Mieszkańcy Warzyc bronią dębu. Wójt zamknie drogę
Liczna grupa mieszkańców Warzyc nie zgadza się z decyzją gminy w sprawie wycięcia wiekowego dębu, znajdującego się na terenie tej miejscowości. Według opinii biegłego dendrologa drzewo jest chore i stwarza zagrożenie dla użytkowników drogi, nad którą rozprzestrzenia się jego korona. W opinii protestujących można je uratować. To żywy pomnik przyrody, nie możemy pozwolić, by został nam odebrany – mówią. Na skutek sprzeciwu obrońców dębu wójt Stanisław Pankiewicz wstrzymał wydany „wyrok”.

Przedmiot sporu znajduje się przy drodze gminnej prowadzącej w kierunku Lubli, po lewej stronie jezdni, na zakręcie. Usytuowany jest na lekkiej skarpie. Jego wielkość robi wrażenie – gałęzie unoszą się nad obydwoma pasami ruchu, najdłuższe sięgają nawet za przeciwległe pobocze. Społeczność podjasielskiej miejscowości jest do niego przywiązana, uważa go za świadka dawnych dziejów, kultywuje związane z nim legendy. Z tego też powodu w chwili, gdy dowiedziała się o planach jego wycięcia nie pozostała obojętna. Zdaniem warzycan „stary dąb” – jak go nazywają – nikomu nie zagraża, w związku z czym nie rozumieją, dlaczego miałby zniknąć.
"Wycięcie dębu nie jest w naszym interesie"
W obliczu narastającego protestu wójt gminy Jasło postanowił porozmawiać z mieszkańcami Warzyc. Spotkanie odbyło się w zeszłośrodowe popołudnie w miejscowym domu ludowym. Miało służyć wyjaśnieniu wszystkich szczegółów wzbudzającej kontrowersje sprawy i znalezieniu dla niej rozwiązania – przynajmniej tymczasowego. Tak też się stało.


Nikomu z urzędu gminy nie zależy na tym, żeby robić na złość mieszkańcom. Usunięcie tego drzewa ma na celu wyeliminowanie zagrożenia, jakie stwarza ono na pasie drogowym drogi gminnej. Pełną odpowiedzialność za to, co na tej drodze się dzieje ponosi wójt, dlatego musi eliminować wszelkie zagrożenia. – tłumaczył przybyłej na spotkanie kilkudziesięcioosobowej grupie mieszkańców insp. Paweł Wójcikiewicz, pracownik Referatu Administracyjno-Gospodarczego i Ochrony Środowiska Urzędu Gminy w Jaśle.
Przedstawiciele gminy zgodnie podkreślają, że decyzja o wycięciu wiekowego drzewa nie została podjęta „ot tak”. Jej wydanie wymagało spełnienia szeregu wytycznych, m.in. uzyskania pozwolenia od starosty, który wcześniej musiał skonsultować się z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Zdaniem wójta Stanisława Pankiewicza działania gminy w sprawie dębu nie wyszły z inicjatywy kierowanej przez niego jednostki samorządowej, lecz stanowią realizację przepisów obowiązującego prawa.

Po otrzymaniu informacji od kobiety zamieszkałej w pobliżu tego drzewa o tym, że zwisające z niego gałęzie zagrażają bezpieczeństwu zleciłem urzędnikowi, żeby ten temat podjął i tak też zrobił. Cała procedura została podjęta w czerwcu zeszłego roku. Zleciliśmy biegłemu dendrologowi wykonanie opinii, czy to drzewo nadaje się jeszcze do tego, żeby mogło funkcjonować i okazało się, że jest jednak chore, i to poważnie. Stąd decyzja o jego wycięciu. – wyjaśnia wójt.
Argumenty gminy odnoszące się do stanu pnia dębu nie przekonują mieszkańców Warzyc, czego wyraz podczas środowego spotkania dawali wielokrotnie. Ich zdaniem drzewo nie wygląda na chore, nie sprawia również wrażenia, aby mogło stwarzać jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Widzieliśmy podobne drzewa w różnych miejscach. Ich nikt nie wycina – twierdzą. Mimo jasnego stanowiska w sporze protestujący mieszkańcy są skłonni zrobić wszystko, by tylko dąb mógł pozostać na swoim miejscu. Przystają nawet na zamknięcie drogi, przy której się znajduje.


Tam na końcu Warzyc są cztery domy co mają samochody. Sąsiadka jeździ od drugiej strony. Ja jak będę chciała udać się do sklepu również pojadę tą drugą drogą. Ta przy której znajduje się to drzewo jest w zimie bardzo śliska, są tam zakręty, nic się naprawdę nie stanie jak trochę dalej pojedziemy a dąb uratujemy – powiedziała nam Maria Bolek, mieszkanka Warzyc.
Rezultat środowego spotkania obrońcy dębu mogą uznać za satysfakcjonujący. Wójt wstrzymał decyzję o wycięciu drzewa i zapewnił, że podejmie walkę o jego uratowanie.


Rozumiem opór mieszkańców i przywiązanie do tradycji. Nie ukrywam, że też miałem wielki problem z przekonaniem siebie do wycięcia tego dębu, no ale decyzja jest nakazująca (...). Wstrzymam jednak tę decyzję i zamknę drogę na tym odcinku. Podejmiemy próbę znalezienia fachowców, którzy ewentualnie mogliby podpowiedzieć, w jaki sposób to drzewo uratować. Jeżeli się nie da i mieszkańcy będą chcieli wyłączyć drogę, tak jak mówią, to wyłączymy. – powiedział Stanisław Pankiewicz.
Spór wokół wiekowego dębu na tę chwilę został zażegnany. Pojawia się jednak pytanie – czy w przypadku, gdyby jedynym rozwiązaniem pozwalającym na ostateczną rezygnację z wycięcia drzewa było zamknięcie drogi jest możliwe, by żaden z mieszkańców Warzyc nie wyraził swojego „veto”? Dąb dębem, droga drogą... Jak będzie, czas pokaże. Do sprawy wrócimy.
Jakub Hap
jakhap@gmail.com
