Ostatnie chwile ze Stanisławem Zającem: Pomachałem mu na pożegnanie
24
- Ten samolot tak ładnie się prezentował. Był taki czysty, wymyty, bielutki, biało-czerwony. Te sceny utkwiły w pamięci. Potem pojechaliśmy z senatorem Ortylem na spotkanie do Rzeszowa. Usiedliśmy na kawie i dowiadujemy się, że samolot lecący do Katynia uległ rozbiciu. Patrzymy na informacje, które do nas docierały, a one były co raz gorsze – wspomina sobotę, 10 kwietnia senator Zdzisław Pupa, przyjaciel śp. Stanisława Zająca.To właśnie on był ostatnią osobą, która rozmawiała z senatorem Zającem, zmarłym tragicznie w katastrofie lotniczej w Smoleńsku. Znali się i przyjaźnili od blisko 20 lat.
Wspólne chwile, które na zawsze zapadną w pamięć
Ostatnie dni w Senacie były bardzo pracowite. W czwartek, senator Stanisław Zając miał wystąpienie dotyczące IPN, w piątek z kolei wystąpił w sprawie Katynia. - Byliśmy razem na sali, potem było głosowanie, a później wygłosił jeszcze oświadczenie w imieniu senatorów Klubu. Po tym wszystkim wróciliśmy do domu poselskiego, a On zaprosił mnie do siebie, posiedziałem chwilę u niego – wspomina senator Zdzisław Pupa.
Nie mam stosownego krawatu. Może ty masz lepszy?
- Chodziło mu o ciemny krawat, odpowiedni na uroczystości w Katyniu. Mówi: przynieś mi, a ja mu na to, że nie przyniosę. Chodź sobie wybierz sam ten krawat. Poszedł do mnie, wybrał taki jaki chciał, popatrzył jeszcze na jaslo4u, bo lubił poczytać o tym, co się dzieje w Jaśle. W tym czasie zadzwonił do niego senator Władysław Ortyl i zaprosił go do siebie. A Stasiu na to: przyjdziemy do Ciebie ze Zdziskiem – opowiada nam senator.
Jak wstaniesz wcześniej, to mnie obudź
Te ostatnie chwile nabierają szczególnego znaczenia. Podczas wizyty u senatora Władysława Ortyla panowie wspominali swój pobyt w Moskwie, a śp. senator wspominał jeszcze o wyjeździe na uroczystości katyńskie. - I w takiej życzliwej atmosferze po 22-giej wyszliśmy od niego. Zanim rozeszliśmy się do swoich pokoi, Stasiu mówi do mnie: będę się budził o 5-tej, bo muszę zdążyć na samolot. Jakbyś wstał wcześniej, to mnie obudź. Ale tak się złożyło, że to on wstał wcześniej i o 5.12 puścił mi tzw. bączka. Ja się zerwałem, patrzę na telefon, ale o mnie tylko obudził – odtwarza w pamięci ostatnie chwile Zdzisław Pupa.
Jedź szczęśliwie
Senator zadzwonił do pokoju przyjaciela, ale tam już Go nie zastał. Gdy skontaktował się ze Stanisławem Zającem przez telefon komórkowy, dowiedział się, że jest już w recepcji i za chwilę wyjeżdża na lotnisko razem z marszałek Krystyną Bochenek. – Powiedziałem mu wtedy: jedź szczęśliwie. I to były nasze ostatnie słowa, które wymieniliśmy – mówi senator Pupa.
Pomachaliśmy mu rękami
Gdy razem z senatorem Ortylem dotarli na lotnisko zobaczyli tylko jak samolot kołuje. – Pomachaliśmy mu rękami. Te sceny utkwiły w pamięci. Potem pojechaliśmy z senatorem Ortylem na spotkanie do Rzeszowa. Usiedliśmy na kawie i dowiadujemy się, że samolot lecący do Katynia uległ rozbiciu. Patrzymy na informacje, które do nas docierały, a one były gorsze i zrezygnowaliśmy ze spotkania. To było nasze spotkanie z nieodżałowanym przyjacielem – wspomina wzruszony senator.




Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
