Droga prawdziwie ekstremalna
W ekstremalnych warunkach przeszli ponad czterdzieści kilometrów. W niekonwencjonalnej drodze krzyżowej, której towarzyszyło nieludzkie zmęczenie i ból niemal trzysta osób dało dowód swojej wiary.

W jasielskiej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej wzięło udział prawie trzysta osób. Wśród zarejestrowanych 275 uczestników, którzy otrzymali pakiety EDK nieco ponad połowę stanowiły kobiety. Już po godzinie 19 w piątkowy wieczór kaplica św. Maksymiliana w kościele O.O. Franciszkanów zaczęła zapełniać się śmiałkami, którzy zdecydowali się podjąć wyzwanie i wyruszyć w nocną wędrówkę. Kilkuset osobowej grupy nie spodziewał się nawet lider rejonu jasielskiego EDK.

Nie spodziewaliśmy się, że idea Ekstremalnej Drogi Krzyżowej przyciągnie tyle osób. Mówiono mi na początku, że jeżeli pójdzie pięćdziesiąt osób będzie można mówić o sukcesie. Sądziłem, że pójdzie maksymalnie sto osób. Przegrałem zakład. Na szczęście osoba z która się założyłem nie będzie kazała mi się obciąć na przysłowiową łysą głowę. Przegrany zakład daje jednak satysfakcję. Uczestnikom co równie ważne towarzyszą ich bliscy, którzy będą modlić się za nich podczas wędrówki. Swoją modlitwą wspierać nas będą siostry Wizytki - mówił o. Jacek Wójtowicz.
Uczestnicy drogi krzyżowej mieli do wyboru dwie trasy, których punktem wyjścia było Jasło. Pierwsza z nich nosząca nazwę św. Franciszka z Asyżu o długości 41 kilometrów biegła przez Dąbrówkę, Brzyska, Górę Liwocz, Czermną, Lipnicę Górną, Jabłonicę, Bączal Dolny, Opacie, Jareniówkę aż do Sanktuarium św. Antoniego z Padwy. Celem drugiej trasy św. Antoniego Padewskiego było Sanktuarium Jana z Dukli. Uczestnicy mieli do pokonania w tym przypadku 43 kilometry. Trasa wiodła przez Dębowiec, Zarzecze, Łubno Szlacheckie, Kopytową, Żeglce, Chorkówkę, Kobylowy, Łęki Dukielskie, Zboiska aż do Dukli.

Tuż przed mszą świętą, której przewodniczył o. Jacek Wójtowicz, lider rejonu jasielskiego EDK wszyscy uczestnicy otrzymali przygotowane wcześniej pakiety, w których znalazł się opis trasy wraz z wyznaczonymi stacjami drogi krzyżowej, rozważania oraz opaska odblaskowa. Do wyruszenia na trasę pozostały niecałe dwie godziny. Ostatnie chwile przed podjęciem wyzwania uczestnicy EDK wykorzystali na ostatnie konsultacje w gronie towarzyszy oraz mentalne przygotowanie się do trudów nocnej wędrówki. Niemal każdy zamierzał wyruszyć w trasę w określonej intencji. Wchodzący w dorosłość Tomek przed udział w EDK zamierzał prosić o szczęśliwy przebieg egzaminu maturalnego, który czeka go już za kilka miesięcy. W trasę do Dulki wyruszam po to, aby modlić się o błogosławieństwo Boże i dobry wynik matury, którą będę zdawał już w maju. Jestem osobą wierzącą, więc kiedy tylko dowiedziałem się, że w Jaśle odbędzie się Ekstremalna Droga Krzyżowa postanowiłem w niej uczestniczyć. Dystans robi wrażenie, ale mnie nie przeraża. Brałem już udział w pieszych pielgrzymkach do Częstochowy, podczas których pokonywałem blisko trzydzieści kilometrów dziennie – mówił.

Kiedy po zakończonej mszy świętej uczestnicy jasielskiej EDK zgromadzili się przed kościołem O.O. Franciszkanów ich liczba mogła robić wrażenie. Wszyscy ciepło odziani, wyposażeni w elementy odblaskowe oraz własnoręcznie wykonane krzyże byli gotowi sprostać wyzwaniu, jakim była ponad czterdziestokilometrowa wędrówka. Jako, iż nasza redakcja patronowała jasielskiej EDK nie mogło zabraknąć nas na trasie. Wspólnie z zaprzyjaźnionym dziennikarzem Grzegorzem punktualnie o 21 wyruszyliśmy w trasę św. Franciszka z Asyżu.
Pierwsze kilometry upływały pod znakiem spokojnego marszu. Zwarta grupa przemierzała ulice i chodniki miasta rzucając się w oczy przechodniów oraz kierowców i pasażerów przejeżdżających samochodów. Podczas postoju na drugiej oraz trzeciej stacji drogi krzyżowej przy tzw. nowym cmentarzu oraz kościele w Dąbrówce obecnych było jeszcze kilkadziesiąt osób w zwartej grupie. Po opuszczeniu miasta kolumna pewnym krokiem zmierzała w kierunku Brzysk, gdzie przy drogowskazie wskazującym drogę na Liwocz umiejscowiona była kolejna stacja drogi krzyżowej. Tutaj rozpoczęła się prawdziwa wspinaczka. Trudności w pokonywaniu wzniesienia spowodowały, że grupa mocno się rozciągnęła. Wsparcie towarzyszy wędrówki było na tym etapie marszu nieocenione. Z niemałym wysiłkiem dotarliśmy jednak na szczyt góry gdzie rozpoznajemy wypatrywany od ponad godziny krzyż. Pojawiają się pierwsze oznaki zmęczenia. Nikt nie traci czasu na bezproduktywne rozmowy. Mówimy wyłącznie o konkretach uzupełniając płyny oraz posilając się przed wyruszeniem w dalszą drogę.
Kolejne kilometry wędrówki biegną niemal cały czas w dół. Zejście jak się okazało momentami nastręczało więcej problemów niż niedawna wspinaczka. Cały czas należało mieć się na baczności, aby nie potknąć się o wystające z podłoża korzenie bądź leżące gałęzie i konary. Robiło się coraz chłodniej. Lekki mróz okazał się jednak dla wszystkich wielkim sprzymierzeńcem. Zamiast brodzić w błocie przemierzaliśmy trasę w miarę komfortowo stawiając stopy na zmarzniętej ziemi.

Po zejściu z Liwocza wracamy na drogę asfaltową. Znajdujemy się mniej więcej w połowie drogi. W Czermnej na skrzyżowaniu dróg przy drewnianym przydrożnym krzyżu znajduje się ósma stacja drogi krzyżowej. W naszej grupie znajduje się już tylko kilkanaście osób. Pozostali zmierzali już w kierunku Jabłonicy bądź jeszcze zmagali się z trudami zejścia z Liwocza. W Jabłonicy popijając ciepłą herbatę z miodem zdajemy sobie sprawę, że pokonaliśmy już ponad połowę trasy. Nie spodziewaliśmy się wówczas, że wspinaczka na Liwocz oraz późniejsze zejście z góry w wyjątkowo trudnych warunkach jest niczym przy tym co będzie nas czekało u kresu wędrówki.
Przez Lipnicę Górną, Opacie i Jareniówkę idziemy już niemal samotnie, mijając bądź będąc mijanymi głównie przez pary maszerujących. Choć drogi, którymi zmierzamy do Jasła są nam doskonale znane trasa dłuży się niemiłosiernie. Na ostatnich kilometrach nogi wydawały się głazami przytroczonymi do pozostałej części ciała. Każdy krok wyzwalał potężny ból. Wiedzieliśmy jednak, że zwycięstwo w tej walce jest na wyciągnięcie ręki. Docierając do ostatniej, czternastej stacji przy Sanktuarium św. Antoniego z Padwy poczuliśmy dumę oraz ulgę z faktu, że udało nam się wytrwać i osiągnąć cel.
Pierwsi uczestnicy EDK docierali do celu już po godzinie 5 rano zarówno w przypadku trasy św. Franciszka z Asyżu jak również trasy św. Antoniego Padewskiego. Nie wszystkim jednak dane było ukończyć drogę krzyżową. Z jej kontynuowania rezygnowali w trasie nawet zaprawieni w bojach piechurzy.

Idea Ekstremalnej Drogi Krzyżowej jako alternatywnej formy przeżywania Misterium Męki Pańskiej przyciągnęła nadspodziewanie dużą liczbę osób. Na trasy w piątkowy wieczór wyruszyli mieszkańcy wielu miejscowości województwa podkarpackiego i nie tylko. Wśród uczestników znaleźli się mieszkańcy takich miejscowości jak Krosno, Miejsce Piastowe, Sanok, Gorlice, Dukla, Korczyna, Jedlicze, Tarnowiec, Dębowiec, Szebnie Trzcinica i wielu innych.
PP
