Ponad 100 dni na szlaku! Weronika i Sławek kontynuują wielką przygodę w Italii
Weronika Łukaszewska i Sławek Sanocki od ponad 100 dni cieszą się zapierającym dech w piersiach widokiem gór rozpościerającym się w Wielkiego Szlaku Włoskiego. Podróżnikom towarzyszy mnóstwo przygód. Potworna burza pod Caninem, zasypane śniegiem przełęcze w Lombardii, czy też problemy zdrowotne i pobyt w szpitalu w Piemoncie, to tylko niektóre z nich. Zapraszamy do lektury kolejnego raportu z trasy Sentiero Italia.

Wędrówka przez Alpy serwuje podróżnikom różnorodny krajobraz. Okazuje się, że góry to nie tylko majestatyczne szczyty oraz pokryte bujną roślinnością doliny. Na zboczach Rocciamelone Weronika i Sławek natknęli się na pogorzelisko. Jesienią 2017 r. spłonęło tu 4000 hektarów. Pożary trawiły głównie lasy i pastwiska. Większość mieszkańców wiosek ewakuowano. Gęsty dym niósł się aż do Turynu. Po upływie siedmiu lat roślinność odrasta z wielkim trudem. Kikuty drzew nadal stanowią tutaj zagrożenie dla wędrowców.
Na podróżników czekały tutaj również wymagające podejścia. - Na Testa di Motta z doliny mamy 1500 metrów w górę do pokonania. Jak dotychczas, to największe podejście na szlaku. Dalej idziemy drogą, popularną wśród motocyklistów i fanów 4x4. Odkurzeni, schodzimy do baśniowych wiosek, w których artyści zadbali o upiększenie przestrzeni tak prozaicznych jak skrzynki na prąd. Każdy kąt w Balboutet, Usseaux, Laux jest zaskakującym odkryciem - zapewnia Sławek.

W Alpach Kotyjskich zachwyca nie tylko Monviso. Szczyt o wysokości 3841 m n.p.m. wybija się ponad otaczające go grzbiety. To piękny szczyt, podobny do Matterhorna, uważanego za najpiękniejszą górę. To właśnie u stóp Monviso swoje źródła ma Pad, największa i najdłuższa rzeka we Włoszech.
- Zachwyciła nas ta część Alp. Różnorodność pejzaży w jednej dolinie powala na łopatki. Jest też bardziej dostępna, bo drogi wiodą na wysokie przełęcze, gdzie mijamy rowerzystów i motocyklistów. Nocleg na wysokości 2700 metrów jest niemal mroźny, ale za to możemy obcować z rodziną koziorożców. Niestety, oznacza to, że turyści prawdopodobnie zostawiają resztki jedzenia albo wręcz je karmią, dlatego nie przeszkadza im nasze towarzystwo - mówi Weronika.
Wraz z nadejściem września, w Alpach zaczyna zmieniać się pogoda. Jesień niebawem zagości tutaj na dobre. Temperatury są coraz niższe. Mieszkańcy okolicznych wiosek twierdzą, że po 15. sierpnia w Alpach zaczyna się już zima. Przez dwa dni Weronika i Sławek nieco spuścili z tonu w obawie przed spodziewanymi opadami deszczu. Ostatecznie, na szlaku nie spadła nawet jedna kropla deszczu. Trzeciego dnia postanowili ruszyć z animuszem na szlak, choć prognozy nie były zbyt optymistyczne. Już po dwóch godzinach wędrówki byli przemoczeni do suchej nitki.

Pogoda nie rozpieszczała podróżników z Jasła. - Najgorszą burzę przetrwaliśmy śpiąc pod wielkim namiotem eventowym. Nie chcemy myśleć, co by było, gdybyśmy musieli ją spędzić w naszym ultralekkim „domu”. Do Valle Stura di Demonte schodziliśmy w Sambuco. Dolina oddziela Alpy Kotyjskie od Alp Nadmorskich. W wiosce nie ma sklepu, więc łapiemy autostop, co we Włoszech nie jest łatwe! - wspomina Sławek.
W końcu udało im się złapać podwózkę. Włoszki, które postanowiły zabrać Weronikę i Sławka na pokład swojego samochodu przyznają, że były w Warszawie i Krakowie, a sama Polska bardzo im się spodobała. Młodsza z nich (córka) stwierdziła, że chce przyjechać do Polski na wymianę studencką.
Celem podróży samochodem było uzupełnienie zapasów. Podróżnicy po wizycie w sklepie wrócili na szlak. Kolejne zakupy czekają ich dopiero za… 120 kilometrów.
Wędrówkę najdłuższym szlakiem górskim na świecie możecie śledzić na stronie internetowej viamountains.com
Sponsorem wyprawy jest firma JAFAR. Partnerem Miasto Jasło. Partnerami technicznymi: Brubeck, Cumulus. Patronat medialny nad wyprawą objął portal www.jaslo4u.pl.

