Pektowin stawia na rozwój
17
Jasielski Pektowin trafił na listę programu szybkiej prywatyzacji. W praktyce oznacza to, że najprawdopodobniej jeszcze w tym roku zostanie uruchomiony proces przekształceń, a spółkę czeka wiele zmian. Na lepsze, jak nas zapewnia Andrzej Skarbek, prezes ZPOW Pektowin. Nam opowiada o planach rozwoju i o tym, co w najbliższej przyszłości czeka spółkę i jej pracowników.


Red.: Jaka była sytuacja ekonomiczna, gdy obejmował pan stanowisko prezesa zarządu 1 grudnia 2009 roku?
Andrzej Skarbek: Zastałem firmę w zupełnie dobrej kondycji finansowej – jej wynik finansowy ukształtował się w okolicach zera z niewielkim zyskiem, czy też niewielką stratą, ale to bardziej będzie wynikało z decyzji biegłych rewidentów, co do spisania niezbędnego majątku. Jednak wyniki są przyzwoite. Rok 2009 był dla spółki Pektowin rokiem udanym, dlatego, że doszło do bardzo śmiałych, odważnych działań restrukturyzacyjnych. Być może, społecznie było to źle odbierane, ale w sensie umocnienia kondycji firmy to była bardzo dobra decyzja. Te zwolnienia już w tamtym roku poprawiły zdecydowanie efektywność i produktywność spółki.
Red. W 2010 roku planowana jest prywatyzacja firmy. Czy wiąże się to z kolejną redukcją etatów?
A. S. Spółka jest w programie szybkiej prywatyzacji ogłoszonym przez Ministra Skarbu Państwa. Znajduje się na liście 760 przedsiębiorstw, które mają być zbyte w krótkim czasie. Nie jest powiedziane kiedy to ma być, czy to ma być rok 2010, czy 2011.Wiem jednak z własnego doświadczenia, że te prywatyzacyjne działania w 2010 roku się nie skończą. Ale na pewno się zaczną. Generalnie spółka chcąc funkcjonować na trudnym rynku musi bezwzględnie szukać oszczędności w swoich kosztach, więc to uderzenie w załogę, które odbyło się w 2009 roku - moim zdaniem - nie przyniosło żadnych szkód, jeżeli chodzi o wartość produkcji, jej wielkość czy sposób obsługi klienta. Można powiedzieć, że to zatrudnienie było nadmierne.
Red. Czy uważa pan, że były inne możliwości redukcji kosztów, poza zwolnieniami?
A.S: Największym obciążeniem dla spółki jest nadmierne zatrudnienie.
Red. Czyli o te 120 osób zwolnionych w ubiegłym roku było za dużo?
A.S. Tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Te 120 osób odeszło i nie ma to w ogóle wpływu na sytuację w firmie. Może niektórzy więcej pracują, może to się przełożyło na lepsze wykorzystanie czasu pracy przez pozostałych pracowników, ale nie ma większego wpływu na produkcję albo utrzymanie ruchu. Przynajmniej ja do tej pory tego nie dostrzegam.
Red. W programie naprawczym opracowanym przez poprzedni zarząd spółki uwzględniono dalsze zmniejszenie zatrudnienia. Jaka pana zdaniem jest wystarczająca liczba pracowników, aby zakład mógł dobrze prosperować?
A.S. Rzeczywiście w programie naprawczym, który został przyjęty przez poprzedni zarząd, radę nadzorczą i walne zgromadzenie akcjonariuszy jest docelowo dalsze zmniejszanie zatrudnienia, jednak proste rezerwy zostały już wykorzystane. Teraz musi to się wiązać z lepszym wyposażeniem stanowisk pracy.
Na dzień dzisiejszy nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć, o które stanowiska chodzi. Kolejne audyty i przeglądy wykorzystania i wyposażenia stanowisk pracy, przeglądy energetyczne wkrótce dadzą nam odpowiedź. Będziemy szukać oszczędności w samej strukturze kosztów firmy i jej organizacji, ale również w asortymentach, bo być może niektóre z produktów nie są rentowne, czyli przynoszą straty. Rok 2010 będzie rokiem normalnej produkcji i takiego poszukiwania rezerw, które są głębiej ukryte. Nie powinno to mieć złego wpływu na załogę, a wręcz przeciwnie – załodze powinno się lepiej pracować.
Red. Ilu obecnie pracowników jest zatrudnionych w spółce?
A.S.: 357 pracowników. Ale w planie na 2010 rok przyjmujemy, że ten stan będzie mniejszy o ok. 20 osób. Nie oznacza to, że ci ludzie zostaną bez pracy, znajdziemy dla nich alternatywne rozwiązania. Może być tak, że zostaną przesunięci z dotychczasowych stanowisk pracy na inne, albo wyjdą poza struktury firmy nadal dla niej pracując.
Red.: Strategicznym produktem Pektowinu jest pektyna. W niej należy upatrywać szansy na dalszy rozwój firmy?
A.S. Jest to myśl naukowo-techniczna Pektowinu i osobiście pana dr. Franciszka Bosaka. Technologia nie jest szczególnie unikatowa, chociaż w imponderabiliach zdecydowanie jest to oryginalna technologia Pektowinu. Jest takim elementem wiedzy, którą inni chcieliby posiąść, więc powinna być i jest chroniona.
Pektyna leży na ścieżce krytycznej produktów strategicznych i efektem tej produkcji jest koncentrat jabłkowy, i wytłoki jabłkowe bogate w pektynę.. Mimo tego, że jest produktem strategicznym to nie zapewnia pełnego bezpieczeństwa firmie. Na świecie jest tylko 7 producentów, którzy produkują 42 tysiące ton pektyny rocznie, a jednym z nich jest Pektowin, który wytwarza zaledwie 680 ton, co stanowi ok. 1,7% produkcji światowej. Pektowin nie jest w stanie podjąć skutecznej walki konkurencyjnej, może się tylko z konkurencja dogadywać.
Red. Na jakie rynki trafia Pektyna z jasielskiego Pektowinu?
A.S.: Pektynę sprzedajemy na światowym, globalnym rynku. Sprzedajemy ją głównie na Ukrainę i do Rosji, ale są jeszcze Bałkany, czyli Bułgaria, Serbia, kraje arabskie i niewielkie ilości do krajów Europy w handlu wewnątrzwspólnotowym.. Transakcje te rozliczamy w dolarach i ryzyko utraty przychodów z tytułu różnic kursowych jest wielkie. To, że Polska nie jest w strefie euro, powoduje, że pektyna i Pektowin są niezwykle wrażliwe na kurs dolara. Kiedy kurs spadnie poniżej 2,85 zł to jest już niebezpieczne dla przychodów spółki. Rzeczą oczywistą jest, że spółka powinna dążyć do synergicznego połączenia się ze światowym rynkiem pektyny na równych prawach, a można to zrobić poprzez połączenie się z jednym z podstawowych graczy na rynku. Największymi graczami są dwie firmy amerykańskie i jedna europejska. Szkoda więc, że straciliśmy dużą część rynku krajowego na rzecz eksportu. Przejęli go nasi konkurenci za pomocą cen dumpingowych.
Produkcja i sprzedaż pektyny jest obarczona drugim, bardzo wielkim ryzykiem – urodzajem albo nieurodzajem jabłek, tym bardziej, że Jasło leży poza regionem surowcowym, więc pozyskując surowiec należy liczyć się z nieco wyższymi kosztami. Nie daj Boże mróz w maju i powtarza się dramatyczny scenariusz z roku 2007.
Red. W jakim kierunku powinna iść prywatyzacja Pektowinu?
A.S.: Sądzę, że prywatyzacja prowadzona przez skarb państwa pójdzie w takim kierunku silnego inwestora branżowego, tak aby pektynę w Jaśle zachować i produkować ja , ale już w ramach jednego z wielkich koncernów europejskich.
Red. Co stanie się z pozostałymi wydziałami produkcyjnymi, jeżeli pojawi się inwestor zainteresowany tylko samą produkcją pektyny. Zostaną zlikwidowane, czy przekształcone w oddzielne spółki?
A.S.: Nie wiem. Ale sadzę, że Minister Skarbu, który będzie sprzedawał akcje spółki, być może podejmie przed tą decyzją jakieś kroki restrukturyzacyjne. Mogą się odbywać tylko za jego zgodą. Utworzenie oddzielnych spółek nie jest wykluczone, a nawet niezwykle prawdopodobne, bo może się okazać, że producenta pektyny nie interesuje produkcja win albo przetworów owocowo-wrzywnych. To jednak przyszłość.
Red.: Od kilku lat obserwuje się wyraźny spadek konsumpcji win owocowych. Nie dotyczy to tylko produktów Pektowinu, ale także innych producentów tego trunku. Czym to jest spowodowane?
A.S.: Rynek win owocowych jest rynkiem zanikowym. Gwałtowne załamanie spożycia kraju zanotowano w latach 2000 do 2003. Potem to spożycie w kraju nadal spadało, z tym, że Pektowin od 2003 do 2008 utrzymywał poziom produkcji sprzedaży na poziomie 4 mln litrów i ten spadek nie był taki gwałtowny. Natomiast kolejny kryzys dotknął Pektowin w roku 2009, kiedy to sprzedaż spadła blisko o milion litrów. To oznacza, że zmieniają się gusta konsumentów, ale podobne problemy ze sprzedażą mają trzej pozostali producenci w Polsce. To jest trudny rynek i będziemy podejmować kroki w kierunki konsolidacji polskiego rynku win. Tym bardziej, że Pektowin ma spore możliwości produkcyjne, bo w ciągu roku może wyprodukować 7 mln litrów win owocowych.
Red.: Jasielska spółka jest specyficznym zakładem. To nie jednorodne przedsiębiorstwo ukierunkowane na jeden produkt, ale na kilka. Jak zarządzać taką firmą i w jaki sposób pozyskać klienta, aby to produkty Pektowinu były najchętniej kupowane?
A.S.: To niezwykle trudna spółka jeżeli chodzi o rynek. Operujemy na różnych rynkach, zaczynając od lokalnego a kończąc na globalnym. Dla każdego z tych rynków trzeba stosować inne techniki sprzedaży. Według najnowszych analiz wszystkie produkty jakie wykonujemy na wydziale przetworów owocowo-warzywnych są zasadniczo droższe od konkurencji. Konsumenci nie mogą ich kupować już tylko z sympatii do Pektowinu. Musimy więc przyjrzeć się kosztom, dlaczego te produkty są droższe, czy to jest taka struktura Pektowinu, czy są gdzieś ukryte koszty, których należy się pozbyć na zawsze, żeby można było konkurować chociażby ceną. Drugą barierą jest asortyment produkcji, który w tych ilościach, jakie produkujemy może być sprzedawany w zasadzie w sieciach sklepów wielkopowierzchniowych. A dostęp do tych sieci jest bardzo drogi. Jesteśmy w niektórych z nich, ale jeszcze na tyle, na ile nas stać. Będziemy również eliminować z produkcji asortymenty, które nie są rentowne i przynoszą starty. Jednak wcześniej przeprowadzimy dogłębną analizę kosztów w układzie rodzajowym i kalkulacyjnym, może nieco przemodelujemy ich rachunek i spróbujemy zbudować narzędzia informatyczne, które ułatwią zarządzanie nimi.
Życząc sukcesów dziękuję za rozmowę
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl


Red.: Jaka była sytuacja ekonomiczna, gdy obejmował pan stanowisko prezesa zarządu 1 grudnia 2009 roku?
Andrzej Skarbek: Zastałem firmę w zupełnie dobrej kondycji finansowej – jej wynik finansowy ukształtował się w okolicach zera z niewielkim zyskiem, czy też niewielką stratą, ale to bardziej będzie wynikało z decyzji biegłych rewidentów, co do spisania niezbędnego majątku. Jednak wyniki są przyzwoite. Rok 2009 był dla spółki Pektowin rokiem udanym, dlatego, że doszło do bardzo śmiałych, odważnych działań restrukturyzacyjnych. Być może, społecznie było to źle odbierane, ale w sensie umocnienia kondycji firmy to była bardzo dobra decyzja. Te zwolnienia już w tamtym roku poprawiły zdecydowanie efektywność i produktywność spółki.
Red. W 2010 roku planowana jest prywatyzacja firmy. Czy wiąże się to z kolejną redukcją etatów?
A. S. Spółka jest w programie szybkiej prywatyzacji ogłoszonym przez Ministra Skarbu Państwa. Znajduje się na liście 760 przedsiębiorstw, które mają być zbyte w krótkim czasie. Nie jest powiedziane kiedy to ma być, czy to ma być rok 2010, czy 2011.Wiem jednak z własnego doświadczenia, że te prywatyzacyjne działania w 2010 roku się nie skończą. Ale na pewno się zaczną. Generalnie spółka chcąc funkcjonować na trudnym rynku musi bezwzględnie szukać oszczędności w swoich kosztach, więc to uderzenie w załogę, które odbyło się w 2009 roku - moim zdaniem - nie przyniosło żadnych szkód, jeżeli chodzi o wartość produkcji, jej wielkość czy sposób obsługi klienta. Można powiedzieć, że to zatrudnienie było nadmierne.
Red. Czy uważa pan, że były inne możliwości redukcji kosztów, poza zwolnieniami?
A.S: Największym obciążeniem dla spółki jest nadmierne zatrudnienie.
Red. Czyli o te 120 osób zwolnionych w ubiegłym roku było za dużo?
A.S. Tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Te 120 osób odeszło i nie ma to w ogóle wpływu na sytuację w firmie. Może niektórzy więcej pracują, może to się przełożyło na lepsze wykorzystanie czasu pracy przez pozostałych pracowników, ale nie ma większego wpływu na produkcję albo utrzymanie ruchu. Przynajmniej ja do tej pory tego nie dostrzegam.
Red. W programie naprawczym opracowanym przez poprzedni zarząd spółki uwzględniono dalsze zmniejszenie zatrudnienia. Jaka pana zdaniem jest wystarczająca liczba pracowników, aby zakład mógł dobrze prosperować?
A.S. Rzeczywiście w programie naprawczym, który został przyjęty przez poprzedni zarząd, radę nadzorczą i walne zgromadzenie akcjonariuszy jest docelowo dalsze zmniejszanie zatrudnienia, jednak proste rezerwy zostały już wykorzystane. Teraz musi to się wiązać z lepszym wyposażeniem stanowisk pracy.
Na dzień dzisiejszy nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć, o które stanowiska chodzi. Kolejne audyty i przeglądy wykorzystania i wyposażenia stanowisk pracy, przeglądy energetyczne wkrótce dadzą nam odpowiedź. Będziemy szukać oszczędności w samej strukturze kosztów firmy i jej organizacji, ale również w asortymentach, bo być może niektóre z produktów nie są rentowne, czyli przynoszą straty. Rok 2010 będzie rokiem normalnej produkcji i takiego poszukiwania rezerw, które są głębiej ukryte. Nie powinno to mieć złego wpływu na załogę, a wręcz przeciwnie – załodze powinno się lepiej pracować.
Red. Ilu obecnie pracowników jest zatrudnionych w spółce?
A.S.: 357 pracowników. Ale w planie na 2010 rok przyjmujemy, że ten stan będzie mniejszy o ok. 20 osób. Nie oznacza to, że ci ludzie zostaną bez pracy, znajdziemy dla nich alternatywne rozwiązania. Może być tak, że zostaną przesunięci z dotychczasowych stanowisk pracy na inne, albo wyjdą poza struktury firmy nadal dla niej pracując.
Red.: Strategicznym produktem Pektowinu jest pektyna. W niej należy upatrywać szansy na dalszy rozwój firmy?
A.S. Jest to myśl naukowo-techniczna Pektowinu i osobiście pana dr. Franciszka Bosaka. Technologia nie jest szczególnie unikatowa, chociaż w imponderabiliach zdecydowanie jest to oryginalna technologia Pektowinu. Jest takim elementem wiedzy, którą inni chcieliby posiąść, więc powinna być i jest chroniona.
Pektyna leży na ścieżce krytycznej produktów strategicznych i efektem tej produkcji jest koncentrat jabłkowy, i wytłoki jabłkowe bogate w pektynę.. Mimo tego, że jest produktem strategicznym to nie zapewnia pełnego bezpieczeństwa firmie. Na świecie jest tylko 7 producentów, którzy produkują 42 tysiące ton pektyny rocznie, a jednym z nich jest Pektowin, który wytwarza zaledwie 680 ton, co stanowi ok. 1,7% produkcji światowej. Pektowin nie jest w stanie podjąć skutecznej walki konkurencyjnej, może się tylko z konkurencja dogadywać.
Red. Na jakie rynki trafia Pektyna z jasielskiego Pektowinu?
A.S.: Pektynę sprzedajemy na światowym, globalnym rynku. Sprzedajemy ją głównie na Ukrainę i do Rosji, ale są jeszcze Bałkany, czyli Bułgaria, Serbia, kraje arabskie i niewielkie ilości do krajów Europy w handlu wewnątrzwspólnotowym.. Transakcje te rozliczamy w dolarach i ryzyko utraty przychodów z tytułu różnic kursowych jest wielkie. To, że Polska nie jest w strefie euro, powoduje, że pektyna i Pektowin są niezwykle wrażliwe na kurs dolara. Kiedy kurs spadnie poniżej 2,85 zł to jest już niebezpieczne dla przychodów spółki. Rzeczą oczywistą jest, że spółka powinna dążyć do synergicznego połączenia się ze światowym rynkiem pektyny na równych prawach, a można to zrobić poprzez połączenie się z jednym z podstawowych graczy na rynku. Największymi graczami są dwie firmy amerykańskie i jedna europejska. Szkoda więc, że straciliśmy dużą część rynku krajowego na rzecz eksportu. Przejęli go nasi konkurenci za pomocą cen dumpingowych.
Produkcja i sprzedaż pektyny jest obarczona drugim, bardzo wielkim ryzykiem – urodzajem albo nieurodzajem jabłek, tym bardziej, że Jasło leży poza regionem surowcowym, więc pozyskując surowiec należy liczyć się z nieco wyższymi kosztami. Nie daj Boże mróz w maju i powtarza się dramatyczny scenariusz z roku 2007.
Red. W jakim kierunku powinna iść prywatyzacja Pektowinu?
A.S.: Sądzę, że prywatyzacja prowadzona przez skarb państwa pójdzie w takim kierunku silnego inwestora branżowego, tak aby pektynę w Jaśle zachować i produkować ja , ale już w ramach jednego z wielkich koncernów europejskich.
Red. Co stanie się z pozostałymi wydziałami produkcyjnymi, jeżeli pojawi się inwestor zainteresowany tylko samą produkcją pektyny. Zostaną zlikwidowane, czy przekształcone w oddzielne spółki?
A.S.: Nie wiem. Ale sadzę, że Minister Skarbu, który będzie sprzedawał akcje spółki, być może podejmie przed tą decyzją jakieś kroki restrukturyzacyjne. Mogą się odbywać tylko za jego zgodą. Utworzenie oddzielnych spółek nie jest wykluczone, a nawet niezwykle prawdopodobne, bo może się okazać, że producenta pektyny nie interesuje produkcja win albo przetworów owocowo-wrzywnych. To jednak przyszłość.
Red.: Od kilku lat obserwuje się wyraźny spadek konsumpcji win owocowych. Nie dotyczy to tylko produktów Pektowinu, ale także innych producentów tego trunku. Czym to jest spowodowane?
A.S.: Rynek win owocowych jest rynkiem zanikowym. Gwałtowne załamanie spożycia kraju zanotowano w latach 2000 do 2003. Potem to spożycie w kraju nadal spadało, z tym, że Pektowin od 2003 do 2008 utrzymywał poziom produkcji sprzedaży na poziomie 4 mln litrów i ten spadek nie był taki gwałtowny. Natomiast kolejny kryzys dotknął Pektowin w roku 2009, kiedy to sprzedaż spadła blisko o milion litrów. To oznacza, że zmieniają się gusta konsumentów, ale podobne problemy ze sprzedażą mają trzej pozostali producenci w Polsce. To jest trudny rynek i będziemy podejmować kroki w kierunki konsolidacji polskiego rynku win. Tym bardziej, że Pektowin ma spore możliwości produkcyjne, bo w ciągu roku może wyprodukować 7 mln litrów win owocowych.
Red.: Jasielska spółka jest specyficznym zakładem. To nie jednorodne przedsiębiorstwo ukierunkowane na jeden produkt, ale na kilka. Jak zarządzać taką firmą i w jaki sposób pozyskać klienta, aby to produkty Pektowinu były najchętniej kupowane?
A.S.: To niezwykle trudna spółka jeżeli chodzi o rynek. Operujemy na różnych rynkach, zaczynając od lokalnego a kończąc na globalnym. Dla każdego z tych rynków trzeba stosować inne techniki sprzedaży. Według najnowszych analiz wszystkie produkty jakie wykonujemy na wydziale przetworów owocowo-warzywnych są zasadniczo droższe od konkurencji. Konsumenci nie mogą ich kupować już tylko z sympatii do Pektowinu. Musimy więc przyjrzeć się kosztom, dlaczego te produkty są droższe, czy to jest taka struktura Pektowinu, czy są gdzieś ukryte koszty, których należy się pozbyć na zawsze, żeby można było konkurować chociażby ceną. Drugą barierą jest asortyment produkcji, który w tych ilościach, jakie produkujemy może być sprzedawany w zasadzie w sieciach sklepów wielkopowierzchniowych. A dostęp do tych sieci jest bardzo drogi. Jesteśmy w niektórych z nich, ale jeszcze na tyle, na ile nas stać. Będziemy również eliminować z produkcji asortymenty, które nie są rentowne i przynoszą starty. Jednak wcześniej przeprowadzimy dogłębną analizę kosztów w układzie rodzajowym i kalkulacyjnym, może nieco przemodelujemy ich rachunek i spróbujemy zbudować narzędzia informatyczne, które ułatwią zarządzanie nimi.
Życząc sukcesów dziękuję za rozmowę
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl

