Maciej Dębosz z W-11 w Jaśle: Tylko głupcy się nie boją
81
Maciej Dębosz, aktor serialu kryminalnego „W-11 Wydział Śledczy” przebywał z wizytą w Przedszkolu Miejskim nr 9 w Jaśle. Przyjechał na zaproszenie Józefy Zarudzkiej, dyrektor placówki w ramach programu bezpiecznego wychowania dzieci.


- Zaprosiliśmy go do naszego przedszkola, ponieważ bezpieczeństwo jest dla nas bardzo ważne. My zaczynamy nasz program już od wychowywania trzyletnich dzieci. A to spotkanie jest jedną z form edukacji. A pan Maciek jako aktor i ojciec zrobił to dobrze – mówi Józefa Zarudzka.
Rzeczywiście kontakt z dziećmi miał wspaniały. Przedszkolakom opowiadał o swojej pracy najpierw jako policjanta, a potem jako aktora. Mimo, że skończył Akademię Wychowania Fizycznego, to swoje życie zawodowe związał z policją. - Dzieci uwielbiam i rozumiem. Myślę, że one też się dobrze ze mną czują, dlatego taki jestem. Ja jestem su...em dla przestępców, dla nich nie mam taryfy ulgowej, ale kochającym tatą dla dzieci – mówi o sobie M. Dębosz
Był jednak zaskoczony, kiedy okazało się, że przedszkolaki doskonale są zorientowane w treści serialu i jego bohaterach. - To serial od lat 12 i to jest w kwestii rodziców czy oni pozwalają oglądać dzieciom takie programy czy nie. Ale ja nie pochwalam tego – dodaje aktor.
Jego zdanie podziela również dyrektor przedszkola. - Czasem mnie przeraża, że takie maluchy oglądają ten serial, bo od razu zadaję sobie pytanie, gdzie są rodzice. Jeżeli dzieci oglądają tego typu seriale, a rodzice potem w umiejętny sposób z nimi rozmawiają o tym, to uważam, że to jest właściwe podejście, tym bardziej, że psychika dziecka jest za wrażliwa.



Maciek zgodził się na to spotkanie, ale pod warunkiem, że jedynym honorarium jakie otrzyma będzie laurka, taniec i śpiew dzieci. Potem znalazł czas na rozmowę z dziennikarzami.
37-letni Maciej Dębosz, krakowianin pracę w policji rozpoczął w 1995 roku. Rok później pracował już jako antyterrorysta. W latach 2000/2001 oraz 2003/2004 przybywał na misjach pokojowych ONZ w Kosowie. W 2007 r. został dowódcą Plutonu Szturmowego Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji. W tym samym roku otrzymał także propozycję zagrania w serialu. Ma żonę Dorotę i 15-letniego syna Patryka. Jak sam przyznaje, zawód policjanta wybrał dzięki porucznikowi Borewiczowi, bohaterowi polskiego serialu kryminalnego lat 70. i 80.

O pracy policjanta
Każdy policjant powinien zacząć pracę od chodnika i od patroli pieszych. Jest to taka sól ziemi dla policjanta. Żaden nie powinien iść od razu do wydziału kryminalnego czy dochodzeniowego, tylko mieć styczność z ludźmi, z ich największymi problemami. To właśnie ci policjanci, którzy chodzą ulicami są najbardziej narażeni, ale jednocześnie są najbliżej społeczeństwa. Nie jest to prosta praca.
Kiedy przeszedłem do jednostki specjalnej (od 1996 r. jako antyterrorysta – przyp. red.) uczyłem się tej pracy jeszcze inaczej, bo to jest specyficzna praca, specyficzny wydział i na to też trzeba poświęcić dużo czasu i szkolenia, potu wylanego na treningach, strzelania. To jest bardzo trudne, ale po 14 latach pracy w tym pododdziale to człowiek podchodzi jak do wszystkiego, do porządku dziennego.
Praca w telewizji
Myślę, że warto się sprawdzić. Jeżeli ktoś myśli, że jest to rzecz prosta, to się myli. Wiem to sam po sobie. Po swoich zdjęciach pomyślałem: po co ja tam pójdę, to nieporozumienie. Natomiast pani producent stwierdziła, że to mam być ja i zatrudniono mnie.
Ta decyzja kosztowała mnie wiele nerwów i kilka nieprzespanych nocy, bo ja siebie nie widziałem w tej roli. Miałem już wypracowaną pozycję u siebie w pododdziale, nie musiałem za bardzo się niczym przejmować. A to było przejście na dość głęboką wodę i takie rzucenie się nie tylko w obraz 50 ludzi, z którymi się pracuje, ale w oglądalność 4 mln osób. To oznacza, że praktycznie co dziesiąty Polak ogląda ten serial.
Dopiero po nakręceniu około 100 odcinków czułem się lepiej, bo na początku człowiek zupełnie nie wie o co chodzi, jak stanąć, żeby było dobrze dla kamery, ustawienie oświetlenia, odpowiednia dykcja. Ale nigdy nie będę tego żałował, że zacząłem pracę tutaj dla TVN.
Przyznaje jednak, że są sytuacje, których się boi i jako policjant i jako aktor. Jego zdaniem nie boją się tylko głupcy. - Ja głupcem nie jestem i zawsze się czegoś obawiam. Jest strach, ale trzeba go przezwyciężyć i radzić sobie z tym wszystkim – podkreśla Maciej.
Nie jestem gwiazdą
Nie mam syndromu gwiazdy i myślę, że się nie zmienię. Znajomi mówią, że nadal jestem takim normalnym chłopakiem, który jest wiecznie uśmiechnięty i ciągle dokucza. Czuję jakąś rozpoznawalność i muszę trzymać fason, ale do gwiazdy to mi bardzo daleko, to nie ten charakter.
Przyszłość?
Na razie o tym nie myśli. Nie martwi się jednak, bo ma sporo możliwości. - Jestem nauczycielem wf-u, lubię pracować z dziećmi, jeździłem na obozy jako wychowawca i instruktor, mogę też zostać w TVN, mogę wrócić do policji albo mogę nic nie robić. Nie wybiegam daleko w przyszłość, ze względu na moją pracę – mówi M. Dębosz
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
- Zaprosiliśmy go do naszego przedszkola, ponieważ bezpieczeństwo jest dla nas bardzo ważne. My zaczynamy nasz program już od wychowywania trzyletnich dzieci. A to spotkanie jest jedną z form edukacji. A pan Maciek jako aktor i ojciec zrobił to dobrze – mówi Józefa Zarudzka.
Rzeczywiście kontakt z dziećmi miał wspaniały. Przedszkolakom opowiadał o swojej pracy najpierw jako policjanta, a potem jako aktora. Mimo, że skończył Akademię Wychowania Fizycznego, to swoje życie zawodowe związał z policją. - Dzieci uwielbiam i rozumiem. Myślę, że one też się dobrze ze mną czują, dlatego taki jestem. Ja jestem su...em dla przestępców, dla nich nie mam taryfy ulgowej, ale kochającym tatą dla dzieci – mówi o sobie M. Dębosz
Był jednak zaskoczony, kiedy okazało się, że przedszkolaki doskonale są zorientowane w treści serialu i jego bohaterach. - To serial od lat 12 i to jest w kwestii rodziców czy oni pozwalają oglądać dzieciom takie programy czy nie. Ale ja nie pochwalam tego – dodaje aktor.
Jego zdanie podziela również dyrektor przedszkola. - Czasem mnie przeraża, że takie maluchy oglądają ten serial, bo od razu zadaję sobie pytanie, gdzie są rodzice. Jeżeli dzieci oglądają tego typu seriale, a rodzice potem w umiejętny sposób z nimi rozmawiają o tym, to uważam, że to jest właściwe podejście, tym bardziej, że psychika dziecka jest za wrażliwa.
Maciek zgodził się na to spotkanie, ale pod warunkiem, że jedynym honorarium jakie otrzyma będzie laurka, taniec i śpiew dzieci. Potem znalazł czas na rozmowę z dziennikarzami.
***
37-letni Maciej Dębosz, krakowianin pracę w policji rozpoczął w 1995 roku. Rok później pracował już jako antyterrorysta. W latach 2000/2001 oraz 2003/2004 przybywał na misjach pokojowych ONZ w Kosowie. W 2007 r. został dowódcą Plutonu Szturmowego Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji. W tym samym roku otrzymał także propozycję zagrania w serialu. Ma żonę Dorotę i 15-letniego syna Patryka. Jak sam przyznaje, zawód policjanta wybrał dzięki porucznikowi Borewiczowi, bohaterowi polskiego serialu kryminalnego lat 70. i 80.
O pracy policjanta
Każdy policjant powinien zacząć pracę od chodnika i od patroli pieszych. Jest to taka sól ziemi dla policjanta. Żaden nie powinien iść od razu do wydziału kryminalnego czy dochodzeniowego, tylko mieć styczność z ludźmi, z ich największymi problemami. To właśnie ci policjanci, którzy chodzą ulicami są najbardziej narażeni, ale jednocześnie są najbliżej społeczeństwa. Nie jest to prosta praca.
Kiedy przeszedłem do jednostki specjalnej (od 1996 r. jako antyterrorysta – przyp. red.) uczyłem się tej pracy jeszcze inaczej, bo to jest specyficzna praca, specyficzny wydział i na to też trzeba poświęcić dużo czasu i szkolenia, potu wylanego na treningach, strzelania. To jest bardzo trudne, ale po 14 latach pracy w tym pododdziale to człowiek podchodzi jak do wszystkiego, do porządku dziennego.
Praca w telewizji
Myślę, że warto się sprawdzić. Jeżeli ktoś myśli, że jest to rzecz prosta, to się myli. Wiem to sam po sobie. Po swoich zdjęciach pomyślałem: po co ja tam pójdę, to nieporozumienie. Natomiast pani producent stwierdziła, że to mam być ja i zatrudniono mnie.
Ta decyzja kosztowała mnie wiele nerwów i kilka nieprzespanych nocy, bo ja siebie nie widziałem w tej roli. Miałem już wypracowaną pozycję u siebie w pododdziale, nie musiałem za bardzo się niczym przejmować. A to było przejście na dość głęboką wodę i takie rzucenie się nie tylko w obraz 50 ludzi, z którymi się pracuje, ale w oglądalność 4 mln osób. To oznacza, że praktycznie co dziesiąty Polak ogląda ten serial.
Dopiero po nakręceniu około 100 odcinków czułem się lepiej, bo na początku człowiek zupełnie nie wie o co chodzi, jak stanąć, żeby było dobrze dla kamery, ustawienie oświetlenia, odpowiednia dykcja. Ale nigdy nie będę tego żałował, że zacząłem pracę tutaj dla TVN.
Przyznaje jednak, że są sytuacje, których się boi i jako policjant i jako aktor. Jego zdaniem nie boją się tylko głupcy. - Ja głupcem nie jestem i zawsze się czegoś obawiam. Jest strach, ale trzeba go przezwyciężyć i radzić sobie z tym wszystkim – podkreśla Maciej.
Nie jestem gwiazdą
Nie mam syndromu gwiazdy i myślę, że się nie zmienię. Znajomi mówią, że nadal jestem takim normalnym chłopakiem, który jest wiecznie uśmiechnięty i ciągle dokucza. Czuję jakąś rozpoznawalność i muszę trzymać fason, ale do gwiazdy to mi bardzo daleko, to nie ten charakter.
Przyszłość?
Na razie o tym nie myśli. Nie martwi się jednak, bo ma sporo możliwości. - Jestem nauczycielem wf-u, lubię pracować z dziećmi, jeździłem na obozy jako wychowawca i instruktor, mogę też zostać w TVN, mogę wrócić do policji albo mogę nic nie robić. Nie wybiegam daleko w przyszłość, ze względu na moją pracę – mówi M. Dębosz
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl

