To już pół roku na szlaku!
Weronika Łukaszewska i Sławek Sanocki z godną pozazdroszczenia determinacją przemierzają kolejne kilometry Wielkiego Szlaku Włoskiego. Od dnia, w którym podróżnicy rozpoczęli wędrówkę, minęło już sześć miesięcy. Eksploracja górskich zakątków Półwyspu Apenińskiego jest dla nich nie tylko wielkim sprawdzianem hartu ducha, lecz również niepowtarzalną okazją do poznania kultury współczesnych Włoch. Każdego dnia przekonują się o tym, że Italia jest krainą kontrastów i różnorodności.

Czas “zielonego złota”
Z kronikarskiego obowiązku należy zaznaczyć, że Weronika i Sławek opuścili już Kampanię. Szlak Sentiero Italia liczy w tym regionie blisko czterysta kilometrów. Choć szczyty rzadko przekraczają na tym terenie 1800 metrów, to wspinaczka jest bardzo wymagająca. Poszczególne pasma „wyrastają” z dolin położonych na wysokości 100, czy też 200 metrach.
Jesień na południu Włoch nazywana jest czasem “zielonego złota”. Bogactwem południowych regionów Italii są bowiem oliwki, których zbiory rozpoczynają się w już październiku. W listopadzie zaś trwają w najlepsze. Większość prac nadal wykonywana jest ręcznie. Oliwki strząsa się z drzew na siatkę za pomocą specjalnych elektrycznych grabi. Na koniec tłoczona jest oliwa.
.jpg)
Weronika i Sławek mają w nogach grubo ponad 3 tys. kilometrów. Za liczbami, które doskonale obrazują skalę przedsięwzięcia, którego realizację rozpoczęli równo pół roku temu, kryją się konkretne opinie i spostrzeżenia na temat kultury współczesnych Włoch, włoskiego społeczeństwa i światopoglądu mieszkańców Italii. Potwierdzają one, że Włochy są krajem kontrastów.
- Różnicę między północą a południem Włoch widać nie tylko w klimacie. Na północy Włoch psy są traktowane jak członkowie rodziny. Można wejść z psem do sklepu i różnych instytucji. Są nawet wózki sklepowe przystosowane do przewozu czworonogów, jak dzieci. W Parco Regionale dei Monti Picentini natrafiamy na porzuconego psa. Na początku myślimy, że się zgubił, ale ten przyłącza się do nas, mimo że go odganiamy. Żal go nam, bo widać, że jest przerażony samotnością, do której nie przywykł. Wiemy, że nie poradzi sobie sam w lesie. Sam też nie dotrze do miejsca, w którym są ludzie, bo obszar Parku jest bardzo rozległy. Dlatego pozwalamy mu iść za nami 22 kilometry aż do miejscowości Acerno. Dlaczego nie z nami? Nie możemy pozwolić na to, żeby potraktował nas jako swoją nową rodzinę, bo nie możemy go zabrać w dalszą wędrówkę. Przed nami jeszcze 2000 kilometrów! Coraz więcej jest psów, kotów i innych zwierząt, które nie mają domu. Coraz więcej też psów, które wybiegają z nieogrodzonych gospodarstw i chcą atakować intruzów. Nie boimy się ich, bo podczas przejścia łuku Karpat mieliśmy solidny trening z rumuńskimi psami pasterskimi. Jednak musimy mieć się na baczności. Cenimy swoje łydki - mówi Sławek Sanocki.
Robi się coraz chłodniej
Zima nawiedziła południowe regiony Włoch zgodnie z przewidywaniami. Znaki drogowe nakazują tutaj jazdę na zimowych oponach od 15 listopada. Weronika i Sławek mieli już okazję zasmakować w skutkach pierwszych przymrozków. Szlaki są śliskie od błota, liści i szronu.
.jpg)
Przewyższenia znów dają im się we znaki. Basilicata jest tego doskonałym przykładem. To stosunkowo niedługi odcinek, za to ze szczytami liczącymi powyżej 2000 metrów. Na Monte Papa (2005 m) przyszło im wspinać się podczas wichury. Jakby tego było mało wszechobecna szadź osadzała się na wszystkim dookoła łącznie z parą podróżników. W masywie Monte Alpi warunki pogodowe były nieco lepsze, choć wciąż odczuwali przenikliwe zimno.
- Oglądamy już zimową część gór. Podobnie w Parku Narodowym Pollino, gdzie zaczynamy chodzić po śniegu. Zimno nie pozwala nam na dłuższe postoje, więc przechodzimy dużo kilometrów. Jednego dnia pobijamy swój rekord, przechodzimy 54 kilometry i 3500 metrów przewyższenia - wspomina Weronika Łukaszewska.
Na szlaku nie brakuje miejsc absolutnie wyjątkowych, zachwycających swoim pięknem i niepowtarzalnymi widokami. Takim miejscem jest Castelsaraceno. Weronika i Sławek dotarli tutaj po zmroku. Mimo ciemności zdołali jednak dostrzec most zawieszony w „pustce” nad doliną. To Ponte Tra i Due Parchi, najdłuższy most tybetański na świecie. Ma 586 m długości i jest zawieszony na wysokości 80 m nad ziemią. O tej porze roku jest zamknięty. Podróżnicy obiecali sobie jednak, że wrócą do Castelsaraceno, aby go przejść.

W Kalabrii szlak zawiódł wędrowców na stację kolejową. Dystans 12 kilometrów z Piano Lago do Pedace pokonali kolejką wąskotorową. Gdy wysiedli z wagonu na stacji docelowej, poczuli uderzenie ciepła. Aura w ogóle nie przypominała im pogody z ostatnich dni, gdzie każdego dnia mróz szczypał ich w nosy. Jakby tego było mało, dwa dni musieli przeczekać w miasteczkach z uwagi na huraganowy wiatr. W Sant’Agata di Esaro przy sanktuarium natrafili na rozdawanie żywności. Sądzili, że to akcja związana ze świętami. Okazało się jednak, że to comiesięczna akcja wydawania pomocy dla najbiedniejszych rodzin.
- Pytamy o nocleg. Antonio, jeden z wolontariuszy, który na co dzień jest karabinierem, kontaktuje się z księdzem. Będzie dla nas nocleg, ale musimy zaczekać. Nie zamierzamy siedzieć bezczynnie, więc przyłączamy się do wolontariuszy, żeby pomóc w rozdawaniu żywności. Inna wolontariuszka, Francesca, zaprasza nas na kolację do księdza Don Valeria. Wspólnie z rodziną i znajomymi budują w kościele świąteczną szopkę - wspominają.
.jpg)
Po przejściu huraganowego wiatru na szlaku znajduje się mnóstwo połamanych gałęzi, konarów i drzew, co skutecznie spowalnia marsz. Tymczasem Weronika i Sławek musieli się spieszyć. Przed sobą mieli bowiem kilka dni sprzyjającej pogody, co pozwoliłoby im na bardziej komfortowe przejście najwyższych partii gór w Parku Narodowym Sila.
Wędrówkę szlakiem Sentiero Italia możecie śledzić na stronie internetowej viamountains.com
Sponsorem wyprawy jest firma JAFAR. Partnerem Miasto Jasło. Partnerami technicznymi: Brubeck, Cumulus. Patronat medialny nad wyprawą objął portal www.jaslo4u.pl.

