Trzy miesiące po powodzi. Powodzianie dalej remontują swoje domy.
Minęły trzy miesiące od czasu powodzi, a mi się wciąż wydaje jakby to było wczoraj. Obserwowałam mieszkańców Jasła oraz ich postępy w remontach zalanych mieszkań. U jednych widać efekty prac, inni nawet nie zaczęli. A wszystko to zależy od możliwości finansowych każdego z nich oraz od decyzji z kosztorysem...




Elżbieta Stygar, mieszkanka Jasła do dnia dzisiejszego czeka na decyzję komisji, która została powołana do szacowania strat po powodzi. W ciągu tych kilku miesięcy jedynie wymalowała i wysprzątała piwnicę, która na nowo zaczyna grzybieć. - Nie pomogło nawet odkażenie wapnem. W domu jedynie zostały ściągnięte parkiety i boazerie, a z kuchni drewniana podłoga - dodaje Stygar.
Trzymiesięczne opóźnienie w remontach to powód oczekiwania na decyzję w sprawie odszkodowania. Prace remontowe potrwają przeszło rok. Plany związane z wakacjami, powodzianie musieli odłożyć na bok. Dla nich liczy się teraz, aby móc normalnie mieszkać. Jeszcze nie wszyscy otrząsnęli się z tego nieszczęścia, jakie ich spotkało.
Pani Depczyńska, mieszkanka ul. Bohaterów Monte Cassino w Jaśle, jest starszą, schorowaną kobietą. Kiedy rozmawiałam z nią, widziałam w jej oczach rozpacz. Płakała, kiedy opowiadała mi jakie straty wyrządziła jej powódź.
- Po raz pierwszy była tutaj taka wysoka woda. Nie ewakuowałam się, tylko mieszkałam na piętrze domu. Stół i kuchenkę musiałam wyrzucić, a zalane okienka garażowe nie domykają się. Na wiosnę remontowałam sobie kuchnię. Położone mam nowe kafelki i płytki, ale i to z czasem może odejść od ścian - zwierzyła się Depczyńska. Jeszcze dużo pracy pozostało, aby ta kobieta mogła spokojnie odetchnąć z ulgą, że to już koniec remontów.


Każdy dzień, przypomina ludziom dotkniętym przez powódź, że ten koszmar jeszcze się nie skończył. Ze strachem w oczach wysłuchują prognoz pogody, które zapowiadają ulewne deszcze.
Ilona Czarnecka
