Olśniewające i równie niebezpieczne. Weronika Łukaszewska i Sławek Sanocki przemierzają ośnieżone alpejskie szlaki
Weronika Łukaszewska i Sławek Sanocki mają za sobą ponad miesiąc niezwykle wymagającej wędrówki Wielkim Szlakiem Włoskim. Podróżnikom, po przejściu blisko tysiąca kilometrów zaczyna doskwierać zmęczenie fizyczne i psychiczne. Przemierzając Alpy, niemal każdego dnia zmagają się z bardzo trudnymi warunkami, w tym zalegającym w górach śniegiem. Doświadczenie zdobyte przez dwójkę śmiałków podczas poprzednich wypraw okazuje się mieć w takich chwilach kluczowe znaczenie.
.jpg)
1000 kilometrów w nogach
Wędrówka najdłuższym górskim szlakiem na świecie to nie przelewki. Weronika i Sławek mają za sobą bardzo intensywne dni. Znaleźli się w Lombardii. Trasa wiodąca przez położone wysoko w górach przełęcze Alp Retyckich, w których położony jest Park Adamello, należy do wyjątkowo wymagających. Panują tam iście zimowe warunki. Na szlaku zalega mnóstwo śniegu.
- Nie mamy ze sobą ani raków ani czekanów, a bardzo by się tu przydały. Ale przecież wybieraliśmy się na trekking do słonecznej Italii. Przydaje się nasze doświadczenie z zimowego przejścia Łuku Karpat. Gdyby nie to, pewnie nie mielibyśmy odwagi podjąć próby przejścia przez te śniegi i omijali część szlaku, jak robią to osoby przechodzące Via Alpinę - wyjaśnia Sławek Sanocki.
.jpg)
W górach potrzebne jest jednak nie tylko doświadczenie, lecz również szczęście. Podróżnicy przekonali się o tym na przełęczy Premassone (2923 m n.p.m.). Przeszli stromym żlebem dzięki temu, że wcześniej szlak przetarła grupa osób wyposażona w sprzęt zimowy. Znacznie trudniejsze okazało się pokonanie przełęczy Millera (2818 m n.p.m.). Wędrówce towarzyszyła bowiem mgła, która w połączeniu z opadami deszczu znacząco ograniczała widoczność. Stromy końcowy żleb pokonali wbijając w śnieg ręce, które służyły im jako czekany. Po pokonaniu grani zeszli w Dolinę Salarno długim, żmudnym zejściem po ogromnych głazach.
Kolejna przełęcz, którą musieli pokonać położona jest na wysokości 2775 m n.p.m. Na przełęcz Poia weszli przez kilka śnieżnych kotłów. Wybór ścieżki pokrytej śniegiem okazał się jednak nienajlepszym rozwiązaniem. Gdy dotarli do skał, okazało się, że śnieg pokrywa szlak na znacznej jego długości.
- Musieliśmy zejść pionowo w dół tyłem i dojść do kolejnych skał. Te zaczęły się wysuwać spod nóg Weroniki. Na szczęście nie zjechała razem z nimi. Bezpiecznie dotarliśmy na przełęcz. Najgorsze było jednak zejście. Niemal pionowy stok był zaśnieżony, bo żleb jest bardzo wąski. Schodziłem jako pierwszy. Skorzystaliśmy ze śladów poprzedników, jednak po południu śnieg był już dosyć miękki. Weronika zjechała pionowo po śniegu i zatrzymała się na wielkim głazie. W trakcie zejścia skałami ześlizgnął mi się kijek. Straciłem równowagę i upadając otarłem rękę i obiłem nogę - mówi Sławek Sanocki.
.jpg)
Każdy dzień to nowe wyzwanie
Dzień po zdobyciu przełęczy Poia podróżnicy stanęli u brzegu jeziora Arno. Dotarli w to majestatyczne miejsce wąską, zarośniętą krzakami i ze spadkiem po jednej stronie ścieżką. Tego dnia pozwolili sobie na nieco dłuższy odpoczynek. Pokonanie dystansu tysiąca kilometrów świętowali zajadając się pysznymi lodami w Maldze pod Colombe. Dzięki temu, na choćby krótką chwilę mogli zapomnieć o trudach czterdziestodniowej wędrówki oraz kryzysie fizycznym i psychicznym, który zaczął im doskwierać.
Weronika i Sławek starają się skrzętnie korzystać z każdej okazji do poprawy nastroju. Takich na szczęście nie brakuje, na co olbrzymi wpływ ma piękno gór. Sam Park Adamello ma do zaoferowania wiele szlaków pieszych, terenów narciarskich, dziką przyrodę i malownicze widoki. Swoją nazwę wziął od największego lodowca we Włoszech, którego ośnieżony szczyt o tej samej nazwie wznosi się na wysokości 3539 m n.p.m.
.jpg)
Park Adamello przecina ponad 1000 kilometrów szlaków. Na turystów czekają tutaj zapierające dech w piersiach widoki lasów i torfowisk, jezior położonych na dużych wysokościach oraz skalistych grzbietów. Zachwycać się można zarówno fauną jak i florą. Na tym obszarze dziewicza przyroda Alp Retyckich przeplata się ze starożytną górską kulturą wiejską i pozostałościami po tzw. Białej Wojnie.
W trakcie I wojny światowej żołnierze włoscy i austriaccy przez trzy i pół roku prowadzili wojnę pozycyjną w wysokich partiach Alp. Pozostawali w nich nawet zimą, która trwała osiem miesięcy. Temperatury wahały się od -10 do -25 stopni Celsjusza, a pokrywa śnieżna sięgała nawet 10 metrów. Mróz, choroby i lawiny zabiły więcej osób niż faktyczne działania wojenne. Okopy, biwaki i ruiny koszar są nadal widoczne podczas trekkingu na dużych wysokościach.
Biwaki i schroniska górskie pozwalają bardziej doświadczonym turystom na wycieczki dłuższe niż jeden dzień, Jak choćby słynna Alta Via dell’Adamello, której część przeszli Weronika i Sławek.
Więcej o wyprawie dowiecie się odwiedzając stronę: www.viamountains.com.

