Korzystając z portalu Jaslo4u.pl wyrażasz zgodę na użytkowanie mechanizmu plików cookie. Mechanizm ten ma na celu zapewnienie prawidłowego funkcjonowania portalu Jaslo4u.pl. Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności portalu Jasło4u.pl

Miejskie legendy

4
Czarna wołga porywa dzieci – nie ma chyba nikogo w naszym kraju, kto nie spotkałby się z tą historią. Rozpowszechniła się w latach 70. i 80., ale przetrwała do dzisiejszego dnia, jednak z pewnymi modyfikacjami. Po ulicach w poszukiwaniu samotnych kilkulatków krąży już nie radziecki samochód marki wołga, ale czarny mercedes. Historia o aucie wypełnionym porywaczami jest jednym z wielu przykładów tzw. miejskiej legendy - historii zmyślonej, wzbudzającej duże emocje u słuchacza (najczęściej jest to strach) i przekazywanej z ust do ust na dużym obszarze.

Zobacz sondaż na ten temat

Legendy miejskie najczęściej wydają się na pozór prawdziwe, cech wiarygodności przydają im sami opowiadający, mówiąc na przykład: „mojemu przyjacielowi zdarzyło się, że...”, „czytałem w gazecie”, „koleżanka mojej koleżanki miała taką przygodę”. Wszystkie te opowieści, mniej lub bardziej fantastyczne, łączy jedna cecha – można je włożyć między bajki.

Urban legends pod lupą naukowców

Fenomen strasznych historii rozpowszechniających się błyskawicznie w społeczeństwie dostrzegli naukowcy, którzy od kilkudziesięciu lat próbują wyjaśnić istotę i przyczynę tego kulturowego zjawiska. Nazwy „legendy miejskie” („urban legends”) użył po raz pierwszy w 1968 roku amerykański badacz folkloru, profesor uniwersytetów w stanach Indiana i Michigan Richard Dorson.

Uczeni folkloryści, antropolodzy kultury i psycholodzy, którzy przyjrzeli się setkom miejskich legend funkcjonujących w społeczeństwach zachodnich na całym świecie wyodrębnili kilka charakterystycznych cech, odróżniających te historie od chociażby plotki, która – pomimo pewnego podobieństwa – jest zupełnie innym zjawiskiem kulturowym. Pierwszą cechą odróżniającą urban legends od plotek jest jej treść – zwykle odwołuje się ona do lęku słuchacza przed utratą bezpieczeństwa (porwania, inwazja kosmitów, choroba, napad, atak terrorystów, duchy, groźne zwierzęta, niespodziewany przypadek losowy).

Cechy miejskiej legendy

Historia opisywana w miejskiej legendzie nie przydarza się nigdy osobie opowiadającej – niemal zawsze wskazywany jest bliżej nieokreślony główny bohater dziejącego się dramatu: „kolega kolegi”, „pewien pan” w innym mieście, „syn koleżanki mojej mamy z pracy” itp. Kolejną ważną cechą miejskiego mitu jest jej względne prawdopodobieństwo. W przypadkach najbardziej niesamowitych opowieści pojawia się także informacja o „grupie osób”, którym zależy na ukryciu prawdy. Większość historii o ufoludkach to właśnie urban legends, przy czym spiskowcami zazdrośnie strzegącymi prawdy o kosmitach są najczęściej armia i rząd USA. Co ciekawe – choć historie o badaniach prowadzonych w tajemnych laboratoriach na mieszkańcach innych planet narodziły się w Stanach Zjednoczonych, to zrobiły międzynarodową karierę i już kilka dekad temu przekroczyły ocean zadomowiając się na dobre w Europie. W Polsce tysiące ludzi wierzy w to, że kosmici są (lub byli) wśród nas, a prawda o tym rzekomym fakcie jest skrywana przez Amerykanów.

Jak duża jest siła miejskich legend, świadczy nie tylko ich szybkość rozpowszechniania się, ale także skutki, jakie potrafią one wywrzeć na rzeczywistość. Przykładem jest podawana od wieków historia o Żydach porywających chrześcijańskie niemowlęta, aby ich krew dodać do macy (starsza wersja opowieści o czarnym aucie uprowadzającym dzieci). 4 lipca 1946 roku w Kielcach doszło do pogromu Żydów, w trakcie którego zamordowano 37 osób pochodzenia żydowskiego. Iskrą, która rozpaliła barbarzyńskie instynkty wśród Polaków, była zmyślona historia o tym, jakoby ocaleli z Holokaustu Żydzi kieleccy porwali 7-letniego chłopca w celach obrzędowych.

Większość miejskich legend, czy też jak chcą niektórzy badacze – współczesnych mitów, nie jest na szczęście aż tak groźna i prócz strachu pojawiającego się w umysłach słuchaczy nie niesie ze sobą żadnych skutków w rzeczywistości.

Czarna wołga wirusem umysłu

Istotę miejskich legend dobrze wyjaśnia memetyka, całkiem świeża teoria pretendująca do miana poważnej nauki. Jej podstawy stworzył Richard Dawkins, brytyjski ewolucjonista i etolog, autor wielu popularnonaukowych książek, które na całym świecie królują na listach wydawniczych hitów (spod jego pióra wyszły m.in. dobrze znane również w Polsce książki „Samolubny gen” oraz „Bóg urojony”).

Memetyka zakłada istnienie kulturowych genów nazwanych memami (z greki mimeme – naśladownictwo), podobnych pod wieloma względami do genów zawierających informacje o każdym żywym organizmie. Podstawową cechą charakterystyczną memu jest jego zdolność do samopowielania się, rozpowszechniania w umysłach tysięcy ludzi, przy czym jego „namnażanie się” nie jest w pełni zależne od woli człowieka. Kulturowy gen jest bardziej podobny do wirusa niż do DNA, nie zawiera bowiem żadnych wartościowych informacji a pomimo to „infekuje” umysły ogromnych grup ludzi, rozprzestrzenia się w społeczeństwach niczym grypa. Memami mogą być miejskie legendy, lecz również zjawiska mody, znaki i symbole (także graficzne), „łańcuszki szczęścia” w Internecie, gesty, powiedzenia, reklamowe slogany, melodie, przesądy, czy – jak chce Dawkins – również wierzenia i idee religijne.

W ujęciu memetyki urban legends są wirusami umysłu  - zawierają nieprzydatną w praktyce treść, niepokoją słuchaczy, stępiają racjonalne myślenie, bazując na tkwiących głęboko w ludzkich umysłach pokładach wiary w nadnaturalność zjawisk i wreszcie – rozprzestrzeniają się w obrębie dużych grup ludzi jak zarazki.

Powrót do baśniowego świata

Wielu badaczy jest zdania, że legendy miejskie zajmują we współczesnej kulturze miejsce dawnych opowieści grozy i ludowych wierzeń. W stechnicyzowanym i zracjonalizowanym aż do bólu świecie XXI stulecia niewiele jest miejsca na podania, opowiadane jeszcze kilkadziesiąt lat temu przez nasze babcie. Kultura nie znosi pustki – miejsce dawnych baśni zajęły urban legends, odwołujące się do tej samej ludzkiej potrzeby wiary w wydarzenia irracjonalne.

Jednym z wielu podobieństw nowoczesnego mitu do dawnej baśni czy bajki jest dydaktyzm. Każda miejska legenda zawiera w sobie ukrytą naukę, ostrzeżenie. Historia o czarnej wołdze mówi słuchaczowi, aby nie pozostawiał dzieci bez opieki, bo mogą zostać porwane przez złego człowieka (współczesnego odpowiednika Króla Olch z ballady Goethego), rozbijającego się po ulicach czarnym autem. Opowieści o tym, jakoby pracujący w Polsce Wietnamczycy przyrządzali potrawy z psiego mięsa przestrzega przed kulinarnymi eksperymentami. Z legendy o tarantuli przyniesionej wraz zakupioną w kwiaciarni rośliną doniczkową wynika przestroga przed niebezpiecznymi owadami i pajęczakami (historia ta odwołuje się także do rozpowszechnionej wśród ludzi entomofobii i arachnofobii).

Psycholodzy zabierają głos

Jeszcze inne wytłumaczenie żywotności miejskich legend podają psycholodzy. Według badaczy ludzkiej świadomości i nieświadomości współczesne mity odwołują się bezpośrednio do skrywanych fobii. Osoba rozpowszechniająca fantastyczne, wstrząsające historie może mieć zatem ukryty problem psychologiczny.

Uczeni zwracają uwagę również na fakt, że ludzie... lubią się bać, aby w ten sposób oswoić i symbolicznie unieszkodliwić lęk przed życiem w świecie. Legendy miejskie, podobnie jak filmowe horrory i thrillery, trafiają zatem na podatny grunt. Pojawiają się nie za sprawą „samolubnie” replikującego się memu, ale stanowią typowo ludzką potrzebę zmierzenia się z własnym strachem.

Na żywo lub przez Internet

Legendy miejskie rozpowszechniają się tak samo jak przed wiekami mity czy baśnie – poprzez opowiadanie na żywo. To najczęstszy kanał przekazywania tych zmyślonych historii, dający przy tym możliwość rzekomego uwiarygodnienia opowieści poprzez zapewnienia, że opisywane przypadki dotknęły bliższych lub dalszych znajomych, kogoś z sąsiedztwa lub też dalekich krewnych.

Od dziesięcioleci dużą rolę w przekazywaniu współczesnych mitów odgrywają media, a szczególnie kolorowa prasa. Gorące newsy w postaci doniesień o rzekomych romansach gwiazd są jednym z przykładów urban legends. Czasem tworzenie plotki pali na panewce, czego przykładem jest nieudane konstruowanie sensacji o Johnie Kennedym na polskiej wsi.

Coraz większą rolę w rozpowszechnianiu się miejskich legend odgrywa Internet, gdzie na dobre zadomowiły się łańcuszki szczęścia oraz niestworzone opowieści (fora internetowe, blogi, serwisy o życiu gwiazd).

Najpopularniejsze polskie miejskie legendy

Warto przyjrzeć się „wirusom umysłu”, które zawojowały nasz kraj i o których słyszało (lub które rozpowiadało) wielu Polaków.

Czarna wołga

Najpopularniejsza polska urban legend, powstała w latach 60. i funkcjonująca w różnych uwspółcześnionych odmianach do dzisiejszego dnia. Pierwotna wersja opowiadała o kursującej po całym kraju limuzynie marki wołga, w której uprowadzano dzieci. Po porwanych maluchach znikał wszelki ślad. W latach 70. mówiono, że z zaginionych dzieci spuszczano krew, z której produkowano tajemnicze lekarstwa na białaczkę dla bogaczy  z Zachodu. We współczesnej odmianie tej miejskiej legendy mowa jest o czarnym mercedesie lub nawet ambulansie. Rzadziej opowiada się też o puszczaniu krwi – obecnie mówi się, że z ofiar wycinane są narządy do nielegalnych przeszczepów.

Łowcy organów

Powtarzana z ust do ust plotka, wyjaśniająca "zaginięcia bez śladu" ludzi w różnym wieku. Ludzie są porywani by stać się dawcami organów dla bogaczy cierpiących na różne schorzenia. Makabryczna odmiana urban legend o czarnej wołdze i "porwaniach na eksperymenty medyczne", w której rolę złowrogiego auta pełni... karetka pogotowia. Informacja szerokim rozpowszechnieniu tej wersji plotki pojawiła się ostatnio w "Rzeczpospolitej". Ma ona różne wersje -  nielegalne pobrania do transplantacji mają być przeprowadzone bez znieczulenia lub pod wpływem tzw. pigułki gwałtu, łowcy organów mają pozostawiać ofiary do wykrwawienia się lub (po pobraniu nerki) "łatać ich" i wypuszczać, a nawet doprowadzać do stanu w którym nie są świadomi straty organu i "odnajdują się" po kilku miesiącach, nie pamiętając co się wydarzyło. Szczególnie drastyczną odmianą tej legendy są historie o dzieciach porywanych z galerii handlowych i na placach zabaw.

Pochowany za życia

Mocno rozpowszechnioną legendą miejską jest historia człowieka, który doznał zawału i lekarz wypisał mu akt zgonu. Po pogrzebie mężczyzna obudził się w trumnie i zaczął walić pięściami w wieko trumny. Przechodzący obok świeżego grobu żałobnicy zaalarmowali służby cmentarne, które rozkopały miejsce pochówku, ratując w ten sposób nieszczęśnika.

Przebudzony w kostnicy

Inna wersja historii o „zmarłym za życia”. Różnica polega na tym, że uznany za nieżywego budzi się w lodówce w szpitalnej kostnicy. Pod wpływem gwałtownych emocji traci zmysły, zapada na schizofrenię i obecnie przebywa w jednym ze szpitali psychiatrycznych „gdzieś w Polsce”.

Tarantula w doniczce

Popularna opowieść w latach 90. ubiegłego wieku, która pojawiła się wraz z modą na kupowanie egzotycznych roślin doniczkowych wcześniej w Polsce nieznanych. Pewna pani przyniosła do domu kwiat, w którym zagnieździła się tarantula (w innej wersji – jadowita czarna wdowa). W trakcie podlewania pająk ukąsił miłośniczkę flory, która zmarła w okropnych męczarniach zanim przyjechała karetka pogotowia. W niektórych opowieściach tego typu miejsce złośliwego pajęczaka zajmuje skorpion.

Tunele pod miastem


Regionalna odmiana miejskiego mitu, opowiadanego od kilku dziesięcioleci we Wrocławiu. Według niego pod zabytkowym dworcem głównym znajdują się zbudowane przez Niemców tunele, które w czasie II wojny światowej służyły za tajemny dworzec kolejowy. Ukryte pomieszczenia i bunkry mają się jakoby znajdować pod wrocławskim stadionem olimpijskim.

Metro pod Pałacem Kultury

Warszawska wersja wrocławskiej legendy miejskiej. Pod PKiN ma się znajdować kolej dla partyjnych kacyków z PZPR, zbudowana w tym samym czasie co cały obiekt i łącząca go z budynkiem byłego KC PZPR.

Zabił ją trupi jad

Popularna opowieść o pannie młodej, która kupiła oddaną w komis suknię ślubną. W trakcie wesela kobieta zmarła. Przeprowadzone rzekomo badania wykazały, że materiał nasączony był trupim jadem. Dochodzenie policyjne wykazało, że suknia została ściągnięta ze zmarłej przed kilkoma miesiącami narzeczonej, która zmarła przed ślubem i którą pochowano w pełnej ślubnej gali.

Ugotowana w solarium

Młoda kobieta, wielka miłośniczka opalania, zasnęła w solarium pod lampą kwarcową i już nigdy się nie przebudziła. Promieniowanie ultrafioletowe ugotowało jej organy wewnętrzne.

Muszyca oczna

Występujące najczęściej w okresie wakacyjnym doniesienia o epidemii much, które składają jaja w kącikach ludzkich oczu. Z jaj wylęgają się tłuste larwy, które wychodzą na rogówkę np. podczas drapania swędzących, zakażonych powiek. Medycyna zna takie przypadki, są jednak o wiele rzadsze niż każe nam wierzyć miejska legenda. Kolejną ciekawostką jest fakt, że w rozprzestrzenianiu się tej i podobnych historii dużą rolę odgrywa bulwarowa prasa, która w „okresie ogórkowym” bazuje na szokujących, wakacyjnych historiach.

Szaleniec w aucie

Historia o szaleńcu, który włamuje się nocą do samochodów, ukrywa się na tylnym siedzeniu i czeka cierpliwie na kierowcę. Gdy właściciel pojazdu siada za kierownicą i odjeżdża, szaleniec podrzyna mu gardło i ucieka.

Telefon ściąga pioruny

Niezliczone opowieści o ludziach, którzy w trakcie gwałtownej burzy rozmawiali przez telefon komórkowy i zostali porażeni przez piorun.

Psie mięso w kebabie

Często powtarzane krzywdzące informacje, że w restauracyjkach i jadłodajniach prowadzonych przez imigrantów arabskich lub z Wietnamu do mięsa wołowego z oszczędności dodaje się mięso psów lub szczurów, co miały rzekomo odkryć kontrole SANEPID-u. Sednem tej miejskiej legendy jest po prostu dyskryminacja rasowa.

Spisek z 11 września 2001

Urban legend przeszczepiona z USA za pośrednictwem Internetu. Ludzie powielający tę historię twierdzą, że za zamachami na World Trade Center i Pentagon stoi CIA. Inna wersja, będąca zarazem typowym przykładem spiskowej teorii podszytej silnym antysemityzmem, mówi, że zamachy zorganizowali Żydzi. Opowiadający twierdzą, że w zburzonych wieżach w Nowym Jorku nie zginął ani jeden Żyd, ponieważ wszyscy otrzymali dzień wcześniej informację, aby rano nie szli do pracy.

Stonka made by USA

Przykład martwej miejskiej legendy, wymyślonej i rozpowszechnianej przez komunistyczną propagandę w latach 50. ubiegłego wieku. Według niej stonka, która zaatakowała przed półwieczem plantacje ziemniaczane w Polsce, miała być zrzucana z amerykańskich samolotów szpiegowskich, startujących z baz wojskowych w RFN. Wbrew oczywistej absurdalności tej historii wielu Polaków było przekonanych o jej prawdziwości.

Łańcuszki szczęścia


Rozpowszechniające się pocztą elektroniczną listy, których autorzy obiecują, że spotka nas szczęście, jeśli prześlemy ten e-mail do dziesięciu innych osób. „Pocztowa legenda miejska” znana jest od wielu lat – wcześniej jednak ludzie przepisywali listy ręcznie i podrzucali w miejscach publicznych (parkowe ławki, środki komunikacji miejskiej) lub wręczali znajomym i bliskim.

JFK na Suwalszczyźnie

Przykład celowo skonstruowanej miejskiej legendy, która nie znalazła uznania wśród Polaków. W połowie lat 90. jedna z brukowych gazet podała informację, że zamordowany w Dallas prezydent John Kennedy tak naprawdę żyje, cieszy się dobrym zdrowiem i mieszka – już jako człowiek w podeszłym wieku – w jednej z zapadłych wsi na Suwalszczyźnie. News był oczywistą kaczką dziennikarską, zdradza jednak wszelkie cechy amerykańskiej urban legend – rzekomo zastrzelony polityk żyje, zamach był inscenizacją podjętą przez spiskowców, „fakt” ten ukrywany jest przez rząd przed opinią publiczną.


Jerzy Piątek|Dziennik.pl
Reklama

Komentarze: 4

Dodaj komentarz Widok:
0
@ ropuszny
dnia 15.11.2008, 19:59 · Zgłoś
o tych żydach z WTC to chyba jednak prawda...
Odpowiedz
0
@ XXX
dnia 14.11.2008, 10:32 · Zgłoś
Z tym przebudzeniem w kostnicy to na 100% nie jest ściema, mój sąsiad to przeżył na własnej skórze, co prawda nie zwariował ale nie zazdroszczę :)
Odpowiedz
0
@ HeyU
dnia 14.11.2008, 09:03 · Zgłoś
EURO 2012 POSLKA-UKRAINA... :D
Odpowiedz
0
@ Anonim
dnia 14.11.2008, 03:12 · Zgłoś
no akurat z tym telefonem to nie taka znow sciema. poszukajcie sobie w internecie. byly przeprowadzane testy i w czasie burzy na otwartym terenie wieksze prawdopodobinstwo na trafienie piorunem ma osoba rozmawiajaca przez telefon. chodzi o te fale . nieznam sie na tym
Odpowiedz
Dodaj komentarz
Piszesz jako:

Jaslo4u.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy. Użytkownik ponosi odpowiedzialność za treść komentarzy zgodnie z Polskim Prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i redagowania komentarzy niezgodnych z regulaminem.