Korzystając z portalu Jaslo4u.pl wyrażasz zgodę na użytkowanie mechanizmu plików cookie. Mechanizm ten ma na celu zapewnienie prawidłowego funkcjonowania portalu Jaslo4u.pl. Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności portalu Jasło4u.pl

RZGW: przedstawiamy sytuację jaka realnie zaistniała w czasie powodzi

28

Wnioski RZGW były jednoznaczne: to nie Klimkówka zalała Jasło.


RZGW: Zapora nie uległa uszkodzeniu

- Przerażające są informacje, które do mnie dochodzą, jakoby w czasie powodzi zbiornik w Klimkówce uległ pęknięciu czy przerwaniu. Mówiono nawet, że helikoptery zrzucały worki z piaskiem aby zatamować dziury, które się pojawiły. – mówił Krzysztof Kondziołka, kierownik Ośrodka Koordynacyjno-Informacyjnego Ochrony Przeciwpowodziowej przy Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Krakowie.

- Zapora posiada dwa miejsca, którymi wypuszcza się wodę. Spusty denne, przeprowadzające wodę dołem, i przelew powierzchniowy. Tym przelewem przelewa się woda, jak gdyby przez zaporę, ale w miejscu gdzie jest to technicznie przewidziane, jest to zjawisko normalne. – tłumaczył Kondziołka, podejrzewając, iż to właśnie woda płynąca przelewem powierzchniowym zapoczątkowała plotki o uszkodzeniu zapory. - Mamy zaporę, która jest we właściwym stanie technicznym, a przelanie się wody przelewem jest normalnym zjawiskiem.

RZGW: Cel istnienia zapory: ścięcie najwyższej wartości dopływu, a nie pochwycenie całej fali

Kondziołka wyjaśniał też, jaka jest rola zbiornika retencyjnego, gdy idzie o przeciwdziałanie powodzi. - Zbiorników nigdy nie projektuje się tak, aby chwycić całą falę powodziową, w przypadku Klimkówki musiałyby on mieć wówczas pojemność kilkuset milionów metrów sześciennych. Zadaniem zbiornika jest ścięcie najwyższej wartości dopływu. W przypadku pierwszej fali ta redukcja została sprowadzona ze 150 metrów sześciennych na sekundę do 70 metrów sześciennych na sekundę, w przypadku drugiej fali z 450 do 284 metrów sześciennych na sekundę.

- Zbiornik retencyjny jest zbiornikiem wielofunkcyjnym. Ma rezerwę powodziową, opisaną w gospodarce wodnej tego zbiornika. Standardowa rezerwa dla okresu występowania „opadów świętojańskich” wynosi 8 mln metrów sześciennych. – dodawał Kondziołka.

RZGW: Prognozy były uspokajające, mimo to zwiększyliśmy rezerwę


Kierownik wskazywał również, iż przed powodzią nie sygnalizowano możliwości jej wystąpienia w takiej olbrzymiej skali - Zwracam uwagę, że przed wystąpieniem powodzi nie było konferencji prasowej ani jakiegokolwiek wystąpienia w środkach masowego przekazu, które sygnalizowałoby,  że będziemy mieć powtórkę z 1997 roku. Konferencji prasowych było mnóstwo, ale już w czasie gdy powódź wystąpiła.


Również prognozy, zdaniem Kondziołki były w miarę uspokajające - Ja otrzymuję codziennie o 8.00 prognozę opadu od Instytutu Meteorologii. Mimo, że przed powodzią (14.05) otrzymaliśmy uspokajającą prognozę poprosiłem swojego dyżurnego, aby zwrócił się do Biura Prognoz IMGW o realną ocenę zjawiska. Dopiero na tą reakcje otrzymaliśmy prognozę, która mówiła, że w ciągu najbliższych dni może spaść około 100 mm deszczu w Małopolsce.

- Instytut podaje prognozy opadów w taki sposób, że dla obszaru zlewni informuje, że średnio spadnie np. od 50 do 80 mm, a lokalnie 150 mm. Są to prognozy z gatunku zawsze się sprawdzających. Bo jeśli nie podaje się precyzyjnie miejsca i mówimy o przedziałach, to trudno w sposób odpowiedzialny wyrobić sobie zdanie na temat tego co się zdarzy.
- Gdy idzie o realne opady, to podczas pierwszej fali powodziowej, punktowo występowały już opady o skali opadu jednoprocentowego tj. zdarzającego się raz na sto lat.

- Przed pierwszą falą przeszliśmy w procedurę zwiększania rezerwy powodziowej, w prawie wodnym jest taka możliwość. – dodawał Kondziołka - Mimo, że wszystkie zbiorniki retencyjne miały rezerwy wymagane instrukcjami, lub nawet większe, to w przypadku 4 zbiorników, w tym Klimkówki, wydano decyzje  o zrzucie wody większym niż wymagany, i przygotowaniu dodatkowej rezerwy. Zrzutem 15 metrów sześciennych na sekundę zostało wygospodarowane około miliona dodatkowej rezerwy na zbiorniku.

Kondziołka zaznaczał, że po pierwszej fali powodziowi rezerwę powodziową nie tylko odtworzono , ale zwiększono. - 24 maja została wydana decyzja o odtworzeniu rezerwy, ale nie do wielkości 8 mln metrów sześciennych lecz do 10 milionów. Procedura wydania takiego dokumentu przewiduje to, że musimy decyzję uzgodnić z wojewodą. Wojewoda ma 6 godzin na odniesienie się do tej propozycji, jeśli nie odniesie się negatywnie decyzja zaczyna obowiązywać.

RZGW: do ostatniej chwili puszczaliśmy mniej, niż zezwalały przepisy

- Między 1. a 3. czerwca wystąpiło kolejne wezbranie na Klimkówce, o wartościach średnich dopływu do zbiornika rzędu 95 metrów sześciennych na sekundę (w nocy z pierwszego na drugiego czerwca). W nocy z 3. na 4. czerwca dopływy wzrosły do prawie 100 metrów sześciennych na sekundę i o 02.00 4. czerwca osiągnęły wartość ok. 190 metrów sześciennych na sekundę. W tym okresie odpływy wynosiły od 25 metrów sześciennych na sekundę do 35 metrów sześciennych na sekundę. – mówił kierownik.


Przyczyną stosunkowo niewielkiego spuszczania wody były prośby władz miejscowości położonych  poniżej zbiornika - W tej sprawie mieliśmy telefony m. in. od burmistrza Gorlic oraz Centrum zarządzania Kryzysowego w Gorlicach, aby minimalizować  zrzuty ze zbiornika bo Gorlice „pływają”. Służby wiedzą o tym, że możemy puścić wodę wysokości 70 metrów na sekundę. Była jednak prośba żeby tego nie robić z uwagi na zaistniałą sytuację, dlatego do ostatniej chwili utrzymywaliśmy przepływ wielkości 25 a chwilowo 35 metrów sześciennych.

W sytuacji gdy dopływ jest pomiędzy 70 a 200 metrów, i gdy jesteśmy w rezerwie powodziowej, powinniśmy zrzucać 70 metrów sześciennych na sekundę. W dokumentacji widać, że potwierdza się to, o czym mówiłem, że u nas te zrzuty wynosiły 25 i chwilowo 35 metrów. – podkreślał Kondziołka W tym miejscu należy nadmienić, iż po pierwszej fali zastępca prezesa krajowego zarządu gospodarki wodnej p. Wiśniewski wydał polecenie o tym, aby przy pracy zbiorników retencyjnych nie trzymać się sztywno zasad określonych w instrukcji, tylko analizować sytuację poniżej zbiornika w celu minimalizowania – za pomocą małych odpływów – strat – wyjaśniał Kondziołka.

RZGW: zbiornik otrzymał dopływ wody zagrażający jego funkcjonowaniu

Kondziołka zaznaczał, że realnie zarejestrowane opady były wyższe od prognozowanych - Opady zarejestrowane na posterunkach opadowych w zlewni pokazują, że prognozowane wartości były niższe od występujących. Zarówno w przypadku pierwszej jak i drugiej fali powodzi mieliśmy opady jednoprocentowe.

Kierownik zwracał też uwagę, że zbiornik działał w warunkach bardzo niekorzystnych - Maksymalny dopływ do zbiornika podczas drugiej fali wynosił 450 metrów sześciennych na sekundę. Jest to tzw. przepływ kontrolny, a wiec taki na który się projektuje zbiornik przewidując  najbardziej niekorzystną sytuację w jakiej może się on pracować. Czyli do tego zbiornika dopływał pewien przepływ teoretyczny. To jest już granica bezpieczeństwa zbiornika, taki przepływ może nieść zagrożenie dla funkcjonowania zbiornika. Przepływ ten został zredukowany do 284 metrów sześciennych na sekundę: 120 metrów upustem dolnym, 160 przelewem powierzchniowym, i 4 metry zrzutem przez elektrownie.

RZWG: fałszowanie dokumentów nie jest możliwe

Kondziołka odniósł się również do podejrzeń o fałszowanie dokumentów, polegające na podawaniu nieprawdziwych danych dotyczących ilości spuszczanej wody. - Informacja o działaniu zapory jest zapisywana w kilku miejscach. Po pierwsze operator zbiornika ma swój dziennik, w którym zapisuje dopływającą wielkość wody, oraz zapisuje ile wody wypuszcza. Ta informacja co trzy godziny lub częściej jest przekazywana do mojego ośrodka, gdzie jest pokazywana na zewnątrz, na stronie internetowej ośrodka. Co trzy godziny pojawia się komunikat. Jest tam też historia informacji. Jeśli już „powiesimy” informację to jest ona rejestrowana przez odbiorców i jej zmiana byłaby zauważalna – mówił kierownik - My również prowadzimy książkę gdzie zapisujemy wszystkie dyspozycje realizowane na zbiornikach. W związku z tym możliwości mataczenia czy oszukiwania nie ma.

RZGW: Jasło zalała fala powstała w wyniku opadów w całej zlewni, a nie Klimkówka

- Zbiornik Klimkówka nie jest w stanie uchronić przed powodzią występującą na wszystkich dopływach i na rzece, która te dopływy zbiera. Jest w stanie ściąć falę powodziową płynącą powyżej zbiornika. W przypadku drugiej fali dopływało do nas 450 metrów sześciennych, zbiornik wypuścił 284 metry, ale na to nałożyły się dopływy poniżej.
- W Topolinach mieliśmy maksymalny przepływ 858 metrów sześcienne na sekundę, a sama fala powodziowa przemieszcza się do tego wodowskazu od 15 do 20 godzin. W tym czasie (po 15 godzinach) przepływ rejestrowany na wodowskazie wyniósł 550 metrów sześciennych na sekundę. W tym momencie można mówić, że ma w nim udział woda z Klimkówki, i wpływa na to co się dzieje w Jaśle. Jasło zalała fala powodziowa z wszystkich dopływów poniżej Klimkówki, która wystąpiła wcześniej. My zwlekaliśmy maksymalnie, nie zrzucając 70 tylko 25 metrów sześciennych i przenieśliśmy w czasie zrzut maksymalny. On się przesunął tak, że nie miał istotnego znaczenia dla zalania Jasła.

- Gdyby opad był wyłącznie w zlewni Klimkówki, wówczas można by powiedzieć, że Klimkówka zalała Jasło. Ale w tym przypadku Jasło zalały wody z gigantycznych opadów w całej zlewni.

- Absolutne maksimum dla Topolin to 625 metrów sześciennych na sekundę i odnotowano je 4 czerwca 2006 roku. 4 czerwca 2010 roku najwyższa wartość wynosi 693 metrów sześciennych na sekundę. To jest najwyższa odnotowana sytuacja na tym wodowskazie, podczas kilkudziesięciu lat obserwacji. - mówił Kondziołka.

- Zbiornik zamyka powierzchnie 210 kilometrów kwadratowych, a w Topolinach jest to 970 kilometrów kwadratowych. Widzimy, że trzykrotnie przyrasta nam powierzchnia zlewni, więc zakładając że wszędzie „pada równo” mamy wpływ na 1/4 opadów. Zbiornik zrobił co mógł, wypełnił się całkowicie i nie miał więcej możliwości ścięcia fali. - dodawał dyrektor RZGW w Krakowie, Jerzy Grela.

Wnioski RZGW: Zbiornik tylko podtrzymał schyłkową falę


Na zakończenie prezentacji Kondziołka przedstawił wnioski, jakie zdaniem RZGW płyną z analizy sytuacji podczas powodzi - Na zbiorniku nie wystąpiła żadna awaria. Zbiornik zarówno w przypadku majowej jak i czerwcowej fali powodziowej posiadał rezerwy wymagane instrukcją, dodatkowo powiększone. Pierwsza  fala powodziowa została zredukowana o około 70% druga o ok. 40 %. Zbiornik w przypadku fali czerwcowej nie spowodował maksymalnych zalewów w Gorlicach i Jaśle. Zostały one zalane falą powodziową, ukształtowaną w korycie rzeki Ropy poniżej zbiornika. Zrzut wody w kontekście wartości przepływów kulminacyjnych nie mógł mieć istotnego wpływu na zniszczenia poniżej Jasła. Zrzutem maksymalnym wysokości 284 metry sześcienne na sekundę podtrzymaliśmy schyłkową część fali powodziowej, która już przez miasto przeszła. – mówił Kierownik.

- Do kierownika zbiornika można mieć pretensje jeśli przestraszy się prognozy i odprowadzi ze zbiornika większy odpływ niż później się zrealizuje w praktyce – bo wtedy zrobił falę na dole. Po drugie, można mieć pretensje,  jeżeli tak sterował zbiornikiem, że wypełnił go do pełna zanim nadeszła kulminacja, czyli w momencie przepływu stracił zdolność sterowania. Po trzecie – jeżeli po zakończeniu powodzi zbiornik zostanie w jakiejś części pusty, czyli zostawi rezerwę powodziową. W tym przypadku żaden z tych wypadków nie nastąpił. – Podsumowywał Grela.

RZGW: Oceniamy tę falę na co najmniej dwustuletnią; mogło być gorzej

- Oceniamy falę powodziowa na falę co najmniej dwustuletnią – podkreślał skalę zdarzenia Jerzy Grela, zaznaczając, iż mieliśmy, mimo wszystko, do czynienia z sytuacją korzystną. - Opady postępowały z północy na południe, czyli najpierw lało u Państwa a dopiero potem na dopływach bocznych, i następnie na Klimkówce. Stąd najpierw powstała duża kulminacja na Ropie i dopływach poniżej zbiornika, a dopiero w późniejszym terminie  fala na dopływie do Klimkówki.
- Sytuacja odwrotna doprowadziłaby do nałożenia się na siebie tych fal i wtedy mielimy do czynienia z katastrofą niewyobrażalną. – zwracał uwagę dyrektor.



Kamil Sokołowski
sokolowski@jaslo4u.pl

Reklama

Komentarze: 28

Dodaj komentarz Widok:
0
@ no golik
dnia 03.07.2014, 21:04 · Zgłoś
no jest xantia a nie golf
Odpowiedz
0
@ powodzianka
dnia 04.07.2010, 22:16 · Zgłoś
Ja sama przeżyłam tą powódź i to nie pierwszy raz. Jak władze wszystkich zalanych gmin nie zrobią nic w kierunku ochrony przed wodą to będzie nas zalewało może nawet 2 razy do roku albo będzie jeszcze gorzej. Uważam, że my sami mieszkancy musimy się również mobilizować i po remontach (Daj Boże aby wszyscy zdążyli przed zimą) jakoś się organizować i walczyć o tą ochronę przed wodą. Serdecznie dziękuję wszystkim za pomoc po powodzi i w trakcie i pozdrawiam gorąco wszystkich powodzian. Trzymajcie się!!!
Odpowiedz
0
@ bieg po wale
dnia 03.07.2010, 21:27 · Zgłoś
Przyjęcie, że Klimkówka zalała Jasło jest bardzo wygodne, zwalnia od myślenia i władze miasta i mieszkańców - bo po co? Mamy winnego - nic od nas nie zależy i w przyszłości nic nie poradzimy wodzie - bo jest Klimkówka, będą może Kąty itd. Należy siedzieć i czekać licząc na opatrzność boską, że może samo się poprawi lub wielka woda nas ominie. Dowodami na zalanie prze Klimkówkę są filmy na youtube, czy domorosłe wyliczenia. Żałosne! Sprawa wyjaśniana będzie przez ekspertów może nawet i latami - a nawalne deszcze, niby tysiącletnie mogą być 2 razy w roku. Rzucajmy mięsem na Kądziołkę, pakujmy kasę na naprawę szkód - i co dalej? Błogostan, bo aby usunąć braki w ochronie przeciwpowodziowej miasta należy mieć o tym pojęcie lub pytać fachowców. A po co? Pod koniec kadencji..., lepiej przebiec się po wałach - jest to bardziej widowiskowe niż żmudna, mozolna i systematyczna praca nad usunięciem braków - a jest ich wiele na naszym podwórku - nie szukajmy daleko, w Klimkówce czy w Krakowie .
Odpowiedz
1
@ hrs
dnia 03.07.2010, 18:15 · Zgłoś
wszystko ma swój kres - miejsce w zbiorniku wodnym również także wszystkie tu skarżenia to bezpodstawne ataki bez uzasadnień
przed sądem możecie zeznawać i tak to nic nie da - jest jeszcze coś takiego jak anomalia pogodowe i jeśli nie weźmie się ich wcześniej pod uwagę i nie przygotuje na to w odpowiedni sposób to zaleje nas jeszcze nie raz
mnie też zalało ale klimkówki nie obwiniam za to
Odpowiedz
0
@ ponton
dnia 03.07.2010, 12:20 · Zgłoś
sciema i sci-fi zamknac zapore,do wiezienia.
Odpowiedz
0
@ Jarosław
dnia 02.07.2010, 22:07 · Zgłoś
Kiedy ktoś zasadzi kopa w [...] temu Kondziołce,za brednie ,które głosi dla uratowania swojego stołka.Gdzie do [...] jest prokuratura,policja.Czemu tacy ludzie jeszcze są na wolności,kłamią bezkarnie wmawiając chałę.Każdy kto chce na you tube moze zobaczyc wyczyny Klimkówki w dniu 4 czerwca...Ale Kondziołka powie ,ze to zdjęcia z Niagary,podpisane przez kogoś o nazwisku Klimkówka...To skandal,którego nie sposób dłuzej tolerować.Dla dobra Jaślan i ich dobytku.A portal winien po prostu ignorować tego gościa i jego pryncypałów bez odrobiny choćby współczucia i honoru...
Odpowiedz
0
@ Bieczanin
dnia 02.07.2010, 14:53 · Zgłoś
Mieszkam nad Ropą i widziałem, że stan wody był wysoki, ale między 8 , a 9.30 stan Ropy był tragiczny ( czyli kran wody został otwarty na ok. 1,5 godziny) i to nie były rzeki boczne , lecz Klimkówka. By było sprawiedliwie zarządzający ( decydent) ma mieszkać obowiązkowo z cała rodziną nad rzeką Ropa poniżej zapory np. w Zagórzanach I WTEDY BĘDZIE DBAŁ O PRAWIDŁOWY STAN KLIMKÓWKI. Powtarzam zalała nas fala z Klimkówki 04.06.2010 , kótra dotarła do Biecza o godz. 8.00 .Mogę to zeznać przed sądem .
Odpowiedz
0
@ ..
dnia 02.07.2010, 14:00 · Zgłoś
no jak patrze na tego [...] w okularach to mam ochote mu tak [...] zeby troche uzyl mozgu ;/
Odpowiedz
0
@ SOLARJB
dnia 02.07.2010, 13:54 · Zgłoś
Witam wszystkich zatroskanych!
Absolutne maximum dla Topolin 625m3/sek
04.06.(Piątek około 13,,14)Topoliny największa
wartośc wynosi 693m3/sek.
Należy cofnąc się do Klimkówki w czasie około
4 do 5 godzin czyli około 8-9 rano i przyjąc
sumę podanych przepływów 120+160+4=284m3/sek.
A teraz matematyka;
693m3/sek -284m3/sek =409m3/sek wody z dopływów
poniżej zapory mieści się w bezpiecznych granicach i dalej;
625m3/sek -409m3/sek=216m3/sek pomniejszam
o 20m3/sek rezer.bezp.i mamy wynik 196m3/sek to
było absolutne maximum jakie mogła zrzucac zapora w czasie 8,,9 rano 04.06.2010r. co było
powyżej tego poziomu wylało się przez wały
w Jaśle i powyżej,a dlaczego było więcej to już
inna sprawa często poruszana we wcześniejszych
komentarzach.
Przyjąłem dane "fachowców" ujęte i wzięte
z powyższego artykułu,może ktoś ma dokładniejsze i policzy to precyzyjniej lub
inaczej np.;
najwyższy stan przepływu Topoliny 693m3/sek
minus absolutne maximum dla Topolin 625m3/sek
daje 68m3/sek o tyle za dużo wypuściła zapora
4,,5 godzin wcześniej w drogę do Jasła i to jest prawdziwą przyczyną naszego nieszczęścia.
Moim skromnym zdaniem to kropla przelewa czarę
i ta kropla pochodziła z Klimkówki,a więc wypuszczanie danej ilości wody bez brania pod rozwagę w danym czasie poziomu rzeki poniżej
np.w Topolinach jest kardynalnym błedem osób
wydających tak fatalne w skutkach decyzje.JB
Odpowiedz
1
@ Sceptyk Optymista
dnia 16.09.2024, 16:25 · Zgłoś
Trudno nie mieć przemyśleń po 14 latach, gdy wraca sprawa Kąty-Myscowa, na tle powodzi w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie też zawiniły 2 lub 3 zbiorniki.
Ja bym Pańską matematykę widział jeszcze inaczej: otóż ten maksymalny przepływ w Topolinach wynosił wg wodowskazu i matematyki IMGW (691 cm i ich model podaje prawie 900 m3/sek.) Przy okazji maksymalny wysoki przepływ w Krempnej to mniej niż 200 m3/sek liczony razem z potokiem Wilsznia płynącym z Polan oraz potokiem Krempna. I wówczas Pański rachunek, który ma wskazać liczby do postulatu nie przekroczenia poziomu wałów koło MOSiR, pozostaje prawidłowy ale wskazuje jeszcze jedno prawdopodobieństwo. Otóż Klimkówka wypuszczała prawdopodobnie cały dopływ, którego sądzę, że nie byli w stanie zmierzyć i sami mogli nie wiedzieć jaka była wielkość zrzutu. Tak się składa, że gdy Pan odejmie od prawie 900 m3/sek: 858 - 409 (które Pan wyliczył jako przepływ wody z dorzecza Ropy poniżej Klimkówki) wychodzi 449 m3/sek czyli niemal dokładnie tyle, ile twierdzą vipy z Krakowa, że dopływało do Klimkówki. A pewnie było tak, że zbiornik groził przepełnieniem i katastrofą a więc puszczali cały dopływ. Bo wcześniej oszczędzali wymierne straty w Gorlicach i Bieczu. Choć są i takie hipotezy - powtórzyła to p. Kurowska dziś w TV Republika - że chodziło o utrzymanie poziomu wody w Klimkówce bo miały być jakieś zawody za parę dni? Słyszałem też plotkarską wersję, że chodziło właśnie o podlanie Gorlic, żeby wyszła konieczność budowy kolejnego stopnia Klimkówki. Prokuratura umorzyła śledztwo na podstawie opinii biegłego, dla którego była to najważniejsza i najbardziej dochodowa robota w całej karierze. Pamiętam, że topornie jeszcze wtedy wyglądające, prognozy pogody, najpierw zapowiadały ustawanie opadów a dopiero późnym wieczorem model składający się z czarnych linii - jak poziomice - na białym tle z sygnaturami w milimetrach słupa wody - zaczął pokazywać 120 mm i akurat - tutaj jest całkowita dziura w logice p. Kądziołki - opady w nocy zarówno w okolicach Gorlic i na południe od Gorlic jak i w paśmie Magurskim, z którego też Wisłoka odprowadza tylko część bo od siodła między Cieklinem a Foluszem woda spływa w kierunku Ropy wypadały w takich godzinach, że miały dopłynąć do Biecza czy Gorlic albo Jasła około 9-10 rano. P. Kądziołka - dziwię się, że nikt z obecnych tego nie zakwestionował - utrzymuje, że opady szły z północy na południe bo gdyby było odwrotnie to by się spotkał spływ opadowy ze spływem z Klimkówki i wtedy dopiero byłaby katastrofa. To absurd. Rzeczywiście - kropla deszczu, która opada gdzieś w Magurze potrzebuje kilku do kilkunastu godzin, żeby dopłynąć do większego strumienia a później do Ropy czy Wisłoki to już jest 1 godzina i też 1 godzina by być w Jaśle. I akurat przesunięcie o 1 czy 2 godziny w czasie rozpoczęcia opadów koło Jasła i Gorlic w relacji do obszarów górskich nie ma tu żadnego znaczenia. Opady zamieniały się w dopływ do Klimkówki 450 m3/sek przez kilka godzin a stamtąd w 1,5 godziny były w Jaśle tak samo jak opady gdzieś w Ropicy czy Wapiennym. Sprawa jak wiadomo trafiła do Prokuratury w Nowym Sączu i została umorzona na podstawie opinii biegłego o tzw. superpozycji fal na Ropie, Wisłoce i Jasiołce. Biegłego łatwiej skłonić do takiej czy innej wersji niż sąd - mimo wszystko i stąd sprawa nie mogła trafić do sądu. Bo tam są kolejne instancje odwoławcze i w końcu sprawa mogła się wydać. Być może zawarto tez jakiś deal: wy nam spokój a my wam pozwolimy na zaporę Kąty-Myscowa. Nie wyjaśnienie sprawy zalania Jasła - celowo piszę zalania Jasła (Biecza i Gorlic) a nie powodzi w Jaśle jest wielkim błędem a jeszcze większym, jeśli władze Jasła czyli M. Kurowska ustąpiły przed jakimś naciskiem połączonym z obietnicami lub mediacją. Teraz ta błędna a potwierdzona formalnie interpretacja będzie latami przeszkadzać w adekwatnym do rzeczywistości załatwieniu problemu powodzi / suszy w Jaśle (niepokoi mnie ciągłe mówienie o Mielcu nawet bardziej niż o Dębicy). Dziś też - w TV Republika - padła nazwa Mielec czyli miejsce zamieszkania marszałka województwa.
Jeszcze trochę liczb w nawiązaniu do vipów z Krakowa oraz biegłego, którego użyła Prok. z N. Sącza. Otóż maksymalny przepływ w Żółkowie na Wisłoce był w 1948 roku i wynosił prawie 500 m3/sek ale normalne, bardzo wysokie stany są o metr niższe a przepływ wynosi około 300 m3/sek i podobnie było na Jasiołce. W efekcie Wisłoka w Krajowicach odnotowała najwyższy wysoki przepływ ponad 1300 m3/sek i w dalszym ciągu mieścił się on w wałach PRL-owskich w okolicy osiedla Mickiewicza czy mostu na Kaczorowy. Zresztą taki przepływ w Krajowicach (czyli Wisłoki już po wchłonięciu Ropy na Gądkach i Jasiołki poniżej dawnej rzeźni) przy faktycznie niższym przepływie na Ropie (właśnie te 690 m3/sek lub w pobliżu oraz większym niż 4 czerwca 2010 przepływie na Wisłoce np. około 350 m3/sek i Jasiołce - np. 250 m3/sek, był wielokrotnie notowany. Woda była pół metra pod koroną wału ale nigdy go nie przewyższyła od połowy lat 70-tych. Teraz też wysokość obwałowania Wisłoki od południa - już po wchłonięciu Ropy - była wystarczająca bo woda wlała się do miasta od strony MOSiR czyli z Ropy, która przelała się "nad" Wisłoką przed i w obszarze ujścia.
I jeszcze jedna cyfra: otóż nawet te 450 m3/sek, o których mówił vip z Krakowa daje 1,6 miliona m3 na godzinę czyli przyrost poziomu lustra wody w zbiorniku o 53 cm na 1 godzinę a więc około 3 metry przez 6 godzin. Z kolei wg Kądziołki oni jedynie akceptowali wzrost poziomu o mniej niż 20 cm czyli o niewiele ponad 1 metr na godzinę. Patrząc na to śledczo - nie widzę wielkiej różnicy przez 1 lub 2 godziny a można było wtedy śledzić zarówno dopływ do zbiornika jak i wieści z wodowskazów. I zacząć zrzut 450 m3/sek już po przejściu "naturalnej fali". Nie była to wcale wielka filozofia. A w drugą stronę rachunek był jeszcze prostszy. Widząc przepływ w Topolinach i dalszy dopływ od Ropy w dół rzeki przez Gorlice i Biecz czyli te prawdopodobnie około 500 m3 musieli wiedzieć, że zrzucanie kolejnych 500 m3 spowoduje prawie dwukrotnie wyższy przepływ na Ropie niż kiedykolwiek w historii miało to miejsce. Moim zdaniem zrzucali wszystko bo bali się katastrofy całej tamy a nawet zrzucanie 284 m3/sek, do czego się przyznali, to już było dużo za dużo. Te 3 metry wzrostu poziomu lustra wody przy zatrzymaniu zrzutu albo 2 metry przy retencji 300 m3/sek a zrzucaniu 150m3/sek to zaledwie odpowiednio 9 milionów m3 lub 6 milionów a więc 2 razy mniej niż powinni mieć rezerwy a powinni mieć jeszcze więcej - sami stwierdzili, że była decyzja z wyższego szczebla. Z tej samej beczki: chyba lepiej było przez wiele godzin podtapiać Gorlice 100 m3/sek i mieć miejsce w zbiorniku na 6 czy nawet 10 godzin kolejnych nawalnych opadów po 20 mm/godz. niż lekko podtapiać te same Gorlice a później je dokumentnie zatopić.
I tutaj dochodzimy do smutnej pointy, że jakoś zawsze w wypadku zbiorników mokrych mają one tylko ścinać wierzchołek fali powodziowej i to - w jakimś karykaturalnym wręcz wymiarze - wychodzi na to, że 80% to jest woda na suszę, która ma być w zbiorniku zawsze, na suszę, której nie ma nigdy a tylko 20% to jest miejsce na wodę żeby mnie było powodzi, która bywa często. I akurat wtedy jak miejsce na przechwycenie powodzi jest potrzebne, żeby uchronić nie tylko ludzi przed katastrofą, nawet utratą życia ale i zwyczajnie ekstremalnie kosztowna infrastrukturę przez zniszczeniem a społeczeństwo przed kosmicznymi kosztami jaj zbudowania na nowo - to tego miejsca akurat nie ma bo wcześniej już padało. Powodzie są właśnie dlatego, że na ogół przed tym przepełniającym czarę deszczem, właśnie padało.
I jeszcze jedna rzecz - zachowanie przepływu biologicznego - powiedzmy, że 2 m3/sek wymaga określonego rezerwuaru. Na 100 dni czyli 3 miesiące bitej suszy bez żadnego dopływu to 17 milionów m3. A więc nawet na tak ekstremalną sytuację w Klimkówce wystarczy 1/3 całej pojemności zbiornika. I wówczas pozostaje aż 30 milionów m3 czyli rezerwa na UWAGA: 40 godzin nieprzerwanej retencji 200 m3/sek.
Niestety - zbiornik budował się 20 lat - pamiętam jak sympatycznie zadekowaliśmy się na stoku naprzeciw budowy z urodziwą koleżanką ze studiów jakieś 40 lat temu i w międzyczasie podpatrywaliśmy budowę - a od 30 lat jest czynny. "Wody Janowe", które vip z Krakowa nazwał świętojańskimi były akurat modne w pogodzie w latach 70-tych i 80-tych , niemal co roku ale potem coś się chyba zmieniło w pogodzie i wcale nie wskutek działalności człowieka - co jest w tej sytuacji bez znaczenia. A procedury ochrony przeciwpowodziowej i retencji nie uległy zmianie - o czym dobitnie wypowiada się vip z Krakowa. I tak wydano miliardy na zaporę, oficjalnie na cele przeciwpowodziowe a w rzeczywistości PZW ma fajną metę, żeby złowić rybkę, jest gdzie zrobić porządna imprezę, nakręcić film i jest kontekst do opowieści jak to strasznie wzrośnie jakość życia i PKB od eksplozji turystyki, której nie widać od 30 lat podobnie jak od 40 lat na siostrzanej zaporze na Wisłoku w Besku.
W formule znacznego wypełnienia zbiornika i rekreacji oraz retencji nie ma mowy o sprawnie wypełnianej funkcji przeciwpowodziowej. I ten jeden raz kiedy ta zapora mogła się zwrócić - akurat zawiodła. Chyba żeby była dwukrotnie większa.
Albo gdyby niżej znajdowała się kolejna, odpowiednio duża tama przed Gorlicami - z rezerwą przeciwpowodziową w wysokości 2/3 pojemności albo nawet zbiornik suchy, z pastwiskami, które ulegałyby zalaniu jedynie w ekstremalnych sytuacjach.
Obawiam się, że taki sam biznes turystyczno-nieruchomościowy (i nie mam tu na myśli wyłącznie podatku od nieruchomości, na który ostrzy sobie zęby gmina Krempna i Nowy Żmigród) pod pretekstem ochrony przed powodzią i suszą "zrobimy" na zaporze w Myscowej. Tutaj rachunek jest bardzo podobny. Do funkcji retencyjnej wystarczy 15 milionów m3 ale ma być 45 milionów, że niby zalew będzie wypełniony ale i tak rezerwa powodziowa w postaci 5-10 milionów m3 starczy na ratunek przed powodzią. W razie "W" - i tak nie starczy. Jest tam i całe mnóstwo innych problemów, których nie było w Klimkówce. Przede wszystkim strefa cofki - bardzo rozległa i płaska, dodatkowo jedyne połączenie pomiędzy Krempną a Polanami. W obecnym kształcie projektu oznacza totalną katastrofę cywilizacyjną, bagno, błoto i pewnie szereg innych problemów bo nie tylko eko-ochraniarze są przeciw ale i rozsądni ekolodzy a samej cofce - bez wnikania w tematy przeciwpowodziowe sprzeciwiają się również poważni urzędnicy. Konkurencyjna partia polityczna do PiS i SP od dawna ciągnie projekt w kierunku zbiornika suchego. Tutaj też wygląda na to, że politycy próbują ugrać sukces i głosy (czy na pewno tylko to) i myślą, że jakoś te retencję na suszę, przeciwpowodziowość oraz walory przyrodniczo-krajobrazowe da się pogodzić. Choć oficjalnie podobno powstał sojusz ochraniarzy i polityków PiS i SP: zapora tak - rekreacja zero. A później się jakoś to wymyśli, żeby rekreację też jakoś stworzyć i podnieść atrakcyjność inwestycyjną czyli ceny gruntów.
W rzeczywistości - nie da się tego ze sobą pogodzić: suszy, powodzi i przyrody. Dla suszy potrzeba mniej miejsca i może być rekreacja gdy jest konflikt bo spadnie poziom wody i nikt nie utonie. Ale rekreacja i ochrona przed powodzią to połączenie, którego nie da się przeprowadzić w jednofazowym, górskim zbiorniku wodnym o dużej pojemności. Być może nie da się połączyć nawet urody i ochrony krajobrazu z ochroną przed powodzią - bo zbiornik suchy w górach to alternatywa, której nie wybrałby nikt.
To łączy Klimkówkę i Myscową. Nieracjonalne ulokowanie urządzenia przeciwpowodziowego w parku narodowym czy tez terenie, który tym parkiem nieformalnie jest.
Klimkówka już stoi ale w dalszym ciągu da się pomyśleć o inteligentnych zbiornikach nieco niżej, na względnie płaskim terenie, które mogłyby przechwytywać nadwyżki wody z dopływów Ropy albo i z samej Ropy. Koniecznie w układzie połączonych dwóch zbiorników, z których jeden, znacznie mniejszy, mógłby być ulokowany obok koryta i zasilany z jazu / stopnia wodnego i pełnić funkcje rekreacyjne - aktywnego wypoczynku a nie "daczowego popijania w ulach" (jak niektórzy nazywają domki letniskowe) i siedliska nielegalnych odpływów z fikcyjnych "przy-daczowych" oczyszczalni - są co najmniej dwa takie duże dopływy między Gorlicami a Jasłem. Gdyby przechwytywana woda zasilała złoża podziemne - świetnie.
Podobnie - a nawet lepiej - ma się sprawa z Kątami-Myscową. Co najmniej kilka dopływów jak Iwielka czy Kłopotnica (Szczawa) da się ujarzmić w ciekawych zbiornikach mokro-suchych na dużym i względnie płaskim terenie a nawet można byłoby kierować tam nadwyżki z dużej Wisłoki. Być może jeden z takich zbiorników mógłby znajdowac sie w Myscowej. Takie niewielkie (relatywnie: 1 km x 1 km x 10 m głębokości daje 1 milion m3) zbiorniki, uzupełnione inteligentną mikroretencją w górach, byłyby zupełnie wystarczające dla zapewnienia bezpieczeństwa przed powodzią dla Jasła oraz przed suszą. Bo znów - w wersji mokrej rezerwa Kąty-Myscowa ma wynosić ledwie 8 milionów m3. Dla zapewnienia przepływu biologicznego 1 milion m3 wystarczy. Natomiast zawieranie jakichś sojuszy z Mielcem i Dębicą, że niby Jaślanie im zapewnią bezpieczeństwo przed powodzią i suszą - to czysty absurd. Spójrzcie na przepływy Wisłoki w Kotani i w Mielcu, na proporcje powierzchni dorzecza Wisłoki - od źródeł Wisłoki do planowanej tamy oraz od tamy do Mielca. Na liczbę odpornych na suszę "leśnych" dopływów Wisłoki w dolnym biegu. W dodatku Jasło jest w tym dealu tak słabe w relacji do Mielca i Dębicy, że tamci nie muszą przestrzegać żadnych reguł. Oni mają gdzie zadbać o swoje bezpieczeństwo przed powodzią i przed suszą. Jaślanie mają tylko ten górski i pogórski kawałek powiatu. I nic więcej.
Trzeba spojrzeć na Kotlinę Kłodzką - na obszar trochę mniejszy ale z wyższymi górami i opadami. Tam też jest wiele rzek. I tylko kilka zbiorników łącznie może uchronić Kłodzko przed katastrofą.
Obniżenie przepływu na Wisłoce przed Jasłem o 150 m3/sek też nic nie da gdy zaleje je Ropa. Jak 4 czerwca 2010 r.
Spójrzcie tez na aspekt czysto pragmatyczny. Już prezydent Narutowicz - ten sam, który zginął w zamachu chciał wybudować tamę w Kątach. Rozważano też zaporę na Wisłoce koło Kamienicy Dolnej (przy ujściu Kamienicy) - miałaby pojemność aż 185 milionów m3. Wówczas Myscowa była wielką wsią z dwiema bibliotekami? Widać, że działanie i jego miejsce jest nie do końca zbilansowane z celami. Dlatego tak ciężko to idzie. Gdyby nie szukano bata na Tuska - że zabrał Jasłu zaporę w Kątach i Jasło zalało, w co miejscowi cwaniacy wpuścili nawet samego Kaczyńskiego - i na odwrót, na PiS, że wykupili jakieś działki i będą zarabiać na wzroście cen gruntów (dlatego PO skłania się do zbiornika suchego), gdy powstanie inwestycja może - wzorując się na Kłodzku - dałoby się spokojnie stworzyć mądry plan powstania wielu obiektów mniejszych, w tym na (przy) Jasiołce oraz na (przy) Ropie oraz na (przy) Wisłoce. Obiektów naprawdę wielofunkcyjnych i biorących pod uwagę uwarunkowania rzeczywiście współczesne.
A tak "lecą tatka latka".
Może więc warto przemyśleć wszystko od nowa, wynająć nowych, nieskażonych specjalistów, stworzyć jakiś panel społeczny i przeprowadzić w końcu solidne, jawne i otwarte konsultacje.
Zacząć od nowa i dojść do właściwego celu?
Odpowiedz
0
@ do daro
dnia 02.07.2010, 13:40 · Zgłoś
Odpowiedź na podwyższenie wałów przy MOSIR- cytat z wcześnejszych komentarzy- Dekady rządów P. Górczyka brakło na podniesienia odcinka wałów przy MOSIR? Dokonano tylko wpisu po powodzi w 2006 r. Wcześniej nie było wiedzy, że wały są za niskie? Swoją drogą nowa ekipa powinna wiedzeć, że jak się kupuje cielną krowę , to oprócz krowy nabyło się także cielę. Pytanie: jak długo można liczyć, że przy następnej powodzi rękaw na wale wystarczy? A jeżeli nie to co? Powtórka z rozrywki.
Odpowiedz
0
@ Cytryn Kwas
dnia 02.07.2010, 12:31 · Zgłoś
Deszczyk padał równo na dorzecza trzech rzek co są w Jaśle. Stan był wysoki, ale jedna z rzek jest bezpieczna bo ma zbiornik w klimkówce i to ona wylała na całej długości od zapory. Dzieci w piaskownicy mówią że ta zapora jest [...]!
Odpowiedz
0
@ ala23
dnia 02.07.2010, 12:08 · Zgłoś
skoro przy 35 metrach gorlice pływały to co było by przy 70 więc pytam się po co są te zbiorniki budowane skoro mogą zalewać ludzi bo prawo wodne na to pozwala według RZSW
Odpowiedz
0
@ chłop ze wsi
dnia 02.07.2010, 12:01 · Zgłoś
@daro. Twój wysiłek jest imponujący ale, czy dałbyś radę dokonać takich precyzyjnych wyliczeń na trzy dni przed powodzią? Wszelkie prognozy są tylko przypuszczeniami, bo sytuacja zmienia się dynamicznie. Tak na chłopski rozum: niektórzy zalecają obejrzenie filmów na YouTube z Klimkówki. Jest tam również film z powodzi w centrum Skołyszyna. Nie jest to woda z Ropy i nie ma w tym miejscu żadnego konkretnego potoka. (?)
Odpowiedz
0
@ jh
dnia 02.07.2010, 10:46 · Zgłoś
"...zastępca prezesa krajowego zarządu gospodarki wodnej p. Wiśniewski wydał polecenie o tym, aby przy pracy zbiorników retencyjnych nie trzymać się sztywno zasad określonych w instrukcji..." "...Przyczyną stosunkowo niewielkiego spuszczania wody były prośby władz miejscowości położonych poniżej zbiornika..." Te dwa cytaty dużo wyjaśniają, złamano procedury zmniejszając rezerwy do wartości niebezpiecznych na czyjeś życzenie, tylko pogratulować. Ale oczywiście nasza wiedza na ten temat ograniczona i możemy być łatwo zmanipulowani przez półprawdy. Lepiej będzie gdy zbada to prokuratura od strony zebrania dowodów, a ze strony miasta powinna powstać komisja złożona z władz miasta i niezależnych specjalistów, żeby rozwiać wszystkie wątpliwości
Odpowiedz
2
@ daro
dnia 02.07.2010, 10:11 · Zgłoś
to znaczy że tzw. procedury i normy są dostosowane do przeciętnych typowych opadów a nie przewidują występujących w ostatnich latach od conajmniej 1997roku wzmożonych niekorzystnie wielkich opadów, procedury i normy są nic nie warte skoro dla zbiornika o poj 43,5mln m3 przewiduje się rezerwę powodziową 8mln m3 tj. tylko 18,4% pojemności. Dlaczego nie jest to minimum 30% czyli 13,05 mln a najlepiej minimum 40% czyli 17,4mln m3? Pytanie ile płynie woda z Klimkówki do Jasła? ja słyszałem że ok.4 godziny a tutaj pada informacja że do Topolin woda płynie około 15-20 godzin? Np. Wisła wezbrana w Warszawie płynie z prędkością ponad 3m/s czyli conajmniej 11km/godz tj. 44km/4godziny a Wisłoka z Klimkówki do Jasła na pewno jako woda górska płynie szybciej. Odległość z Klimkówki do Jasła rzeką Ropą to około 50-60 km i w trakcie powodzi jest to woda górska przemieszczająca się bardzo szybko z prędkością na pewno większą niż piechur idący 4km na godzinę czyli pokonujący 60 km (odległość z klimkówki) w 15godzin. Jeżeli woda z klimkówki płynie do Jasła 4 godziny czyli 15km/godzine tj.4,16m/s co jest realne bo widzę z jaką prędkością porusza się woda powodziowa w Jaśle to spusty z klimkówki od wczesnych godzin rannych nad ranem 4VI wpływały do Jasła do południa i najwyższy zrzut z Klimkówki zrobiony około godziny 9rano i po tej godzinie dopływał do Jasła po godzinie 13-14 tej (wały pod Mosirem przelane zostały po 14tej bo około 14.30 woda już doszła do okolic ulicy Jagiełły. KTO MÓWI PRAWDĘ? i KTO i JAK USTALA PROCEDURY?
Nie wiem czy Klimkówka miała rezerwę 8mln zwiększoną do 10 mln m3 bo na stronie internetowej znalazłem najwcześniejsze dane z 1VI godz. 21 i rezerwa była mniejsza. Więc kiedy była ta rezerwa 10mln m3? w jakich dniach?
na stronie oki.krakow.rzgw.gov.pl z podanych liczb wynika że na 2 doby przed powodzią gdy wiadomo było o zbliżaniu wielkich opadów klimkówka zamiast powiększać rezerwę to ją zmniejszała, 1VI o godz.21 mieli 7,27mln m3 rezerwy (tj. zaledwie 16,7% pojemności) i średni dopływ 86m3/s a odpływ 25m3/s; rano 2czerwca godz.6 zalew ma już tylko 5,23mln m3 rezerwy tj. tylko 12% pojemności i nadal średni dopływ 68,5m3/s a odpływ bez zmian 25m3/s. W ciągu dnia 2VI zalew schodzi z rezerwą poniżej 5mln m3 (w południe 4,9mln m3) ale maleje dopływ przy wciąż nie zmienianym odpływie, po południu tego dnia rezerwa nieznacznie się powiększa po dopływ spada poniżej odpływu (nadal 25m3/s) i dalej przez noc i dzień 3 VI mały dopływ sprawia że rezerwa 3VI o godz. 18 wynosi 6,22mln m3 (tj.14,3% pojemności) bo odpływ jest niezmiennie 25m3/s a więc cały czas nie ma reakcji na zapowiadane opady i zwiększenia odpływu by przygotować rezerwę na spodziewane rekordowe opady. Wniosek: gdyby tylko od godz.12 2VI do godz. 18 3VI tj. w okresie 30 godzin (czyli 108 000 sekund) zalew zwiększył zrzut z 25m3 na 50m3 to ten dodatkowy zrzut 25m3 ponad dotyczczasowy poziom dałby 108 000s x 25m3/s = 2,7mln m3 dodatkowej rezerwy, a gdyby zrzucał jeszcze więcej i już conajmniej od 1 czerwca to rezerwa odpowiednio zwiększyłaby się o nawet dodatkowo o ponad 6mln m3. A tak po godzinie 18tej 3VI wzrastają opady i wzrasta dopływ wody powyżej wciąż utrzymywanego odpływu na poziomie 25m3 i dopiero po północy o 3 nad ranem jest zwiększony odpływ do 35m3 ale dopływ jest tak wielki że do około godz. 6 zalew jest całkowicie zapełniony (tylko 0,3mln m3 rezerwy i odpływ już 77,5m3/s by już około 9 tej rano alarmowy zrzut bezpieczeństwa z zapełnionej zapory osiągnął 217m3/s czyli od godzin rannych powstaje fala która kumulując się z dopływami Ropy poniżej zapory zaleje Jasło bo już nie ma dodatkowych 6mln m3 rezerwy które można było w dniach 1VI-3VI przygotować gdyby podjęto takie decyzje. Rano 4VI gdy o 6rano podają rekordowy średni dopływ wody 319m3/s to oznacza że przez 3 godziny tj 10800 sekund x 319m3/s = 3,445mln m3 wody która dopłynęła a więc mając dodatkową rezerwę 6mln m3 można było wodę przyjąć. Na godzinę 9 rano 4VI podają dopływ już mniejszy bo 175m3/s (tj. przez 3 godziny 1,89mln m3 czyli razem przez 6 godzin 3,445+1,89 mln m3 = 5,335 mln m3 i gdyby ta dodatkowa rezerwa 6mln m3 była to nadal nie musieliby robić alarmowego zrzutu. O godz. 12 4VI średni dopływ i odpływ jest równy i wynosi 100m3/s tj. przez 3 godziny 1,08mln m3 wody. Tak więc przez 9godzin było to 3,445+1,89+1,08mln m3= 6,415 mln m3. Deszcz w Jaśle przestał padać około godz16tej 4VI nie wiem jak w regionie ale dopływ do Klimkówki powoli zmniejsza się do 15tej 4VI więc gdyby przygotowano dodatkową rezerwę ponad 6mln m3 to dopiero po południu 4VI musieliby zrzucać około 100m3/sekunde gdy dopływ już był poniżej tego poziomu i o 18tej 4VI średni dopływ do zalewu jest już tylko 60,18 m3/s tym samym uchroniono by tereny poniżej zapory przed połaczeniem fali alarmowego zrzutu z zapory z wodami potoków zasilających Ropę poniżej zapory, wystarczyło zrobić dodatkowe 6mln m3 rezerwy w dniach 1-3VI a gdyby zbiornik miał przed 1VI po powodzi majowej przynajmniej 40% rezerwy tj. 17,4 mln m3 to z pewnością nie byłoby powodzi o takim rozmiarze bo przyjąłby jeszcze więcej i jeszcze bardziej zmniejszył falę powodziową z 4VI. Liczyć każdy potrafi i wnioski są proste. Chyba że coś źle policzyłem i moje wnioski nie są uprawnione do twierdzenia że Klimkówka miała za mała rezerwę na skutek procedur i decyzji które nie przewidywały takiej wody. Po 4VI gdy woda z zalanego jasła stopniowo ustępowała zrzut z zapory wynosił około 70 m3/s i już 6VI o 6tej rano mieli 6,96 mln m3 rezerwy. Po południu 6VI zmniejszają odpływ do 30 m3/s co przy maleńkim dopływie powoduje że o 6tej rano 7VI zapora ma już 9,8mln m3 rezerwy by w połunie tego dnia osiągnąć 10,26mln m3 rezerwy i na zbliżonym poziomie z niewielkimi wahaniami utrzymują rezerwę w następnych tygodniach. Mądry Polak po szkodzie? Czy na pewno uprawnione było nie zwiększenie odpływu w dniach od południa1VI-do południa3VI do conajmniej 50m3 a od południa 3 VI do conajmniej 70m3? Czy system ostrzegania o opadach i przewidywania wielkości wody jaka spadnie i spłynie rzekami jest tak niedoskonały i niedokładny by nie można było przewidzieć tego co się stało? i dlaczego wały koło MOSIRU nie zostały podwyższone skoro podobno w 2006 roku broniono ich z trudem przy pomocy rękawa przeciwpowodziowego? tym bardziej że nowoczesne wysokie wały od strony gądek uprawniały do myślenia że woda pójdzie w stronę miasta? i dlaczego wały na gądkach nie miały odpowiedniej wysokości na Ropie przy osiedlu rafineryjnym gdzie ponoć woda się przelała marnotrawiąc tym samym wysiłek i koszt zbudowania nowoczesnych wałów przy złaczach z Wisłoką i wzdłuż Wisłoki?
Odpowiedz
1
@ do Boberka
dnia 02.07.2010, 09:16 · Zgłoś
Grela usiłuje wytłumaczyć, że nastąpiło przesunięcie w czasie szczytu fali powodziowej z dopływów poniżej Klimkówki -na które nie miała Klimkówka wpływu - i maksymalnego zrzutu z ich zapory. Przesunięcie o ok. 5 godzin nastąpiło, bo opady najpierw były w Jaśle a potem przesunęły się na południe. Gdyby padało najpierw nad Klimkówką i deszcz przesuwał się w stronę Jasła, to oba szczyty zrzutu wód dodały by się. Czytać należy ze zrozumieniem.
Wtedy w Jaśle bezpiecznie byłoby tylko na Górce Klasztornej. Jest to szczęście w nieszczęściu - udało się, ale takie zagrożenie istnieje. Miasto usytuowane przy trzech rzekach nie powinno liczyć na szczęśliwy zbieg okoliczności.
Odpowiedz
1
@ również powodzianin
dnia 02.07.2010, 08:37 · Zgłoś
WYpada powiedzieć dziękuję za rzeczowe i konkretne wyjasnienie. Wiele to wyjaśniło. Niestety jak znam zaścianek Jasło wielu uzna ,że za bardzo się tłumaczą, kłamią itd. Ale cóż widzimy wszyscy jak wypadamy na tle pozostałych regionów więc szkoda dyskutować. Niestety w naszym rejonie zawsze najlepsz była plotka i zawsze ktoś był winien nigdy my. Pozostanmy więc dalej na takim poziomie i obwiniajmy innych, że są winni a my jesteśmy SUPER.
Odpowiedz
0
@ vc
dnia 02.07.2010, 07:22 · Zgłoś
potrzykroc cygaństwo cygaństwo cygaństwo
Odpowiedz
0
@ mieszkaniec jasła
dnia 01.07.2010, 23:27 · Zgłoś
Klimkówka nie zalała Jasła Gorlic Przysiek Skołyszyna-a świstak siedzi i zawija w te zaporki
Odpowiedz
0
@ nikt_specjalny
dnia 01.07.2010, 22:57 · Zgłoś
wszystko w porządku nasuwa się tylko jedno pytanie
Jak wyglądałaby sytuacja gdyby spuszczano 70m/s zamiast 25m/s (na prośbę władz miejscowości poniżej)? bo mi się wydaje że w ten sposób fala uległa by spłaszczeniu i być może nie nastąpiłoby przelanie przez wały
chociaż może i tak by to nic nie dało?
Odpowiedz
0
@ Boberek
dnia 01.07.2010, 22:56 · Zgłoś
Ostatnia uwaga dyr. Jerzego Greli to istna głupota. Byłaby to tylko odwrotna sytuacja i taki sam efekt a on mówi o katastrofie niewyobrażalnej. Nie wiem czy ktoś się da na to nabrać. Słyszałem, że prokuratura gorlicka ma z wyjaśnieniem tej sprawy niezły pasztet. Ponadto nie wiem dlaczego panowie z RZGW Kraków już któryś raz sie tłumacza w Jaśle i za każdym razem bardziej zawile. A ten cały Kondziołka to niezły lisek.
Odpowiedz
-1
@ zzzzzzzzzzzzzzzzzzzz
dnia 01.07.2010, 22:35 · Zgłoś
sama jestem poszkodowa ta powodzia ale ci panowie to tylko [...]na stolku plaszcza zamiast do winy sie przyznac przeciez tyle wody to babka z wiadra nie wylala. dzis na zebraniu gosc z krakowa tak motal sie ze szok ludziom wode z muzgu robia zamiast pomoc sa ludzie co nie maja do czego wrocic...zenadaklimkowka musi sie przyznac do winy
Odpowiedz
0
@ anet
dnia 01.07.2010, 21:51 · Zgłoś
No ok może i tak było ja się tłumaczą ! ale mam pytanie do tych pisowców ile Ojciec dyrektor [Ryd.k]dał na powodzian ?Bo ja osobiście dałem na moje miasto aby pomóc tym ludziom a ta [...] świ ..a nic tylko dla do swojej [...]y ale kiedyś go z tych grzechów rozliczy a wy szanowne mocherówki pomyślcie gdzie wysyłacie kasę lepiej dać powodzianą a nie tym złodzieją z pisu i rydzk...wi
Odpowiedz
0
@ grant
dnia 01.07.2010, 21:17 · Zgłoś
Oni nigdy się nie przyznają, że coś źle zrobili.Uważam , że sprawę powinna zbadać Prokuratura ale nie małopolska.
Odpowiedz
0
@ Ewa
dnia 01.07.2010, 20:58 · Zgłoś
Coś za bardzo się tłumaczą
Odpowiedz
0
@ Logika
dnia 01.07.2010, 20:46 · Zgłoś
Żadne tłumaczenia nie trafią do domorosłych hydrologów czerpiących wiedzę z wycieczkowych obserwacji rzeki, powtarzania plotek lub z filmów na youtube. Jakoś wygodnie jest zwolnić się od myślenia logicznego - po co winny był już osądzony pierwszego dnia powodzi , a teraz na dodatek się tłumaczy. Jest to wygodne także dla władz miasta - przecież w takiej awaryjnej sytuacji nic nie można było zrobić. Czekam na wysyp wyzwisk i oskarżeń - na pewno nie będą sensowne - ale tak jak w katastrofie smoleńskiej - to przecież Ruskie ściągnęły magnesem samolot.
Odpowiedz
0
@ Jaślak
dnia 01.07.2010, 20:41 · Zgłoś
i komu tu [...] wierzyć ...
Odpowiedz
Dodaj komentarz
Piszesz jako:

Jaslo4u.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy. Użytkownik ponosi odpowiedzialność za treść komentarzy zgodnie z Polskim Prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i redagowania komentarzy niezgodnych z regulaminem.