Tradycje, o których warto pamiętać
Z Wiesławem Hapem, historykiem, regionalistą, prezesem Stowarzyszenia Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego rozmawia Ilona Dziedzic.

W książce „Ziemia Jasielska naszą Małą Ojczyzną” Pana autorstwa można znaleźć ciekawe informacje dotyczące obrzędów i zwyczajów związanych ze świętami Bożego Narodzenia kultywowanych w regionie jasielskim. Które z dawnych tradycji nowoczesność, mająca obecnie wymiar komercyjny zesłała do lamusa?
Trudno jest uogólniać. W miejscowościach naszego regionu, ba, nawet w rodzinach, jest z tym naprawdę różnie. W jednych środowiskach tradycja jest wiernie kultywowana, w innych częściowo, w kolejnych są tylko podtrzymywane jej elementy. Byłoby pięknie, gdyby przynajmniej o niektórych spośród nich nigdy nie zapominano i je podtrzymywano. Ot, choćby takich jak: odwiedzanie domów przez mężczyzn o świcie w wigilię, wieczerza przy pierwszej gwiazdce (symbolu Gwiazdy Betlejemskiej) przy wspólnym wigilijnym stole z opłatkiem i dwunastoma potrawami, wolnym nakryciu przy stole dla niespodziewanego gościa (dawniej dla dusz zmarłych członków rodziny), sianku pod obrusem, łamaniu się opłatkiem, wspólnym kolędowaniu i pasterce, „zakazie” opuszczania domów po mszy świętej w Boże Narodzenie i spędzaniu go wśród najbliższych (tak często brakuje na to czasu), wróżbach wigilijnych, szopce, choince ustrojonej ozdobami wykonanymi przez domowników (wspólnie z dziećmi) - a może nawet o słomianym tradycyjnym pająku pod sufitem?

Choć wiele zwyczajów nie przetrwało do dzisiaj w wielu polskich domach wciąż podtrzymywane są takie jak dwanaście potraw wigilijnych, wolne miejsca dla nieoczekiwanego gościa, czy oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę. Co jest powodem zatarcia się dawnych tradycji?
Mimo, że zwyczaje i tradycje bożonarodzeniowe są podobne w całej Polsce, to jednak występują różnice w obchodzeniu Wigilii i Bożego Narodzenia w poszczególnych regionach naszego kraju. Z różnych powodów, m.in. migracji, mieszanych małżeństw osób z różnych terenów Polski, etc. zacierają się one. Dlatego uważam, że lokalne zwyczaje, tym bardziej należy je kultywować i chronić ich oryginalność.
Przypomnijmy więc jakie panowały w dniu Wigilii zasady, aby zapewnić rodzinie dostatek oraz powodzenie na przyszły rok?
W Wigilię wstawano bardzo wcześnie, około czwartej rano i zabierano się do pracy. Od świtu, po postnym śniadaniu, które miało wystarczyć do wieczora, wszyscy domownicy krzątali się wokół prac porządkowych wewnątrz i na zewnątrz domu, prowadząc różnorodne przygotowania do wieczerzy. Kobieta - gospodyni - nie mogła usiąść przez cały dzień, aż do wieczerzy. Przyjście obcej niewiasty jako pierwszej w tym dniu do czyjegoś domu była zapowiedzią pecha, że jego mieszkańcom przyniesie to nieszczęścia i kłopoty. Dlatego widząc nadchodzącą kobietę, zamykano drzwi lub wypraszano ją, by nie przekroczyła progu. Równie niepożądana była poranna wizyta mężczyzny w kożuchu. W każdym innym przypadku przyjście jako pierwszego „chłopa” oznaczało szczęście. Wigilia była dniem, którego skutki miały być odczuwane przez cały następny rok. Zwracano uwagę na zachowanie się każdego członka rodziny. Uważano bowiem, że jaki ktoś jest w tym dniu, taki będzie przez cały rok. Unikano więc wszelkich niesnasek, nie wolno było się kłócić. Szczególnie musiały pilnować się dzieci. Gdy któreś z nich zostało ukarane, miało przed sobą niezbyt ciekawą przyszłość na kolejne dwanaście miesięcy. Należało też tego dnia oddać wszelkie długi, by nie zalegać z nimi w kolejnym roku. Nie można było także niczego naprawiać i szyć, w przeciwnym razie w następnych czterech kwartałach ciągle coś będzie się psuło. Nie należało też niczego pożyczać, by przez następny rok w domu nic nie ubywało.
Jak zatem wyglądała dawna, tradycyjna Wigilia na wsi jasielskiej?
Kobiety od świtu przygotowywały, zgodnie z tradycją przodków, dwanaście potraw. Na stół przykrywany białym obrusem, wysypywano mieszaninę ziaren zbóż aby wszystkie w kolejnych zbiorach dały dobre plony. Potrawy podawano w dużych misach, z których jadano wspólnie, a wszyscy musieli przynajmniej skosztować każdej z potraw, by nie sprowadzić na dom nieszczęścia. Na stole wigilijnym znajdowały się owoce pól, sadu, lasu i ogrodu warzywnego - m.in. orzechy, miód, grzyby, śliwki, groch, kapusta, kasze zbożowe, a z mąki pierogi. Do tradycyjnych dań należały: barszcz z grzybami z chlebem, kapusta, ziemniaki, groch, kasza, jagły, pierogi ze śliwkami i kapustą, fasola, pęcaki, kluski. Wszystkie były potrawami postnymi. Pito kompot z suszonych owoców. Nie jedzono ryb, które w naszym regionie wprowadzono dość późno. Było to spowodowane faktem, że pochodziła ona „z wody”, a podczas wieczerzy powstrzymano się od picia wody (i spożywania wszystkiego co się z nią wiąże), gdyż uważano, że ten kto by się jej napił, będzie miał wielkie pragnienie w okresie żniw. Podczas całej wieczerzy nie wolno też było odłożyć łyżki, ani wstać od stołu. Mogła to czynić jedynie gospodyni, która donosiła dania. Naczynia z kolejnymi potrawami stawiano na opłatku, kiedy przykleił się do któregoś, oznaczało to szczególny urodzaj danej rośliny w nadchodzącym roku. Gdy przywarł on do misy, wróżyło to urodzaj rośliny, z której przygotowano potrawę. Do wieczerzy wigilijnej miała zasiadać parzysta liczba osób, co miało gwarantować, że wszyscy spotkają się przy stole za rok. Pusty talerz (misa) podczas wigilii przeznaczony był dla zmarłych członków rodziny, których dusze miały powracać do domu w ten szczególny dzień. Wieczerzę rozpoczynano z chwilą, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Zamykano drzwi, by nie wszedł ktoś nieproszony. Do stołu zasiadano według starszeństwa. Centralne miejsce zajmowali dziadkowie, następnie gospodarz, gospodyni, w dalszej kolejności reszta domowników z dziećmi na końcu. Zwyczaj wolnego miejsca dla nieoczekiwanego gościa pojawił się na naszym terenie dość późno. Zapalano świece, odmawiano modlitwę, później żona gospodarza dzieliła między wszystkich opłatki. Zebrani łamali się nimi i składali sobie życzenia. Po zakończeniu wieczerzy wigilijnej wszyscy jej uczestnicy klękali i modlili się. Później przystępowali do kolędowania oraz tradycyjnych wróżb, co przyniesie najbliższy rok.
Może rozwińmy wątek tych wróżb. Przypomnijmy kilka spośród nich.
Tuż po Wigilii dziewczęta wybiegały na podwórze i wołały głośno, po czym nasłuchiwały, z której strony zaszczeka pies, bo mówiono i wierzono, że stamtąd przybędzie jej narzeczony. Panny biegły też do obory i łyżką, którą spożywały potrawy wigilijne uderzały o drzwi chlewu. Jeśli świnie (o tej porze jeszcze „nie mówiły” ludzkim głosem) zareagowały, oznaczało to, że w przyszłym roku zostaną mężatkami. Chłopcy i mężczyźni z kolei brali snopek słomy żytniej i wbijali go w tragarz. Jeżeli pozostało w nim wiele źdźbeł, znaczyło to, że zbiory w lecie będą pomyślne. Częstą wróżbą było również przyglądanie się swoim cieniom. Czyj cień był dłuższy, ten człowiek miał żyć dłużej, czyj krótszy - ten krócej. Młodzieńcy do czasu pasterki płatali figle. M.in. rozbierali gospodarzowi wóz i jego części zakładali na dach. Jeżeli nikt ich nie zauważył przy tej czynności, miało to znaczyć, że będą mieć wiele szczęścia w przyszłym roku. W wigilijny wieczór dorośli przepowiadali również pogodę, posypując dwanaście łupin cebuli. Na których łupinach zebrała się wilgoć, te miesiące miały być mokre, które pozostawały suche, te miesiące miały być bez deszczu i ciepłe.
Dzisiaj to choinka kojarzy nam się ze świętami Bożego Narodzenia, ale nie zawsze tak przecież było.
Przez wiele dziesięcioleci główną „ozdobą” świąteczną był słomiany pająk zawieszany pod sufitem lub tragarzem nad stołem wigilijnym. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku zaczął upowszechniać się zwyczaj „drzewek bożych” - choinek. Dzieci pod opieką dorosłych ustrajały je jabłkami, orzechami, łańcuchami i ozdobami, które wspólnie wykonywano w czasie poprzedzających święta wieczorów z kolorowego papieru, a na czubku umieszczano gwiazdę betlejemską. Zwyczaj ubierania choinki, która symbolizuje życie, przywędrował do nas z Niemiec. Dawniej strojono ją rankiem w dniu wigilijnym. Dzisiaj coraz częściej robi się to znacznie wcześniej.
Wigilia zwana niegdyś potocznie Wilią była dniem poświęconym wyłącznie dla rodziny. Podobnie było z pierwszym dniem świąt - Bożego Narodzenia …
Boże Narodzenie, poza wyjściem do kościoła, spędzano tylko w kręgu własnej rodziny i domostwa. W tym wyjątkowo świątecznym i ważnym dniu nie wolno było nic robić, nie rozpalać ognia, nie gotować, sprzątać, zmywać naczyń. Na śniadanie spożywano mleko warzone lub kawę ze świątecznym „struclem”, na obiad mięso oraz „zimne” potrawy pozostałe z wigilijnej kolacji. Nie wolno było opuszczać domu. Dorosłym nie wolno było odwiedzać sąsiadów, dzieciom nie pozwalano wychodzić na spotkania z rówieśnikami.
Jak przeżywaliśmy drugi świąteczny dzień - Świętego Szczepana?
W dniu św. Szczepana był czas na zabawy i odwiedziny. Wczesnym rankiem gospodarze posypywali pola, by lepiej rodziły, „zmiotkami” z domu i stodoły. Siano ze stołu wigilijnego dawali bydłu i koniom, a ziarno drobiu. Kawalerowie zaś udawali się na tzw. „śmieci” do domów, gdzie były dziewczęta. Gdy chłopak znalazł nie sprzątnięte śmieci, dziewczyna musiała zapłacić „napitek” i zamieść je w jego obecności. Często też kawalerowie sami śmiecili i zabierali z tego bałaganu jakiś fant, który panna zobowiązana była wykupić za wódkę. Po mszy świętej obrzucano się poświęconym owsem, którym również obsiewano pola, co zapowiadać miało urodzaj plonów. W sadach wiązano słomianymi powrósłami drzewa owocowe, by dobrze rodziły. W tym dniu gospodarze i gospodynie dawali zwierzętom kolorowe opłatki i pozostałe po wigilii - chleb i potrawy. Wieczorami w dniu św. Szczepana goszczono się wzajemnie, czekając na kolędników. Ich wizyta miała przynieść domownikom pomyślność.

fot. Podkarpackie draby
Dzisiejsi kolędnicy nie przypominają już tych przebranych „szczodraków”, czy „drabów” składających wesołe życzenia. Co ich charakteryzowało?
Już od św. Szczepana wyruszali w swój obchód po domach i chatach „szczodroki”, pierwsi kolędnicy. Byli to mali, najczęściej biedni chłopcy. Recytowali różnego rodzaju wierszyki, rymowanki z życzeniami. Gospodarze wręczali kolędnikom parę groszy, zboże, wędliny, pieczywo lub trochę ciasta. W wielu wsiach z myślą o nich wypiekano małe chlebki „poskróbki”. W ten sposób rozpoczynał się okres kolędników, którzy odwiedzali domy do Trzech Króli, a niekiedy jeszcze dłużej i tworzyli grupy przebierańców z Cyganem, Cyganką z dzieckiem, Żydem, Kozą, muzykiem ze skrzypcami, diabłem i Herodem. Śpiewali tradycyjne kolędy i pastorałki, tańczyli, recytowali, odgrywali scenki i inscenizacje, składali życzenia. W zachodniej części Jasielszczyzny od Nowego Roku pojawiała się inna grupa kolędników zwana „drabami” z twarzami pomazanymi sadzą, we włochatych kożuchach, wielkich butach i czapkach ze słomy, przepasani powrósłem, z sękatymi kijami w rękach.

fot. Chodzenie z turoniem Fałat
Obecnie żyjemy w czasach, w których komercja odgrywa bardzo ważną rolę. Dawniej święta Bożego Narodzenia był to magiczny, niezwykły czas. Dzisiaj przygotowujemy się do nich z dużym wyprzedzeniem przez co przestają być one już tak wyjątkowe. Czy grozi nam całkowity zanik tradycji?
Bogata tradycja bożonarodzeniowa pod wpływem globalizacji, „macdonaldyzacji”, coraz szybszego trybu życia, notorycznego braku czasu na wszystko, wszechobecnych w naszym życiu: Internetu, telefonów komórkowych, laptopów często zaciera się i ogranicza swój wymiar. Uważam, że nie grozi nam zanik tej tradycji. Musimy jednak dbać, by przekazywać zwyczaje i tradycje bożonarodzeniowe młodemu pokoleniu. Radosny czas świąt Bożego Narodzenia powinniśmy przeżywać z całą rodziną, w prawdziwie rodzinnej atmosferze i wspólnym śpiewaniu polskich kolęd. Obyczaje i tradycje muszą być przypominane i kultywowane, by uchronić je od zapomnienia i w ten sposób podtrzymywać ich bogactwo. Musimy postawić pewną barierę w celu zatrzymania tego, co stało się powszechnością w wielu krajach Zachodu - a niestety, dotarła już i do nas - gdzie tradycja świąteczna nie jest już wcale tak widoczna i nie ma tego aspektu chrześcijańskiego i kulturowego. Dominuje tam komercja, głównie liczą się świąteczne zakupy, prezenty i konsumpcja. Święta kojarzyć się muszą z czymś więcej, bardziej z aspektem duchowym niż materialnym i właśnie zakorzenioną nam przez przodków tradycją. Dopiero wówczas te dni będą naprawdę wyjątkowymi. Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, w imieniu własnym i zarządu Stowarzyszenia Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego, składam wszystkim mieszkańcom Jasła oraz powiatu serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności, niepowtarzalnej atmosfery miłości i ciepła oraz obfitości wszelkich dóbr. Niech radość i pokój Świąt Bożego Narodzenia przyniesie Państwu odpoczynek i wytchnienie od codziennych obowiązków, a nadchodzący Nowy Rok - mnóstwo zdrowia, szczęścia, spokoju i spełni Wasze marzenia.
Ilona Dziedzic

