Szpitale walczą o swoje pieniądze
24
Tylko za ubiegły rok ponad 2,5 mln. zł winien jest podkarpacki NFZ jasielskiemu szpitalowi. Mimo wielu rozmów prowadzonych pomiędzy NFZ a dyrekcją Szpitala Specjalistycznego w Jaśle nie udało się osiągnąć porozumienia. Dyrekcja jasielskiej placówki skierowała sprawę do sądu.

Szpital Specjalistyczny w Jaśle, podobnie jak większość placówek na terenie województwa podkarpackiego nie jest w stanie wyegzekwować od Narodowego Funduszu Zdrowia pieniędzy za ponadprogramowe wykonanie usług w ubiegłym roku. Taka sytuacja, jak nas zapewnia Zbigniew Betlej, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Jaśle, zdarzyła się po raz pierwszy. Do tej pory Fundusz zawsze zwracał pieniądze za nadwykonania. Jednak w tym roku kasy brakło. - Mamy ogólnoświatowy kryzys i brakuje pieniędzy. Przez ostatnie lata placówki szpitalne były przyzwyczajone do tego, że kontrakty były co prawda podpisywane na określoną kwotę, ale za nadwykonania NFZ zwracał. W ubiegłym roku nie mieliśmy już pieniędzy, żeby zapłacić za te nadwykonania. Zwróciliśmy tylko za te, które ratują życie – tłumaczy Marek Jakubowicz, rzecznik prasowy Narodowego Funduszu Zdrowia w Rzeszowie.

Dyrekcja jasielskiego szpitala domaga się jednak zwrotu pieniędzy za wyświadczone usługi. – My ponieśliśmy koszty przyjmując pacjentów. W poprzednich latach NFZ zawsze zwracał nam pieniądze. Co mamy teraz powiedzieć pacjentowi?, przecież pewnych schorzeń nikt nie zatrzyma. Nadal więc przyjmujemy pacjentów i nadal ponosimy koszty, w tym roku już przekroczyliśmy limity. Może więc dojść do takiej sytuacji, że będzie bardzo dużo niezadowolonych pacjentów, bo do planowanych zabiegów będą przesuwani w kolejce na dalsze terminy – martwi się Betlej.
Zdaniem rzecznika NFZ, wina leży w nieodpowiednim zarządzaniu daną placówką. - Szpitale liczyły na to, że być może w tym roku sytuacja ulegnie poprawie i nie założyły sobie dyscypliny w świadczeniach. Teraz do ubiegłorocznych nadwykonań doszły te za pierwsze półrocze tego roku, a NFZ nadal nie ma z czego zapłacić – mówi Jakubowicz.
W jasielskim szpitalu najwięcej limitów zostało przekroczonych na Oddziale Obserwacyjno- Zakaźnym. Kierując się tylko ekonomią należałoby już oddział zamknąć, bo limit roczny został wyczerpany. - Trudno mi powiedzieć, co zrobimy w takiej sytuacji. Oddziału na pewno nie zamkniemy, ale nie wiem czy nie będziemy zmuszeni dostosować przyjęć tylko i wyłącznie do limitów - zastanawia się dyrektor Betlej.
Skierowanie sprawy do sądu było już ostatecznością. Skoro jednak rozmowy nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, nie było innego wyjścia. Jasielska placówka, podobnie jak większość w województwie będzie dochodzić swoich praw sądownie. - Czekaliśmy do ostatniej chwili prowadząc rozmowy, licząc na to, że te nadwykonania zostaną zapłacone. Jednak po ostatnich informacjach w NFZ, że takiej możliwości nie ma, zostaliśmy zmuszeni do złożenia pozwów – wyjaśnia Zbigniew Betlej.
Jeżeli sprawa zostanie rozstrzygnięta na korzyść szpitali, wówczas NFZ będzie musiał zwrócić pieniądze za nadwykonania. Na pytanie skąd Fundusz będzie miał na to środki Marek Jakubowicz rozkłada ręce - Nie wiem skąd NFZ weźmie pieniądze na to, żeby oddać szpitalom. Decyzję mogą zapaść tylko na szczeblu centralnym.
Katarzyna Pacwa-Wilk
Szpital Specjalistyczny w Jaśle, podobnie jak większość placówek na terenie województwa podkarpackiego nie jest w stanie wyegzekwować od Narodowego Funduszu Zdrowia pieniędzy za ponadprogramowe wykonanie usług w ubiegłym roku. Taka sytuacja, jak nas zapewnia Zbigniew Betlej, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Jaśle, zdarzyła się po raz pierwszy. Do tej pory Fundusz zawsze zwracał pieniądze za nadwykonania. Jednak w tym roku kasy brakło. - Mamy ogólnoświatowy kryzys i brakuje pieniędzy. Przez ostatnie lata placówki szpitalne były przyzwyczajone do tego, że kontrakty były co prawda podpisywane na określoną kwotę, ale za nadwykonania NFZ zwracał. W ubiegłym roku nie mieliśmy już pieniędzy, żeby zapłacić za te nadwykonania. Zwróciliśmy tylko za te, które ratują życie – tłumaczy Marek Jakubowicz, rzecznik prasowy Narodowego Funduszu Zdrowia w Rzeszowie.
Dyrekcja jasielskiego szpitala domaga się jednak zwrotu pieniędzy za wyświadczone usługi. – My ponieśliśmy koszty przyjmując pacjentów. W poprzednich latach NFZ zawsze zwracał nam pieniądze. Co mamy teraz powiedzieć pacjentowi?, przecież pewnych schorzeń nikt nie zatrzyma. Nadal więc przyjmujemy pacjentów i nadal ponosimy koszty, w tym roku już przekroczyliśmy limity. Może więc dojść do takiej sytuacji, że będzie bardzo dużo niezadowolonych pacjentów, bo do planowanych zabiegów będą przesuwani w kolejce na dalsze terminy – martwi się Betlej.
Zdaniem rzecznika NFZ, wina leży w nieodpowiednim zarządzaniu daną placówką. - Szpitale liczyły na to, że być może w tym roku sytuacja ulegnie poprawie i nie założyły sobie dyscypliny w świadczeniach. Teraz do ubiegłorocznych nadwykonań doszły te za pierwsze półrocze tego roku, a NFZ nadal nie ma z czego zapłacić – mówi Jakubowicz.
W jasielskim szpitalu najwięcej limitów zostało przekroczonych na Oddziale Obserwacyjno- Zakaźnym. Kierując się tylko ekonomią należałoby już oddział zamknąć, bo limit roczny został wyczerpany. - Trudno mi powiedzieć, co zrobimy w takiej sytuacji. Oddziału na pewno nie zamkniemy, ale nie wiem czy nie będziemy zmuszeni dostosować przyjęć tylko i wyłącznie do limitów - zastanawia się dyrektor Betlej.
Skierowanie sprawy do sądu było już ostatecznością. Skoro jednak rozmowy nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, nie było innego wyjścia. Jasielska placówka, podobnie jak większość w województwie będzie dochodzić swoich praw sądownie. - Czekaliśmy do ostatniej chwili prowadząc rozmowy, licząc na to, że te nadwykonania zostaną zapłacone. Jednak po ostatnich informacjach w NFZ, że takiej możliwości nie ma, zostaliśmy zmuszeni do złożenia pozwów – wyjaśnia Zbigniew Betlej.
Jeżeli sprawa zostanie rozstrzygnięta na korzyść szpitali, wówczas NFZ będzie musiał zwrócić pieniądze za nadwykonania. Na pytanie skąd Fundusz będzie miał na to środki Marek Jakubowicz rozkłada ręce - Nie wiem skąd NFZ weźmie pieniądze na to, żeby oddać szpitalom. Decyzję mogą zapaść tylko na szczeblu centralnym.
Katarzyna Pacwa-Wilk
