Proces Łukasza G. dobiega końca. Sąd przesłuchał biegłych psychiatrów
Kończy się proces Łukasza G. oskarżonego o sprowadzenie bezpośredniego zagrożenia katastrofy budowlanej bloku wielorodzinnego przy ul. Metzgera 10 w Jaśle. Sędzia przesłuchała dwóch biegłych lekarzy psychiatrów oraz pracownika, który wykonywał prace w lokalu. Świadek zeznał, że nie zna się na wyburzaniu filarów, ale prace zostały mu przez oskarżonego zlecone, więc przystąpił do jego wyburzenia za pomocą młota pneumatycznego.

Dzisiaj sędzia Bożena Wilisowska-Gołąbek kontynuowała rozprawę w sprawie oskarżonego przedsiębiorcy Łukasza G. o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia stwarzającego zagrożenie dla życia lub zdrowia wielu osób oraz mienia. Na sali rozpraw stawiło się dzisiaj dwóch biegłych psychiatrów, którzy na wniosek obrońców oskarżonego zostali przesłuchani bez obecności mediów. Uzasadniali to ważnym interesem Łukasza G.

Kolejnym świadkiem przesłuchanym przez sędzię był pracownik, który w czasie prowadzonego remontu w lokalu przy ul. Metzgera 10 w Jaśle wykonywał większość prac, w tym wyburzał filary. Mężczyzna został doprowadzony do sądu w asyście policjantów, gdyż obecnie odbywa karę pozbawienia wolności. Z oskarżonym zna się od kilkunastu lat. Od pewnego czasu zajmował się pracami wykończeniowymi. Po przyjeździe z zagranicy w 2019 r. wykonał remont domu u teściowej Łukasza G., a potem został poproszony przez oskarżonego o pomoc w pracach remontowo-wykończeniowych lokalu przy ul. Metzgera. - Oskarżony mówił, że będzie kupował lokal i kupił na ul. Metzgera. Zapytał mnie, czy pomogę mu przy pracach remontowo- wykończeniowych – zeznał świadek.
Prace rozpoczął od elewacji budynku, następnie układał płytki na schodach wejściowych do lokalu od strony ulicy, oraz za budynkiem, ściągał tapety na ścianach. Łukasz G. zlecił mu również, aby wykonać ściany i sufit z regipsu. Inni pracownicy usunęli ściankę działową, która znajdowała się przy wejściu po prawej stronie. Przy pracach tych pomagał jego syn, który zajmował się wywożeniem gruzu. Prace wykonywał bez umowy. - Oskarżony przychodził i mówił co należy zrobić. Ja, syn oraz chłopaki, którzy byli w lokalu robiliśmy to, co nam zlecił. Kiedy skuwaliśmy płytki na posadce przyjechał Łukasz G. i powiedział, że chce podnajmować ten lokal, ale trzeba zwiększyć przestrzeń, więc należy usunąć filar. Nigdy wcześniej takich prac nie wykonywałem – zeznał świadek. Zdaniem pracownika, oskarżony mówił o jednym filarze. - Ja nie znałem się na wyburzaniu filarów, ale kazał to zrobić, więc przystąpiłem do tych prac – dodał. Sędzia Wilisowska-Gołąbek odczytała świadkowi fragment zeznań, które podtrzymał. - Młotem pracowałem przy wyburzaniu filara sam, natomiast inni mi pomagali wozić gruz – sprecyzował.
Sąd dostrzegł jednak różnicę w zeznaniach z 2021 r. a złożonych dzisiaj. Świadek podczas przesłuchania twierdził, że wyburzanie słupa trwało w jeden dzień, w tym samym dniu przyszli mieszkańcy oraz inne służby, z kolei z zeznań złożonych dużo wcześniej wynika, że okres prac trwał kilka dni. - Podtrzymuje odczytane zeznania. Różnica w zeznaniach wynika z okresu czasu, jaki minął od tego zdarzenia – wyjaśnił. Świadek podkreślił również dzisiaj, że nie otworzył drzwi do lokalu policji, gdyż nie miał kluczy. Nie wiedział, którędy policjanci weszli. Nie umiał również odpowiedzieć na pytanie prokuratora, kiedy okna zostały zakryte tekturą. - Pan G. Z jakimś chłopakiem tekturą zakrywali okna, ale nie wiem czy na drugi, czy na trzeci dzień od wyburzeniu filara. Nie pamiętam – dodał.
Na kolejnej rozprawie zostanie przesłuchany ostatni już świadek w tej sprawie. Sędzia prosiła pełnomocników stron o wnoszenie wniosków dowodowych w związku z kończącym się procesem. Termin rozprawy nie został wyznaczony.
Członek wspólnoty mieszkaniowej a zarazem mieszkaniec bloku przy ul. Metzgera 10 uważa, że obrona oskarżonego dąży do umorzenia postępowania. - Moje odczucie jest takie, że obrona oskarżonego dąży do udowodnienia, że był niepoczytalny w momencie zaistnienia tego zdarzenia, w związku z czym sprawa zostanie umorzona. Myślę, że obrona próbuje przeciągnąć sprawę aż do momentu przedawnienia sprawy – mówi Jacek Wójcik.
id
