Kiedy Ewelina potrzebowała pomocy ludzie nie zawiedli. Teraz ona chce pomóc.
Za kilka dni postawi swój pierwszy krok bez kuli i zacznie nowe życie, inne niż jeszcze niedawno planowała. W przyszłość patrzy trochę z obawą, ale optymizmem i wiarą. Chce pomagać ludziom, bo dzięki nim znowu stanie na dwóch nogach. Ewelina Wójcik, bo o niej mowa, podczas ćwiczeń GOPR, w maju trzy lata temu, uległa poważnemu wypadkowi. Od tego czasu przeszła szereg operacji, ale bez szans na całkowity powrót do zdrowia. Kiedy lekarze w Polsce bezradnie rozłożyli ręce, ona się nie poddała. Zaczęła walkę o siebie, o swoje zdrowie i życie. Dziś jest bogatsza i silniejsza o te doświadczenia, bo wie, że warto walczyć i zaufać ludziom.
- Trzeba walczyć, mimo, że jest trudno, zarzucają nas dużą ilością dokumentów, czasem absurdów. Ale trzeba szukać, a ja staram się wykorzystać doświadczenie jakie mam, żeby pomóc innym – mówi Ewelina.
Muszę wyznaczyć nowy szlak na mapie życia
- Mój horror zaczął się 24 maja 2007 roku o 11.30. Nie wiem kiedy się skończy, mam nadzieję, że to będzie lada moment i wszystko wróci do normy, chociaż ta będzie nieco inna. Przedtem miałam mapę, i wyznaczony na niej szlak. Teraz mam czystą mapę i muszę ją zorientować na nowe cele, wyznaczyć nowy szlak, bo wszystko się zmieniło. Cel który kiedyś sobie wyznaczyłam jako mała dziewczynka musi iść na bok – opowiada Ewelina.
Pomagała innym, ale jej nikt nie potrafił pomóc
W maju 2007 roku, podczas ćwiczeń ratowniczych Ewelina Wójcik uległa poważnemu wypadkowi. W czasie skoku z pokładu śmigłowca złamała obie nogi. Od tego czasu walczyła o swoje zdrowie. Leczenie w Krośnie, Krakowie, Warszawie i Piekarach Śląskich nie przyniosło spodziewanych rezultatów, a zdaniem polskich ortopedów resztę życia miała spędzić na wózku inwalidzkim.
W kraju absurdów
Kiedy już wiedziała, że nikt nie może jej pomóc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. - To trwało z dnia na dzień, coś ciągle działo się nie tak. Co chwilę słyszałam, że nie da się tego zrobić. Ale tak naprawdę decyzję podjęłam po artroskopii w Piekarach Śląskich. Było już gorzej i to był punkt kulminacyjny. Powiedziałam wtedy: „dość”, spróbuję poradzić sobie sama – mówiła nam w jednym z wywiadów ratowniczka.
Światełko w tunelu
Pojawiła się szansa na powrót do zdrowia – operacja w szwajcarskim Kantonspital Liestal. Niestety jej koszty przekraczały możliwości finansowe dziewczyny. Bliscy namawiali Ewelinę by sprawę nagłośniła w mediach. Nie była przekonana do tego pomysłu, ale ostatecznie się zgodziła. - Akcję zaczęłam od rozsyłania maili do moich znajomych zatytułowanych „Mogę przestać chodzić”. Ludzie nie wierzyli, bo do końca starałam się być samodzielna – wspomina ze łzami w oczach Ewelina.
Kolega ze szkolnej ławki zrobił stronę internetową „Chce chodzić”, a koleżanka z apteki pomogła napisać tekst. Później wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie.
Prezent na gwiazdkę
Z pomocą ruszyli znajomi dziewczyny, mieszkańcy Jasła, Fundacja Świętego Mikołaja, która udostępniła jej konto oraz kilkanaście miast w Polsce. Dzięki tej akcji w bardzo krótkim czasie udało się zebrać potrzebną kwotę. - Akcja była takim moim gestem rozpaczy. Próbowałam wszelkich sposobów, żeby te pieniądze dostać, zarówno z GOPR-u, z NFZ czy innych źródeł, ale potrzebna była do tego Fundacja. Pierwsze pieniądze zaczęły spływać przed samymi świętami Bożego Narodzenia ubiegłego roku. Odpowiednią kwotę, żeby zadzwonić do Szwajcarii miałam na święta wielkanocne – mówi zaskoczona Ewelina.
Wielki dar serca
Kiedy na koncie pojawiła się potrzebna kwota - 140 tys. zł i dziewczyna mogła skontaktować się już ze szwajcarską kliniką, pieniądze spływały nadal. - Doszło do 300 tys. zł, pojawiły się też pieniądze z 1%. Niestety nie będę wiedzieć, kto te je wpłacił, ale wszystkim bardzo dziękuję. Nie byłam w stanie zliczyć wpłat, ilości osób, które wpłaciły na to konto pieniądze. Próbowałam, ale to przeszło moje możliwości, bo to jest ogrom. Nie liczę tego, bo to jest jeden wieli dar serca – mówi wzruszona Ewelina.
Przeszło najśmielsze oczekiwania
Nie przypuszczała, że uda się jej zdobyć te pieniądze tak szybko. Jest zaskoczona, ale szczęśliwa. - Myślałam, że będę czekać rok na zebranie pieniędzy tylko na samą konsultację, a na operację 2 lata. Wszystko jednak przeszło moje wyobrażenie, bo to potoczyło się tak szybko.
W Szwajcarii dostała nowe życie
Na konsultacje pojechała początkiem czerwca. Wtedy też został wyznaczony termin operacji - 23 czerwca br. Okazało się, że stan zdrowia nóg Eweliny jest bardzo zły i trzeba operować natychmiast. Na prawej nodze wykonano tylko artroskopię, ale pojawiły się spore wątpliwości co do lewej nogi. – Lekarze bali się, że mogą pojawić się poważne komplikacje podczas samego zabiegu, jednak odważyli się. To było duże ryzyko z ich strony, ale dziękuję, że je podjęli. Kładąc się na stole wiedziałam, że albo wstanę po operacji i będę chodzić, albo będzie to co lekarze przewidywali za parę lat – opowiada Ewelina.
Nie udało się tylko zrobić rekonstrukcji stawu skokowego, jak to pierwotnie planowano, ze względu na bardzo zły stan kości. Teraz trwa rehabilitacja. Czas pokaże co będzie dalej.
Pierwszy krok
15 sierpnia Ewelina leci do Szwajcarii na badania kontrolne. Wtedy zostanie ściągnięta orteza i prawdopodobnie Ewelina postawi swój pierwszy krok. - Pierwsze upragnione kroki, na które bardzo czekam, a wtedy się okaże jak naprawdę został zrealizowany plan, który założyliśmy z lekarzami – mówi podekscytowana.
Powrót na stok?
- Będę się zawsze bała, że ktoś we mnie wpadnie i coś się stanie. Ten lęk zostanie, że źle nogę postawię, że ją skręcę, a każdy ból będzie postrzegany „ o rany!” – mówi z obawą dziewczyna. Narty jednak czekają. Nowe, kupione jeszcze przed wypadkiem. - To są jedyne nowe narty, które kupiłam za pieniądze zarobione przez cały sezon jako instruktor i tak się z nich cieszyłam, ale ani raz na nich nie jeździłam.
„Chcę pomóc”
Akcja dla Eweliny skończyła się, ale zwracają się do niej ludzie, którzy chcą pomóc innym. Nie wiedzą jednak jak to zrobić. A ona chętnie im pomaga. - Chciałabym pomóc jak największej ilości osób, bo to sprawia jednak ogromną satysfakcję i to jest odmiana tego co było w GOPR-ze.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
