Od matematyka do rzeźbiarza
Od dziecka miał zadatki na rzeźbiarza. Podglądał profesjonalistów ucząc się od nich fachu. Marzył o nauce w szkole plastycznej w Zakopanem, ale życie lubi płatać figle. Został matematykiem. Adam Rąpała po prawie dwudziestu latach postanowił powrócić do swojej pasji.<<FOTOGALERIA>>

Jako dziecko lubił przesiadywać u sąsiada, który był rzeźbiarzem. Doglądał jego pracę i stwierdził, że właśnie to zajęcie jest jego sposobem na życie. Postanowił uczyć się w szkole plastycznej w Zakopanem. Wówczas wszedł obowiązek zgłaszania członków rodziny do Urzędu Stanu Cywilnego. Pech chciał, że w dokumentach pojawił się błąd, który odmienił życie Adama Rąpały. Wpisano rok urodzenia 1947 co sprawiło, że nie został przyjęty do szkoły plastycznej.
- Urodziłem się zaraz po wojnie w 1946 r. Niektórzy koledzy też znaleźli się w podobnej sytuacji, że mieli o rok mniej niż w rzeczywistości. W związku z tym, odesłano mi podanie z propozycją, abym podjął naukę za rok. „Co będziesz siedział w domu rok ?” - pytali rodzice. Kuzynka skończyła liceum pedagogiczne w Gorlicach. Powiedziała mi, że przyjmą mnie do niego z otwartymi rękami, bo jest mało chętnych. Było to liceum pedagogiczne przygotowujące do zawodu nauczycielskiego. Podjąłem się matematyki – wspomina pan Adam.
Po szkole poszedł do wojska. Tam zauważył, że jeden z kolegów siedzi i rzeźbi w wierzbie na wpół próchniejącej prostym nożem kuchennym. Usiadł obok niego zabierając się również do pracy. - Zrobiłem kilka rzeczy m. in. karykatury żołnierzy. Pewnego dnia przychodzę, patrzę do szafki i ktoś mi je zabrał – opowiada A. Rąpała.
Zdenerwowany przestał rzeźbić na wiele lat. Po służbie wojskowej złożył podanie do studium nauczycielskiego na matematykę, a następnie kontynuował naukę w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie.
Przez piętnaście lat był dyrektorem Domu Dziecka w Szebniach. - Niedaleko rosły lipy, które nieraz powaliła wichura. Wtedy to człowiek zlekceważył, a można było to wykorzystać na materiał. Dzisiaj trzeba chodzić i szukać. Zbliżając się do emerytury, a było to prawie dwadzieścia lat temu, zdecydowałem się zacząć rzeźbić – mówi artysta.

Pierwszą prace wykonał scyzorykiem. Jak podkreśla nie jest to rzeźba skończona i pewnie już nie będzie. Powstawały figurki, później płaskorzeźby. Najbardziej pracochłonną pracą była "ostatnia wieczerza", której poświęcił ponad czterdzieści godzin. Rzeźbiarstwo to nie jedyne obecne zajęcie artysty. Gra także na akordeonie. Do wszystkiego dochodził sam. Jest samoukiem.

- Czasem człowiek coś podglądnie, znajdzie ilustracje w gazecie. Jeden pomysł zaczerpnąłem z „Przyjaciółki”, inny z filmu, w którym zauważyłem postać wygiętego mężczyzny. Zaraz usiadłem i zrobiłem takiego chłopca w takiej pozie. Korzystam także z kory topoli. Sprowadzam ją z północnej Polski w okolicach Gniezna. Najwięcej jednak rzeczy wykonuję w lipie – zaznacza pan Adam.
Adam Rąpała wysyła swoje prace na konkursy, na których został niejednokrotnie doceniony. W przyszłości chciałby wyrzeźbić szopkę z postaciami bliższymi naszej współczesności jak św. Mikołaj, babka przędąca, obok kołyska, kolędnicy, turoń, graby, diabeł i śmierć.

Adam Rąpała z okazji zbliżającego się XXI Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Jaśle wyrzeźbił rękę trzymającą serce, którą odda na licytację.
Ilona Czarnecka
ilona.czarnecka@jaslo4u.pl

