„Czy komuś potrzebny jest zbiornik Kąty-Myscowa?”
W poniedziałek w restauracji Imperial w Jaśle odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez Fundację Greenmind. Aktywiści ekologiczni oraz zaproszeni przez nich eksperci m.in. do spraw przeciwpowodziowych opowiedzieli o negatywnych skutkach zbiorników dla ludzi, zasobów wodnych i przyrody. Pokazali, dlaczego zapory oraz zbiorniki są nieskutecznym, a także archaicznym rozwiązaniem w czasach katastrofy klimatycznej. W spotkaniu uczestniczyła przedstawicielka mieszkańców Myscowej przeciwnych budowie zbiornika Kąty-Myscowa.
Fundacja Greenmind zorganizowała konferencję prasową pn. „Katastrofa klimatyczna – czy zapory i zbiorniki łagodzą skutki powodzi i suszy? Czy komuś potrzebny jest zbiornik Kąty-Myscowa?”. W spotkaniu uczestniczyli: Celina Rataj, ekspert ds. gospodarki wodnej oraz Roman Konieczny, ekspert ds. ochrony przeciwpowodziowej, którzy przekonywali, że zbiornik nie ochroni przed powodzią Jasła, a tym bardziej Dębicy i Mielca. Głos zabrała również mieszkanka Myscowej Dominika Kościańska-Bomba, która w imieniu wszystkich osób przeciwnych budowie zbiornika wypowiedziała się na temat planowanej inwestycji.
Jacek Engel, prezes Fundacji Greenmind, były członek Krajowej Komisji ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko i Państwowej Rady Ochrony Przyrody oraz autor, współautor, redaktor ekspertyz i publikacji dotyczących gospodarki wodnej, ochrony przyrody oraz ocen oddziaływania na środowisko zwrócił uwagę na negatywne oddziaływanie zbiorników wodnych na ludzi, a także przyrodę. - Bariera fizyczna dla migracji ryb jest znana. Jak się buduje zapory ryby w górę nie mogą płynąć, ale już mniej się mówi o tym, że w momencie budowy zbiornika te cenne gatunki ryb, które występują w rzekach są zastępowane przez pospolite gatunki jeziorne. Połowa rodzimych gatunków ryb jest zagrożona głównie z uwagi na to, co człowiek zrobił rzekom. Budowa zbiornika wiąże się z tym, że dorosłe ryby, które nawet jeżeli pokonają zaporę przez przepławkę to trafiają do zbiornika stojącej wody. One kierują się nurtem, a w momencie kiedy trafiają do zbiornika zaczynają błądzić. Brak nurtu jest zgubny dla młodych ryb, które z kolei płyną w dół rzeki. Najczęściej są ofiarami ryb drapieżnych – podkreśla. - Ponadto budowa zbiornika ma wpływ na zmiany w dnie, czyli następuje zamulanie. Jeśli chodzi o ludzi to mamy zalane budynki i przymusowe wysiedlenia. Klasycznym przykładem są Myscowa, Kąty-Zagrody, część Polan i Krempnej. Oczywiście to powoduje kompletne zerwanie więzi społecznych. Oni żyli w przestrzeni uporządkowanej, każdy miał swojego sąsiada, nagle są wymieszani. Mamy również wysiedlenia pod budowę. Zalanie tego terenu pozbawia tych ludzi źródeł utrzymania. Są tam łąki, pastwiska, grunty orne czasem jakieś zakłady – ich likwidacja spowoduje, że ludzie stracą środki do utrzymania – dodaje prezes Fundacji Greenmind.
Zwrócił także uwagę na fakt, że budowa zbiornika ma wpływ na zasoby wody. Jak zaznaczył, w górnej części rzeki często występują podtopienia, z kolei poniżej zbiornika następuje obniżenie wód gruntowych. Jest niski poziom wód w studniach a łąki i pastwiska są przesuszane. Marta Wiśniewska, koordynator projektu „Obywatele dla Wody”, inż. środowiska, członek zarządu Fundacji Greenmind uważa, że zbiorniki nie są skutecznym rozwiązaniem w dobie katastrofy klimatycznej. Priorytetem powinny być działania realizowane w całej zlewni i oparte na naturalnej retencji. - To są rzeczy, które w całej zlewni pozwolą nam na łagodzenie skutków powodzi i suszy. Być może czasami one też nie wystarczą, a wtedy zastosowanie znajdować powinny jak w przypadku powodzi błyskawicznych indywidualne środki ochrony przeciwpowodziowych. Jeśli chodzi o działania z zakresu naturalnej retencji to mówimy o renaturyzacji rzeki i potoków czy oddawaniu przestrzeni rzekom. Działaniem, które powinno być wprowadzane w całej zlewni to jest też dostosowana gospodarka leśna, a priorytet stanowić funkcja wodochronna lasów – wyjaśnia M. Wiśniewska. - Zbiorniki nie są odpowiedzią na nawalne deszcze czy długotrwałe susze – dodaje.
Głos ekspertów

Celina Rataj jako ekspert ds. gospodarki wodnej przyglądała się zbiornikowi Kąty-Myscowa pod kątem bieżącego i prognozowanego zapotrzebowania na wodę w powiecie jasielskim. Analizy zostały opracowane na podstawie informacji znajdujących się w Banku Danych Lokalnych. Jak się okazuje, 66% wody jest wykorzystywanych na potrzeby komunalne, a 28% w przemyśle. - Z dokumentacji uzasadniającej budowę zbiornika zaprognozowano w maksymalnym wariancie, że będzie wzrost liczby ludności, 100 % zwodociągowanie, a zużycie jednostkowe na osobę będzie wynosiło 160 litrów na dobę. Wszystkie te dane, dla tego okresu, kiedy tworzono opracowanie są mocno zawyżone. W całym badanym przeze mnie okresie (2009-2018) zużycie wody w powiecie jasielskim zmniejszyło się – podkreśla C. Rataj. - W przemyśle nastąpił spadek o 32%, na potrzeby komunalne o 7%. Z prognoz GUS wynika, że do 2050 r. nastąpi spadek liczby ludności o 12 % - dodaje. Ekolodzy podkreślają, że to kolejny dowód na to, iż budowa zbiornika Kąty-Myscowa nie jest niezbędną inwestycją jeśli chodzi o zapotrzebowanie na wodę. Roman Konieczny, ekspert ds. ochrony przeciwpowodziowej odniósł się do kwestii, czy zbiornik ten jest w stanie ochronić ludzi przed powodzią.

-Zrobiłem mapę, na której zrobiliśmy modelowanie dla pracy zbiornika, które zostało przygotowane przez jednego z najlepszych ekspertów w Polsce od tego typu modeli i wyszło, że na wejściu do Jasła w okolicy Żółkowa będziemy mieli redukcję fali powodziowej 1% czyli tzw. stuletniej będziemy mieli 1,45 m. Robi to wrażenie. Problem polega na tym, że jak popatrzymy wzdłuż Wisłoki tam nic nie ma. Domy, które są zalewane przez wody 1% są dopiero w Krajowicach i jest ich 47-48. - mówi R. Konieczny. Odniósł się również do opracowania zleconego przez Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej, z którego wynika, redukcja fali w Mielcu i Dębicy w ocenie oddziaływania na środowisko jest pomijalna i wynosi 1%. - Trudno zatem sobie wyobrazić, aby cokolwiek pozytywnego wnosił zbiornik do ochrony ludzi, którzy mieszkają poniżej Jasła. Widać wyraźnie, że ten zbiornik ma niewielki wpływ na to co się będzie działo w stosunku do całości – dodaje.
„Zbiornik to kiełbasa przedwyborcza, która nas blokuje”

W spotkaniu uczestniczyła Dominika Kościańska-Bomba, która w imieniu większości mieszkańców Myscowej przeciwnych budowie zbiornika Kąty-Myscowa opowiadała o obawach i problemach, jakie czekają tych ludzi skazanych przez tę inwestycję na wysiedlenia. Przede wszystkim zwróciła uwagę na fakt, iż lokalna społeczność Myscowej żyje z rolnictwa polegającego na wypasach zwierząt. To główne źródło utrzymania ma im zostać odebrane na rzecz budowy zbiornika. - Nie ma dla nas żadnych alternatyw. W planach zbiornika, które nie zostały zatwierdzone, więc jest to dla nas jakaś mgła rozpuszczana między mieszkańców zaznaczono teren, gdzie mamy być teoretycznie wysiedleni na tzw. Górę Polańską – zaznacza pani Dominika. - Posiadamy ogromne areały ziemi, które potrzebujemy do życia, do wypasów i zachowania dobrostanu zwierząt. Wiele ludzi opiera się na rolnictwie ekologicznym. Mleko oddajemy do Jasienicy Rosielnej, a teraz jeszcze mamy oddawać do Mlekovity. Jak nas wysiedlą to nie będziemy mieć miejsca na wypasy. Jak mają żyć ludzie, którzy w przeważającej części są w średnim wieku? - pyta. - Mają mi zalać 6 ha, a mam ich prawie 10 więc nie wiem gdzie mi znajdą takie tereny. Nie chciałabym mieszkać przy jakieś autostradzie, bo mieszkam w spokojnym miejscu, hoduję konie, które potrzebują sporej przestrzeni – dodaje.
Mieszkańcy Myscowej czują się pomijani i traktowani po macoszemu. Nikt nie zaprosił ich do dyskusji ani nie zapytał ich o zdanie na temat planowanej budowy zbiornika Kąty-Myscowa. Większość mieszkańców, bo 119 osób spośród 158, które mają zostać przesiedlone podpisało się pod pismem, w którym wyrażają swój sprzeciw wobec realizacji tego przedsięwzięcia. Chcieliby się rozwijać, ale są blokowani przez inwestycję, która od lat jest wykorzystywana przez polityków i samorządowców przy każdych wyborach. Pismo z podpisami trafiło do Banku Światowego. - Większość ludzi nie wierzy w to, że ten zbiornik powstanie. To kiełbasa przedwyborcza, ale nas to blokuje, bo tereny wokół niesamowicie się rozwijają, ceny gruntów również rosną. Boimy się, bo rozpoczęło się wytyczanie gruntów pod Via Karpatia. Dochodzą do nas słuchy, że mieszkańcy nie są zadowoleni z wycen ziemi. W Beskidzie Niskim ceny również poszły do góry i boimy się, że nie dostaniemy właściwych wynagrodzeń za te przesiedlenia. Nie było też wstępnych kalkulacji dla nas ile możemy otrzymać średnio za 1 ha – martwi się pani Dominika.
Jak wspomina mieszkanka Myscowej, w ubiegłym roku byli zapewniani, że budowa zbiornika przyczyni się do rozwoju turystyki. Tymczasem otrzymała pismo z Ministerstwa Infrastruktury, z którego wynika, że na zbiorniku nie przewiduje się prowadzenia rekreacji ani elektrowni. Co więcej, poruszono również kwestię budowy zbiornika na obszarze Natury 2000. - Z punktu widzenia prawnego pierwszą decyzją, która ma być wydana jest to decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach wydana przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Od tej decyzji mogą się odwołać strony, czyli właściciele gruntów oraz organizacje pozarządowe uczestniczące w postępowaniu na prawach stron. Jeżeli zbiornik oddziałuje na cztery obszary Natura 2000 to zgoda na taką inwestycje może nastąpić, ale tylko pod określonymi warunkami. Te w przypadku zbiornika Kąty-Myscowa nie są spełnione, w związku z tym, jeżeli zostanie wydana taka decyzja to byłaby niezgodna z prawem – dodaje Jacek Engel, prezes Greenmind.
id

