Mkną przez wieś "ile fabryka dała". Ignorują zabudowania, bo... według znaków ich nie ma
Mimo wąskiej drogi i gęstych zabudowań wielu kierowców wjeżdżających na teren Łajsc od strony Zarzecza nie żałuje gazu. Nie czują obowiązku by zwolnić, tym bardziej, że… nie nakazują im tego żadne znaki. - Tu może kiedyś zdarzyć się nieszczęście. – obawiają się mieszkańcy położonej w gminie Tarnowiec miejscowości.

Wjeżdżając do wsi od strony drogi wojewódzkiej nr 992 próżno rozglądać się za tabliczką informującą o rozpoczęciu terenu zabudowanego. Mimo, że wokół pełno domów, ośrodek zdrowia, dwa przystanki, punkt apteczny, wyjazd straży pożarnej i szkoła, do której codziennie, poboczem drogi – w związku z brakiem chodnika – spacerują dzieci. Na odcinku od zielonej tabliczki z nazwą miejscowości do głównego skrzyżowania nie znajdziemy również znaku ograniczenia prędkości jazdy, co sprawia, że wielu kierowców porusza się tamtędy mając na liczniku 90 km/h, albo i więcej.
- Czasem te samochody pędzą tak szybko, że sztuką jest przeprowadzić bydło na drugą stronę drogi. Z dużą prędkością poruszają się zwłaszcza młodzi. - mówi nam pan Wiesław Sysoł, posiadający gospodarstwo nieopodal szkoły. Problem nie jest obcy również mieszkance innej części Łajsc, pani Joannie. - Ruch na tej drodze to zagrożenie zwłaszcza dla dzieci, które codziennie pokonują ją co najmniej dwa razy – idąc na lekcje i później wracając do domu. Kiedyś może dojść do nieszczęścia. - wyznaje kobieta.

Znaki ostrzegające o tym, że na drogę mogą wtargnąć dzieci,
niewielu przejeżdżających przez wieś kierowców skłaniają do ściągnięcia nogi z gazu.
Drugi problem – skrzyżowanie
Brak ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym i związane z tym niebezpieczeństwo dla pieszych to tylko jedna strona medalu w temacie problematycznej organizacji ruchu drogowego w Łajscach. Druga, ściśle związana z pierwszą, odnosi się do głównego skrzyżowania we wsi. Kierowcy już niejednokrotnie na nim „polegli” – zwłaszcza ci jadący od strony Zarzecza.
- Raz po raz ktoś w tym miejscu wypada z drogi, ostatnio do takiego zdarzenia doszło chyba przed świętami. To dzieje się zwłaszcza wieczorami bądź nocą, gdy jest słaba widoczność. Ludzie nie znający tej krzyżówki jadą często na wprost, nie widząc, że droga rozwidla się na boki. Już kilka razy przy pomocy ciągnika wyciągałem stamtąd samochody – pamiętam np. jak raz pomagałem robotnikom, którzy jechali pojazdem z przyczepą i całym zestawem narzędzi. Kierowcy wkopują się tak zimą, jak i latem. Dotychczas nic poważnego nikomu się nie stało, jednak – tak jak wspomniałem – takie zdarzenia to niemal chleb codzienny. - mówi pan Wiesław. Prawdziwość jego słów potwierdzają dwie kobiety mieszkające w najbliższym sąsiedztwie owej krzyżówki, żadna nie zgodziła się jednak na publikację swoich personaliów.


- To skrzyżowanie jest skomplikowane. Osobom, które przejeżdżają przez nie po raz pierwszy ciężko się połapać. Od strony Łężyn jest znak nakazujący ustąpienia pierwszeństwa, jednak tak naprawdę nie do końca wiadomo, której drogi się tyczy – tej, czy może jednak głównej. Wielu kierowców ma wątpliwości, jak się tam zachować. - dodaje Wiesław Sysoł.

Temat dot. zagrożeń czyhających na pieszych i zmotoryzowanych w Łajscach kilkakrotnie poruszał na sesjach Rady Powiatu Jasielskiego radny Jan Muzyka, sprawujący również funkcję sołtysa Umieszcza. Jego działania podjęte celem doprowadzenia do postawienia na niebezpiecznym odcinku drogi znaków nakazujących kierowcom zmniejszenie prędkości jazdy jak na razie nie przyniosły skutku.

- W związku z częstymi wypadkami na skrzyżowaniu we wsi pojawiają się opinie, że być może
rozwiązaniem problemu byłoby przebudowanie go na rondo. – mówi jedna z kobiet zamieszkujących
okolice feralnego łączenia się dróg.
Wśród mieszkańców Łajsc są i tacy, dla których droga od Zarzecza i wspomniane główne skrzyżowanie nie stanowią jedynych niebezpiecznych elementów infrastruktury komunikacyjnej wsi. Zdaniem cytowanej już pani Joanny, równie duże – a może nawet większe – zagrożenie generuje odcinek wylotowy w kierunku Łężyn. Mimo, że jego końcowy fragment według postawionych niedawno oznaczeń przebiega już przez teren niezabudowany, domostw dookoła nie brakuje. A jako, że i tam znaków narzucających obowiązek ograniczenia prędkości jazdy próżno szukać, kierowcy na tej trasie również nie oszczędzają pedału gazu.

- Od strony Łężyn ludzie jeżdżą jak wariaty, prawie każdy się rozpędza, mało kto by tam jechał siedemdziesiąt na godzinę. Strach puścić tą drogą dziecko samo do szkoły. Trzeba je odprowadzać, potem po nie wychodzić. Były sytuacje, że auta nie wyrabiały na zakręcie i wypadały z drogi. Fosa wyglądała jak zbombardowana. - mówi nasza rozmówczyni. Zarówno ona, jak i jedna z jej znajomych twierdzą, że kontrole prędkości na drugim z niebezpiecznych odcinków w Łajscach organizowane są jedynie sporadycznie. – Policja czasem się zjawi, stoi koło kapliczki. Ale to przeważnie wtedy, gdy w okolicy jest jakaś impreza, np. ostatki. Wtedy policjanci przyjeżdżają, bo wiedzą, że kogoś złapią. - mówią kobiety.
Do tematu wrócimy.
Jakub Hap
jakhap@gmail.com
