Staropolskie zwyczaje i obyczaje wigilijne
Za początek świąt można uznać pierwszy dzień adwentu, a więc cztery tygodnie przed Bożym Narodzeniem. Nieodłącznym ich elementem były zabawy, wróżby i wszelkiego rodzaju zabiegi magiczne. Niektóre tradycje przetrwały do dziś. Sprawdź jak dawniej obchodzono wigilię.
W Dniu Świętej Łucji, a więc 13 grudnia obserwowano bacznie pogodę. W tradycji ludowej było to bardzo ważne. Wierzono bowiem w to, że ta sama aura nastąpi w przyszłym roku. Tego dnia rozkrawano również cebulę, a jej płatki kładziono na półce. W wigilię sprawdzano, ile soku było z cebuli, gdyż miało to wróżyć mokre lub suche miesiące. - Było to wówczas bardzo ważne. Od tego, jaki był przyszły rok zależało życie całej rodziny, czy będzie urodzaj w polu – tłumaczy Alfred Sepioł, dyrektor Muzeum Regionalnego w Jaśle.
Wigilia to czas oczekiwania na Narodzenie Chrystusa. Był to dzień, w którym pewne sprawy powinno się załatwić. Pojednać się ze wszystkimi, a jeśli się pożyczyło jakąś rzecz – oddać. W tym dniu pierwszą osobą, która miała przywitać sąsiada był mężczyzna. Kobiety nie były mile widziane.

Gospodarz przynosił z lasu czubek świerku lub jodły i zawieszał je na suficie. Ozdabiano go orzechami, jabłkami, opłatkami, słomą lub bibułą.
W dzień wigilii gospodarz rozmawiał ze zwierzętami, bo wierzono, że w tym dniu przemówią ludzkim głosem. Chwalił je za dobrą pracę i odpowiednio karmił. Dzieci zaś w oknach wypatrywały pierwszej gwiazdki, która była sygnałem do rozpoczęcia wieczerzy. Obowiązywał ścisły post. Kobiety od rana przygotowywały postne jedzenie. Tłuszczu nie można było używać w żadnej postaci. Uważano, że na stole powinno być dwanaście potraw, ale nie zawsze każdegobyło na to stać. Najważniejsze jednak, by ich liczba była parzysta. - Gospodarz przynosił do domu niewymłócony snop zboża i kładł go z boku izby. Czasem brał trochę słomy i rzucał w sufit. Jeśli się słoma zatrzymała, oznaczało to, że będą obfite plony – dodaje dyrektor Sepioł.

Spożywanie pokarmu przy wigilijnym stole odbywało się z jednej misy. Wszyscy domownicy jedli drewnianymi łyżkami, gdyż metal odstraszał duchy. Po kolacji dziewczyny wybiegały z domu. Z której strony wył pies, stamtąd miał przybyć ich przyszły mąż.
W dzień Bożego Narodzenia od domu do domu podążali kolędnicy z gwiazdą betlejemską i szopką. Przeważnie byli to chłopcy, którzy dzięki kolędzie mogli poznać dziewczynę. Jeśli dom zastali nieposprzątany, bardzo źle świadczyło to o potencjalnej małżonce. Za kolędę dostawali słodkie rogaliki, ciasto, później pieniądze, czy coś do wypicia. Jeśli ominęli kogoś dom oznaczało to wielką zniewagę dla rodziny. - Kultywowanie tradycji jest to jeden z elementów zachowania naszej tożsamości – podkreśla dyrektor Alfred Sepioł.
Red.

