Marzanna: symbol czy Maria Kurowska? Happening: ważny manifest czy dziecinada?
141
Łukasz Kotulak (organizator): “happening nie był skierowany przeciwko konkretnej osobie”. Maria Kurowska: “Marzanna jest przepiękna. Nie dziwię się, że Radny Czeluśniak niósł ją z takim pietyzmem”. Krzysztof Czeluśniak: “Na happening przyszedłem nie jako radny, ale jako mieszkaniec Jasła”.




W niedzielę grupa osób pod przewodnictwem Łukasza Kotulaka spaliła i utopiła Marzannę, zdaniem jaślan łudząco przypominającą burmistrz miasta. Organizatorzy przeczą jednak, jakoby ich celem był atak na Marię Kurowską. Być może mówią prawdę, a być może nie dorośli do poniesienia konsekwencji swoich działań. Przyjrzeliśmy się tej sprawie bliżej.
FAKTY
Co zaszło w niedzielę?
W niedzielę, pierwszego dnia wiosny, grupka osób w maskach chirurgicznych, wśród których był Krzysztof Czeluśniak, przemaszerowała przez miasto z rudą kukłą w okularach, koralach i spódnicy, aby następnie podpalić ją i wrzucić z mostu do Jasiołki.
Wśród jaślan, z którymi rozmawialiśmy, kukła wywołała skojarzenie z urzędującą burmistrz Jasła. Jako podstawę skojarzenia wymienia się charakteryzację Marzanny oraz szarfę, którą była ona przepasana. - Widziałem na zdjęciach, że napis na szarfie głosił “Płynę ratować Bałtyk”, a burmistrz przecież brała udział w konferencji na temat czystości wód Bałtyku, swoją drogą nie rozumiem w jakim celu - powiedział nam jeden z rozmówców. - Kolor włosów czy okulary również jednoznacznie wskazują o kogo chodzi. - dodał.
Wokół bogini i czarujących oczu królowej
Maria Kurowska ustosunkowała się do niedzielnego wydarzenia, w taki oto sposób:
- Marzanna to słowiańska bogini, symbolizująca zimę, która w tym roku dała nam się we znaki, pewnie dlatego pomysł jej topienia. Jest przepiękna, a na dodatek koronowana, więc nie dziwię się, że Radny Miejski Krzysztof Czeluśniak niesie ją na swoim ramieniu z takim pietyzmem i radością. A potem w geście rozpaczy wyciąga do niej ręce, gdy już płonie i się oddala. Dobre wrażenie całej zabawy popsuły tylko te maseczki, bo wygląda na to, jakby osoby biorące udział w tym przedsięwzięciu, wstydziły się, że to robią. Gratuluję artyście dzieła, bo zwłaszcza oczy królowej są czarujące i chętnie stałabym się posiadaczką kopii.
- Na happening zostałem zaproszony przez młodzież. - powiedział Krzysztof Czeluśniak - Przyszedłem nie jako radny, ale jako mieszkaniec Jasła. Marzanna jest słowiańską boginią symbolizującą zimę i śmierć oraz demona – złą królową śniegu. Dziś topienie Marzanny również wiąże się z pożegnaniem znienawidzonej zimy.
Wszyscy zebrani cieszyli się, że wreszcie żegnamy się ze złą zimą. Maseczki, które mieliśmy na twarzach symbolizowały ochronę przed śmiercią, zarazą oraz wadami, jakie drzemią w ludziach. Na pożegnanie pomachaliśmy królowej śniegu, która popłynęła ratować skuty lodem Bałtyk.
Z kolei Łukasz Kotulak odniósł się do wypowiedzi burmistrz tymi słowami:
- Maseczki mają dwojakie znaczenie. Po pierwsze, wyganialiśmy z miasta Marzannę, która jest symbolem zimy i zarazy, założyliśmy maseczki, po to, aby nie zarazić się opisaną przez mnie wyżej zarazą nienawiści, buty, braku dystansu do siebie itd.
Po drugie, jako organizator happeningu znający przykre fakty z życia niektórych mieszkańców Jasła, zwłaszcza tych, którzy w dziwnych okolicznościach stracili prace, zaproponowałem aby uczestnicy, którzy boją się o swoje miejsca pracy, o dobro siebie i swoich rodzin, założyli na twarze takie maseczki.
Jeśli Pani Burmistrz tak bardzo przejęła się tym happeningiem i jeśli twierdzi, że Marzanna to jej podobizna... Jeśli Pani Burmistrz Maria Kurowska na prawdę pragnie mieć kopię tej Marzanny, chce ją postawić w gabinecie, czy gdziekolwiek indziej, to deklaruję, iż specjalnie dla Pani Kurowskiej możemy taką kopię wykonać.
Życzę wszystkim dobrego humoru, pozdrawiam.
Wyjaśnienie organizatora
O oficjalne wyjaśnienie sensu zabawy poprosiliśmy organizatora, który udzielił nam następującego, autoryzowanego, wywiadu:
KAMIL SOKOŁOWSKI: Co było celem Waszej zabawy?
ŁUKASZ KOTULAK: Celem naszego happeningu było przypomnienie zwyczaju topienia Marzanny, z dawien dawna przedstawianej jako uosobienie zimy, zarazy, demona istoty ubranej w złe cechy. Event miał też na celu zasugerowanie niektórym ludziom pewnych niepokojących rzeczy. Słyszymy bowiem, że w Jaśle dzieją się "cuda i dziwy".
K. S.: Czy ma Pan kogoś lub coś konkretnego na myśli?
Ł. K.: Paląc i topiąc Marzannę nie mieliśmy nikogo konkretnego na myśli - tu nie chodziło o osobę, tylko o wady i przywary ogólnie określonej "władzy". Jeśli komuś kukła się z kimś konkretnym kojarzy, cóż powiem tylko, że: każdy ma prawo do samodzielnej interpretacji. Powtarzam, happening nie był skierowany przeciwko konkretnej osobie. Bowiem każdy obserwator może zobaczyć w tej Marzannie część siebie. Zgadzam się z sugestią, że Marzanna może niektórym wydawać się podobna do którejś z jasielskich kobiet-polityków, jednak podkreślam, że to podobieństwo, lub jego brak jest czysto przypadkowe, zależy poprostu od interpretacji, skojarzeń jakie przetwarza umysł obserwatorów.
K. S.: Skąd taki a nie inny strój Waszej Marzanny?
Ł. K.: Marzannę ubraliśmy w to, co było pod ręką w domu kolegi, który wykonał kukłę. Tradycyjnego białego płótna akurat nie było. Znalazła się za to srebrna chusta.
K. S.: Co chcieliście przekazać swoim działaniem?
Ł. K.: Chcieliśmy wypędzić wraz z zimą wady, które w ludziach drzemią: brak dystansu do samego siebie, arogancję, butę, pychę, podejrzliwość, kłótliwość, zazdrość, nienawiść, straszenie i niszczenie innych. Są to wady, które dostrzegamy u niektórych jasielskich polityków.
Wszystkim, którzy nie rozumieją niedzielnej akcji przypominam, iż żyjemy w wolnej Polsce. Konstytucja RP gwarantuje wszystkim wolność słowa i zgromadzeń. Polecam lekturę Rozdziału II Konstytucji RP.
Życzę wszystkim dobrego humoru, pozdrawiam Łukasz Kotulak - organizator wydarzenia.
Tyle fakty, do których należą też wypowiedzi osób uwikłanych w sprawę, dla uniknięcia nieporozumień cytowane w pełni.
OCENA
Kluczowe pytanie brzmi: co na ten temat myśleć? Wbrew pozorom jest to pytanie bardzo proste.
Jest to bowiem albo: walka z wadami…
Po pierwsze, można przyjąć, że organizatorzy mówią prawdę na temat swoich intencji, iż nie mieli nikogo konkretnego na myśli, a przyświecała im jedynie chęć symbolicznego pożegnania wad i przywar itp.
Przekaz taki jest wyjątkowo trywialny i banalny - protest przeciwko ludzkim wadom, zwłaszcza wadom polityki, jest równie nieciekawy jak protest przeciwko głodowi na świecie. Przy takiej interpretacji śmieszne i dziecinne są obawy o utratę pracy, jak i przywoływanie na swą obronę Konstytucji. Organizując radosne wypędzanie pychy i zawiści z polityki, zaryzykuję, nie należy oczekiwać ani represji ani zagrożenia dławienia wolności zgromadzeń.
Chyba, że wymienione wady są rzeczywiście poważnym a nieuświadomionym społecznie problemem (ogólnie rozumianej) jasielskiej władzy - wówczas pozostaje jedynie przyklasnąć grupie, która włączyła do dyskusji kwestię arogancji, niszczenia innych oraz pozostałych cech - do listy których warto by może jedynie dopisać unikanie odpowiedzialności za to, co się robi. Przyklasnąć, nawet jeśli odwoływanie się do Konstytucji nadal może zabrzmieć nieco histerycznie.
…albo walka z opresją…
Po drugie, można uznać, że organizatorom chodziło jednak o coś więcej, że mieli kogoś konkretnego na uwadze, że owe lęki przed utratą pracy oraz “cuda i dziwy” mają swoje jasno określone źródło. Nie mogli go jednak wymienić wprost, właśnie z uwagi na te obawy. I, niestety, znów otwierają dwie możliwości.
Lęki organizatorów mogą bowiem dotyczyć dwóch rzeczy: odwetu nieformalnego poprzez użycie wpływów, lub pociągnięcia do odpowiedzialności prawnej.
Skutków pierwszego rodzaju z pewnością nie można uniknąć rezygnując jedynie z bezpośredniego nazywania tych, których kukłę się topi. Do użycia wpływów nie trzeba bowiem - niestety - mieć prokuratorskich dowodów. Jeśli zatem osoby będące celem takiej akcji dostrzegłyby, iż nim są, i chciałyby dokonać odwetu, nie przeszkodziłby im brak jednoznacznego wskazania. To samo dotyczy tożsamości uczestników. Zapytajmy więc: po cóz owijać w bawełnę, skoro to nic nie zmienia?
Jeśli odpowiedź brzmiałaby: z obawy przed sądem, doszlibyśmy do drugiego rodzaju konsekwencji. Tych jednak łatwo jest uniknąć, po prostu nie naruszając w publicznej krytyce niczyjej godności. Zapytajmy w tym wypadku: po co palić kukły, zamiast - nawet najradykalniej - krytykować?
…albo nie-wiadomo-co.
Jest jeszcze kilka pomniejszych możliwości. Być może żyjemy bowiem w tak przesyconym złymi wpływami systemie, że należy walczyć z nim wszelkimi środkami. To jednak nakazywałoby raczej konspirację, nienarażającą na odwet, niż bieganie po mediach. Lecz może właśnie o media chodziło: o “wzbudzenie zainteresowania”? Gwarantuję, że nawet anonimowa, ale rzetelna krytyka zjawisk, które nie podobają się organizatorom happeningu, nadesłana do redakcji, spotkałaby się z co najmniej takim samym, lub większym zainteresowaniem, co Marzanna. A może po prostu łatwo jest wymyślać gagi, gorzej zaś dociągnąć do końca ich konsekwencje w realnych świecie? Taka interpretacja całego zdarzenia byłaby jednak dość krzywdząca dla organizatorów, oznaczałaby bowiem, że uprawiają zwyczajną dziecinadę, nie wiedząc do końca co robią.
Wybór opcji, lub ich ewentualną korektę, czy też polemikę z zawartymi ocenami pozostawiam oczywiście czytelnikom.
Kamil Sokołowski
sokolowski@jaslo4u.pl











W niedzielę grupa osób pod przewodnictwem Łukasza Kotulaka spaliła i utopiła Marzannę, zdaniem jaślan łudząco przypominającą burmistrz miasta. Organizatorzy przeczą jednak, jakoby ich celem był atak na Marię Kurowską. Być może mówią prawdę, a być może nie dorośli do poniesienia konsekwencji swoich działań. Przyjrzeliśmy się tej sprawie bliżej.
FAKTY
Co zaszło w niedzielę?
W niedzielę, pierwszego dnia wiosny, grupka osób w maskach chirurgicznych, wśród których był Krzysztof Czeluśniak, przemaszerowała przez miasto z rudą kukłą w okularach, koralach i spódnicy, aby następnie podpalić ją i wrzucić z mostu do Jasiołki.
Wśród jaślan, z którymi rozmawialiśmy, kukła wywołała skojarzenie z urzędującą burmistrz Jasła. Jako podstawę skojarzenia wymienia się charakteryzację Marzanny oraz szarfę, którą była ona przepasana. - Widziałem na zdjęciach, że napis na szarfie głosił “Płynę ratować Bałtyk”, a burmistrz przecież brała udział w konferencji na temat czystości wód Bałtyku, swoją drogą nie rozumiem w jakim celu - powiedział nam jeden z rozmówców. - Kolor włosów czy okulary również jednoznacznie wskazują o kogo chodzi. - dodał.
Wokół bogini i czarujących oczu królowej
Maria Kurowska ustosunkowała się do niedzielnego wydarzenia, w taki oto sposób:
- Marzanna to słowiańska bogini, symbolizująca zimę, która w tym roku dała nam się we znaki, pewnie dlatego pomysł jej topienia. Jest przepiękna, a na dodatek koronowana, więc nie dziwię się, że Radny Miejski Krzysztof Czeluśniak niesie ją na swoim ramieniu z takim pietyzmem i radością. A potem w geście rozpaczy wyciąga do niej ręce, gdy już płonie i się oddala. Dobre wrażenie całej zabawy popsuły tylko te maseczki, bo wygląda na to, jakby osoby biorące udział w tym przedsięwzięciu, wstydziły się, że to robią. Gratuluję artyście dzieła, bo zwłaszcza oczy królowej są czarujące i chętnie stałabym się posiadaczką kopii.
- Na happening zostałem zaproszony przez młodzież. - powiedział Krzysztof Czeluśniak - Przyszedłem nie jako radny, ale jako mieszkaniec Jasła. Marzanna jest słowiańską boginią symbolizującą zimę i śmierć oraz demona – złą królową śniegu. Dziś topienie Marzanny również wiąże się z pożegnaniem znienawidzonej zimy.
Wszyscy zebrani cieszyli się, że wreszcie żegnamy się ze złą zimą. Maseczki, które mieliśmy na twarzach symbolizowały ochronę przed śmiercią, zarazą oraz wadami, jakie drzemią w ludziach. Na pożegnanie pomachaliśmy królowej śniegu, która popłynęła ratować skuty lodem Bałtyk.
Z kolei Łukasz Kotulak odniósł się do wypowiedzi burmistrz tymi słowami:
- Maseczki mają dwojakie znaczenie. Po pierwsze, wyganialiśmy z miasta Marzannę, która jest symbolem zimy i zarazy, założyliśmy maseczki, po to, aby nie zarazić się opisaną przez mnie wyżej zarazą nienawiści, buty, braku dystansu do siebie itd.
Po drugie, jako organizator happeningu znający przykre fakty z życia niektórych mieszkańców Jasła, zwłaszcza tych, którzy w dziwnych okolicznościach stracili prace, zaproponowałem aby uczestnicy, którzy boją się o swoje miejsca pracy, o dobro siebie i swoich rodzin, założyli na twarze takie maseczki.
Jeśli Pani Burmistrz tak bardzo przejęła się tym happeningiem i jeśli twierdzi, że Marzanna to jej podobizna... Jeśli Pani Burmistrz Maria Kurowska na prawdę pragnie mieć kopię tej Marzanny, chce ją postawić w gabinecie, czy gdziekolwiek indziej, to deklaruję, iż specjalnie dla Pani Kurowskiej możemy taką kopię wykonać.
Życzę wszystkim dobrego humoru, pozdrawiam.
Wyjaśnienie organizatora
O oficjalne wyjaśnienie sensu zabawy poprosiliśmy organizatora, który udzielił nam następującego, autoryzowanego, wywiadu:
KAMIL SOKOŁOWSKI: Co było celem Waszej zabawy?
ŁUKASZ KOTULAK: Celem naszego happeningu było przypomnienie zwyczaju topienia Marzanny, z dawien dawna przedstawianej jako uosobienie zimy, zarazy, demona istoty ubranej w złe cechy. Event miał też na celu zasugerowanie niektórym ludziom pewnych niepokojących rzeczy. Słyszymy bowiem, że w Jaśle dzieją się "cuda i dziwy".
K. S.: Czy ma Pan kogoś lub coś konkretnego na myśli?
Ł. K.: Paląc i topiąc Marzannę nie mieliśmy nikogo konkretnego na myśli - tu nie chodziło o osobę, tylko o wady i przywary ogólnie określonej "władzy". Jeśli komuś kukła się z kimś konkretnym kojarzy, cóż powiem tylko, że: każdy ma prawo do samodzielnej interpretacji. Powtarzam, happening nie był skierowany przeciwko konkretnej osobie. Bowiem każdy obserwator może zobaczyć w tej Marzannie część siebie. Zgadzam się z sugestią, że Marzanna może niektórym wydawać się podobna do którejś z jasielskich kobiet-polityków, jednak podkreślam, że to podobieństwo, lub jego brak jest czysto przypadkowe, zależy poprostu od interpretacji, skojarzeń jakie przetwarza umysł obserwatorów.
K. S.: Skąd taki a nie inny strój Waszej Marzanny?
Ł. K.: Marzannę ubraliśmy w to, co było pod ręką w domu kolegi, który wykonał kukłę. Tradycyjnego białego płótna akurat nie było. Znalazła się za to srebrna chusta.
K. S.: Co chcieliście przekazać swoim działaniem?
Ł. K.: Chcieliśmy wypędzić wraz z zimą wady, które w ludziach drzemią: brak dystansu do samego siebie, arogancję, butę, pychę, podejrzliwość, kłótliwość, zazdrość, nienawiść, straszenie i niszczenie innych. Są to wady, które dostrzegamy u niektórych jasielskich polityków.
Wszystkim, którzy nie rozumieją niedzielnej akcji przypominam, iż żyjemy w wolnej Polsce. Konstytucja RP gwarantuje wszystkim wolność słowa i zgromadzeń. Polecam lekturę Rozdziału II Konstytucji RP.
Życzę wszystkim dobrego humoru, pozdrawiam Łukasz Kotulak - organizator wydarzenia.
Tyle fakty, do których należą też wypowiedzi osób uwikłanych w sprawę, dla uniknięcia nieporozumień cytowane w pełni.
OCENA
Kluczowe pytanie brzmi: co na ten temat myśleć? Wbrew pozorom jest to pytanie bardzo proste.
Jest to bowiem albo: walka z wadami…
Po pierwsze, można przyjąć, że organizatorzy mówią prawdę na temat swoich intencji, iż nie mieli nikogo konkretnego na myśli, a przyświecała im jedynie chęć symbolicznego pożegnania wad i przywar itp.
Przekaz taki jest wyjątkowo trywialny i banalny - protest przeciwko ludzkim wadom, zwłaszcza wadom polityki, jest równie nieciekawy jak protest przeciwko głodowi na świecie. Przy takiej interpretacji śmieszne i dziecinne są obawy o utratę pracy, jak i przywoływanie na swą obronę Konstytucji. Organizując radosne wypędzanie pychy i zawiści z polityki, zaryzykuję, nie należy oczekiwać ani represji ani zagrożenia dławienia wolności zgromadzeń.
Chyba, że wymienione wady są rzeczywiście poważnym a nieuświadomionym społecznie problemem (ogólnie rozumianej) jasielskiej władzy - wówczas pozostaje jedynie przyklasnąć grupie, która włączyła do dyskusji kwestię arogancji, niszczenia innych oraz pozostałych cech - do listy których warto by może jedynie dopisać unikanie odpowiedzialności za to, co się robi. Przyklasnąć, nawet jeśli odwoływanie się do Konstytucji nadal może zabrzmieć nieco histerycznie.
…albo walka z opresją…
Po drugie, można uznać, że organizatorom chodziło jednak o coś więcej, że mieli kogoś konkretnego na uwadze, że owe lęki przed utratą pracy oraz “cuda i dziwy” mają swoje jasno określone źródło. Nie mogli go jednak wymienić wprost, właśnie z uwagi na te obawy. I, niestety, znów otwierają dwie możliwości.
Lęki organizatorów mogą bowiem dotyczyć dwóch rzeczy: odwetu nieformalnego poprzez użycie wpływów, lub pociągnięcia do odpowiedzialności prawnej.
Skutków pierwszego rodzaju z pewnością nie można uniknąć rezygnując jedynie z bezpośredniego nazywania tych, których kukłę się topi. Do użycia wpływów nie trzeba bowiem - niestety - mieć prokuratorskich dowodów. Jeśli zatem osoby będące celem takiej akcji dostrzegłyby, iż nim są, i chciałyby dokonać odwetu, nie przeszkodziłby im brak jednoznacznego wskazania. To samo dotyczy tożsamości uczestników. Zapytajmy więc: po cóz owijać w bawełnę, skoro to nic nie zmienia?
Jeśli odpowiedź brzmiałaby: z obawy przed sądem, doszlibyśmy do drugiego rodzaju konsekwencji. Tych jednak łatwo jest uniknąć, po prostu nie naruszając w publicznej krytyce niczyjej godności. Zapytajmy w tym wypadku: po co palić kukły, zamiast - nawet najradykalniej - krytykować?
…albo nie-wiadomo-co.
Jest jeszcze kilka pomniejszych możliwości. Być może żyjemy bowiem w tak przesyconym złymi wpływami systemie, że należy walczyć z nim wszelkimi środkami. To jednak nakazywałoby raczej konspirację, nienarażającą na odwet, niż bieganie po mediach. Lecz może właśnie o media chodziło: o “wzbudzenie zainteresowania”? Gwarantuję, że nawet anonimowa, ale rzetelna krytyka zjawisk, które nie podobają się organizatorom happeningu, nadesłana do redakcji, spotkałaby się z co najmniej takim samym, lub większym zainteresowaniem, co Marzanna. A może po prostu łatwo jest wymyślać gagi, gorzej zaś dociągnąć do końca ich konsekwencje w realnych świecie? Taka interpretacja całego zdarzenia byłaby jednak dość krzywdząca dla organizatorów, oznaczałaby bowiem, że uprawiają zwyczajną dziecinadę, nie wiedząc do końca co robią.
Wybór opcji, lub ich ewentualną korektę, czy też polemikę z zawartymi ocenami pozostawiam oczywiście czytelnikom.
Kamil Sokołowski
sokolowski@jaslo4u.pl







