Gdzie na grzyby w powiecie jasielskim? „Każdy ma swoje miejsce”
Jedni jadą na Liwocz, drudzy mówią, że najlepszy las jest w Lisowie albo Bączalu. Ktoś poleca Wyszowatkę, ktoś Grab, a jeszcze ktoś przekonuje, że jeśli grzyby, to tylko Folusz. I oczywiście każdy ma rację. Przynajmniej według siebie.



Sezon na grzyby trwa, a wraz z nim odwieczny problem grzybiarza: gdzie jechać, żeby wrócić z pełnym koszem, a nie z reklamówką trzech muchomorów i jednym liściem?
W komentarzach i wiadomościach naszych czytelników pojawiają się kolejne „pewniaki”.

– Na podgrzybki do Zarzecza – czytamy w jednym z komentarzy.
Ktoś inny wskazuje Liwocz, kolejni Lisów i Bączal, a miłośnicy bardziej górskich klimatów wymieniają Wyszowatkę, Grab i okolice Krempnej. Nie brakuje też tych, którzy bez chwili zastanowienia powiedzą: – Jak na grzyby, to tylko Folusz!
I tu zaczyna się grzybiarska święta wojna. Bo zapytajcie kilka osób, gdzie najlepiej zbierać grzyby, a każdy wskaże inne miejsce. Co ciekawe, im lepsze miejsce, tym mniej chętnie podaje dokładną lokalizację.



- Mogę powiedzieć, ale nie powiem. To jedna z podstawowych zasad grzybiarza. - Tu wczoraj były!
Powiat jasielski rzeczywiście ma z czego korzystać. Są lasy w okolicach Folusza, Krempnej, Grabiu, Wyszowatki, Mrukowej, Pielgrzymki, Osieka Jasielskiego, ale także w rejonie Liwocza, Brzysk, Bączala, Lisowa, Skołyszyna czy Zarzecza. Kołaczyce i Tarnowiec także nie odbiegają.
Sam Liwocz to przecież teren leśny z bukami i jodłami, czyli drzewami, pod którymi grzybiarze zdecydowanie lubią zaglądać.
Ale każdy doświadczony grzybiarz wie, że sama miejscowość grzybów nie gwarantuje.
Liczy się wilgoć, temperatura, odpowiedni moment i oczywiście... szczęście.
Dlatego w lesie można usłyszeć klasyczne: - Tu nic nie ma. Pięć minut później: - O, zobacz! Tu jest jeden! A kolejne pięć minut później: - Czekaj, czekaj... tu musi być więcej.
I nagle człowiek znika między drzewami na trzy godziny.
Najlepszy grzyb to ten znaleziony przez nas
Grzybiarze mają też swoje żelazne powiedzenia.
„Trzeba wiedzieć, gdzie szukać”.
„Podgrzybki zawsze są w grupie”.
„Jak jest jeden, to zaraz będą następne”.
„Trzeba patrzeć pod nogi”.
I absolutny klasyk:
„W tamtym miejscu w zeszłym roku było ich pełno”.
Problem w tym, że „tamto miejsce” zwykle znajduje się gdzieś między trzema górami, dwoma potokami i drzewem, którego nikt poza grzybiarzem nie potrafi rozpoznać.
Susza nie pomaga
W tym sezonie jednym z problemów pozostaje brak odpowiedniej ilości wilgoci. A grzyby, jak wiadomo, bez wody nie mają zamiaru współpracować.
Prognozowane opady mogą więc ucieszyć nie tylko rolników czy działkowców, ale również tych, którzy już ostrzą noże, przygotowują koszyki i sprawdzają, czy kalosze jeszcze pasują.
Bo po deszczu może się okazać, że las, który kilka dni wcześniej wyglądał jak pustynia, nagle zacznie oddawać swoje skarby.



A wtedy w mediach społecznościowych pojawią się zdjęcia:
„Dzisiejszy zbiór”.
Na zdjęciu 27 podgrzybków.
Pod spodem komentarz:
„Byłem tam godzinę później. Nic nie było”.
No właśnie.
Ale w lesie najważniejsze nie są grzyby
Przy całym polowaniu na borowiki, podgrzybki, kozaki czy kurki warto pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa.
Jeśli wybieramy się głębiej w las, dobrze mieć naładowany telefon, odpowiednie ubranie, wodę i wiedzieć, gdzie jesteśmy. Warto też powiedzieć komuś, dokąd idziemy.
I przede wszystkim – nie zbierajmy grzybów, których nie jesteśmy pewni. Jeśli mamy wątpliwości, lepiej zostawić okaz w lesie niż ryzykować zdrowiem.
No i jeszcze jedna rzecz.
Las nie jest koszem na śmieci
Butelka po wodzie, puszka, opakowanie po kanapce czy worek foliowy nie ważą więcej po opróżnieniu niż przed.
Jeśli mogliśmy wnieść je do lasu pełne, możemy również wynieść puste.


Zabierzmy ze sobą swoje śmieci. A jeśli przy okazji podniesiemy z ziemi coś, co zostawił ktoś mniej odpowiedzialny, las na pewno nam tego nie wypomni.
Bo najlepszy widok po grzybobraniu to nie tylko pełny kosz, ale też czysty las.
A teraz najważniejsze pytanie: Gdzie Wy chodzicie na grzyby?
Liwocz? Folusz? Krempna? Grab? Wyszowatka? Mrukowa? Pielgrzymka? Lisów? Bączal? Zarzecze? A może macie swoją tajną miejscówkę, której nie zdradzicie nawet pod groźbą odebrania koszyka?
Piszcie. Tylko bez dokładnych współrzędnych. Grzybiarze i tak znajdą.
DB

