To nie mogło skończyć się inaczej. Ten chłopak jest stworzony do tego, żeby sięgać po najwyższe laury w karate kyokushin
Kamil Mastaj to podręcznikowy przykład tego, jak skromny chłopak z małej miejscowości, dzięki olbrzymiej determinacji i ciężkiej pracy, może osiągnąć sukces sportowy. Lata treningu i wyrzeczeń, wychowanego w podjasielskiej Świerchowej chłopaka, zaprowadziły na sam szczyt kariery zawodowego sportowca. Dzisiaj Kamil z dumą może prezentować złote medale mistrzostw Polski, Europy oraz Świata w karate kyokushin. O swojej drodze do spełnienia sportowych marzeń i nie tylko opowiedział w obszernym wywiadzie udzielonym naszej redakcji.

M.D.: Od chwili, w której na twojej szyi zawisł złoty medal światowego czempionatu w karate kyokushin, minęły prawie dwa tygodnie. Czy w tym czasie, zdążyłeś już oswoić się z myślą, że jesteś najlepszy na globie? Czy też wciąż stajesz rano przed lustrem i mówisz do siebie – kurczę, jestem mistrzem świata?
Kamil Mastaj: Minęły prawie dwa tygodnie, a ja wciąż zastanawiam się, czy nie jest to przypadkiem sen. Z każdymi kolejnymi gratulacjami, coraz mocniej utwierdzam się jednak w przekonaniu, że udało mi się osiągnąć upragniony cel. To, że moja ciężka praca została doceniona przez wielu ludzi, ma dla mnie bardzo duże znaczenie.
M.D.: Trudno polemizować z faktem, że karate zdecydowanie ustępuje popularnością wielu innym dyscyplinom sportu, przede wszystkim zespołowym. Zdobycie tytułu mistrza świata, to jednak nie lada wyczyn. Czy dzięki sukcesowi odniesionemu na turnieju w stolicy województwa małopolskiego jesteś bardziej rozpoznawalny w Krakowie i nie tylko?
Kamil Mastaj: Wielu ludzi, którzy mnie znają złożyło mi gratulacje. Cieszę się tym, że mogą być dumni z tego, co osiągnąłem. W mediach społecznościowych gratulacje płynęły również od osób, które osobiście mnie nie znają. Ta rozpoznawalność na pewno jest większa, niż przed startem w mistrzostwach świata karate kyokushin. Firma, w której pracuję, także zauważyła mój sukces publikując informację na temat startu w mistrzostwach na stronie internetowej spółki.
M.D.: Puchar, który zmierzając na spotkanie trzymałeś w ręku, wzbudził spore zainteresowanie przechodniów, których spojrzenia były aż nadto odczuwalne. Na chwilę, w której wzniosłeś to trofeum, a na twojej szyi zawisł złoty medal mistrzostw świata, choć jesteś młodym człowiekiem, czekałeś wiele lat. Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z karate kyokushin i dlaczego wybrałeś właśnie tę dyscyplinę sportu?
Kamil Mastaj: Treningi rozpocząłem w wieku piętnastu lat. Zachęcił mnie do tego mój tato. Zawsze podobały mi się sztuki walki. Lubiłem oglądać filmy z Jeanem-Claudem Van Dammem, czy Jackie Chanem. W Świerchowej mieliśmy małą siłownię, w której znaleźliśmy dwie pary śmierdzących rękawic. Jako dziesięcio- i jedenastoletni chłopcy zakładaliśmy je, żeby bić się pod sklepem.
M.D.: Jakie były wyniki tych starć? Częściej byłeś górą ty, czy jednak twoi koledzy?
Kamil Mastaj: Bywało z tym różnie. Nie wiem jakby dziś spojrzeli na to sędziowie, ale były to niezłe naparzanki. Dzisiaj wspominam ten czas z uśmiechem na ustach. Pamiętam też, że tato zrobił mi worek treningowy ze starego materaca piankowego. Wisiał na gałęzi drzewa. Kopałem w niego zawzięcie. Ojciec pokazywał mi różne techniki, dzięki czemu coraz bardziej skłaniałem się ku temu, żeby zacząć trenować. To on zawiózł mnie na pierwszy trening. Był to wrzesień 2008 roku.
M.D.: Pamiętasz dzisiaj, jak wyglądały twoje pierwsze doświadczenia w Jasielskim Klubie Karate Kyokushin?
Kamil Mastaj: Spodobało mi się od samego początku. Pamiętam jednak, że na salę wszedłem przekonany o tym, że jestem dobrze rozciągnięty. Wydawało mi się, że będę potrzebował treningu głównie, aby wypracować siłę fizyczną, której wtedy mi brakowało. Wtedy zderzyłem się z rzeczywistością. Początkowo, mówiąc kolokwialnie, kaleczyłem. Uzmysłowiłem sobie to z biegiem czasu. Byłem bardzo nieskoordynowany ruchowo. Z biegiem czasu trening i ciężka praca zaczęły jednak procentować. Kiedy miałem poczucie, że coś nie wychodziło mi podczas zajęć, wracałem do domu i ćwiczyłem dany element przed lustrem, aby na kolejnym treningu prezentować się lepiej.
M.D.: W przypadku rozmowy z każdym profesjonalnym sportowcem, to pytanie, jest wręcz uniwersalne. Czy w przypadku dyscypliny, którą uprawiasz, biorąc pod uwagę podnoszenie umiejętności sportowych i gotowość do osiągnięcia sportowych celów, istotniejszy jest talent, czy też ciężka praca?
Kamil Mastaj: Z mojego punktu widzenie kluczowa jest przede wszystkim ciężka praca. Przy tym nie można zapomnieć o tym, że musi być to również praca mądra. Brak wiedzy na temat treningu i stosowania właściwych obciążeń, przez które możemy się jedynie zarzynać na zajęciach, przynieść mogą więcej szkody niż pożytku. Na sukces, tak naprawdę składa się niezliczona ilość elementów, poczynając od diety, przez pracę z psychologiem, odpowiednią regenerację po ludzi, z którymi się współpracuje. Za każdym sukcesem danego sportowca stoją osoby, bez których sukces ten nie byłby możliwy do osiągnięcia. Co do talentu, to wystarczy zauważyć, że przez kluby, w tym jasielski klub karate kyokushin przewinęło się wielu utalentowanych zawodników. Nie mieli oni jednak potrzebnej determinacji. Predyspozycje do uprawiania tej właśnie dyscypliny sportu bezsprzecznie posiadam. Jeżeli mamy mówić o talencie, to w moim przypadku jest to talent do ciężkiej pracy. Jeżeli wiem, że mam jakiekolwiek braki, to robię wszystko, aby wyciągnąć właściwe wnioski i wkładając jeszcze więcej pracy, poprawiać swoje umiejętności. Dlatego jestem dzisiaj w tym, a nie innym miejscu, jeśli chodzi o karierę sportową.
M.D.: Gotowość do poświęceń i ciężkiej pracy, to nie są cechy, z którymi człowiek się rodzi. Te wartości wpojono ci w rodzinnym domu?
Kamil Mastaj: Zawsze wzorowałem się na moim ojcu. Był i wciąż jest dla mnie autorytetem. Trzeba pamiętać, że też trenował karate. Posiadał duży talent. Kiedy początkowo nie wychodziły mi starty w zawodach, a miałem z tyłu głowy to, że tato od samego początku wygrywał zawody, w których startował, nie było mi łatwo. Zdarzało się, że do domu wracałem ze łzami w oczach. Chciałem być taki jak on. Wygrywać od początku przygody z karate. Teraz patrzę na to inaczej. Wiem ile kosztuje sukces. Okupiony ciężką pracą smakuje lepiej. W karierze każdego sportowca, ważne jest też wsparcie najbliższych. Ja to wsparcie miałem. Rodzice odwozili mnie do Jasła na treningi. Nigdy nie było tak, że ktokolwiek z członków rodziny mówił mi abym dał sobie spokój ze sportem, że nigdy nie będę miał z tego pieniędzy.
M.D.: Powiedziałeś, że za sukcesem każdego sportowca stoją inni ludzie. Jaką rolę w twojej karierze odegrał trener Tadeusz Krygowski, pod którego bacznym okiem, przez wiele lat, trenowałeś w klubie?
Kamil Mastaj: To, jakich ludzi spotykamy na swojej drodze ma olbrzymie znaczenie nie tylko w sporcie, lecz również w normalnym życiu. Na swojej drodze możemy spotkać osoby, które z różnych pobudek nie chcą abyśmy się rozwijali, w końcu stając się lepszymi od nich. Tak bywa też w sporcie. Shihan Tadeusz Krygowski jest tego zaprzeczeniem. Jego wiedza i podejście do podopiecznych jest fantastyczne. Nie zawsze klepał nas po plecach po zawodach, dobitnie wskazując, co robimy źle. Takie podejście jest uczciwe. Motywuje do bardziej wytężonej pracy. Pomimo, że mieszkam teraz w Krakowie shihan wciąż mnie wspiera. Ważne jest dla mnie również to, że mogę nieprzerwanie reprezentować swój macierzysty klub.
M.D.: To pytanie z pewnością nurtuje wszystkich, którzy ci kibicują, doceniając twoje sportowe osiągnięcia. Czy z uprawiania karate kyokushin można się utrzymać? Czy sukcesy w postaci zdobycia tytułów mistrza Europy i Świata wiążą się nie tylko z prestiżem, lecz także osiągnięciem określonych korzyści finansowych?
Kamil Mastaj: Jestem budowlańcem. Pracuję jako kierownik budowy. Praca zarobkowa jest moim jedynym źródłem utrzymania. Karate jest sportem, na którym nie sposób zarabiać. Nie otrzymujemy pieniędzy za udział w zawodach. To, że mogę spokojnie przygotowywać się do kolejnych zawodów, to wielka zasługa między innymi Urzędu Miasta w Jaśle, który dotuje Jasielski Klub Karate Kyokushin. Od kiedy zacząłem odnosić pierwsze sukcesu, finansowo wspiera nie także gmina Osiek Jasielski, za co jestem wdzięczny. Przed tegorocznymi mistrzostwami świata otrzymałem także wsparcie od firmy ADL Instal Polska sp. z o.o.
M.D.: Pogodzenie obowiązków zawodowych z treningami i przygotowaniem do zawodów musi być nie lada wyzwaniem. Jak udaje ci się pogodzić wszystkie obowiązki?
Kamil Mastaj: Aktualnie mieszkam z moją dziewczyną w Krakowie. Jeszcze kilka lat temu mój dzień wyglądał tak, że życie kręciło się pomiędzy pracą a treningiem, z przerwami na sen. Teraz wiem, że taki model nie jest dobry. Organizm w takim reżimie niesamowicie się eksploatuje. Na przestrzeni wielu lat doskonale wiem, czego potrzebuje moje ciało. W okresie przygotowawczym, przed pracą idę na trening. Po pracy i krótkiej przerwie, znów udaję się na zajęcia. Jestem bardzo wdzięczny mojej dziewczynie, że jest w stanie to wytrzymać. Weekendy jednak należą już tylko do nas. Chodzimy do kina, restauracji, oglądamy seriale, czy też urządzamy sobie wypady za miasto motocyklem. Odwiedzamy też swoje rodziny. W okresie roztrenowania, tak jak teraz, staram się z kolei robić rzeczy, na które nie mam zazwyczaj czasu. Ważne w tym czasie jest to, aby po całym cyklu przygotowawczym i zawodach odpoczęła głowa.
M.D.: W jakim stopniu, twoim zdaniem, na wyniki sportowe ma wpływ przygotowanie i właściwy odpoczynek mentalny?
Kamil Mastaj: Sfera mentalna ma kapitalne znaczenie w kontekście wyników. Tak jak w każdej dyscyplinie sportu, musimy mierzyć się z dużą presją. Wychodząc na matę nie wiemy, co się wydarzy. To sport kontaktowy, w którym uderzenia wyprowadzamy z pełną siłą. Za to, co dzieje się na macie bierzemy pełną odpowiedzialność. To przede wszystkim z tym związana jest presja, z którą musimy umieć sobie poradzić. Wspaniałą rolę w radzeniu sobie z presją odgrywa psycholog sportu, który potrafi tak ukierunkować myśli, aby napięcie nie tyle zniwelować, co wykorzystać dla potrzeb startu. Nastawienie jest kluczowe. Jeżeli obieram sobie konkretny cel, że w najbliższych zawodach chcę być najlepszy, robię wszystko, żeby go osiągnąć. Wówczas jestem absolutnie skoncentrowany na tym właśnie celu.
M.D.: Czy zdarza ci się pracować z psychologiem, na przykład przed ważnym turniejem?
Kamil Mastaj: Tak. Zaczęło się kilka lat temu, kiedy trenowałem w Jasielskim Klubie Karate Kyokushin. Z psychologiem pracowałem przed tegorocznymi Mistrzostwami Świata Karate Kyokushin w Krakowie. Potrzebowałem tej wizyty. Dwa tygodnie przed startem złapałem infekcję. Musiałem odpuścić treningi. Głowie kłębiły się myśli, że mogę nie być dostatecznie dobrze przygotowany. Jedna wizyta u psychologa pozwoliła mi diametralnie zmienić nastawienie. Bardzo ważną rzeczą, jaką wówczas usłyszałem, było to, że na matę wniosę nie to, co wypracowałem w ostatnim tygodniu przed ważny startem, lecz to, co zdołałem skompensować w ciągu trzynastu lat treningów.
***
Kamil Mastaj jest złoty medalistą Mistrzostw Świata Karate Kyokushin z 2021 r. W walce finałowej, podczas turnieju w Krakowie, pokonał Irakijczyka Ishaqa Mohammeda Alfadhila. Na swoim koncie karateka ma również złoty medal Mistrzostw Europy (2021). To również trzykrotny wicemistrz Europy (2015, 2017, 2018), dwukrotny brązowy medalista mistrzostw Europy (2016, 2019), mistrz Polski (2020), wicemistrz Polski (2017), dwukrotny brązowy medalista mistrzostw Polski (2018, 2019) oraz młodzieżowy mistrz Polski (2014).

