Odpowiedź na wszystkie pytania
2
Do 29 sierpnia br. w Galerii Jasielskiego Domu Kultury można oglądać prace Bolesława Deisenberga, artysty grafika, malarza i pedagoga. W minioną środę, 19 sierpnia br. odbył się wernisaż, na który przybyli zaproszeni goście, przyjaciele i rodzina artysty.




- Ta wystawa jest kolejną z cyklu wystaw, które Jasielski Dom Kultury przygotowuje dla mieszkańców Jasła, by przybliżyć twórczość osób wywodzących się z Jasła – mówiła podczas uroczystego otwarcia wystawy Krystyna Kasprzyk, dyrektor JDK.

Bolesław Deisenberg urodził się 29 października 1929 roku w Jaśle. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie na Wydziale Grafiki. Jednak jego pasją było przede wszystkim malarstwo. Swoje inspiracje czerpał z natury – w realistycznych, nastrojowych pejzażach z wielką wrażliwością odtwarzał koloryt rodzinnego Podkarpacia, gdzie spędzał wakacje z rodziną. Posługując się akwarelą i techniką olejną przedstawiał kwiaty, owoce czy dzbanki. Każde dotknięcie pędzla było przemyślane, każdy kolor i walor ułożony tak, aby nadać całości harmonię. Kiedy zdrowie artysty nie pozwalało już na pracę w plenerze, zajął się kopiowaniem wizerunków świętych, błogosławionych, postaci księży i patronów na sztandarach. W środowisku był uznanym kopistą i portrecistą, malował głównie na zamówienia. Swoje prace wystawiał w latach 70. w Tczewie, miał także indywidualną wystawę w Niemczech. Prace Bolesława Deinseberga znajdują się w zbiorach prywatnych rodziny i nabywców.

Obecna na wernisażu córka malarza, Katarzyna Kulas tak wspomina ojca - Tata był niesłychanie spokojnym człowiekiem, który miał ogromny szacunek dla starszych, ale i ogromny szacunek dla dzieci i młodzieży. Mimo, że był artystą, to był człowiekiem bardzo odpowiedzialnym za swoją rodzinę. Pasję malarstwem odsuwał na drugi plan, na pierwszym była zawsze rodzina, dlatego też zawodowo związał się ze szkołą, to było stałe źródło dochodu. Dlatego dzieciństwo kojarzy mi się przede wszystkim z bezpieczeństwem. Kiedy mówi o ojcu widzi go trochę zafrasowanego, z głową podpartą, po której czasem się drapał albo marszczył czoło. To było oznaką, że coś myśli. Brał wtedy kartkę i kreślił zapamiętale. Powstawały takie szkice. Podobnie rozwiązywał też problemy swoich dzieci, bo do ojca chodziliśmy ze wszystkim i jako dzieci i jako dorośli. Skupiał się wtedy i znajdował odpowiedź na wszystkie pytania.
Katarzyna Pacwa-Wilk
- Ta wystawa jest kolejną z cyklu wystaw, które Jasielski Dom Kultury przygotowuje dla mieszkańców Jasła, by przybliżyć twórczość osób wywodzących się z Jasła – mówiła podczas uroczystego otwarcia wystawy Krystyna Kasprzyk, dyrektor JDK.
Bolesław Deisenberg urodził się 29 października 1929 roku w Jaśle. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie na Wydziale Grafiki. Jednak jego pasją było przede wszystkim malarstwo. Swoje inspiracje czerpał z natury – w realistycznych, nastrojowych pejzażach z wielką wrażliwością odtwarzał koloryt rodzinnego Podkarpacia, gdzie spędzał wakacje z rodziną. Posługując się akwarelą i techniką olejną przedstawiał kwiaty, owoce czy dzbanki. Każde dotknięcie pędzla było przemyślane, każdy kolor i walor ułożony tak, aby nadać całości harmonię. Kiedy zdrowie artysty nie pozwalało już na pracę w plenerze, zajął się kopiowaniem wizerunków świętych, błogosławionych, postaci księży i patronów na sztandarach. W środowisku był uznanym kopistą i portrecistą, malował głównie na zamówienia. Swoje prace wystawiał w latach 70. w Tczewie, miał także indywidualną wystawę w Niemczech. Prace Bolesława Deinseberga znajdują się w zbiorach prywatnych rodziny i nabywców.
Obecna na wernisażu córka malarza, Katarzyna Kulas tak wspomina ojca - Tata był niesłychanie spokojnym człowiekiem, który miał ogromny szacunek dla starszych, ale i ogromny szacunek dla dzieci i młodzieży. Mimo, że był artystą, to był człowiekiem bardzo odpowiedzialnym za swoją rodzinę. Pasję malarstwem odsuwał na drugi plan, na pierwszym była zawsze rodzina, dlatego też zawodowo związał się ze szkołą, to było stałe źródło dochodu. Dlatego dzieciństwo kojarzy mi się przede wszystkim z bezpieczeństwem. Kiedy mówi o ojcu widzi go trochę zafrasowanego, z głową podpartą, po której czasem się drapał albo marszczył czoło. To było oznaką, że coś myśli. Brał wtedy kartkę i kreślił zapamiętale. Powstawały takie szkice. Podobnie rozwiązywał też problemy swoich dzieci, bo do ojca chodziliśmy ze wszystkim i jako dzieci i jako dorośli. Skupiał się wtedy i znajdował odpowiedź na wszystkie pytania.
Katarzyna Pacwa-Wilk
