Powiało kulturą przez duże „K”
11
Blisko 30 prac malarskich Marka Wiatra zostało zaprezentowanych podczas wernisażu w Galerii Jasielskiego Domu Kultury. Artysta wszechstronnie uzdolniony, śpiewak, malarz, grafik, z poczuciem humoru i dystansem do siebie tęskni za okresem Młodej Polski, do której nawiązuje w swojej twórczości.




- Teraz coraz trudniej znaleźć typowo polski pejzaż, bo giną kopy siana, snopy i drewniane kościółki. Przykre, że ta architektura i ten polski pejzaż, gdzieś daleko odchodzi – mówi z nostalgią w głosie Marek Wiatr.
Jednak dzięki umiejętnościom malarskim udało mu się zatrzymać czas w swoich obrazach. Na wystawie możemy zobaczyć pejzaże polskie uchwycone pędzlem o różnych porach roku, drewnianą architekturę wiejskich świątyń, dworów i chat krytych strzechą. Jego prace zdobią mieszkania artystów w wielu krajach świata.
Marek Wiatr pochodzi z rodziny o wielkich tradycjach lekarskich. Jedna z ulic w Jedliczu, przy której zresztą mieszka wraz z rodziną nosi imiona jego dziadka i pradziadka. Lekarzem jest też ojciec artysty oraz jego dwaj synowie Łukasz i Tomasz. Za kilka miesięcy do tego grona dołączy także córka Justyna. Skąd więc zamiłowanie do sztuki? - Wyrastałem w domu, gdzie była miłość do malarstwa i mój dziadek, doktor Zygmunt Tokarski, grał pięknie na fortepianie, przyjaźnił się z malarzami i zaprzyjaźnił się też ze Stanisławem Kochankiem, krośnieńskim malarzem z Jedlicza. On był częstym gościem, portretował m.in. moją mamę i w czasie okupacji przywiózł do domu znanego malarza Stanisława Studenckiego, ucznia Wojciecha Kossaka. Studencki mieszkał u nas w czasie okupacji, malował obrazy, a ja wyrastałem w tej atmosferze miłości do malarstwa – wspomina słynny tenor.
Dom, w którym się wychowywał nauczył go szacunku do ludzi i do sztuki. Przez jakiś czas wahał się czy poświęcić się malarstwu czy muzyce. I choć doskonale godził obydwie dziedziny, to jednak przypadek sprawił, że wybrał Akademię Muzyczną w Krakowie. - Śpiewanie przyszło, gdy miałem 16 lat, przypadkowo zupełnie. W telewizji oglądałem film pt. „Dzięcioł” i myślę, że to było zrządzenie niebios. W pewnym momencie bohater tego filmu udawał się do Opery Warszawskiej na spektakl „Straszny Dwór” i puszczał sobie nagranie. Ja usłyszałem wówczas arię Stefana w wykonaniu naszego tenora Bogdana Paprockiego i się zakochałem. To było jak miłość od pierwszego wejrzenia do dziewczyny. Od tego momentu zacząłem interesować się operą i tak się zaczęła moja miłość do muzyki – opowiada Wiatr.



Po studiach, mimo wielu atrakcyjnych propozycji zawodowych wrócił do rodzinnego Jedlicza, gdzie mieszka do dziś. - Wydawać by się mogło, że mała miejscowość jest końcem świata dla artysty. Niektórzy bowiem uważają, że zamieszkanie na prowincji jest skazaniem artysty na niebyt. Nie sprawdziło się to w życiu Marka Wiatra, ale po raz kolejny potwierdziła się zasada, że prowincja tak naprawdę to miejsce w naszym umyśle, a nie miejsce na mapie. Marek poświadczył, że mieszkając w Jedliczu można nie tylko artystycznie się rozwijać, ale można także koncertować w kraju i za granicą i oddawać się pasji malarstwa i śpiewu – mówiła o artyście Krystyna Kasprzyk, dyrektor Jasielskiego Domu Kultury.
Od wielu lat Marek Wiatr pełni funkcję dyrektora artystycznego Polskiego Festiwalu Narodowego w Żarnowcu, występuje na koncertach charytatywnych, przekazuje również swoje prace na te cele.
Wystawa, która będzie czynna do 10 stycznia 2010 roku w Jasielskim Domu Kultury jest uwieńczeniem 25-lecia pracy artystycznej Marka Wiatra. Prezentowane na niej obrazy pochodzą z całego okresu jego twórczości.
Katarzyna Pacwa-Wilk




- Teraz coraz trudniej znaleźć typowo polski pejzaż, bo giną kopy siana, snopy i drewniane kościółki. Przykre, że ta architektura i ten polski pejzaż, gdzieś daleko odchodzi – mówi z nostalgią w głosie Marek Wiatr.
Jednak dzięki umiejętnościom malarskim udało mu się zatrzymać czas w swoich obrazach. Na wystawie możemy zobaczyć pejzaże polskie uchwycone pędzlem o różnych porach roku, drewnianą architekturę wiejskich świątyń, dworów i chat krytych strzechą. Jego prace zdobią mieszkania artystów w wielu krajach świata.
Marek Wiatr pochodzi z rodziny o wielkich tradycjach lekarskich. Jedna z ulic w Jedliczu, przy której zresztą mieszka wraz z rodziną nosi imiona jego dziadka i pradziadka. Lekarzem jest też ojciec artysty oraz jego dwaj synowie Łukasz i Tomasz. Za kilka miesięcy do tego grona dołączy także córka Justyna. Skąd więc zamiłowanie do sztuki? - Wyrastałem w domu, gdzie była miłość do malarstwa i mój dziadek, doktor Zygmunt Tokarski, grał pięknie na fortepianie, przyjaźnił się z malarzami i zaprzyjaźnił się też ze Stanisławem Kochankiem, krośnieńskim malarzem z Jedlicza. On był częstym gościem, portretował m.in. moją mamę i w czasie okupacji przywiózł do domu znanego malarza Stanisława Studenckiego, ucznia Wojciecha Kossaka. Studencki mieszkał u nas w czasie okupacji, malował obrazy, a ja wyrastałem w tej atmosferze miłości do malarstwa – wspomina słynny tenor.
Dom, w którym się wychowywał nauczył go szacunku do ludzi i do sztuki. Przez jakiś czas wahał się czy poświęcić się malarstwu czy muzyce. I choć doskonale godził obydwie dziedziny, to jednak przypadek sprawił, że wybrał Akademię Muzyczną w Krakowie. - Śpiewanie przyszło, gdy miałem 16 lat, przypadkowo zupełnie. W telewizji oglądałem film pt. „Dzięcioł” i myślę, że to było zrządzenie niebios. W pewnym momencie bohater tego filmu udawał się do Opery Warszawskiej na spektakl „Straszny Dwór” i puszczał sobie nagranie. Ja usłyszałem wówczas arię Stefana w wykonaniu naszego tenora Bogdana Paprockiego i się zakochałem. To było jak miłość od pierwszego wejrzenia do dziewczyny. Od tego momentu zacząłem interesować się operą i tak się zaczęła moja miłość do muzyki – opowiada Wiatr.



Po studiach, mimo wielu atrakcyjnych propozycji zawodowych wrócił do rodzinnego Jedlicza, gdzie mieszka do dziś. - Wydawać by się mogło, że mała miejscowość jest końcem świata dla artysty. Niektórzy bowiem uważają, że zamieszkanie na prowincji jest skazaniem artysty na niebyt. Nie sprawdziło się to w życiu Marka Wiatra, ale po raz kolejny potwierdziła się zasada, że prowincja tak naprawdę to miejsce w naszym umyśle, a nie miejsce na mapie. Marek poświadczył, że mieszkając w Jedliczu można nie tylko artystycznie się rozwijać, ale można także koncertować w kraju i za granicą i oddawać się pasji malarstwa i śpiewu – mówiła o artyście Krystyna Kasprzyk, dyrektor Jasielskiego Domu Kultury.
Od wielu lat Marek Wiatr pełni funkcję dyrektora artystycznego Polskiego Festiwalu Narodowego w Żarnowcu, występuje na koncertach charytatywnych, przekazuje również swoje prace na te cele.
Wystawa, która będzie czynna do 10 stycznia 2010 roku w Jasielskim Domu Kultury jest uwieńczeniem 25-lecia pracy artystycznej Marka Wiatra. Prezentowane na niej obrazy pochodzą z całego okresu jego twórczości.
Katarzyna Pacwa-Wilk
