Ruch społeczny, który zmienił świat
Sierpień 80. na trwałe zapisał się na kartach Polskiej historii. Na trwałe też zmienił mentalność Polaków i pozwolił uwierzyć, że chcieć to móc. Nikt nie przypuszczał, że ruch społeczny, który wówczas się zrodził będzie miał taką siłę sprawczą. Lata 80-te to czasy, które kojarzą się z psutymi półkami sklepowymi, długimi kolejkami i kupowaniem tego, co jest. Trudna sytuacja gospodarcza, która była konsekwencją II wojny światowej spowodowała w narodzie frustrację i niezadowolenie. To z kolei doprowadziło do fali strajków w całym kraju. Niepozorny początkowo ruch robotniczo-społeczny w bardzo krótkim czasie przerodził się w 10 milionowy Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. W całej Polsce, przede wszystkim zakładach produkcyjnych pracownicy wstępowali w szeregi NSZZ, wierząc w lepsze jutro. Były jednak i takie przypadki, gdzie Związki tworzyli także pracownicy administracji państwowej. W skali kraju było zaledwie kilka takich urzędów. Do nich należał również jasielski magistrat.
Pomysłodawcą i inicjatorem utworzenia NSZZ „Solidarność” był Tadeusz Baniak, obecny dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, ówczesny inspektor ds. karno-skarbowych. - To była spontaniczna działalność, choć jak na owe czasy bardzo ryzykowna, bo człowiek żył w takim kraju, gdzie ta dyscyplina była dość mocna. Nie było to łatwe, tym bardziej w takiej instytucji jak Urząd Miasta, który był gdzie był odnogą władzy państwowej. Przekonywaliśmy się nawzajem do tej idei, że to jest ten moment, gdzie należy próbować uwolnić się od wpływów Związku Radzieckiego, jak wówczas to miało miejsce – wspomina Baniak.
W Urzędzie Miasta pracowało w tamtym czasie około 60 osób. Do Związków należała połowa. - Nikogo nie trzeba było do tego namawiać czy na siłę przekonywać. Ruch w kierunku tworzenia Solidarności w Urzędzie był bardzo mocny i spontaniczny. Ci ludzie wstępowali z własnej woli – zaznacza pierwszy przewodniczący NSZZ „Solidarność”. Przyznaje jednak, że niektórzy pod wpływem różnych nacisków zrezygnowali. Ci, którzy zostali solidaryzowali się ze swoimi kolegami w kraju. Swoje niezadowolenie wyrażali jednak w taki sposób, aby nie odczuwali tego klienci przychodzący do Urzędu. - Było kilka strajków, ale nie chcieliśmy narażać petentów na niedogodności, więc nigdy to nie była drastyczna forma. Były wywieszane flagi, noszenie opasek i solidaryzowanie się ze strajkującymi, szczególnie w produkcyjnych zakładach pracy – wyjaśnia Baniak.
Związek z różnymi przygodami funkcjonował do momentu wybuchu stanu wojennego. Oceniając dziś tamten okres Tadeusz Baniak uważa, że idea „Solidarności” doskonale się sprawdziła. - Gdyby nie to, to nadal byliśmy gdzieś pod wpływem obcego mocarstwa. Ja widzę tę wolność. Sam fakt, że młodzież jedzie tam gdzie chce, bez żadnych problemów, paszportów – przekonuje dyrektor MOSiR-u.
Ma jednak żal, że nie docenia się dziś tych, którzy kiedyś walczyli o demokrację i wolność. - Niedawno odwiedził mnie jeden z moich kolegów z tamtych czasów. Po raz kolejny stracił pracę i nie może znaleźć kolejnej. Jest mi przykro, bo on kiedyś walczył o to, żeby było dobrze. Teraz różni dziwni ludzie, często bez kwalifikacji mają pracę, a o człowiek wartościowy, dzięki któremu mamy to co mamy, jest bezrobotny – mówi rozgoryczony Tadeusz Baniak
W tym roku mija 30. rocznica od wydarzeń sierpniowych, które były impulsem do przemian systemowych. Te działania doprowadziły w konsekwencji do upadku PRL-u, odzyskania przez Polskę suwerenności i powstania III RP. - Miała to być działalność związkowa, ale także społeczno-polityczna. W wyniku działań tego Związku doszło do zmiany ustroju w Polsce, całego systemu, upadł tzw. komunizm, który w wydaniu polskim trudno nazwać komunizmem – podsumowuje Baniak.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
