Rodzice sześciolatków protestują przeciwko posyłaniu ich pociech w tym wieku do szkoły
Trwa ogólnopolska akcja „Ratuj maluchy”. Rodzice sześciolatków protestują przeciwko posyłaniu ich pociech w tym wieku do szkoły. Trzeba zebrać 100 tysięcy podpisów, by obywatelski projekt ustawy trafił do Sejmu. Podpisy może zbierać każdy, kto skończył 18 lat i nie musi być to rodzic 6 – latka.

Dzieci kończą naukę np. o godz. 12.30, a na świetlicy pozostają do godz. 16, gdzie jest dużo dzieci w różnym wieku i nie ma zajęć typowo dla takich maluchów. One się po prostu nudzą, są zmęczone, a jeszcze później muszą odrabiać zadane lekcje. To jest po prostu masakra, ten pomysł jest bzdurny – uważa Renata Biernacka, mama sześcioletniego Wiktora.
Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców rozpoczęło zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, która proponuje, by obowiązkową naukę rozpoczęły, jak do tej pory siedmiolatki, a nie sześciolatki, jak nakazuje od przyszłego roku państwo. 100 tysięcy podpisów trzeba zebrać do 15 czerwca i przesłać pocztą do Stowarzyszenia.Szczegóły - www.rzecznikrodzicow.pl.
W Jaśle listy z podpisami można przynosić do Przedszkola Miejskiego nr 3, przy ul. Floriańskiej 24 a. W mieście i gminach powiatu jasielskiego zebrano już około 400 podpisów. Rodzice podpisy zbierają wszędzie, w rodzinie, u znajomych. Osób popierających akcję przybywa z dnia na dzień. Inicjatorem jest Dariusz Maciejczyk, jeden z rodziców.

- Pan Dariusz wraz z kilkoma innymi rodzicami zwrócił się do mnie z prośbą i zapytaniem, czy mogą taką formę podpisów u nas przeprowadzić. Oczywiście wyraziłam na to zgodę - mówi Bogumiła Sojka, dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 3.
- Szkoły nie są przygotowane do tego, żeby objęły opieką takie małe dzieci. W tej chwili na oświacie się oszczędza i jest coraz mniej pieniędzy, coraz mniejszym kosztem chce się wprowadzać zmiany. Dla samorządów jest za dużo obowiązków finansowych. Muszą przez to podwyższać ilość dzieci w oddziałach, czy likwidować etaty na świetlicach. Rodzice to obserwują i mają mieć takie, a nie inne zdanie – tłumaczy Sojka.
Rodzice boją się m.in. przepełnionych klas, nauki na dwie zmiany. Pytają też, czy panie prowadzące zajęcia z sześciolatkami będą mieć odpowiednie wykształcenie.
- Dzieci są przygotowane do szkoły i w większości przypadków mogłyby spokojnie do szkoły iść. Tylko, że nasze szkoły to nie są takie, jak na Zachodzie. Wzoruje się, że tam 6 - latki chodzą do szkoły, ale tam szkoły są całodzienne, z basenami, boiskami, jest ogromna oferta dla tych dzieci. Mają zapewniony całodzienny pobyt, jak w przedszkolu. U nas takiej oferty niestety nie ma i długo nie będzie – wyjaśnia Bogumiła Sojka.
- Cieszę się, że po raz pierwszy, na skalę ogólnopolską rodzice zainteresowali się tym, co się dzieje w oświacie i że dotyczy to dzieci. Bardzo to pochwalam. Być może ta inicjatywa rodziców przynajmniej wniesie, że dotacja pójdzie też na dziecko w przedszkolu i wtedy samorządy nie musiały by aż tak oszczędzać na oświacie i sytuacja dziecka byłaby lepsza – dodaje.
- Nie posyłam syna do szkoły, ponieważ uważam, że szkoły są nieprzygotowane do tego, by sześciolatki mogły się w nich uczyć. Za ciężkie plecaki, za dużo nauki i oczywiście podpisałam się pod listą – mówi Renata Biernacka.
- Prawo do decydowania o losie dziecka powinni mieć tylko jego rodzice. Żadne względy finansowe nie są ważniejsze niż dobro dziecka – podkreśla Bogumiła Sojka.
mad
FOT. Marek Dybaś
