Maria Kurowska mówi stanowcze „nie” finansowaniu przez państwo metody in vitro
W Sejmie odbyła się dzisiaj debata nad obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Proponowane zmiany dotyczą refundacji zabiegów in vitro jako nowoczesnej metody leczenia bezpłodności. Pierwszemu czytaniu ustawy towarzyszyły olbrzymie emocje. Swoją opinią na temat in vitro podzieliła się z sejmowej mównicy między innymi Maria Kurowska. Posłanka Suwerennej Polski jasno stwierdziła, że „państwo polskie nie powinno finansować procedur, w których giną ludzie”.

Kiedy ogłoszone zostały ostateczne wyniki październikowych wyborów parlamentarnych, jasnym stało się, że polską scenę polityczną czekają znaczące zmiany. Utrata sejmowej większości przez Zjednoczoną Prawicę oznacza ni mniej, ni więcej, że odpowiedzialność w zakresie stanowienia prawa spocznie na barkach ugrupowań, które do tej pory stanowiły opozycję. Nowa większość sejmowa szybko rozpoczęła, zapowiadaną w czasie kampanii, ofensywę legislacyjną. W środę (22 listopada br.) w Sejmie odbyło się bowiem pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
W myśl zapisów, jakie znalazły się w projekcie nowelizacji ustawy, minister właściwy do spraw zdrowia opracuje, wdroży, zrealizuje i sfinansuje program polityki zdrowotnej leczenia niepłodności obejmujący procedury medyczne wspomaganej prokreacji, w tym zapłodnienie pozaustrojowe prowadzone w ośrodkach medycznie wspomaganej prokreacji w rozumieniu przepisów ustawy o leczeniu niepłodności.
Uzasadnienie do projektu ustawy przedstawiła Agnieszka Pomaska (KO), przedstawicielka komitetu inicjatywy ustawodawczej. – To wielki dzień. To wyjątkowo ważny dzień. Kiedy zbieraliśmy podpisy pod obywatelskim projektem ustawy „Tak dla in vitro” obiecywaliśmy, że prędzej, czy później ten projekt, ta ustawa wejdzie w życie, i dzisiaj to robimy. Robimy to w pierwszym możliwym dniu, w pierwszym możliwym momencie – mówiła. Przekonywała, że nowelizacja przepisów prawa w zakresie finansowania przez państwo metody in vitro jest odpowiedzią na oczekiwania wielu Polaków. – Przyszliśmy do nowego Sejmu po to, żeby w ekspresowym tempie realizować tylko dobre projekty, nie tak, jak miało to miejsce przez ostatnich osiem lat […] My w takim tempie przywracamy dziś Polkom i Polakom prawo do szczęścia, jakim jest dziecko. Przywrócenie finansowania in vitro z budżetu państwa, to pierwsza decyzja demokratycznej większości – wyjaśniała.
W uzasadnieniu do projektu uchwały czytamy, że niepłodność kwalifikowana jest przez Światową Organizację Zdrowia jako choroba cywilizacyjna. Według danych zawartych w uzasadnieniu niepłodność może dotyczyć nawet około 3 milionów Polaków. Szacuje się, że w Polsce problem niepłodności dotyka 15-20% par w wieku prokreacyjnym. Autorzy uzasadnienia przekonują, że metoda zapłodnienia pozaustrojowego jako najskuteczniejsza metoda leczenie niepłodności jest jedyną szansą na przezwyciężenie kryzysu demograficznego w Polsce. Wyliczono, że w związku z realizacją programu „Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013-2016” do lipca 2020 r. urodziło się co najmniej 22 191 dzieci.
Przedstawiona w uzasadnieniu argumentacja nie zdołała przekonać znacznej części polityków prawej części sceny politycznej. Przeciwko projektowi w sposób zdecydowany opowiedziała się Konfederacja. W gronie przeciwników noweli znalazła się również Maria Kurowska. Posłanka Suwerennej Polski określiła in vitro jako metodę, w wyniku której „giną ludzie”. - Finansowanie in vitro sprawi, że więcej dzieci się urodzi, ale zauważcie, że jeszcze więcej naszych polskich dzieci umrze lub zostanie zamrożonych. Państwo polskie nie powinno finansować procedur, w których giną ludzie. In vitro to sztuczne zapłodnienie, to nie jest metoda leczenia bezpłodności, na dodatek bardzo wyczerpująca dla kobiety. Dopuszczalna trzykrotnie, aby nie doprowadzić do śmierci czy utraty zdrowia kobiety – przekonywała.
Podczas sejmowego wystąpienia posłanki Kurowskiej, z ław poselskich dało się słyszeć okrzyki: „nieprawda”, czy też „co za bzdury”.
Zdecydowaną zwolenniczką zmian w prawie dotyczących finansowania z budżetu państwa metody in vitro jest posłanka Joanna Frydrych. Warto wspomnieć, że w styczniu bieżącego roku, posłanka Koalicji Obywatelskiej osobiście zbierała podpisy pod obywatelskim projektem ustawy „Tak dla in vitro”. W tym celu odwiedziła między innymi Jasło. - Ponad rok temu rozpoczęliśmy zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy „Tak dla in vitro”. Projektem tak bardzo oczekiwanym przez Polki i Polaków. Do wyborców w tegorocznych wyborach parlamentarnych szliśmy ze zobowiązaniem wprowadzenia finansowania leczenia niepłodności metodą in vitro z budżetu państwa. Bo nie ma nic piękniejszego jak narodziny dziecka, a niestety niepłodność to choroba cywilizacyjna, która dotyka wiele par i należy ją leczyć. Dzisiaj to zobowiązanie wypełniamy – przekonuje.
Zdaniem posłanki Frydrych uchwalenie noweli jest niezbędne z punktu widzenia polityki demograficznej kraju. - Dlaczego to jest tak ważne? Bo rodzi coraz mniej dzieci. Bo negatywne skutki niskiej liczby urodzeń odczujemy w niemal na każdej płaszczyźnie życia (edukacja, ochrona zdrowia, opieka nad starszymi, system emerytalny). Bo prawo do szczęścia ma każdy i należy mu w tym pomóc. Program in vitro to inwestycja w rodzinę a poprzez to inwestycja w państwo – wyjaśnia.

Na potwierdzenie słuszności głoszonych przez siebie tez, posłanka Koalicji Obywatelskiej przywołuje konkretne dane liczbowe, z których wynika, że w ubiegłym roku odnotowano w Polsce rekordowo niska liczbę urodzeń (305 tys.). Dane z końca września br. wskazują z kolei, że w Polsce, od początku 2023 roku, urodziło się 210 tys. dzieci. To o 25 tys. mniej niż w analogicznym okresie 2022 r.
- Dzięki programowi finansowania in vitro ze środków publicznych wprowadzonemu przez rząd Ewy Kopacz na świat przyszło 22 191 dzieci. Rząd PiS zastąpił ten program swoim programem finansowania naprotechnologii, z którego na świat przyszło zaledwie 413 dzieci. Ponadto ze strategii demograficznej rządu PIS można wywnioskować, że walką z niską liczbą urodzeń jest leczenie niepłodności metodą naprotechnologii i monitorowanie rozwodów. To co obserwujemy, choćby w naszym regionie, nastąpiła likwidacja oddziałów ginekologiczno-położniczych w szpitalach powiatowych takich jak Sanok czy Ustrzyki Dolne oraz zapowiedź likwidacji – tłumaczy Joanna Frydrych, posłanka Koalicji Obywatelskiej.
red.
