Muzyka jest dobrem powszednim
25
W minioną niedzielę, w ramach Dni Jasła wystąpił z koncertem długo oczekiwany przez jaślan zespół Happysad.
Tuż przed występem udało nam się porozmawiać z muzykami Kubą Kawalcem i Łukaszem Ceglińskim.


Happysad zadebiutowało płytą „Wszystko jedno” w 2004 roku. Od tego czasu nagrali jeszcze dwie, koncertują i pracują nad czwartą. Nielubiani przez krytyków, kochani przez fanów. Jacy są naprawdę? - Nie przywiązujemy wagi do recenzji, inaczej wpadlibyśmy w schizofrenię – mówi Kuba. A Łukasz dodaje - My gramy muzykę wtórną, nic nie wnoszącą i łatwo jest zjechać zespół, który tak naprawdę nie ma muzycznie wiele do powiedzenia.
Początki, jak to zwykle bywa nie były łatwe, ale sentyment do tych wcale nie tak odległych czasów pozostał - Wtedy nie mieliśmy własnego studia, czasu, sprecyzowanego trybu pracy i było nam trudno. Warunki były partyzanckie, ale to wszystko się jakoś zgrabnie zjadło.
Jak sami mówią, poparcie publiczności cieszy i wiele znaczy, a krytyką łatwo komuś zaszkodzić. - Jeżeli ktoś czyta recenzje, to bardzo łatwo może się zrazić do zespołu kompletnie go nie znając. Po latach natknie się na zespół, spodoba mu się i powie „kurcze ile lat straciłem”. Muzyka jest dobrem powszednim, trzeba ją szanować i podchodzić do niej bardzo delikatnie i odkrywać. To jest materiał złożony z emocji i dźwięków, bo odbiór muzyki jest rzeczą subiektywną – przekonuje nas Kuba.
1/3 roku Happysad spędzają na koncertowaniu. Ale okazuje się, że mają czas na wszystko co im się zamarzy. Do studia wchodzą raz na dwa lata. - Koncertowanie to najbardziej przyjemna część tego, co robimy, a każdy koncert jest inny. Im więcej grasz koncertów, co oczywiście sprawia ogromną frajdę, pozwala związać koniec z końcem i żyć z rodziną na w miarę normalnym poziomie, ale zostaje bardzo mało czasu na przestrzeń twórczą - tłumaczy Kawalec.
W swoich utworach poruszają tematy, jak mówi Kuba, mało popularne, czyli miłość, przyjaźń, niedopasowanie do świata. Wspomina także utwór „Z pamiętnika młodej zielarki” z płyty „Podróże z i pod prąd”. Piosenka we wstrząsający sposób opisuje, co narkotyki mogą zrobić z młodą osobą. - Ja byłem bardzo emocjonalnie związany z obrazem, na podstawie którego ten utwór powstał. Niestety został opacznie zrozumiany przez młode dziewczyny. Nie śpiewamy go już teraz na koncertach. Dziewczyny traktują tę piosenkę jako hymn wyzwolenia wieku młodzieńczego, a wcale nie o to chodziło. Nie wiem czy będziemy w stanie grać ten utwór tak swobodnie jak kiedyś – zastanawia się Kuba.
O planach muzycznych mówią niewiele. Zdradzają jednak, że prawdopodobnie kolejna płyta ukaże się na jesieni tego roku - Mamy już 70% gotowego materiału na kolejną płytę. Na razie wygląda na to, że będzie weselsza niż poprzednia „Nieprzygoda”. W połowie sierpnia wchodzimy do studia i jeżeli nie stanie się nic strasznego, to w październiku będzie się można zapoznać z nowym materiałem – zapowiada Łukasz.



Katarzyna Pacwa-Wilk
Tuż przed występem udało nam się porozmawiać z muzykami Kubą Kawalcem i Łukaszem Ceglińskim.


Happysad zadebiutowało płytą „Wszystko jedno” w 2004 roku. Od tego czasu nagrali jeszcze dwie, koncertują i pracują nad czwartą. Nielubiani przez krytyków, kochani przez fanów. Jacy są naprawdę? - Nie przywiązujemy wagi do recenzji, inaczej wpadlibyśmy w schizofrenię – mówi Kuba. A Łukasz dodaje - My gramy muzykę wtórną, nic nie wnoszącą i łatwo jest zjechać zespół, który tak naprawdę nie ma muzycznie wiele do powiedzenia.
Początki, jak to zwykle bywa nie były łatwe, ale sentyment do tych wcale nie tak odległych czasów pozostał - Wtedy nie mieliśmy własnego studia, czasu, sprecyzowanego trybu pracy i było nam trudno. Warunki były partyzanckie, ale to wszystko się jakoś zgrabnie zjadło.
Jak sami mówią, poparcie publiczności cieszy i wiele znaczy, a krytyką łatwo komuś zaszkodzić. - Jeżeli ktoś czyta recenzje, to bardzo łatwo może się zrazić do zespołu kompletnie go nie znając. Po latach natknie się na zespół, spodoba mu się i powie „kurcze ile lat straciłem”. Muzyka jest dobrem powszednim, trzeba ją szanować i podchodzić do niej bardzo delikatnie i odkrywać. To jest materiał złożony z emocji i dźwięków, bo odbiór muzyki jest rzeczą subiektywną – przekonuje nas Kuba.
1/3 roku Happysad spędzają na koncertowaniu. Ale okazuje się, że mają czas na wszystko co im się zamarzy. Do studia wchodzą raz na dwa lata. - Koncertowanie to najbardziej przyjemna część tego, co robimy, a każdy koncert jest inny. Im więcej grasz koncertów, co oczywiście sprawia ogromną frajdę, pozwala związać koniec z końcem i żyć z rodziną na w miarę normalnym poziomie, ale zostaje bardzo mało czasu na przestrzeń twórczą - tłumaczy Kawalec.
W swoich utworach poruszają tematy, jak mówi Kuba, mało popularne, czyli miłość, przyjaźń, niedopasowanie do świata. Wspomina także utwór „Z pamiętnika młodej zielarki” z płyty „Podróże z i pod prąd”. Piosenka we wstrząsający sposób opisuje, co narkotyki mogą zrobić z młodą osobą. - Ja byłem bardzo emocjonalnie związany z obrazem, na podstawie którego ten utwór powstał. Niestety został opacznie zrozumiany przez młode dziewczyny. Nie śpiewamy go już teraz na koncertach. Dziewczyny traktują tę piosenkę jako hymn wyzwolenia wieku młodzieńczego, a wcale nie o to chodziło. Nie wiem czy będziemy w stanie grać ten utwór tak swobodnie jak kiedyś – zastanawia się Kuba.
O planach muzycznych mówią niewiele. Zdradzają jednak, że prawdopodobnie kolejna płyta ukaże się na jesieni tego roku - Mamy już 70% gotowego materiału na kolejną płytę. Na razie wygląda na to, że będzie weselsza niż poprzednia „Nieprzygoda”. W połowie sierpnia wchodzimy do studia i jeżeli nie stanie się nic strasznego, to w październiku będzie się można zapoznać z nowym materiałem – zapowiada Łukasz.



Katarzyna Pacwa-Wilk
