„Kochajmy i szanujmy tę wolność, bo ona nie jest dana raz na zawsze”
1
Miała 10 lat, gdy Armia Czerwona wkroczyła do Polski. Wówczas nie zdawała sobie sprawy z tego co się dzieje, dlaczego mama ukradkiem ociera łzy i dokąd idą polscy żołnierze. Zesłana na 6 lat na Syberię wraz z mamą i trójką rodzeństwa wspomina dzień 17 września 1939 roku z pełną świadomością dramatu, jaki rozegrał się 70 lat temu. Barbara Powroźnik, córka osadnika wojskowego Franciszka Bilewicza, autorka wielu książek do dziś pamięta co wydarzyło się przed laty.

- Zostaliśmy zesłani na Syberię w archangielskie lasy w 1940 roku tylko dlatego, że byliśmy rodziną wojskową. – zaczyna swoją opowieść pani Barbara. - Miałam 10 lat i pamiętam jak piaszczystą drogą szło wojsko polskie konwojowane przez sowieckich żołnierzy. Bagnety mieli w pogotowiu i popędzali naszych żołnierzy. Wyraz twarzy polskich żołnierzy do dziś mam przed oczyma. Spoceni, zmęczeni, przerażeni, porozpinane płaszcze i tak szli już ostatkiem sił. Na ich zielonych płaszczach i twarzach osiadł pył. Na ich twarzach malowała się rozpacz. Nie rozumiałam dlaczego moja mama odwracała głowę na bok i fartuchem ocierała łzy – wspomina Barbara Powroźnik.
Wydarzenia z tamtych dni tak naprawdę zrozumiała po latach, kiedy już była dorosła i wróciła do kraju, do Polski. - Dotarła do mnie ta tragedia, co zrobili z wojskiem polskim, jak wymordowali żołnierzy. Zaczęłam sobie to wszystko przypominać. To wojsko, które maszerowało do niewoli. Pamiętam, jak zagonili ich wszystkich na taką murawę obok cerkwi, która była otoczona murem, tam NKWDziści rozbrajali wojsko polskie. Nam, dzieciom nie wolno było na to patrzeć, przeganiali nas. Ale ja byłam taka malutka i wszędzie weszłam, nawet pod te mury, bo tam była wyrwa. Widziałam jak to wojsko polskie rozbrajali. To była bardzo smutna i dramatyczna scena, bo ściągali im pasy, dystynkcje, niszczyli to wszystko, płaszcze rozpinali, ściągali buty oficerskie i odbierali broń. Był wśród nich taki młody oficer, mógł mieć 22 –23 lata. Moja mama mi powiedziała potem: „dziecko, to był oficer polski, który poświęcił się dla ojczyzny, bo zanim oddał broń bolszewikowi, to ją ucałował i krzyknął: Jeszcze Polska nie zginęła!” A rosyjski żołdak uderzył go butem w twarz, a gdy Polak się przewrócił on go jeszcze skopał – dodaje wzruszona pani Barbara.
Po powrocie do kraju zaczęła spisywać wspomnienia i wydawać je w formie książek. Czuła, że skoro Pan Bóg pozwolił jej przeżyć 6 lat zesłania, to ma do wypełnienia misję. - Bóg dał mi jakiś znak, że muszę tę prawdę, która była przemilczana, przekłamana, fałszowana przekazać. Uważam, że mamy posłannictwo chodzić, tam gdzie szkoły nas zapraszają, przekazywać tę historię prawdziwą, bo to jest nasz patriotyczny obowiązek. Przez 45 lat trwała zmowa milczenia. Dzisiaj, dzięki „Solidarności” możemy mówić o zbrodni katyńskiej, o tym, kto zgotował nam taki los, kto rozgrabił i zubożył tę Polskę.
Wolność trzeba kochać i szanować, bo nie jest dana raz na zawsze. Te piękne i mądre słowa pani Barbara kieruje do młodego pokolenia. - Bo trzeba pielęgnować wspomnienia o naszych oficerach, o naszych matkach, braciach, siostrach, o ojcach. Wspominać, przekazywać, pielęgnować i oddawać hołd, tym co nigdy nie wrócili do kraju.
Katarzyna Pacwa-Wilk

- Zostaliśmy zesłani na Syberię w archangielskie lasy w 1940 roku tylko dlatego, że byliśmy rodziną wojskową. – zaczyna swoją opowieść pani Barbara. - Miałam 10 lat i pamiętam jak piaszczystą drogą szło wojsko polskie konwojowane przez sowieckich żołnierzy. Bagnety mieli w pogotowiu i popędzali naszych żołnierzy. Wyraz twarzy polskich żołnierzy do dziś mam przed oczyma. Spoceni, zmęczeni, przerażeni, porozpinane płaszcze i tak szli już ostatkiem sił. Na ich zielonych płaszczach i twarzach osiadł pył. Na ich twarzach malowała się rozpacz. Nie rozumiałam dlaczego moja mama odwracała głowę na bok i fartuchem ocierała łzy – wspomina Barbara Powroźnik.
Wydarzenia z tamtych dni tak naprawdę zrozumiała po latach, kiedy już była dorosła i wróciła do kraju, do Polski. - Dotarła do mnie ta tragedia, co zrobili z wojskiem polskim, jak wymordowali żołnierzy. Zaczęłam sobie to wszystko przypominać. To wojsko, które maszerowało do niewoli. Pamiętam, jak zagonili ich wszystkich na taką murawę obok cerkwi, która była otoczona murem, tam NKWDziści rozbrajali wojsko polskie. Nam, dzieciom nie wolno było na to patrzeć, przeganiali nas. Ale ja byłam taka malutka i wszędzie weszłam, nawet pod te mury, bo tam była wyrwa. Widziałam jak to wojsko polskie rozbrajali. To była bardzo smutna i dramatyczna scena, bo ściągali im pasy, dystynkcje, niszczyli to wszystko, płaszcze rozpinali, ściągali buty oficerskie i odbierali broń. Był wśród nich taki młody oficer, mógł mieć 22 –23 lata. Moja mama mi powiedziała potem: „dziecko, to był oficer polski, który poświęcił się dla ojczyzny, bo zanim oddał broń bolszewikowi, to ją ucałował i krzyknął: Jeszcze Polska nie zginęła!” A rosyjski żołdak uderzył go butem w twarz, a gdy Polak się przewrócił on go jeszcze skopał – dodaje wzruszona pani Barbara.
Po powrocie do kraju zaczęła spisywać wspomnienia i wydawać je w formie książek. Czuła, że skoro Pan Bóg pozwolił jej przeżyć 6 lat zesłania, to ma do wypełnienia misję. - Bóg dał mi jakiś znak, że muszę tę prawdę, która była przemilczana, przekłamana, fałszowana przekazać. Uważam, że mamy posłannictwo chodzić, tam gdzie szkoły nas zapraszają, przekazywać tę historię prawdziwą, bo to jest nasz patriotyczny obowiązek. Przez 45 lat trwała zmowa milczenia. Dzisiaj, dzięki „Solidarności” możemy mówić o zbrodni katyńskiej, o tym, kto zgotował nam taki los, kto rozgrabił i zubożył tę Polskę.
Wolność trzeba kochać i szanować, bo nie jest dana raz na zawsze. Te piękne i mądre słowa pani Barbara kieruje do młodego pokolenia. - Bo trzeba pielęgnować wspomnienia o naszych oficerach, o naszych matkach, braciach, siostrach, o ojcach. Wspominać, przekazywać, pielęgnować i oddawać hołd, tym co nigdy nie wrócili do kraju.
Katarzyna Pacwa-Wilk
