Radni łamią prawo?
Piotr Kołodziej, radny Rady Miejskiej Jasła, członek Platformy Obywatelskiej złożył rezygnację z wykonywania mandatu radnego. W piśmie skierowanym do Andrzeja Dybasia, przewodniczącego Rady Miejskiej Jasła informuje o swojej decyzji, nie podaje jednak jej powodów.
Projekt uchwały w sprawie wygaśnięcia mandatu radnego został poddany głosowaniu podczas ostatniej sesji RMJ, która odbyła się w poniedziałek, 5 lipca br. Za przyjęciem rezygnacji swojego kolegi opowiedziało się czterech radnych, ośmiu było przeciwnych, a kolejnych ośmiu wstrzymało się od głosu. W efekcie Kołodziej nie został pozbawiony mandatu. Ten wygaśnie automatycznie dopiero po trzech miesiącach od daty złożenia rezygnacji.
Oficjalnie mówi się, że radny zrezygnował ze względów osobistych. – Taka była jego wola – mówi Andrzej Dybaś. Natomiast w kuluarach krążą głosy o jego problemach z prawem. Nikt z radnych tego nie potwierdza. A samego zainteresowanego na poniedziałkowej sesji nie było. Dowiedzieliśmy się jednak, że początkiem marca Piotr Kołodziej został zatrzymany za jazdę w stanie nietrzeźwości. Postępowanie prowadziła najpierw policja, która postawiła radnemu zarzuty, a potem sprawa została przekazana do prokuratury w Jaśle.
Część radnych znała powody rezygnacji Kołodzieja i dlatego głosowała za przyjęciem tej uchwały. Jednym z nich był Zdzisław Dziedzic. - Rozmawiałem z panem Kołodziejem, on nie chce być w radzie. Ma osobiste powody, ale nie chcę komentować jego decyzji. Szanuję jego prośbę i dlatego tak zagłosowałem.
Ale byli i tacy, którzy nie znali przyczyny, jak np. wiceprzewodniczący Henryk Rak. - Sucha, lakoniczna informacja, że z dniem 1 lipca składa mandat w oparciu o ustawę, która pozwala mu to złożyć. Mnie to nie zadowala i nie mogę głosować za odwołaniem, nie znając podstaw. Nie będę przykładał ręki, czy ten kolega został do tego zmuszony, czy miał jakieś podstawy osobiste. Skoro nie było tłumaczenia, nie mogliśmy kolegi radnego pozbawić mandatu radnego – tłumaczy Rak. Decyzji członka Platformy Obywatelskiej nie chce komentować także wiceburmistrz Ryszard Pabian. - Nie komentuję działań radnych, jak rezygnacja z funkcji – ucina krótko. W podobnym tonie wyraża się Krzysztof Czeluśniak. - To jest jego prywatna sprawa i nie pytam go o to.
Dodaje jednak, że to nie jedyny przypadek łamania przepisów prawa wśród radnych. Podczas sesji padły zarzuty pod adresem kolejnych dwóch radnych. Jedną z tych osób jest Maria Filip-Niwelt. - Napisałam podanie o sto sztuk płytek chodnikowych z odzysku. Pan burmistrz mi to podpisał m.in. dla mieszkańców, którzy potrzebowali, bo ja mam drogę utwardzoną z żużlu. – wyjaśniała radna.
Z kolei Czeluśniak uważa, że takie postępowanie podważa autorytet radnego i godzi w jego dobre imię. - Uderz w stół, a nożyczki się odezwą. Są przepisy prawa, które radnego obligują do przestrzegania. Pani radna sama się przyznała do tego, że wzięła 100 płytek chodnikowych, co podważa jej autorytet jako radnego i to jest naruszenie ustawy o samorządzie gminnym. Ja bym się wstydził – mówi radny. Drugą z tych osób jest Stanisław Zając, syn Mieczysława. - Ci radni, według przepisów prawa powinni się sami podać do dymisji. Naruszyli ustawę, więc moim zdaniem nie powinni pełnić funkcji radnych, bo to godzi w dobre imię – twierdzi przewodniczący Komisji Rewizyjnej.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
