Lekarze wyjeżdżają. Brakuje specjalistów
Program restrukturyzacji jasielskiego szpitala na lata 2012-2013 r. zakładał redukcję zatrudnienia wśród lekarzy na poziomie 30 etatów. Budżet jasielskiej lecznicy udało się wyprowadzić z zapaści finansowej bez konieczności zwolnień i jej prywatyzacji. Nie zmniejszenie etatów a zwiększenie jest problemem, gdyż na rynku medycznym wciąż brakuje specjalistów.

Nie chciał i nie zwolnił
Cztery lata temu Szpital Specjalistyczny w Jaśle był w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Olbrzymia strata na poziomie blisko 3 mln zł zmusiła zarząd powiatu do podjęcia kroków zmierzających do wyprowadzenia jednostki z długu. W tej sytuacji konieczne było przygotowanie planu restrukturyzacyjnego szpitala, który po wdrożeniu zapobiegłby jego prywatyzacji. Jedną z propozycji było zmniejszenie zatrudnienia lekarzy o 30 etatów. Wdrożenie planu spadło wówczas na barki Michała Burbelki, który w sierpniu 2012 r. został dyrektorem jasielskiego szpitala. Uniknął on bowiem radykalnych cięć w redukcji zatrudnienia dzięki zapłaconym nadwykonaniom przez NFZ, większemu kontraktowi oraz wynegocjowaniu zmniejszenia pakietu socjalnego dla pracowników o 70%.
- Za cztery lata z personelu zwolniłem dwie osoby z przyczyn poza restrukturyzacyjnych, a z personelu lekarskiego oprócz tych osób, które przeszły do innych szpitali nie dokonało się żadne zwolnienie. Pomysł dotyczący cięć w etatach uważałem za niewłaściwy. Często jest tak, że po redukcji zatrudnienia na papierze jest piękny wynik, a potem jest kłopot, bo brakuje pracowników. Program restrukturyzacji przygotowany przez zewnętrzną firmę zakładał pracę jednej pielęgniarki na zmianie nocnej. Siłą rzeczy jest to niemożliwe. Więcej takich błędów można było się dopatrzeć. Dokonano przekłamania, że jeżeli zwolnimy lekarzy, to wraz z etatem znikną dyżury. Według mnie były to niesolidne wyliczenie – mówi Michał Burbelka, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. - Lekarzy trzeba ściągać, a nie zwalniać – dodał.
Brakuje specjalistów
Obecnie w szpitalu zatrudnionych jest 900 pracowników. Jak pewnie w każdym szpitalu tak i w jasielskim brakuje specjalistów, w szczególności w dziedzinach anestezjologii, radiologii, psychiatrii, czy w dziedzinie medycyny ratunkowej. Wielu lekarzy wyjeżdża do innego miasta, stąd też duża rotacja wśród specjalistów. Sytuacja i tak nieco się poprawiła. Dyrekcja podkreśla, że w ostatnim czasie przyjęła kilku młodych ludzi do zespołu, którzy są w trakcie specjalizacji. - Poprawiła się nam sytuacja z radiologią i udało mi się zatrudnić osobę na oddział obserwacyjno-zakaźny, gdyż był taki moment że tych lekarzy było za mało. Na chirurgii nasz kolega Stasiu Kapanowski zmarł. Przyjęliśmy więc dwóch rezydentów, którzy doskonale sobie dają radę. Oczywiście nikt Staszka nie zastąpi – podkreśla dyrektor. - Brak anestezjologów powoduje, że czasami nie możemy wykonać tyle operacji, ile byśmy chcieli i nie możemy wykorzystać do końca naszego potencjału. Przyjąłem również panią doktor na oddział anestezjologii, która jest również w trakcie specjalizacji.
Oddział geriatrii to sukces
Dużym powodem do dumy dyrektora Michała Burbelki, jest otworzenie oddziału geriatrii, który ma dwóch lekarzy w tej dziedzinie. W całym województwie podkarpackim jest ich zaledwie dziesięciu. - Na naszym lokalnym rynku utworzenie nowego oddziału geriatrii, który jest trzecim w województwie podkarpackim to sukces. Cieszę się, bo jest to pierwszy oddział, który powstał po 30 latach. Na nim nie są ludzie przechowywani, tylko leczenie. Pacjent w podeszłym wieku w ciągu 7 dni jest stawiany na nogi i rehabilitowany. Na tym oddziale wykonujemy 200% kontraktu, za które NFZ płaci.
Wskaźniki wskazują, że na 1000 mieszkańców powinno być ponad pięciu lekarzu. Średnia wieku specjalistów na Podkarpaciu wynosi 53 lata, a w przypadku lekarzy o mało popularnych specjalizacjach wynosi 70 lat. Sytuacja pielęgniarek jak podkreśla M. Burbelka jest specyficzna. Przede wszystkim ma to związek z wprowadzeniem minimalnej formy zatrudnienia. - Kiedy objąłem funkcję dyrektora szpitala wówczas funkcjonowała tzw. ustawa Kopaczowej, która zakładała, że pieniądze z nadwyżki kontraktu trafią do portfeli pielęgniarek. Ta ustawa wygasła w 2013 r. i dziwnym zbiegiem okoliczności kontrakty przestały rosnąć, bo nie było już takiego obowiązku – wyjaśnia M. Burbelka.
Medycyna w Polsce to biznes
Szpital Specjalistyczny w Jaśle cały czas musi podejmować działania zachęcające do korzystania z jego usług. Na rynku medycznym pojawiło się wiele prywatnym podmiotów, które stanowią swoistego rodzaju konkurencję. Jeden błąd może pociągnąć za sobą przykre konsekwencje. Taka sytuacja mogła mieć miejsce w 2014 r., kiedy jasielski szpital stanął przed poważnym problemem, zwalniać pracowników, likwidować rehabilitację dzienną? - Obowiązków przybywa, a trzeba reagować dynamicznie patrząc na to co się dzieje na rynku medycznym. 5-10 lat temu nie było tylu prywatnych podmiotów. Dla NFZ-u niestety wszyscy są równi i każdy musi się bardzo dobrze przygotować do tego, żeby swój kawałek tortu, który się nazywa kontrakt – mógł dostać – podkreśla dyrektor szpitala. - Gdyby nieintensywne działania, przepadłby cały jeden pododdział w tej części rehabilitacyjnej. Liczba prywatnych podmiotów na rynku medycznym się zwiększa. Medycyna stała się w Polsce biznesem. Jeśli ktoś na rynku nie chce walczyć o swoje zostaje w tyle, przegrywa. Marketing jest potrzebny wtedy, kiedy podaż przekracza popyt. U nas popyt znacznie przekracza podaż co oznacza, że nam nie jest potrzebny marketingowiec. Jednak otoczenie na nas to wymusza. Jeśli nie będziemy się starali, to zostanie nam odebrane to, co mamy.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl

