Niedokończone rozmowy...
31
1 maja skończyłby 61 lat. Niestety, nie doczekał tej chwili, bo Jego życie zostało tragicznie i niespodziewanie przerwane. Stanisław Zając, senator VII kadencji, wcześniej poseł, wicemarszałek Sejmu RP. W sobotę, 10 kwietnia lecąc m.in. z prezydentem RP do Katynia zginął w katastrofie lotniczej w Smoleńsku.
Oddali swe życie za Polskę
- Zginęli na służbie Polsce, zginęli na służbie pamięci polskiej, polskiej wierności i miłości. Bo do Katynia prowadziła ich miłość ku tym, co przed 70 laty oddali życie za Polskę. Prowadziła ich wierność temu, co polskie – powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, podczas mszy świętej w sobotę, odprawionej w Katedrze w Gdańsku-Oliwie.
Z największą od czasów II wojny światowej tragedią trudno się pogodzić. Do wielu nie dotarło jeszcze, że naród polski został osierocony. Jaślanie tę tragedię przeżywają podwójnie, bo razem z prezydentem stracili swojego człowieka, powszechnie szanowanego w świecie wielkiej polityki. Już nigdy Go nie zobaczą, nie porozmawiają z nim. On z kolei nie przywita się, nie złoży świątecznych życzeń, nie uśmiechnie się. Nie będzie Go na najważniejszych uroczystościach w mieście, czy powiecie. Zostanie puste miejsce. Po Nim i dla Niego.
Ciągle brakuje słów
Ci, którzy go dobrze znali, wspominają Go jako człowieka życzliwego, takiego, który zawsze chętnie służył pomocą. - Dużo robił dla miasta, dla gminy, nie potrzebował kadzenia. Znaliśmy się 15 lat i będzie mi go brakować. Będzie go brakować temu miastu. Myślami jestem cały czas przy senatorze Zającu. Kiedy kojarzę to z tą tragedią i wiem, że zginął tam także prezydent i tylu ludzi, to brakuje mi słów – mówi poruszony Stanisław Pankiewicz, wójt gminy Jasło.
Rozmowa, której nie będzie
Senator miał jeszcze wiele planów, wiele pomysłów. Ostatnio bardzo zabiegał o budowę pomnika przy jasielskim I Liceum Ogólnokształcącym, upamiętniającego zamordowanych w Katyniu Polaków.

- Rozmawiałem z nim w czwartek (8 kwietnia – przyp. red.) po południu m.in. na temat tego pomnika. Senator mówił, że ma wątpliwości, ponieważ dzwonią do niego ludzie i zastanawiają się, czy na krzyżu powinien być orzeł. Powiedziałem, że to jeszcze przedyskutujemy, bo taka była koncepcja projektanta. Tę rozmowę mieliśmy dokończyć w sobotę, ale już nigdy do niej dojdzie – mówi Adam Pawluś, członek zarządu powiatu jasielskiego, przyjaciel śp. senatora.
Sprawa zbrodni katyńskiej była dla Niego priorytetem. Nie przypuszczał jednak, że ten krzyż będzie pamiątką podwójnej tragedii. Los okrutnie z Niego zadrwił, bo jak pokazało życie, ten pomnik postawił również sam sobie.

- Ostatnio spotkaliśmy się w biurze senatorskim, we wtorek (6 kwietnia - przyp. red). Było zebranie związane z obchodami naszej jasielskiej rocznicy Katynia, bardzo starannie przygotowywał i co do minuty miał mieć rozpisane te uroczystości, kto co ma robić. Byli dyrektorzy szkół, wójtowie. Mówił wtedy, że leci do Katynia, a szczegóły jeszcze dogramy. Umówiliśmy się na spotkanie w najbliższy poniedziałek na 12.30 w jego biurze – mówi z trudem hamując łzy Bogdan Rzońca, wicemarszałek województwa podkarpackiego.
W tym spotkaniu uczestniczył także starosta Adam Kmiecik. - Moje ostatnie spotkanie ze Stanisławem Zającem było w ubiegły wtorek. W Jego biurze senatorskim omawialiśmy przebieg uroczystości katyńskich w Jaśle. Umówiliśmy się na dłuższe spotkanie, na ten poniedziałek, na jutro, jak wróci z Katynia ... – wspomina starosta.
Zasłużony dla PCK
Dzień wcześniej w biurze Polskiego Czerwonego Krzyża w Jaśle, była żona Stanisława Zająca, pani Alicja. Przyszła zapłacić składkę członkowską za senatora. - W piątek pani Alicja, zapłaciła składkę członkowską za pana senatora, gdyż był ważnym dla PCK członkiem. Jesteśmy dumni z tego, że wspierał naszą organizację. Był człowiekiem wielkiej klasy, oddanym ojczyźnie. Poświęcał każdy swój wolny czas dla Polski. Nie mam słów, żeby docenić Jego pracę i serce – mówi o zmarłym tragicznie jaślaninie Krystyna Długosz, kierownik Zarządu Rejonowego PCK w Jaśle.
Otwarcie Karpackiej Troi bez prezydenta i senatora
Senator, podobnie jak prezydent Lech Kaczyński miał być gościem honorowym podczas otwarcia Karpackiej Troi. Dziś już wiadomo, że nie będzie żadnego z nich. - On pomógł wielu ludziom, służył Ojczyźnie, naprawdę wielka postać. Ogromna strata, nie tylko dla społeczeństwa miasta, ale także dla całego kraju i regionu. Będzie Go brakowało w tym momencie, kiedy Karpacka Troja będzie otwierana 1 lipca. Miał być drugi gość, czyli prezydent RP, ale jego też nie będzie. Dzisiaj w ogóle nie wiadomo kto będzie – mówi Jan Gancarski, dyrektor Muzeum Podkarpackiego w Krośnie.
To się nie dzieje naprawdę
Pierwsze informacje o tragedii były przyjmowanie z niedowierzaniem. Niektórzy mówili „koszmarny żart”, bo nikt tak naprawdę w to nie wierzył. - Początkowo myśleliśmy, że to jest wypadek samolotu transportowego, ale później były coraz bardziej smutne i tragiczne informacje. Senator nie znalazł się w ścisłej delegacji senackiej, ale poprosił pana prezydenta, żeby mógł z nim lecieć. Gdyby się nie znalazło dla niego miejsce, to byłby tu dzisiaj z nami – zaznacza Pawluś.
Mieliśmy nadzieję, że Staszka nie ma na pokładzie
Marszałek Rzońca dowiedział się o katastrofie, kiedy był na działce. - Miałem wolne przedpołudnie od niepamiętnych czasów. Pojechałem na działkę. Po jakimś czasie wracam do samochodu i widzę 50 nieodebranych połączeń. Myślę – co się stało? Z trwogą dzwonię do domu i pytam, a córki pytają czy wiem, że spadł samolot z prezydentem. Pierwsza myśl – to jakiś koszmarny żart. Zadzwoniłem do Warszawy, gdzie jeden z posłów potwierdził mi tą informację. Łudziliśmy się, że Staszka nie było na pokładzie. Dzwoniłem do Pawlusia, do Alicji (żony senatora – przyp. red), ale telefony były cały czas zajęte. Szukaliśmy informacji, modląc się, żeby go tam nie było. Okazało się, że poleciał i zginął – dodaje Rzońca.
Nie mogłem w to uwierzyć
Adam Kmiecik doskonale pamięta każdy szczegół feralnej soboty, 10 kwietnia. - Kilka minut przed 10-tą dostałem sms-a, że samolot prezydencki uległ katastrofie i że najprawdopodobniej zginął Pan Prezydent i 87 osób, które z Nim leciały. Wiedziałem, że senator Stanisław Zając miał uczestniczyć w tej delegacji. Zadzwoniłem do naszego wspólnego znajomego i niestety usłyszałem to, czego się bardzo bałem: „Tak, Stanisław leciał tym samolotem...” Wbiegłem do domu, włączyłem telewizor i zobaczyłem... wciąż nie mogłem uwierzyć.... wszyscy płakaliśmy. Jeszcze teraz nie może do mnie dotrzeć to, co się stało – mówi ze smutkiem starosta.
Nie myślę, co będzie dalej
Z niedowierzaniem informacje o wypadku przyjął także Zbigniew Betlej, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. - Jak usłyszałem informacje o wypadku, o tym, że zginęła para prezydencka, a potem senator, to nie dowierzałem. Cały czas myślałem, że on nie poleciał. Brakuje mi słów, żeby wyrazić to, co czuję. Na pewno go będzie bardzo brakować, ale na razie nie myślę o tym, co będzie dalej – mówi przygnębiony Betlej.

Stracili przyjaciela
Większość naszych rozmówców przyjaźniła się najpierw z posłem, potem wicemarszałkiem Sejmu, a ostatnio senatorem od wielu lat. Tym bardziej trudno będzie im pogodzić się ze świadomością, że już Go nie ma. - To niewyobrażalna katastrofa, w którą trudno uwierzyć. Dopiero jak zobaczymy trumnę, to uwierzymy, że nie ma Staszka, nie ma prezydenta. Obydwaj zmieniali Polskę - jeden w skali największej z możliwych, jako prezydent, drugi na Podkarpaciu. Tylu spraw jeszcze nie załatwił, tylu ludziom jeszcze nie pomógł. Będę go pamiętał jako faceta bardzo dynamicznego, skutecznego, ciężko pracującego. Był bardzo skuteczny, mimo, że mało o tym mówił. Otwierał drzwi do prezydenta, do ministrów. Odkąd wszedł do polityki to pomagał, teraz zostanie po nim pustka. Dzięki niemu poznałem mnóstwo ludzi, zaprzyjaźniłem się z nimi. Będzie dużo ciężej, choć pewnie będziemy się ciągle na niego powoływać i pewnie będzie nam z nieba pomagał – dodaje na zakończenie marszałek.
Zbigniew Betlej, jest pełen uznania dla zmarłego senatora. - Znaliśmy się kilkanaście lat. Nieraz rozmawialiśmy na temat służby zdrowia, jak ma funkcjonować, co trzeba zrobić, jak pomóc. Zawsze była od senatora prośba: „słuchaj, co Ci trzeba, pojedziemy, będziemy próbować coś dla Jasła załatwić?”. I załatwialiśmy szereg rzeczy. To dzięki Niemu szpital przeszedł termomodernizację, został przebudowany, wyposażony. Bardzo zabiegał o to, żeby ten sprzęt był dla szpitala i dla naszego społeczeństwa. Nigdy mi niczego nie odmówił. Były nawet takie sytuacje, kiedy ja chciałem jechać z dokumentami. A On mówił: „po co będziesz się tłukł? Dawaj te dokumenty, ja ci je zawiozę”. Brakuje słów, jak sobie pomyślę, że Stanisława Zająca nie ma – mówi z bólem dyrektor jasielskiego szpitala.
Adam Kmiecik przyznaje, że razem z rodziną spędzał czasem wolne chwile z senatorem. - Te wspomnienia pozostaną na zawsze w naszych sercach. Polska straciła prezydenta, ziemia jasielska straciła swojego najznamienitszego Obywatela, a ja straciłem przyjaciela - Stanisława. Zginął służąc Ojczyźnie, na posterunku. Wstąpił w szeregi naszych katyńskich bohaterów i jego krew na zawsze zostanie na tamtej ziemi. Została pustka, to był mój przyjaciel, pomagał mi w bardzo wielu sprawach zarówno zawodowych jak też prywatnych – dodaje starosta.
Za to jaki był i co robił, szanuje senatora także Robert Niemiec, dyrektor Zespołu Szkół nr 4 w Jaśle. - Szanuję Go za to, że zawsze był synem tej ziemi. Mimo wielu krytycznych głosów, które tutaj padały, nie przejmował się tym, pracował, działał. Myślę, że to jest wielki patriota i w kontekście całej Polski, ale także w kontekście tej ziemi jasielskiej i podkarpackiej. Chwała mu za to co uczynił. A ten krzyż to także jego dzieło, jego pamięci o tych, którzy zginęli w Katyniu. Tam, gdzie teraz on zginął dając świadectwo temu, że walczyć o pamięć, to także czasem oddać swoje życie – podkreśla Niemiec.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
.jpg)
Oddali swe życie za Polskę
- Zginęli na służbie Polsce, zginęli na służbie pamięci polskiej, polskiej wierności i miłości. Bo do Katynia prowadziła ich miłość ku tym, co przed 70 laty oddali życie za Polskę. Prowadziła ich wierność temu, co polskie – powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, podczas mszy świętej w sobotę, odprawionej w Katedrze w Gdańsku-Oliwie.
Z największą od czasów II wojny światowej tragedią trudno się pogodzić. Do wielu nie dotarło jeszcze, że naród polski został osierocony. Jaślanie tę tragedię przeżywają podwójnie, bo razem z prezydentem stracili swojego człowieka, powszechnie szanowanego w świecie wielkiej polityki. Już nigdy Go nie zobaczą, nie porozmawiają z nim. On z kolei nie przywita się, nie złoży świątecznych życzeń, nie uśmiechnie się. Nie będzie Go na najważniejszych uroczystościach w mieście, czy powiecie. Zostanie puste miejsce. Po Nim i dla Niego.
Ciągle brakuje słów
Ci, którzy go dobrze znali, wspominają Go jako człowieka życzliwego, takiego, który zawsze chętnie służył pomocą. - Dużo robił dla miasta, dla gminy, nie potrzebował kadzenia. Znaliśmy się 15 lat i będzie mi go brakować. Będzie go brakować temu miastu. Myślami jestem cały czas przy senatorze Zającu. Kiedy kojarzę to z tą tragedią i wiem, że zginął tam także prezydent i tylu ludzi, to brakuje mi słów – mówi poruszony Stanisław Pankiewicz, wójt gminy Jasło.
Rozmowa, której nie będzie
Senator miał jeszcze wiele planów, wiele pomysłów. Ostatnio bardzo zabiegał o budowę pomnika przy jasielskim I Liceum Ogólnokształcącym, upamiętniającego zamordowanych w Katyniu Polaków.
- Rozmawiałem z nim w czwartek (8 kwietnia – przyp. red.) po południu m.in. na temat tego pomnika. Senator mówił, że ma wątpliwości, ponieważ dzwonią do niego ludzie i zastanawiają się, czy na krzyżu powinien być orzeł. Powiedziałem, że to jeszcze przedyskutujemy, bo taka była koncepcja projektanta. Tę rozmowę mieliśmy dokończyć w sobotę, ale już nigdy do niej dojdzie – mówi Adam Pawluś, członek zarządu powiatu jasielskiego, przyjaciel śp. senatora.
Sprawa zbrodni katyńskiej była dla Niego priorytetem. Nie przypuszczał jednak, że ten krzyż będzie pamiątką podwójnej tragedii. Los okrutnie z Niego zadrwił, bo jak pokazało życie, ten pomnik postawił również sam sobie.
- Ostatnio spotkaliśmy się w biurze senatorskim, we wtorek (6 kwietnia - przyp. red). Było zebranie związane z obchodami naszej jasielskiej rocznicy Katynia, bardzo starannie przygotowywał i co do minuty miał mieć rozpisane te uroczystości, kto co ma robić. Byli dyrektorzy szkół, wójtowie. Mówił wtedy, że leci do Katynia, a szczegóły jeszcze dogramy. Umówiliśmy się na spotkanie w najbliższy poniedziałek na 12.30 w jego biurze – mówi z trudem hamując łzy Bogdan Rzońca, wicemarszałek województwa podkarpackiego.
W tym spotkaniu uczestniczył także starosta Adam Kmiecik. - Moje ostatnie spotkanie ze Stanisławem Zającem było w ubiegły wtorek. W Jego biurze senatorskim omawialiśmy przebieg uroczystości katyńskich w Jaśle. Umówiliśmy się na dłuższe spotkanie, na ten poniedziałek, na jutro, jak wróci z Katynia ... – wspomina starosta.
Zasłużony dla PCK
Dzień wcześniej w biurze Polskiego Czerwonego Krzyża w Jaśle, była żona Stanisława Zająca, pani Alicja. Przyszła zapłacić składkę członkowską za senatora. - W piątek pani Alicja, zapłaciła składkę członkowską za pana senatora, gdyż był ważnym dla PCK członkiem. Jesteśmy dumni z tego, że wspierał naszą organizację. Był człowiekiem wielkiej klasy, oddanym ojczyźnie. Poświęcał każdy swój wolny czas dla Polski. Nie mam słów, żeby docenić Jego pracę i serce – mówi o zmarłym tragicznie jaślaninie Krystyna Długosz, kierownik Zarządu Rejonowego PCK w Jaśle.
Otwarcie Karpackiej Troi bez prezydenta i senatora
Senator, podobnie jak prezydent Lech Kaczyński miał być gościem honorowym podczas otwarcia Karpackiej Troi. Dziś już wiadomo, że nie będzie żadnego z nich. - On pomógł wielu ludziom, służył Ojczyźnie, naprawdę wielka postać. Ogromna strata, nie tylko dla społeczeństwa miasta, ale także dla całego kraju i regionu. Będzie Go brakowało w tym momencie, kiedy Karpacka Troja będzie otwierana 1 lipca. Miał być drugi gość, czyli prezydent RP, ale jego też nie będzie. Dzisiaj w ogóle nie wiadomo kto będzie – mówi Jan Gancarski, dyrektor Muzeum Podkarpackiego w Krośnie.
To się nie dzieje naprawdę
Pierwsze informacje o tragedii były przyjmowanie z niedowierzaniem. Niektórzy mówili „koszmarny żart”, bo nikt tak naprawdę w to nie wierzył. - Początkowo myśleliśmy, że to jest wypadek samolotu transportowego, ale później były coraz bardziej smutne i tragiczne informacje. Senator nie znalazł się w ścisłej delegacji senackiej, ale poprosił pana prezydenta, żeby mógł z nim lecieć. Gdyby się nie znalazło dla niego miejsce, to byłby tu dzisiaj z nami – zaznacza Pawluś.
Mieliśmy nadzieję, że Staszka nie ma na pokładzie
Marszałek Rzońca dowiedział się o katastrofie, kiedy był na działce. - Miałem wolne przedpołudnie od niepamiętnych czasów. Pojechałem na działkę. Po jakimś czasie wracam do samochodu i widzę 50 nieodebranych połączeń. Myślę – co się stało? Z trwogą dzwonię do domu i pytam, a córki pytają czy wiem, że spadł samolot z prezydentem. Pierwsza myśl – to jakiś koszmarny żart. Zadzwoniłem do Warszawy, gdzie jeden z posłów potwierdził mi tą informację. Łudziliśmy się, że Staszka nie było na pokładzie. Dzwoniłem do Pawlusia, do Alicji (żony senatora – przyp. red), ale telefony były cały czas zajęte. Szukaliśmy informacji, modląc się, żeby go tam nie było. Okazało się, że poleciał i zginął – dodaje Rzońca.
Nie mogłem w to uwierzyć
Adam Kmiecik doskonale pamięta każdy szczegół feralnej soboty, 10 kwietnia. - Kilka minut przed 10-tą dostałem sms-a, że samolot prezydencki uległ katastrofie i że najprawdopodobniej zginął Pan Prezydent i 87 osób, które z Nim leciały. Wiedziałem, że senator Stanisław Zając miał uczestniczyć w tej delegacji. Zadzwoniłem do naszego wspólnego znajomego i niestety usłyszałem to, czego się bardzo bałem: „Tak, Stanisław leciał tym samolotem...” Wbiegłem do domu, włączyłem telewizor i zobaczyłem... wciąż nie mogłem uwierzyć.... wszyscy płakaliśmy. Jeszcze teraz nie może do mnie dotrzeć to, co się stało – mówi ze smutkiem starosta.
Nie myślę, co będzie dalej
Z niedowierzaniem informacje o wypadku przyjął także Zbigniew Betlej, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. - Jak usłyszałem informacje o wypadku, o tym, że zginęła para prezydencka, a potem senator, to nie dowierzałem. Cały czas myślałem, że on nie poleciał. Brakuje mi słów, żeby wyrazić to, co czuję. Na pewno go będzie bardzo brakować, ale na razie nie myślę o tym, co będzie dalej – mówi przygnębiony Betlej.


Stracili przyjaciela
Większość naszych rozmówców przyjaźniła się najpierw z posłem, potem wicemarszałkiem Sejmu, a ostatnio senatorem od wielu lat. Tym bardziej trudno będzie im pogodzić się ze świadomością, że już Go nie ma. - To niewyobrażalna katastrofa, w którą trudno uwierzyć. Dopiero jak zobaczymy trumnę, to uwierzymy, że nie ma Staszka, nie ma prezydenta. Obydwaj zmieniali Polskę - jeden w skali największej z możliwych, jako prezydent, drugi na Podkarpaciu. Tylu spraw jeszcze nie załatwił, tylu ludziom jeszcze nie pomógł. Będę go pamiętał jako faceta bardzo dynamicznego, skutecznego, ciężko pracującego. Był bardzo skuteczny, mimo, że mało o tym mówił. Otwierał drzwi do prezydenta, do ministrów. Odkąd wszedł do polityki to pomagał, teraz zostanie po nim pustka. Dzięki niemu poznałem mnóstwo ludzi, zaprzyjaźniłem się z nimi. Będzie dużo ciężej, choć pewnie będziemy się ciągle na niego powoływać i pewnie będzie nam z nieba pomagał – dodaje na zakończenie marszałek.
Zbigniew Betlej, jest pełen uznania dla zmarłego senatora. - Znaliśmy się kilkanaście lat. Nieraz rozmawialiśmy na temat służby zdrowia, jak ma funkcjonować, co trzeba zrobić, jak pomóc. Zawsze była od senatora prośba: „słuchaj, co Ci trzeba, pojedziemy, będziemy próbować coś dla Jasła załatwić?”. I załatwialiśmy szereg rzeczy. To dzięki Niemu szpital przeszedł termomodernizację, został przebudowany, wyposażony. Bardzo zabiegał o to, żeby ten sprzęt był dla szpitala i dla naszego społeczeństwa. Nigdy mi niczego nie odmówił. Były nawet takie sytuacje, kiedy ja chciałem jechać z dokumentami. A On mówił: „po co będziesz się tłukł? Dawaj te dokumenty, ja ci je zawiozę”. Brakuje słów, jak sobie pomyślę, że Stanisława Zająca nie ma – mówi z bólem dyrektor jasielskiego szpitala.
Adam Kmiecik przyznaje, że razem z rodziną spędzał czasem wolne chwile z senatorem. - Te wspomnienia pozostaną na zawsze w naszych sercach. Polska straciła prezydenta, ziemia jasielska straciła swojego najznamienitszego Obywatela, a ja straciłem przyjaciela - Stanisława. Zginął służąc Ojczyźnie, na posterunku. Wstąpił w szeregi naszych katyńskich bohaterów i jego krew na zawsze zostanie na tamtej ziemi. Została pustka, to był mój przyjaciel, pomagał mi w bardzo wielu sprawach zarówno zawodowych jak też prywatnych – dodaje starosta.
Za to jaki był i co robił, szanuje senatora także Robert Niemiec, dyrektor Zespołu Szkół nr 4 w Jaśle. - Szanuję Go za to, że zawsze był synem tej ziemi. Mimo wielu krytycznych głosów, które tutaj padały, nie przejmował się tym, pracował, działał. Myślę, że to jest wielki patriota i w kontekście całej Polski, ale także w kontekście tej ziemi jasielskiej i podkarpackiej. Chwała mu za to co uczynił. A ten krzyż to także jego dzieło, jego pamięci o tych, którzy zginęli w Katyniu. Tam, gdzie teraz on zginął dając świadectwo temu, że walczyć o pamięć, to także czasem oddać swoje życie – podkreśla Niemiec.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
