Czy wójt świadomie truje mieszkańców?
Mieszkańcy Wójtowej (gmina Lipinki) piją zatrutą wodę. Ich zdaniem to wina bezpośredniego sąsiedztwa studni z rurą gazową, która jest uszkodzona, a jej skorodowana izolacja grozi wybuchem. W tej sprawie złożyli doniesienie do prokuratury, zarzucając wójtowi narażenie pobliskich mieszkańców na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Z kolei Czesław Rakoczy, wójt gminy Lipinki zasłania się badaniami Sanepidu i próbuje nas przekonać, że to zemsta dwóch szwagrów.


„Uciekająca” woda
Sprawa zaczęła się w grudniu 2008 roku, kiedy przystąpiono do odwiertów w poszukiwaniu nowych źródeł wody pitnej. Jednak od samego początku wszystko szło nie tak. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia jednemu z mieszkańców wsi, Krzysztofowi Goleniowi odpłynęła woda ze studni. W styczniu 2009 roku, podczas kolejnego odwiertu uszkodzone zostały studnie, które pozbawiły wody następnych sześć gospodarstw.

Śmierdząca sprawa
Poszukiwania źródeł wody pitnej miały być jednym z elementów dostarczania jej mieszkańcom gminy. W planach była jeszcze budowa wodociągu. Ale latem ubiegłego roku prace zostały wstrzymane, bo mieszkańcy zaczęli protestować. Po odwiertach zaczęło brakować wody w studniach. - W październiku ubiegłego roku brakło mi wody w studni. Poinformowałem o tym wójta i radę gminy, ale wójt mi powiedział, że mi wody nie dostarczy, bo go zamkną. A ja przecież musiałem dać zwierzętom pić – tłumaczy nam Zbigniew Acela, sąsiad Golenia. Gmina dostarczyła jednak wodę, ale śmierdzącą. – Wierzyłem, że jest dobra, bo wójt w gorlickiej telewizji wypowiedział się, że woda jest badana przez Sanepid i jest zdatna do picia – mówi Acela.

„Jak się otrujemy to może prokuratura się tym zainteresuje”
Zdaniem mieszkańców Wójtowej woda dostarczana przez gminę jest zatruta. Według badań gorlickiego Sanepidu jej jakość nie odpowiada wymaganiom zawartym w rozporządzeniu ministra zdrowia. - W niektórych przypadkach normy są trzykrotnie przekroczone. Jeżeli ludzie będą spożywali tę wodę, to mogą ciężko zachorować. Złożyliśmy doniesienie w tej sprawie do prokuratury, ale sprawa została umorzona. Nikt nas nawet nie przesłuchał, a przecież istnieje zagrożenie dla zdrowia. Nie mamy wyjścia, najwyżej się otrujemy, to może wtedy policja albo prokuratura się tym zainteresuje – mówi nam Krzysztof Goleń.
Zemsta...
Z kolei Czesław Rakoczy, wójt gminy Lipinki uważa, że to zemsta. - Dwaj słynni szwagrowie Goleń i Acela mszczą się na mnie. Ci panowie próbowali zrobić aferę na temat wody. Goleń chce mnie prowokować do nienawiści. Pisał do policji, do prokuratury, że ja ich chciałem otruć. Wszystkie śledztwa zostały umorzone, ale on się mści, bo została urażona jego duma. Mści się dlatego, że on chciał, żebym kupił działkę, która nam nie była potrzebna, chciał, żebym mu zapłacił odszkodowanie za rozlaną wodę – broni się wójt.
Chcą tylko wody
Mieszkańcy w rozmowie z nami podkreślają, że jedyne czego się domagają, to pisemnego zapewnienia, że jeżeli braknie wody przez eksploatację studni, to gmina im ją zapewni. Z kolei wójt uważa, że zmuszają go do złamania prawa. – Goleń chciał mnie zmusić do przestępstwa, żebym podpisał taką umowę, w której miałbym się zobowiązać, że jakby kiedykolwiek jemu czy szwagrowi brakło w studniach wody, to gmina na tysiąc lat ma zapewnić im wodę pitną. Takiej umowy ja zawrzeć nie mogłem. Dwie kancelarie prawnicze wydały opinię, że to jest złamanie prawa, bo ja chciałem już podpisać, ale prawo mi nie pozwala i oni się za to mszczą – tłumaczy nam wójt Lipinek.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
czytaj więcej: „Cud” w Wójtowej
