RZGW: Kuriozalne jest mówienie, że zbiornik w Klimkówce jest przyczyną krzywd i niebezpieczeństw
- Mówienie, że zbiornik w Klimkówce zalał te miejscowości (Jasło i Gorlice – przyp. red.) jest kompletnie bezpodstawne. Zbiornik w przypadku fali czerwcowej nie spowodował maksymalnych zalewów w Gorlicach i Jaśle. Miasta te zostały zalane falą powodziową ukształtowaną w korycie rzeki Ropy, zasilanej dopływami płynącymi poniżej zbiornika – powiedział obecny na ostatniej Sesji Rady Powiatu Jasielskiego Krzysztof Kądziołka, kierownik Ośrodka Koordynacyjno-Informacyjnego Ochrony Przeciwpowodziowej przy Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Krakowie.
Szef Ośrodka przyjechał na wniosek radnego Mariusza Sepioła, który domagał się wyjaśnienia przyczyn wezbrania Ropy podczas ostatniej powodzi. - Dużo słyszałem na temat tych problemów i w Jaśle i powiecie jasielskim. Duża część infrastruktury drogowej oraz kolejowej została zniszczona, podobnie jak szkoły powiatu. Stwierdziłem więc, że powiat też musi na to zareagować. Ale trzeba się więcej dowiedzieć na ten temat, czyli zaprosić kompetentne osoby, które wiedzą na ten temat więcej, które są związane z monitorowaniem zagrożeń powodziowych i odpowiedzialne za zaporę na Klimkówce – wyjaśnia Mariusz Sepioł.
Po ostatniej powodzi władze miasta złożyły do prokuratury w Gorlicach doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. We wniosku burmistrz Maria Kurowska zarzuciła zarządcy zbiornika nieumiejętne gospodarowanie zasobami wodnymi. - Chcę się dowiedzieć, co doprowadziło do zalania naszego miasta. Prokuratura powinna prześledzić stany wód i czy - jak przypuszczają jaślanie - ten zbiornik zalał Jasło czy nie. My tę wiedzę musimy mieć – powiedziała burmistrz podczas ostatniej sesji RMJ.
Zdaniem Kądziołki nie można składać doniesienia do prokuratury bez wcześniejszego zbadania sprawy. - Dla mnie wnioski do prokuratury się zgłasza, jeżeli ma się pogląd wyważony w jakiejś sprawie. To, że prokurator będzie badał sprawę, nie jest dla nas żadnym obciążeniem, materiały są dostępne.

Wyprowadza jednak z błędu tych, którzy są przekonani o winie zbiornika. - Jasło i Gorlice leżą w znacznej odległości od zbiornika w Klimkówce. Ten zbiornik ma realne możliwości redukowania fali powodziowej tylko w tej części fali, która dopływa do zbiornika. Jeżeli w przypadku tej fali zbiornik zredukował przepływ z 450 m3 na sekundę do 284 m3 na sekundę, to oznacza, że w zasadniczy sposób poprawił sytuację w zlewni poniżej. Niestety, poniżej zbiornika jest cała sieć rzeczna, która wprowadza wodę do rzeki. Zbiornik Klimkówka spełnił jedno bardzo ważne zadanie – on opóźnił napływ tej ilości wody zredukowanej do tych miejscowości i nie spowodował tego, że nałożyły się fale powodziowe z tych rzek i z tego co płynęło z Klimkówki. Mówienie, że zbiornik zalał te miejscowości jest kompletnie bezpodstawne – wyjaśniał Kądziołka.
Zbiornik w Klimkówce powstał w 1994 roku jako zbiornik retencyjny. Zajmuje ponad 300 ha powierzchni, jego szerokość wynosi 400 metrów, długość 2,5 km, a głębokość 25 m. Przy zaporze, która jest wysoka na 34 m mieści się mała, szczytowa elektrownia o mocy 4,5 MW. Zbiornik ma planowaną rezerwę powodziową o pojemności 8 mln m3 . - W przypadku przewidywanych zdarzeń typu opad nawalny, z odpowiednim horyzontem czasowym istnieje możliwość zwiększenia rezerwy powodziowej poprzez decyzję dyrektora RZGW w tym zakresie. W przypadku obydwu ostatnich powodzi takie decyzje zostały wydane. Zbiornik dysponował 10 mln rezerwy powodziowej – mówi kierownik Ośrodka Koordynacyjno-Informacyjnego Ochrony Przeciwpowodziowej przy RZGW w Krakowie.
Obserwując zmiany klimatyczne w ostatnich latach, uważa również, że należy zwiększyć rezerwy powodziowe nie tylko na zbiorniku w Klimkówce, ale i na pozostałych - To powinno być zwiększenie o 20% stałych rezerw powodziowych na wypadek stałych powodzi. Prognozy IMiGW powinny obejmować tzw. kubatury dopływu, czyli powinniśmy mieć nie tylko informację ile deszczu spadnie, ale też chcielibyśmy wiedzieć, jak się ten deszcz przetransformuje na określony dopływ. Żeby z odpowiednim wyprzedzeniem rezerwę powodziową na zbiorniku zrobić to trzeba mieć z odpowiednim wyprzedzeniem informacje, że jest zagrożenie. Trzeba mieć horyzont czasowy nawet 72 godziny albo dłuższy i dać informację o zagrożeniu oczywiście z konsekwencją o nietrafieniu takiej prognozy. Ten zbiornik służy zarówno wypuszczaniu wody ze zbiornika, żeby w rzece była woda, jak i ograniczaniu ilości dopływającej wody w czasie powodzi. Kuriozalne jest dla mnie mówienie, że zbiornik jest przyczyną krzywd i niebezpieczeństw. On zawsze daje gwarancję jakiegoś obniżenia fali powodziowej - mówi Kądziołka.
(kp)
