Senator Zając w oczach przyjaciół
26
Zmarłego senatora Stanisława Zająca wspominają ci, którzy z Nim współpracowali, ale przede wszystkim byli Jego przyjaciółmi: Wojciech Piękoś, Szymon Niemiec i Maria Kurowska. To oni spędzali z nim sporo czasu, nie tylko na niwie zawodowej, ale także prywatnej.

Będzie Go bardzo brakowało
- Dla mnie Stanisław Zając był nie tylko pracodawcą. W tej tragedii straciłem również bliską osobę, mogę chyba powiedzieć: przyjaciela. To jest dla mnie jak strata członka rodziny, bo znaliśmy się bardzo blisko rodzinnie. Miałem to szczęście przebywać w domu państwa Zająców bardzo często. Był dla mnie wzorem do naśladowania, osobą od której uczyłem się cały czas, bo był człowiekiem nieprzeciętnym politycznie, był jednym z elity. Był także osobą bardzo ważną w tym państwie, od której wszyscy powinniśmy się uczyć, a ja miałem to szczęście, że mogłem uczyć się od Niego przez 10 lat - mówi Wojciech Piękoś.

Niech patrzy na nas z góry i nam pomaga
- Będzie mi go brakowało. Myślę, że nam wszystkim też. Nie będzie już chyba w historii jaślanina, który by tak wiele zrobił dla Jasła, ale i całego Podkarpacia. Marszałek Stanisław Zając to najwybitniejszy polityk naszej ziemi. Myślę, że do tej plejady osób znanych, szanowanych, o których pisze historia pan marszałek wchodzi. Szkoda, że tak wcześnie, bo myślę, że miał jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Niech patrzy na nas z góry i nam pomaga – mówi Maria Kurowska, burmistrz Jasła.

Nie będzie już polityka tak wielkiej klasy
- Staszek był politykiem o zasięgu ogólnopolskim, On budował swoją postawę polityczną od 1989 roku, zawsze podkreślając swoje poglądy polityczne i tym sobie wielu polityków zjednywał. Dzisiaj znaleźć kogoś, kto go zastąpi jest niewyobrażalnie trudno. Żeby wyrósł polityk tak wpływowy i mający takie uznanie wśród elit politycznych, będzie niesamowicie trudne. On spotykał się ze wszystkimi, a jego dom był cały czas otwarty, każdy mógł przyjść, a on starał się pomóc. On kochał politykę i był nią zafascynowany – wspomina Szymon Niemiec, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Specjalistycznego w Jaśle.
Będzie go brakowało w jego codziennym telefonie, weekendowym spotykaniu, w pracy
Informacja, która obiegła w sobotę świat wywołała szok i niedowierzanie. Jeszcze do wielu, do dziś jeszcze nie dotarł bezmiar tej tragedii. - Dla mnie to nie do uwierzenia, że jeden weekend zmienił całe nasze życie, moje również i to bardzo poważnie. Mieliśmy jeszcze wiele planów, zamierzeń, patrzyliśmy na pół roku do przodu i zastanawialiśmy się jak będzie wyglądało Jasło, powiat jasielski. Będzie mi Go bardzo brakowało. Jak sobie pomyślę, że ostatni raz rozmawiałem z Nim w piątek wieczorem i nic nie wskazywało, że nie spotkamy się w niedzielę, mieliśmy dalej rozmawiać na temat uroczystości katyńskich w Jaśle, to nie wiem jak mam to odbierać. Jakaś pustka wdarła się w to nasze życie i moje również.
Będzie go brakowało w jego codziennym telefonie, weekendowym spotykaniu, w pracy – mówi ze smutkiem Wojciech Piękoś.
Taki mój los, że mam być burmistrzem
Maria Kurowska podkreśla, jak wiele zawdzięcza zmarłemu tragicznie senatorowi. – Znaliśmy się od wielu lat. Najpierw przeprowadzałam mu kampanie wyborcze na terenie gminy Brzyska, a potem gdy zostałam dyrektorem szkoły i nadawaliśmy imię szkole, to On jako jeden z nielicznych VIP-ów przyjechał, aby swoją osobą podnieść rangę tej uroczystości. A potem, gdy przyszły rady powiatowe najpierw namówił mnie, abym kandydowała na radną powiatową, a potem na spotkaniu klubu AWS powiedział, że ja mam być przewodniczącą tej rady. Było to dla mnie coś niesamowitego, bo przecież miałam świadomość, że jest tu bardzo silna grupa jasielska, a nagle marszałek mnie wytypował. Broniłam się więc do upadłego, powiedziałam, że nie, absolutnie. Ale na końcu spotkania, żeby się jeszcze upewnić zapytałam: panie marszałku, a co z przewodniczącym rady powiatu, ponieważ potem tego tematu już nie kontynuował. On odpowiedział: to zostało postanowione i nieodwołalne. Wtedy musiałam przyjąć to wskazanie na mnie i jeżeli miałam zaplecze w osobie pana marszałka to podjęłam się tej funkcji – przez jedną kadencję, przez drugą. A na wakacjach 2006 roku, gdy byłam u moich dzieci w USA, otrzymałam telefon: pani Marysiu! Trzeba kandydować na burmistrza miasta Jasła. Ależ panie marszałku, absolutnie, gdzież ja na burmistrza miasta Jasła? Tylu jest jaślan. Ale były jeszcze dwa telefony, przyjechałam do Jasła, a pan marszałek nieustannie drążył temat. Pewnego wieczoru zadzwonił i powiedział: jutro rano ma mi pani dać odpowiedź i to ma być odpowiedź pozytywna. Zrozumiałam, że ja się muszę zdecydować, że chyba taki jest mój los, że mam być tym burmistrzem. Wtedy przepłakałam pół nocy, przemodliłam i rano dałam odpowiedź pozytywną – opowiada Maria Kurowska.
Był moją podporą
Szymon Niemiec bardzo ciepło i z sentymentem wspomina czasy, kiedy obydwaj ze Stanisławem Zającem zasiadali w ławach sejmowych. Doktor Niemiec był posłem III kadencji, a zmarły w sobotę senator pełnił wówczas funkcję wicemarszałka Sejmu. - Jako starszy kolega, z doświadczeniem parlamentarnym zawsze życzliwie doradzał mi, pomagał w mojej pracy parlamentarnej. Był wielką siłą doradczą i podporą w czasie wykonywania przeze mnie mandatu posła Sejmu RP.
Stanisław Zając już od 1989 roku był zaangażowany w sprawy polityczne, pełnił już funkcje posła i był odbierany przez wszystkie opcje polityczne w parlamencie bardzo ciepło. Czuło się ten szacunek do Staszka, był też niesamowicie lubiany. Zawsze forsował pewne rozwiązania kompromisowe w kwestiach spornych, nigdy nie lubił stawiać sprawy na ostrzu noża. Był ugodowy, miał wyczucie polityczne. Jako wicemarszałek Sejmu prowadził naprawdę profesjonalnie obrady, co wcale nie jest takie proste, jeżeli na sali sejmowej toczy się dyskusja i trzeba sprawnie prowadzić te obrady, udzielać głosu. W wielu przypadkach były mu polecane trudne sesje, pracowaliśmy nad ustawami, wiedząc, że w czasie głosowania na pewno będzie wiele kwestii spornych, to on prowadził te obrady perfekcyjnie – mówi Szymon Niemiec.


Zakochany w Jaśle
Wiele mówiło się na temat przeprowadzki Stanisława Zająca do Warszawy. On jednak nigdy tego nie brał pod uwagę. Kochał Jasło. – To miasto było jego życiem, nie przeprowadził się do Warszawy, nigdy nawet nie miał takich zamiarów, zawsze tu wracał niezależnie od krytycznych opinii na jego temat. Jasło było dla niego wszystkim, miejscem gdzie spędził całe życie zawodowe, gdzie mieszkał, gdzie przyszły na świat jego dzieci i wnuki. Kochał też ziemię święcańską, gdzie się urodził. Sentyment do miejsca urodzenia, gdzie mieszkał razem z rodzicami też pozostał – dodaje W. Piękoś
Nazwisko, które otwierało wszystkie drzwi
Nie było tajemnicą, że nazwisko senatora otwierało wszystkie drzwi. Korzystali z tego najbardziej nasi lokalni czy regionalni politycy. – Jak Staszek zadzwonił, że ktoś przyjedzie, to można powiedzieć, ze drzwi się otwierały. To jest niesamowita strata, ponieważ on swoją pozycję budował przez lata. Biorąc pod uwagę ten aspekt, że by lubiany to ta droga lokalnych polityków była niesamowicie skrócona – podkreśla z. Niemiec.

- On torował ścieżki do gabinetów warszawskich. Pan marszałek dzwonił i informował, gdzie pojawiła się możliwość zdobycia pieniędzy dla Jasła i była ta ciągła współpraca, chociaż chwilami mieliśmy inne spojrzenie na pewne sprawy jasielskie. Ale zawsze z serdecznością, żeśmy się witali, żegnali, zawsze na spotkaniach pytał: i co dobrego pani burmistrz? Odpowiadałam: samo dobro panie marszałku – dodaje burmistrz.
Uczyliśmy się od Niego jak wygląda praca polityka
- Te 10 lat, to nie tylko praca zawodowa, to coś znacznie więcej, to jest część życia.
Można się było uczyć od Niego wszystkiego: sposobu zachowywania się, kontaktów z ludźmi, pracy zawodowej, jak wykonywać swoje obowiązki. To nie jest tak, że człowiek skończy studia i jest najmądrzejszy. Tej wrażliwości czy poznania tematu, sytuacji, konkretów uczymy się cały czas. Uczyliśmy razem z kolegami jak wygląda polityka, praca u boku osoby, która jest w czołówce życia politycznego w Polsce – mówi Wojciech Piękoś.
Przyszedł czas na opamiętanie?
O tej tragedii będziemy zawsze pamiętać. Ale życie toczy się dalej. – Jest tak zaprogramowane, że kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy. Jestem głęboko przekonany, że przy pewnej mądrości dla 38-milionowego narodu odbudowanie tej straty elity jest wielkim wyzwaniem, ale jest to możliwe. Mamy tysiące wspaniałych ludzi, którzy kończą uniwersytety, którzy się angażują w sprawy społeczno-polityczne. To się dokona na zasadzie wypełnienia luki i rozsądni ludzie pozajmują te stanowiska, które w tej tragicznej sytuacji zostały zwolnione. Zawsze będziemy o nich pamiętać, ale musimy wyciągać wnioski z tej tragedii, natomiast nie ulegać depresji, bo życie takie jest - dodaje na zakończenie Szymon Niemiec.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl

Będzie Go bardzo brakowało
- Dla mnie Stanisław Zając był nie tylko pracodawcą. W tej tragedii straciłem również bliską osobę, mogę chyba powiedzieć: przyjaciela. To jest dla mnie jak strata członka rodziny, bo znaliśmy się bardzo blisko rodzinnie. Miałem to szczęście przebywać w domu państwa Zająców bardzo często. Był dla mnie wzorem do naśladowania, osobą od której uczyłem się cały czas, bo był człowiekiem nieprzeciętnym politycznie, był jednym z elity. Był także osobą bardzo ważną w tym państwie, od której wszyscy powinniśmy się uczyć, a ja miałem to szczęście, że mogłem uczyć się od Niego przez 10 lat - mówi Wojciech Piękoś.

Niech patrzy na nas z góry i nam pomaga
- Będzie mi go brakowało. Myślę, że nam wszystkim też. Nie będzie już chyba w historii jaślanina, który by tak wiele zrobił dla Jasła, ale i całego Podkarpacia. Marszałek Stanisław Zając to najwybitniejszy polityk naszej ziemi. Myślę, że do tej plejady osób znanych, szanowanych, o których pisze historia pan marszałek wchodzi. Szkoda, że tak wcześnie, bo myślę, że miał jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Niech patrzy na nas z góry i nam pomaga – mówi Maria Kurowska, burmistrz Jasła.

Nie będzie już polityka tak wielkiej klasy
- Staszek był politykiem o zasięgu ogólnopolskim, On budował swoją postawę polityczną od 1989 roku, zawsze podkreślając swoje poglądy polityczne i tym sobie wielu polityków zjednywał. Dzisiaj znaleźć kogoś, kto go zastąpi jest niewyobrażalnie trudno. Żeby wyrósł polityk tak wpływowy i mający takie uznanie wśród elit politycznych, będzie niesamowicie trudne. On spotykał się ze wszystkimi, a jego dom był cały czas otwarty, każdy mógł przyjść, a on starał się pomóc. On kochał politykę i był nią zafascynowany – wspomina Szymon Niemiec, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Specjalistycznego w Jaśle.
Będzie go brakowało w jego codziennym telefonie, weekendowym spotykaniu, w pracy
Informacja, która obiegła w sobotę świat wywołała szok i niedowierzanie. Jeszcze do wielu, do dziś jeszcze nie dotarł bezmiar tej tragedii. - Dla mnie to nie do uwierzenia, że jeden weekend zmienił całe nasze życie, moje również i to bardzo poważnie. Mieliśmy jeszcze wiele planów, zamierzeń, patrzyliśmy na pół roku do przodu i zastanawialiśmy się jak będzie wyglądało Jasło, powiat jasielski. Będzie mi Go bardzo brakowało. Jak sobie pomyślę, że ostatni raz rozmawiałem z Nim w piątek wieczorem i nic nie wskazywało, że nie spotkamy się w niedzielę, mieliśmy dalej rozmawiać na temat uroczystości katyńskich w Jaśle, to nie wiem jak mam to odbierać. Jakaś pustka wdarła się w to nasze życie i moje również.
Będzie go brakowało w jego codziennym telefonie, weekendowym spotykaniu, w pracy – mówi ze smutkiem Wojciech Piękoś.
Taki mój los, że mam być burmistrzem
Maria Kurowska podkreśla, jak wiele zawdzięcza zmarłemu tragicznie senatorowi. – Znaliśmy się od wielu lat. Najpierw przeprowadzałam mu kampanie wyborcze na terenie gminy Brzyska, a potem gdy zostałam dyrektorem szkoły i nadawaliśmy imię szkole, to On jako jeden z nielicznych VIP-ów przyjechał, aby swoją osobą podnieść rangę tej uroczystości. A potem, gdy przyszły rady powiatowe najpierw namówił mnie, abym kandydowała na radną powiatową, a potem na spotkaniu klubu AWS powiedział, że ja mam być przewodniczącą tej rady. Było to dla mnie coś niesamowitego, bo przecież miałam świadomość, że jest tu bardzo silna grupa jasielska, a nagle marszałek mnie wytypował. Broniłam się więc do upadłego, powiedziałam, że nie, absolutnie. Ale na końcu spotkania, żeby się jeszcze upewnić zapytałam: panie marszałku, a co z przewodniczącym rady powiatu, ponieważ potem tego tematu już nie kontynuował. On odpowiedział: to zostało postanowione i nieodwołalne. Wtedy musiałam przyjąć to wskazanie na mnie i jeżeli miałam zaplecze w osobie pana marszałka to podjęłam się tej funkcji – przez jedną kadencję, przez drugą. A na wakacjach 2006 roku, gdy byłam u moich dzieci w USA, otrzymałam telefon: pani Marysiu! Trzeba kandydować na burmistrza miasta Jasła. Ależ panie marszałku, absolutnie, gdzież ja na burmistrza miasta Jasła? Tylu jest jaślan. Ale były jeszcze dwa telefony, przyjechałam do Jasła, a pan marszałek nieustannie drążył temat. Pewnego wieczoru zadzwonił i powiedział: jutro rano ma mi pani dać odpowiedź i to ma być odpowiedź pozytywna. Zrozumiałam, że ja się muszę zdecydować, że chyba taki jest mój los, że mam być tym burmistrzem. Wtedy przepłakałam pół nocy, przemodliłam i rano dałam odpowiedź pozytywną – opowiada Maria Kurowska.
Był moją podporą
Szymon Niemiec bardzo ciepło i z sentymentem wspomina czasy, kiedy obydwaj ze Stanisławem Zającem zasiadali w ławach sejmowych. Doktor Niemiec był posłem III kadencji, a zmarły w sobotę senator pełnił wówczas funkcję wicemarszałka Sejmu. - Jako starszy kolega, z doświadczeniem parlamentarnym zawsze życzliwie doradzał mi, pomagał w mojej pracy parlamentarnej. Był wielką siłą doradczą i podporą w czasie wykonywania przeze mnie mandatu posła Sejmu RP.
Stanisław Zając już od 1989 roku był zaangażowany w sprawy polityczne, pełnił już funkcje posła i był odbierany przez wszystkie opcje polityczne w parlamencie bardzo ciepło. Czuło się ten szacunek do Staszka, był też niesamowicie lubiany. Zawsze forsował pewne rozwiązania kompromisowe w kwestiach spornych, nigdy nie lubił stawiać sprawy na ostrzu noża. Był ugodowy, miał wyczucie polityczne. Jako wicemarszałek Sejmu prowadził naprawdę profesjonalnie obrady, co wcale nie jest takie proste, jeżeli na sali sejmowej toczy się dyskusja i trzeba sprawnie prowadzić te obrady, udzielać głosu. W wielu przypadkach były mu polecane trudne sesje, pracowaliśmy nad ustawami, wiedząc, że w czasie głosowania na pewno będzie wiele kwestii spornych, to on prowadził te obrady perfekcyjnie – mówi Szymon Niemiec.


Zakochany w Jaśle
Wiele mówiło się na temat przeprowadzki Stanisława Zająca do Warszawy. On jednak nigdy tego nie brał pod uwagę. Kochał Jasło. – To miasto było jego życiem, nie przeprowadził się do Warszawy, nigdy nawet nie miał takich zamiarów, zawsze tu wracał niezależnie od krytycznych opinii na jego temat. Jasło było dla niego wszystkim, miejscem gdzie spędził całe życie zawodowe, gdzie mieszkał, gdzie przyszły na świat jego dzieci i wnuki. Kochał też ziemię święcańską, gdzie się urodził. Sentyment do miejsca urodzenia, gdzie mieszkał razem z rodzicami też pozostał – dodaje W. Piękoś
Nazwisko, które otwierało wszystkie drzwi
Nie było tajemnicą, że nazwisko senatora otwierało wszystkie drzwi. Korzystali z tego najbardziej nasi lokalni czy regionalni politycy. – Jak Staszek zadzwonił, że ktoś przyjedzie, to można powiedzieć, ze drzwi się otwierały. To jest niesamowita strata, ponieważ on swoją pozycję budował przez lata. Biorąc pod uwagę ten aspekt, że by lubiany to ta droga lokalnych polityków była niesamowicie skrócona – podkreśla z. Niemiec.
- On torował ścieżki do gabinetów warszawskich. Pan marszałek dzwonił i informował, gdzie pojawiła się możliwość zdobycia pieniędzy dla Jasła i była ta ciągła współpraca, chociaż chwilami mieliśmy inne spojrzenie na pewne sprawy jasielskie. Ale zawsze z serdecznością, żeśmy się witali, żegnali, zawsze na spotkaniach pytał: i co dobrego pani burmistrz? Odpowiadałam: samo dobro panie marszałku – dodaje burmistrz.
Uczyliśmy się od Niego jak wygląda praca polityka
- Te 10 lat, to nie tylko praca zawodowa, to coś znacznie więcej, to jest część życia.
Można się było uczyć od Niego wszystkiego: sposobu zachowywania się, kontaktów z ludźmi, pracy zawodowej, jak wykonywać swoje obowiązki. To nie jest tak, że człowiek skończy studia i jest najmądrzejszy. Tej wrażliwości czy poznania tematu, sytuacji, konkretów uczymy się cały czas. Uczyliśmy razem z kolegami jak wygląda polityka, praca u boku osoby, która jest w czołówce życia politycznego w Polsce – mówi Wojciech Piękoś.
Przyszedł czas na opamiętanie?
O tej tragedii będziemy zawsze pamiętać. Ale życie toczy się dalej. – Jest tak zaprogramowane, że kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy. Jestem głęboko przekonany, że przy pewnej mądrości dla 38-milionowego narodu odbudowanie tej straty elity jest wielkim wyzwaniem, ale jest to możliwe. Mamy tysiące wspaniałych ludzi, którzy kończą uniwersytety, którzy się angażują w sprawy społeczno-polityczne. To się dokona na zasadzie wypełnienia luki i rozsądni ludzie pozajmują te stanowiska, które w tej tragicznej sytuacji zostały zwolnione. Zawsze będziemy o nich pamiętać, ale musimy wyciągać wnioski z tej tragedii, natomiast nie ulegać depresji, bo życie takie jest - dodaje na zakończenie Szymon Niemiec.
Katarzyna Pacwa-Wilk
k.pacwa@jaslo4u.pl
