Transcarpatia 2007
Co można robić w ciągu siedmiu sierpniowych dni urlopu? Korzystając ze słonecznej pogody wygrzewać się na słońcu? Leniuchować na kanapie oglądając tysięczny odcinek telenoweli? Zaliczyć dystans 500 kilometrów, pokonując 14 tysięcy metrów przewyższenia w skwarze, zimnie, pełnym słońcu, ulewnym deszczu? Zdecydowanie trzecia opcja! Do tego należy jeszcze dodać ostre, kamieniste wyboje i błoto – grząskie i głębokie. A to wszystko oczywiście na rowerze. Dla jednych, pewnie dla większości, to za dużo, za daleko i zbyt męczące... Dla drugich kwintesencja życia – radość, ale też „pot, krew a chwilami łzy”, przyjaźń i rywalizacja, walka z własnymi słabościami. Taka jest właśnie TransCarpatia, siedmioetapowy maraton rowerowy. Mit który co roku staje się prawdą, który przyciąga tych, którzy chcą przeżyć wspaniałą przygodę, poczuć istotę życia i nie poddać się wahaniom: czy dam radę? czy chcę aż tak się zmęczyć?... TransCarpatia jest nietypowym wyścigiem rowerowym nie tylko z powodu swoich potężnych odległości do pokonania i zróżnicowanego terenu – to także nowe podejście do wyznaczania tras, a raczej ich brak. Na tych zawodach nie ma czegoś takiego jak oznaczenie trasy foliowymi taśmami, jak policjanci na każdym skrzyżowaniu, znaki na drzewach co 100 metrów czy usunięte z trasy przeszkody. Droga pomiędzy startem, punktami kontrolnymi i metą może być pokonywana przez zawodników dowolnie. Trzeba się więc wykazać nie tylko niewyobrażalną wytrzymałością i siłą, lecz także umiejętnościami dobrej nawigacji i… sprytem.
Popularność tej imprezy rośnie z roku na rok, do tego stopnia, że często nie ma możliwości, aby mogli uczestniczyć w nich wszyscy chętni. W zawodach może wziąć udział każdy, jednak nie zaleca się tego zupełnie początkującym “mountain bikerom”. Trasy są często bardzo trudne technicznie i – co tu dużo mówić – wyczerpujące. Wymagane jest więc doskonałe obycie się z poruszaniem w trudnym terenie i samodzielnym serwisowaniem sprzętu. Na tej imprezie “nie ma, że boli”
Jak już wcześniej zostało wspomniane na starcie zameldowało się duża liczba uczestników, wśród których nie zabrakło jaślan reprezentujących Jasielskie Stowarzyszenie Cyklistów. “WiśMach Tim” w składzie Wiktor Wiśniewicz (Jasło) – Tadeusz Mach (Rzeszów) w ogólnej klasyfikacji kategorii Masters uplasowali się na bardzo wysokiej 4 pozycji! Zanim jednak dotarli do mety, pokonali 500km w 7 etapach, które przebiagały na następujących trasach:
I etap – Ustroń – Korbielów (8 miejsce);
II etap – Korbielów-Kościelisko (6 miejsce);
III etap – Kościelisko – Szczawnica (4 miejsce);
IV etap – Szczawnica – Krynica Zdrój (3 miejsce);
V etap – Krynica Zdrój – Krempna (4 miejsce);
VI etap – Krempna – Baligród (4 miejsce) oraz
VII etap ze startem i metą w Baligrodzie (3 miejsce).
W wyścigu zaznaczył swój udział również inny jaślanin – Marcin Świątek, któremu w zespole z Rafałem Nęckiem udało się ukończyć jedynie trzy ostatnie etapy. Jak więc widać aby odnosić sukcesy nie wystarczy startować w typowych wyścigach kolarskich czy maratonach, ale nawet w tak „ekstremalnej” imprezie jaką jest TransCarpatia. Mamy nadzieję iż nasi reprezentanci niezadowolą się tym wynikiem i będą chcieli go poprawić choćby w następnej edycji tego maratonu.



M.L./G.P.
fot.Klara Żerdzicka/napieraj.pl
