Korzystając z portalu Jaslo4u.pl wyrażasz zgodę na użytkowanie mechanizmu plików cookie. Mechanizm ten ma na celu zapewnienie prawidłowego funkcjonowania portalu Jaslo4u.pl. Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności portalu Jasło4u.pl

Janosikowy biznes

0

Każdy, kto zabiera bogatym i daje biednym cieszy się powszechnym poważaniem w społeczeństwach. Jeśli jednak dokładniej przyjrzeć się tego rodzaju działalności, dochodzi się do wniosku, że janosikowanie to konieczność, a dobroczynność wynikająca z miłości do ludu to działalność dodatkowa.

Najsławniejszy polski (a właściwie słowacki, tylko spolszczony) zbójnik - Juraj Janosik wcale nie był tylko literacką postacią. Był najzwyklejszym rzezimieszkiem, który bandyckim procederem zapewniał sobie możliwość przeżycia. Jednak mieszkając w górach, gdzie przez większą część roku trwają chłody, musiał się jakoś zabezpieczyć. Wspomagał więc okoliczną ludność finansowo, a czasem też i zbrojnie. W zamian miał ''uszy i oczy'' w wioskach i możliwość bezpieczneego palenia ognisk w górach, co zapewniało ogrzanie i ciepłą strawę. Janosik po prostu musiał kooperować z ludnością, bo nie miał innego wyjścia. Kto nie miał zaplecza w mieszkańcach okolicznych wsi, utonął w mrokach historii, a zbójów przecież było co niemiara.

Mściwy Robin

Najjaśniej na zbójeckim firmamencie świeci gwiazda niejakiego Robina, zwanego Hoodem. Jego działalność także miała charakter społeczny. Trzeba wziąć jednak pod uwagę, że jego najważniejszym zadaniem była osobista zemsta nad szeryfem z Nottingham. Pomoc okolicznym wieśniakom miała znaczenie dodatkowe. Robin mógł działać tak długo, ponieważ siły zbrojne szeryfa składały się raptem z kilkuset patałachów, rekrutowanych zresztą z wiosek chronionych przez leśną bandę. Angielski bohater nie zyskałby zresztą światowego rozgłosu, gdyby nie to, że Wielka Brytania przez wieki była mocarstwem, a z niego łatwiej było propagować własne legendy, literaturę i film.

Polityk z lasu

Interesująco przedstawia się kariera Dadui, Janosika z indyjskiej dżungli, którego władze dopadły dopiero tego lata, po 32 latach zbójeckiego procederu. Jego kariera zaczęła się, gdy w zemście za śmierć ojca, zabił sąsiada. Na rozbojach i haraczach zarabiał tyle, że mógł sobie pozwolić nawet na ekstrawaganckie wydatki. Raz ufundował świątynię, innym razem pomnik boga-małpy Hanumana, jeszcze innym (w przebraniu wędrownego mnicha) podarował jednej ze świątyń słonia. Prowadził też rozległe działania polityczne. Jego pieniądze były np. zaangażowane w zwycięstwo partii, której część działaczy wywodziła się z kasty, z której pochodził on sam. Popierał zresztą także inne partie, o ile udało się im dojść do władzy. W zamian miał ochronę wizerunku (nikt nie wiedział jak wygląda Dadua, zwłaszcza policja) i siedliska - głębokiej dżungli w stanie Uttar Pradesz. O swój las dbał, jak żaden ekolog. Chłopów, którzy wycinali drzewa karał chłostą, obcinaniem palców, a nawet śmiercią, zabijał kłusowników, a nawet pisał petycje do ministra środowiska, w których skarżył się na tych, których pozbawił życia.

Niestety, wdzięczność urzędników na pstrym koniu jeździ i Dadua przepadł z jej właśnie powodu. Bo popierając jednych polityków, naraził się innym. I gdy doszło do zmian po kolejnych wyborach, na zbója zaczęto regularnie polować. Trwało to kilka lat, aż wreszcie pięknego, popołudnia, gdy minęła monsunowa ulewa, dopadły go siły specjalne policji i wojsko i po krótkiej walce zabiły.

Najlepiej wspominają Daduę biedni chłopi. Są mu wdzięczni zwłaszcza za fundowanie posagów dla córek. W Indiach posagi, nawet wśród biedoty, przekraczają wartość majątku przeciętnej polskiej rodziny. Ojcowie zbierają pieniądze i dobra na posag córki przez całe swoje życie.

Legenda Dadui ma szansę stać się znana na całym świecie, podobnie, jak znane są losy Robina Hooda. A to za sprawą wielkiej wytwórni pod Mumbajem (dawniej: Bombajem) - Bollywood. Już powstaje kilka hinduskich musicali na jego temat, a znając hinduskich filmowców, nie poprzestaną oni na opisywaniu jednego tylko wątku życia sławnego zbójnika.

Przemysł przestępczo-socjalny

Najbardziej kochani przez lud są jednak nie zbrojni rabusie, lecz magnaci narkotykowi. Przykładem jest Kolumbijczyk Pablo Escobar.

Escobar w młodości kradł samochody i rabował nagrobki. Następnie zaczął handlować kokainą i przez całe lata 70. budował potęgę swojej grupy. Doszło do tego, że znalazł się na siódmym miejscu listy najbogatszych ludzi na świecie magazynu Forbes, a jego kartel z Medelin kontrolował 80 proc. światowego rynku kokainy. Uważa się, że w najlepszych latach kartel zarabiał nawet 28 miliardów dolarów rocznie (ok. połowy budżetu Polski).

Escobar dbał o swoje dobre imię, sponsorując stadiony i kluby piłkarskie dla młodzieży. Wzorując się na Robinie Hoodzie rozdawał też pieniądze biednym. W rewanżu miejscowa ludność często pomagała Escobarowi ukrywać się przed policją. Zresztą nie tylko Kolumbijczycy go kochali. Jego wrogowie też. Amerykańscy urzędnicy mieli dzięki jego działalności pracę, a szary obywatel, względnie tanie narkotyki (ich miłośników dalej nie brakuje).

Warto zaznaczyć, że od wielu lat magnaci narkotykowi są ''współwłaścicielami'' Boliwii. W zamian za nieskrępowaną, przemysłową produkcję kokainy, fundują szkoły, szpitale, zapewniają bezpieczeństwo publiczne, a nawet wypłacają emerytury swoim byłym pracownikom, znacznie wyższe, niż państwowe.

Tylko w USA nie ma Janosików

Każdy kraj ma swojego Janosika. Przynajmniej w telewizji. Rumuni mają Adama Szngalę, Niemcy - Stuelpnera, Hiszpanie - Curro Jimaneza, a Malezyjczycy - Sandokana. Natomiast Czesi, najwięksi chyba kpiarze na świecie, dorobili się zbójnika z kreskówki - Rumcajsa. Część tych filmowych bohaterów jest prawdziwa, inne są fikcyjne. Wszystkie natomiast spełniają oczekiwania prostego ludu, głównie w kwestii zapewnienia względnego dobrobytu. Jest jednak kraj, w którym nie ma legend o dobrych zbójnikach. To Stany Zjednoczone. Kraju tego nigdy oficjalnie nie zamieszkiwała biedota, a władza nie mieszała się do spraw majątkowych, więc nie było warunków do tworzenia się takich legend. Dlatego w USA najpopularniejszymi postaciami kultury masowej stali się rewolwerowcy, którzy poza jednym filmem - ''Siedmiu wspaniałych'' - nikomu nie pomagali. Wspomniany film jest zresztą adaptacją wcześniejszej, japońskiej produkcji.

Wniosek z tego płynie jeden: jeśli społeczeństwo ma swojego Janosika, to znaczy, że jest biedne. Bogate wolą bandytów, którzy nikomu niczego nie dają, bo nie mają komu.

MIROSŁAW BRZEZIŃSKI

Super Nowości z dnia 21_08_2007

Reklama

Komentarze:

Dodaj komentarz Widok:
Dodaj komentarz
Piszesz jako:

Jaslo4u.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy. Użytkownik ponosi odpowiedzialność za treść komentarzy zgodnie z Polskim Prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i redagowania komentarzy niezgodnych z regulaminem.