tak naprawdę ma na sercu dobro dzieci? Miejmy nadzieję, że niebawem poznamy odpowiedzi na te pytania.
Katarzyna Pacwa-Wilk
